Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!

Komentarze Muharat

  • @Trurl 08:14:13
    Dobry przykład. O ile z Waszyngtonem rzeczywiście nie ma problemu, o tyle "Łilsona" jest spotykane i nie brzmi jakoś dziwnie.

    Oczywiście w państwie JKMa powinna być "Rada języka polskiego", co nie jest niezgodne z modelem libertariańskim, bo przecież trzeba chronić kulturę chrześcijańską przed masońskim spiskiem, a w ogóle to mamy tu do czynienia z typowym przykładem dylematu więźnia, w którym to państwo musi wkraczać. No i nie zapomnijmy jeszcze o wywłaszczaniu właścicieli nieruchomości na podstawie dokonanej przez nich wyceny, bo przecież tak było za Napoleona. Tak więc warto się szykować na to, że ktoś nas w końcu weźmie za mordy i wprowadzi normalność.
    „Marcin Eden” - i jeszcze kilka uwag o tłumaczeniu imion
  • Kultura chrześcijańska
    Kultura chrześcijańska to kultura służalczości i zamordyzmu, więc w sumie o co chodzi?
    „Marcin Eden” - i jeszcze kilka uwag o tłumaczeniu imion
  • @Andrzej Wolny 12:08:14
    Prawda, symbol UE wzbudza emocje u każdego i trudno by było takiego plakatu nie zauważyć na ulicy. A plakat 1 jest strasznie siermiężny najbardziej ze wszystkich po prostu, trzeba by celowo chodzić po ulicach z zamiarem czytania plakatów, żeby go zauważyć, nie przyciągnie wzroku przechodniów.
    Plakat nr 1 wybrany
  • @panMarek 02:24:07
    Po co jest "Prawo budowlane"?
    Do niedawna uważałem, że jest to typowy przykład dbania o "ludzi pracy". Tak jak taksówkarzy się pyta jak powinny wyglądać przewozy, prawników jak powinny wyglądać usługi prawnicze, tak budowlańców się pyta jak powinno wyglądać budownictwo, no więc ustalają oni to "prawo", po to, żeby najprostsza inwestycja wymagała pieczątek dziesiątek specjalistów, z których każda to prawie czysty zysk dla jakiegoś specjalisty z branży budowlanej. Dodatkowo wymogi sprawiają, że inwestycje nie mogą być zbyt proste, więc i na materiały się wyda więcej niż potrzeba, i robotnicy będą mieć więcej pracy. Każdy normalny człowiek oczywiście wie, że to "prawo" w żaden sposób mu nie służy, bo bogaty i tak postawi chatę przewyższającą wszelkie wymagania, a biedny ma zakaz budowania pod własne możliwości i musi się tułać po kątach i płacić za wynajem zamiast oszczędzać na własny dom czy mieszkanie.
    Jednak w tych regulacjach jest coś więcej niż zadowolenie kolejnej grupy "ludzi pracy". Chodzi o to, by uzależnić obywateli od lichwiarskiej finansjery, zmuszając ich do budowania obiektów tak drogich, że nie mogą ich najczęściej sfinansować z własnych środków. I tak o ile samo "prawo budowlane" sprawia, że ten sam budynek o takich samych parametrach jest ok 3 razy droższy niż gdyby powstał na wolnym rynku, to konieczność zaciągnięcia na niego kredytu powoduje kolejny trzykrotny wzrost ceny. Niestety w tzw rządach są macki zarówno "ludzi pracy", w tym budowlańców, jak i finansowej międzynarodówki.
    To już staje się nudne
  • Dlaczego akurat para-olimpiada?
    Przecież olimpiada w takim samym stopniu polega na odbieraniu pieniędzy pracującym i dawaniu im nierobom. W dodatku skala tego zjawiska w wypadku olimpiady jest znacznie większa (jeszcze większa jest chyba tylko w wypadku piłki nożnej). Poza tym nie zapominajmy o teatrach, muzeach, kinematografii, kościołach i innych przedsiębiorstwach z branży rozrywkowej.
    Problemem nie jest para-olimpiada, olimpiada, czy też zawody w pluciu na odległość dla krzywoustych. We każdej z tych imprez zwyciężają "najlepsi, najwydajniejsi, najsprawniejsi" - w danej kategorii. Problemem jest to, że państwo pod przymusem zabiera nam pieniądze i wydaje je na rozrywkę. Bo po pierwsze na rozrywkę płacą najbiedniejsi, którym rozrywka raczej nie w głowie. Po drugie na rozrywkę płacą nieco bogatsi, którym rozrywka nie w głowie, bo nie chcą tracić czasu na pierdoły i woleli by oszczędzać. Po trzecie na rozrywkę płacą ci, którzy chcieli by na nią nieco wydawać, ale prawie zawsze będzie to nie taki rodzaj rozrywki, jaki by sami sobie wybrali. To na prawdę jest takie proste.
    To już staje się nudne
  • Inne przykłady dyscyplin
    w których "powinni" sprawdzać swoich sił niepełnosprawni:
    http://www.youtube.com/watch?v=98HcFOjpjCU
    http://www.youtube.com/watch?v=ZuXq3Ty9C5M
    Uwagi osób niepełnosprawnych
  • @GPS.1965 18:14:09
    Nie sądzę, że trzeba być głupkiem, by nie chcieć likwidacji sportu "niepełnosprawnych". A postulaty gospodarcze i likwidację zbędnych przepisów jest w stanie poprzeć znacznie więcej niż 15%. Powtarzam, tu chodzi o mentalność ludzi przyzwyczajonych od pokoleń do niewoli. Ludzie (wcale nie głupcy, którzy wierzą w socjalizm, albo chamy, którzy świadomie go chcą) rozumują tak, że jak Giertych chce mundurków, to każe wszystkim chodzić w mundurkach, więc jak JKM nie chce szkół koedukacyjnych, to polikwiduje szkoły koedukacyjne.
    Pokłosie walenia cepem – czyli para-argumentacja
  • @zadzior 09:16:27
    "Socjaliści, gdy czegoś nie rozumieją to chcą to usunąć, zakazać, ot taka cecha idiotów."
    Coś w tym musi być. Niektórzy np nie rozumieją, że sport uprawia się dla sportu, a nie po to, żeby żelastwo było przerzucone, piłka wbita do siatki, czy twarz przeciwnika rozbita. Do tego celu znacznie lepiej nadają się maszyny, więc równie dobrze należało by szydzić z tych najlepszych w tych sportach, dlatego że robią to w prymitywny sposób, sprzed epoki kamienia łupanego.

    "Już był w historii taki gość, który kategoryzował ludzi na pod- i nadludzi. Tym podludziom kazał nosić opaski na ramieniu."
    Między kazaniem a brakiem zakazywania jest jednak pewna różnica.

    "Nie wolno kategoryzować ludzi na normalny i upośledzony."
    Czyli nie wolno urządzać zawodów z podziałem na kategorie wagowe, albo sprzedawać ubezpieczeń, dzięki którym ktoś może dostać rentę jak stanie się kaleką? A co z zasadą chcącemu nie dzieje się krzywda?

    "Nie wolno ludzi kategoryzować, tylko dlatego, ze jakiemuś socjaliście się nie podobają!"
    Otóż to, należało by tylko jeszcze dodać, że dlatego że się podobają też nie. Mnie na przykład nie podobają się występy paraolimpijczyków, jak i wielu innych pełnosprawnych sportowców, z pochłaniającą miliardy z kieszeni podatników piłką nożną na czele. Ale guzik mnie obchodzi co kto za pomocą tych sportów "propaguje", czy propagował by gdybyśmy żyli w normalnym kraju, gdzie sportem i telewizją rządzi rynek. Nie znaczy to też, że chciałbym te miliardy przesunąć na jakieś bardziej cywilizowane sporty, tego po prostu robić nie wolno, zresztą nie chciał bym żyć z kradzionego. Chciałbym jednak pozostawić sobie możliwość bycia "dyskryminowanym", poprzez starty z limitem wagi. I choć wiem, że JKM nie zamierza mnie takiej możliwości pozbawić, to dziwię się dlaczego konserwatysta z takim zapałem pisze o swoich prywatnych upodobaniach, tym razem dotyczących sportu, skoro podstawową zasadą państwa jakie zamierza stworzyć jest to, że prywatne gusta i guściki przestaną być źródłem prawa. Jestem jednak też przekonany, że przeciętnemu wyborcy partii głównego nurtu szukającemu jakiejś alternatywy, do głowy nie przychodzi, że można nie być demokratą i nie zamierzać zmuszać innych do postępowania zgodnie z własnymi upodobaniami. Dlatego taki człowiek zrozumie ten tekst tak, jakby JKM chciał zabronić startów, czy przynajmniej pokazywania w telewizji tych wszystkich ogólnie pojętych niepełnosprawnych i stwierdzi, że lepiej jednak na niego nie głosować, bo w końcu gospodarka to nie wszystko.
    Pokłosie walenia cepem – czyli para-argumentacja
  • Ja p***dole, co to ma znaczyc "powinni"
    Powinni grać w szachy a nie startować w paraolimpiadzie, ale powinni żeby co, bo nie bardzo rozumiem co by miało z tego pozytywnego wyniknąć. Ci sportowcy mogą być właśnie nadzieją na zmianę czegoś w naszym zgnuśniałym, tchórzowatym i konformistycznym społeczeństwie, którego słabość odbija się w poparciu dla silnego państwa. Oni biorą swój los we własne ręce, pokonują słabości, nie słuchają się jakiś kretynów, że jak nie masz nogi to sobie pograj w szachy. A medali zdobyli więcej niż olimpijczycy dlatego, że są to prawdziwi pasjonaci swoich dyscyplin, którzy są w stanie wiele dla nich poświęcić, również korzyści materialnych. Nie startują tam dla kasy, tylko z czystej pasji. Tak samo jest we wszystkich innych sportach nieolimpijskich, o których szczęśliwie nasze państwo zapomina i poza przymusowymi badaniami lekarskimi i paroma innymi formalnościami, za bardzo uprawiać nie przeszkadza. To na prawdę nie działa tak, że jak ktoś np waży 60 kg, więc jest "niepełnosprawnym" bokserem, to sobie myśli - skoro nie mam szans na miliony w zawodowym boksie, to pójdę lepiej pobiegać w maratonie. On chce uprawiać boks i będzie uprawiać boks, choćby wszystko i wszyscy stali mu na drodze. Tak powstaje chart ducha i wytrwałość niezbędna do tego, by zostać mistrzem, a nie poprzez nadzieję zostania wychwalanym w niebogłosy przodownikiem pracy, szerzącym chwałę "cywilizacji białego człowieka". Jeśli więc paraolimpiada cokolwiek propaguje, to tylko wartości, które powinni podzielać wszyscy wolnościowcy, zwolennicy minimalnego państwa, pragnący by pozwolono wreszcie działać ludziom na własną rękę. Poza tym w takim państwie chyba propagowanie czegokolwiek powinno być legalne, tylko rząd nie powinien się tym zajmować, telewizja powinna być prywatna, jak i wszystkie związki i kluby sportowe. Nic nie wspierać kasą podatników, ale i niczego nie utrudniać regulacjami.

    PS 1 Skąd mają się brać mistrzowie sportu, gdyby nie było zawodów juniorów i jakiegokolwiek zainteresowania nimi, co daje motywację do walki młodym sportowcom?
    PS 2 Jak by wyglądały nasze kobiety, gdyby jedynym sportem jaki uprawiają było obieranie ziemniaków na czas, czy patroszenie ryb? Prawdopodobnie wiele z nich przybrała by wygląd zbliżony do żony JKM, co być może złagodziło by jego kompleksy.
    Pokłosie walenia cepem – czyli para-argumentacja
  • Tak, jak pięknie by się ludzkość rozwijała
    gdyby nie było różnych kategorii sportowców. Każdy kto nie waży 100 kg albo więcej musiał by uprawiać jakieś debilne skoki narciarskie albo jeździectwo, zamiast podnosić ciężary czy uprawiać sporty walki. Po ulicach chodziły by prawie same wypierdki, które bojąc się silnych chcieli by silnego państwa, by ich przed nimi chroniło. A to te wypierdki produkowały by 99% PKB, płaciły 99% podatków i miały 99% głosów. Zaraz by się okazało, że zakazy takie jak na przykład zakaz noszenia noży to nic, pewnie trzeba by było tym największym kazać chodzić w kajdankach, bo w końcu same ręce i nogi już stanowią niebezpieczną broń. Istnieje oczywiście alternatywne "liberalne" rozwiązanie - każdemu dać pistolet i pozwolić strzelać do wszystkich, którzy w bocznej uliczce zapytają się, czy nie dorzucił byś złotówki do browara.
    Tłumacząc jak chłop krowie na trowie: SPORT TO NIE TŁUCZENIE WĘGLA W KOPALNI, gdzie liczy się tylko bezwzględny wynik. Idąc tym tokiem myślenia, należało by bokserów wyposażyć w kastety zamiast w rękawice, a w zawodach podnoszenia ciężarów pozwolić używać dźwigów. To w końcu tylko jedna z form dopingu. Sport uprawia się po to, aby poprawić swoje własne możliwości i zbliżyć z nimi do potencjalnego maksimum. Motywacją do tego może być udział w zawodach, ale aby to miało sens należy konkurować z osobami o potencjalnie podobnych możliwościach. Zawody dla różnych kategorii sportowców to zaprzeczenie równouprawnienia, bo ich celem jest umożliwienie konkurowania w obrębie grupy o w miarę równych możliwościach, a nie wyrównanie wyników. W dodatku jeśli działa tu w miarę wolny rynek wszystko jest w porządku i zawodnicy lżejszych kategorii zarabiają na ogół znacznie mniej niż ciężkich. Związane jest to oczywiście z ich popularnością i hojnością sponsorów, co może się kiedyś zmieć, gdyż dla koneserów zmagania lżejszych zawodników są równie widowiskowe co cięższych, a w sportach siłowych może nawet bardziej, gdyż podnoszone ciężary są większe w stosunku do masy ciała. Tak jest oczywiście tylko w sportach, w których ten rynek działa, a więc w tych nie "wspieranych" przez państwo, które dzięki braku tego "wsparcia" mogą się w miarę swobodnie rozwijać, czyli np w boksie zawodowym, MMA czy kulturystyce. W Judo, zapasach czy ciężarach już niestety nie, gdyż są to sporty olimpijskie, którymi państwo troskliwie się zajmuje. Dziwię się zatem, że "liberał" narzeka na to, że telewizja pokazuje zmagania kilku potencjalnie słabszych zawodników, zamiast pisać o tym, że sport w większości jest finansowany z podatków i że państwo bezczelnie hamuje jego rozwój, poprzez durne przepisy o ubezpieczeniach, badaniach lekarskich, uprawnieniach instruktorskich, prawo budowlane, które sprawia, że nie możliwa jest adaptacja nie spełniających wymogów obiektów na cele sportowo - rekreacyjne, a budowa nowych kosztuje trzy razy więcej niż wynosi ich wartość rynkowa.
    Para-olimpiada czyli paranoja
  • Nie myślą krytycznie,
    bo się ich kształci do wiary a nie do myślenia. Wiary, jeśli nie w "Boga", to w "służbę zdrowia", czy innych "amerykańskich nałukowców".
    Pan dyrektor Dariusz Gawin – czyli kłamstwo stosowane.
  • Po pierwsze
    zdrowie nie jest żadnym "dobrem" w rozumieniu ekonomii, jest to pewien stan organizmu, zależny głównie od długofalowych decyzji podejmowanych przez właściciela tego organizmu. Dobrem mogą być na przykład usługi medyczne. Po drugie socjalizm to jest ustrój, w którym pewne rzeczy są właśnie "dobrami publicznymi", czyli niczyimi, bez względu na to, czy to będą usługi medyczne, mieszkania, samochody albo laptopy dla dzieci. Mówienie więc, że coś nie jest socjalizmem, tylko realizacją postulatu, że jakieś dobro ma być "dobrem publicznym", jest przeczeniem samemu sobie. Ponadto warto zauważyć, że dobro publiczne, to przeciwieństwo prywatnego, więc nie tylko "ogół, a w praktyce urzędnik" nam to dobro wydziela, ale również ten urzędnik ustala warunki korzystania z niego i zachowuje prawo do jego kontroli. Tak więc skoro zdrowie, zdaniem takich mędrców jak ów profesor, jest nie tylko dobrem, ale w dodatku dobrem publicznym, to nie może być sprawą prywatną każdego człowieka. Stąd możliwość dowolnego, bez naszej zgody zaglądania funkcjonariuszy (jakimi w tym systemie są lekarze) w nasze zdrowie i decydowania przez nich o tym jakim procedurom medycznym mamy się poddać. Na razie nie wygląda to najgorzej, ale już wiele osób cierpi z powodu przymusowych szczepień, a każdy kto nie podda się obowiązkowym badaniom ma zakaz legalnej pracy. To z kolei stanowi wyraźne naruszenie prywatności (która jednak dla zwolenników "dóbr publicznych" nie ma większego znaczenia) oraz jest także zmuszaniem do poddawania się eksperymentom medycznym, gdyż każda procedura medyczna, nawet tylko badanie, niesie ze sobą określone ryzyko, jest więc sama w sobie powtórzeniem eksperymentu. Tu dobrze uwidacznia się, jak wiele wspólnego mają ze sobą wszystkie systemy totalitarne, od "liberalnej" socjaldemokracji, po nazizm z jego doktorem Mengele. To też jest powód który sprawia, że służba zdrowia jest znacznie bardziej niebezpiecznym organem państwa niż ZUS. Wprawdzie pieniędzy kosztuje nas znacznie mniej, ale wolności i zdrowia o wiele, wiele więcej.
    Chore gadanie o chorej „służbie zdrowia”.
  • Takie marne zarzuty
    a nasz WCz Socjocybernetyk nie potrafi nawet na nie poprawnie odpowiedzieć. Otóż oczywiście, że po zmniejszeniu podatków pracodawca da temu inżynierowi większą pensję, ale nie dlatego że musi on zapłacić za lekarza czy tam inne kalesony dla bezdomnej matki, tylko dlatego, że jak tego nie zrobi, to zrobi to inny pracodawca.
    Liczby nadal rozstrzygają
  • @Naes 16:05:37
    Ja nie jestem z żadnej sekty, ani watykańskiej, ani toruńskiej, ani jeszcze innej. Początkowo myślałem, że przyczyną katastrofy była brawura pilotów, bądź jakaś usterka samolotu, najprawdopodobniej układu zasilania, która by sprawiła, że nie miał by mocy przy próbie poderwania po nieudanym podejściu. Ale ustalenia ekspertów zespołu Macierewicza, szczególnie profesora Biniendy, zadają kłam oficjalnej wersji wydarzeń, dlatego dalsza wiara w nią nie jest już nawet naiwnością, tylko zwykłą upartą głupotą. Oczywiście i te wnioski mogą być fałszywe, ale z nimi się nie da walczyć za pomocą argumentów polityczno-emocjonalnych, a jedynie technicznych. Żeby to zrobić trzeba jednak w ogóle być w stanie zrozumieć co tak na prawdę dokonał profesor Binienda, bo przecież nie była to właściwa ekspertyza przyczyny katastrofy, gdyż nie miał on dostępu do dowodów rzeczowych. Podejrzewam jednak, że to przekracza zdolności umysłowe filozofów, socjocybernetyków, politologów, czy innych specjalistów od przekładania papierków z kupki na kupkę, którym pozostaje tylko erystyka i granie na emocjach.

    PS Nie sądzę by w katastrofie pomogli Rosjanie. Stoją za tym raczej polskie służby, a ruskie tylko po starej znajomości, nie dopuścili do przeprowadzenia jakiegokolwiek śledztwa.
    Niech Prawda nas wyzwoli!
  • Ciekawe
    czy JKM jest naiwniakiem, który wierzy w oficjalne wersje śledztw (przepraszam, teraz już poparte przez księdza arcybiskupa, oczywiście bez porozumienia z oficerem prowadzącym), czy też kłamcą, który doskonale wie, że ustalenia ekspertów pracujących dla zespołu parlamentarnego żadnymi kłamstwami być nie mogą, gdyż nie są to żadne jednoznaczne tezy, tylko szczątkowe fakty, które udało się ustalić, a które jedynie negują oficjalną wersję raportu, nie odpowiadają natomiast jednoznacznie na pytanie, co tak na prawdę się wydarzyło w Smoleńsku.
    Niech Prawda nas wyzwoli!
  • @TRad 13:00:50
    Różnica między marksistami walczącymi z arystokracją, solidarnością walczącą z komuną, katolikami walczącymi z prześladowaniami, gejami walczącymi z dyskryminacją, czy "racjonalistami" walczącymi z "ciemnotą", a libertarianami walczącymi o wolność i godność człowieka jest taka, że ci pierwsi chcą z niewolników stać się panami niewolników, natomiast drudzy chcą mieć swobodę decydowania o własnym losie i nie mają nawet cienia pokusy, by przez jakieś "nowe lepsze prawo" decydować o prywatnych sprawach innych.
    Jeden cytat
  • @TRad 10:54:34
    Nie pisałem o żadnych klasach, tylko o represjach w stosunku władza - obywatele. Marksiści tych represji nie znieśli, tylko wprowadzili jeszcze większe, a to że początkowo represjami objęta była wymyślona przez nich klasa burżuazyjna, a rzekomo chroniona wymyślona przez nich klasa robotnicza nie ma większego znaczenia, i tak zaraz wszystko to obróciło się przeciwko wszystkim, wszystkim za wyjątkiem ustanawiających to prawo władzy.
    Co do emerytur, to akurat nie do nich się odnosił mój komentarz, tylko ogólnie do wszelkich wymysłów państw totalitarnych. Ale jeśli już przy nich jesteśmy, to powiem Ci, że ja nie tylko nie zawierałem żadnych umów z paskudnymi esbekami, ale z sympatycznymi staruszkami również. Idąc więc tropem, że umów należy dotrzymywać, należało by wszystkim odebrać emerytury i wprowadzić wolność jednym cięciem. No chyba, że pieniądze na te emerytury ma państwo, które je obiecywało, ale ono ma jak wiadomo tylko długi. Jednak tak radykalny krok wcale nie był by potrzebny, gdyby nie istniało twoje ukochane prawo. Gdybym nie był na każdym kroku powstrzymywany przed działaniem, te kilkaset złotych miesięcznie nie miało by większego znaczenia.
    Jeden cytat
  • @TRad 00:12:16
    Prawo to narzędzie w rękach władzy. Jest ono przez władzę tworzone, więc jak może ją ograniczać. Prawo to tylko sposób na nadanie "cywilizowanej" otoczki bandyctwu władzy. Cywilizowanej w cudzysłowie dlatego, że setki lat czegoś tak obrzydliwego jak wychowanie w szacunku do władzy sprawiły, że ludzie zupełnie inaczej odbierają te same działania, gdy są one legalne, niż gdy są nielegalne. A o tym, że takie podejście jest absurdalne świadczy najprostszy przykład. Powiedzmy, że wchodzę do twojego domu, daję ci w mordę i zabieram co mi się podoba. Działanie nielegalne, godne potępienia, prawda? A teraz jako organ władzy wydaję ustawę, która mówi że mogę wejść do dowolnego domu. dać w mordę właścicielowi i zabrać co mi się podoba, po czym to robię. Teraz to już działanie w zgodzie z prawem, do którego trzeba mieć szacunek.
    Jeśli by spojrzeć w przeszłość, to 99% państw były to systemy niewolnicze, feudalne, wyznaniowe, socjalistyczne, narodowo - socjalistyczne, komunistyczne, socjaldemokratyczne, bądź inne totalitarne. Szacunek do prawa a priori to szacunek do tych systemów i do swojej roli w nich jako niewolnika, bydlęcia, człowieka pracy, czy owieczki bożej.
    Jeden cytat
  • 20 % wierzy w jawne bzdury
    Za to 80 % wierzy w bezdyskusyjną prawdę ustaloną po wnikliwym i obiektywnym śledztwie przez najwybitniejszych ekspertów z Wydziału Inżynierii Cywilnej Uniwersytetu TVN'u, Katedry Zderzeń Wielkiej Energii Akademii Wikipedii i Zakładu Awioniki Sejmu VII kadencji. Oczywiście nikt o zdrowych zmysłach nie może podważać ustaleń tak znakomitego grona ekspertów, te 20 % to tylko jakaś PiSowska etatystyczno-socjalistyczna sekta. Na szczęście mamy demokrację i to te 80 % przegłosowuje słuszne wersje raportów, decyduje o słusznych programach nauczania i słusznych procedurach medycznych, którym dla ich dobra podda też pozostałą, zbłąkaną mniejszość. Na tym w końcu polega wolny rynek i prawa człowieka, za którymi przecież większość ludu się opowiada. Jak miło powitać Pana w tym racjonalnym i światłym gronie.
    Kiedy zmarł Stalin
  • ..
    "Wszystkim organom państwa zależy, by „walka z narkomanią” trwała i trwała - bo to gwarantuje dużo pieniędzy na "walkę z narkomanią". A na to by trwała walka, musi istnieć narkomania."
    Rzeczywista bądź wyimaginowana dodajmy. Tak jak kiedyś narkomania była narkomanią, tak teraz w jej definicję włączono jakieś dopalacze, efedrynki itp, a niedługo pewnie obejmie również przydomową hodowlę pietruszki. Również pedofilia kiedyś była pedofilią, teraz obejmuje również posiadanie tzw "pornografii dziecięcej" (przy czym co to jest ta "pornografia" nikt tak na prawdę nie wie, ale praktyka organów ścigania wskazuje, że jej definicja jest znacznie szersza niż materiały utrwalające czynności seksualne z udziałem dzieci), tak nie długo pewnie obejmie również kupowanie dziecięcych ubrań bez zaświadczeń uprawnionych lekarzy i pedof... przepraszam, pedagogów, że są one rzeczywiście niezbędne dla naszych, to znaczy państwowych dzieci, których obowiązek utrzymania powierzyło nam państwo.
    Dopalacze, pedofilia – a działalność reżymu.