Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!

Komentarze nana

  • @ikulalibal 18:47:27
    sefardyjskiego rabina Józefa Karo z XVI wieku, w wersji uzupełnionej dla Aszkenazyjczyków przez Mojżesza Isserlesa. Niższego rzędu wskazówkami są responsy cieszących się autorytetem rabinów, którzy jednak często wydając odmienne orzeczenia powodowali zajadłe spory.
    Brit mila
    W 8 dniu po narodzinach chłopiec powinien być obrzezany. W ceremonii uczestniczy mohel (dokonujący operacji), sandak (osoba trzymająca dziecko), rodzice, zaproszeni goście oraz prorok Eliasz, dla którego stoi specjalny fotel. Po operacji mohel oznajmia: „Imię jego w Izraelu będzie X, syn Y”. W pierwszy piątek po narodzeniu rodzice winni wydać uroczysty posiłek (Szalom Zachar). Za synów pierworodnych powinien być złożony okup. Matka dziecka jest nieczysta rytualnie przez 7 dni po urodzeniu chłopca, a przez 14 po urodzeniu dziewczynki. Niektórzy rabini reformowani i większość rabinów humanistycznych zamiast brit milah przeprowadza brit shalom, czyli rytuał powitania bez obrzezania, polegający na samym nadaniu imienia dziecku, zarówno płci męskiej, jak i żeńskiej.
    Bar i bat micwa
    Dziewczynkę od 12 roku życia, a chłopca od 13 uważa się za dorosłych, tzn. nałożony jest na nich obowiązek przestrzegania halachy. W odniesieniu do chłopców zewnętrznym wyrazem tego faktu jest uroczystość zwana bar micwą, w czasie której młody żyd ma obowiązek wyrecytować w synagodze przypadający na dany tydzień fragment Tory, a często też wygłasza przygotowany uprzednio drasz (komentarz); środowiska związane z postępowymi nurtami judaizmu obchodzą także żeński odpowiednik bar micwy – bat micwę – analogiczny obrzęd, związany z wejściem dziewczynki w okres dorosłości

    Kontakty między płciami
    Halacha ogranicza kontakty między osobami różnej płci: zakazuje mężczyznom zwracać uwagę na urodę kobiet, wąchać ich perfumy, słuchać ich śpiewu. Zakazane jest przebywanie dwóch osób różnej płci w zamkniętym pokoju (jichud), z wyjątkiem męża z żoną, rodzica z własnym dzieckiem, osoby dorosłej z dziewczynką do 3 roku życia lub chłopcem do 9 roku życia. Zakazana jest także masturbacja i stosunki homoseksualne pomiędzy mężczyznami.
    Szacunek wobec starszych
    Halacha nakazuje oddawanie czci osobom, które ukończyły 70 lat, a także swoim rodzicom. Nie wolno sprzeciwiać się im, zwracać po imieniu, zawstydzać ich i tracić panowania nad sobą w ich obecności. Dzieci mają obowiązek karmić i ubierać swoich rodziców, wstawać z miejsca, gdy wchodzą i wyrażać się o nich z szacunkiem.
    Panu "U".
  • @ikulalibal 18:47:27
    jednocześnie przecząc tradycyjnej wizji Boga. Zygmunt Freud, który nie wierzył w Boga, określał się jako żyd, a swojemu koledze radził, że powinien wychować swego syna w judaizmie, gdyż gdyby tego nie zrobił, to pozbawiłby go ogromnego bogactwa tradycji żydowskiej. Żydzi świeccy za jednego ze swoich prekursorów uważają także Barucha Spinozę, którego panteizm jest czasem uznawany za formę ateizmu.
    Judaizm mesjanistyczny
    Judaizm mesjanistyczny (judeochrześcijaństwo) nie jest uznawany przez pozostałe odłamy judaizmu (z wyjątkiem, przynajmniej w pewnym stopniu, judaizmu rekonstruktywistycznego), ale jego członkowie uważają się za żydów i chrześcijan, spadkobierców starożytnych judeochrześcijan zwanych nazarejczykami. Żydzi mesjanistyczni łączą stosowanie prawa żydowskiego z chrześcijańskimi dogmatami (przeważnie w wersji protestanckiego ewangelikalizmu). Ruch dzieli się na wiele grupek (największa z nich – Jews for Jesus) i jest bardziej popularny w USA (liczy prawdopodobnie kilkaset tysięcy członków), zwłaszcza wśród małżeństw mieszanych. Pomysł utworzenia oddzielnego rytu judeochrześcijańskiego miało też kilku księży katolickich, np. karmelita Daniel Rufaisen, który walczył z władzami Izraela o uznanie go za Żyda. Przedstawicielem tego nurtu jest Josef Baruch Szulam.
    Felaszowie
    Kolejną grupą w judaizmie są Felaszowie (Falaszowie, Felasza), którzy sami wolą o sobie mówić Beta Izrael. Są to Żydzi etiopscy, którzy mają nieco inny kanon pism, zwyczaje, a w liturgii stosują język gyyz.
    Judaizm karaicki
    Dawniej religioznawcy do judaizmu zaliczali również Karaimów jako wyznawców judaizmu karaickiego. Karaimizm powstał w 767 r. n.e. na skutek działalności rabina Anana ben Dawida. Karaimi odrzucają Talmud, interpretują Biblię w sposób bardziej rygorystyczny i z powodu zasadniczych różnic utracili więź z pozostałymi odłamami judaizmu i stworzyli własną kulturę. Obecnie wierzenia Karaimów nie są nazywane judaizmem karaickim tylko uznawane za oddzielną religię: karaimizm.
    Prawo religijne
    Prawo żydowskie (halacha) reguluje życie wyznawcy judaizmu tak szczegółowo, że trudno oddzielić wyznawanie religii od zajęć doczesnych. Jego podstawą jest Pięcioksiąg mojżeszowy (Tora), zinterpretowany w części halachicznej Talmudu. Talmud dzieli halachę na 613 przykazań (micwot): 248 nakazów i 365 zakazów. Halacha była wykładana w ogromnej literaturze kazuistycznej, w której do komentarzy dodawano następne komentarze. Za najpełniejszą powszechnie uznawaną kodyfikację uważa się Szulchan Aruch sefardyj
    Panu "U".
  • @ikulalibal 18:47:27
    ludzkich ideałów, a zbawienie jako proces o charakterze kosmicznym. Nurt ten podobnie jak pozostałe posiada własne szkolnictwo, ordynujące własnych rabinów. Jest on obecny głównie w USA i utrzymuje przyjazne stosunki z Żydami reformowanymi.
    Judaizm świecki i humanistyczny
    Judaizm humanistyczny powstał pod koniec lat 60. XX w. w USA. Odrzuca on wiarę w osobowego Boga i został stworzony przez byłego reformowanego rabina Sherwina Wine’a z myślą o niewierzących Żydach, którzy jednak pragną zachować żydowską tożsamość. Podczas nabożeństw Żydzi humanistyczni nie modlą się, nie wzywają imienia Boga, oprócz Tory czytają fragmenty świeckich książek napisanych przez Żydów. Obowiązkiem żyda humanistycznego jest studiowanie tradycji świeckiej i religijnej Żydów. Rabini w przeciwieństwie do większości rabinów reformowanych i wszystkich ortodoksyjnych biorą udział przy ceremoniach ślubów żydów z nie-żydami. Nie ma też żadnych ograniczeń co do obecności zadeklarowanych homoseksualistów w synagogach. Zrzesza on w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie około 25 tys. ludzi, na całym świecie zaś 50 tys. Pojedyncze wspólnoty istnieją na wszystkich kontynentach. Kilka synagog jest w Izraelu, w Europie prężnie działa synagoga w Brukseli. Żydzi humanistyczni obchodzą większość świąt żydowskich, nadając im jednak świecki charakter. Konwersja nie wymaga zanurzenia w mykwie, obrzezania, polega jedynie na zaakceptowanej przez grupę deklaracji chęci zostania żydem. Obecnie 41% izraelskich Żydów określa się jako żydzi świeccy. Nie ma to jednak związku z formalną przynależnością do jakiejś organizacji, lecz z szacunkiem dla tradycji żydowskiej przy jednoczesnym braku przekonania co do konieczności regularnego praktykowania judaizmu. Żydzi ci nie uczęszczają regularnie na szabaty, nie modlą się, ale na przykład 81% z nich zasiada do rodzinnego sederu podczas święta paschy. Niektórzy, chociaż nie chodzą regularnie do synagogi, celebrują tam żydowskie ryty przejścia, jak brit mila czy bar micwa. Inni organizują prywatne bar micwy o charakterze świeckim. Różnią się oni także w kwestii obrzezania. Większość świeckich Żydów nadal dokonuje tego, w ostatnich latach jednak wzrasta liczba osób porzucających tę praktykę. W ostatnich latach pojawią się także głosy na temat wprowadzenia w Izraelu świeckich konwersji. Miałaby się one opierać na egzaminie ze znajomości języka hebrajskiego oraz kultury i historii Żydów, gdyż obecnie osoby, które nie mają matki-Żydówki, a czują się Żydami po ojcu lub dziadkach, żeby zostać oficjalnie uznanymi za Żyda, muszą przejść ortodoksyjną konwersję, chociaż na przykład większość imigrantów z Rosji nie chce praktykować tej odmiany judaizmu[5]. Dawniej elementy judaizmu, nadając im świecki charakter, wykorzystywał Bund, który zrzeszał przede wszystkim żydowskich robotników sceptycznych wobec religii. W Polsce współczesnej wykorzystuje je TSKŻ, który jest organizacją niereligijną i jednocześnie największą organizacją żydowską. Nie ordynuje jednak rabinów i nie przeprowadza konwersji w przeciwieństwie do synagog humanistycznych. Do przedstawicieli judaizmu świeckiego zalicza się także Alberta Einsteina, który studiował tradycję żydowską, określał się jako żyd, jed
    Panu "U".
  • @ikulalibal 18:47:27
    tradycyjnego judaizmu rabinicznego przede wszystkim uznawaniem prawa żydowskiego za historyczne i podlegające reformom, pełnym równouprawnieniem kobiet w liturgii, wprowadzeniem dowolności przestrzegania restrykcyjnych przepisów koszerności i obchodzenia Szabatu, ułatwiając funkcjonowanie Żydów w nowoczesnych społeczeństwach. Nurt ten porzucił „nadzieję mesjanistyczną”. Od czasu Holocaustu judaizm reformowany akceptuje jednak Państwo Izrael i syjonizm. Istnieją jego różne, skłócone z sobą często odmiany, które różnią się stopniem dowolności w interpretacji starych zasad obyczajowych. Żydzi reformowani przeprowadzają mniej uciążliwą procedurę konwersji (przejścia na judaizm), ale konwertyci nie są uznawani przez pozostałe odłamy judaizmu. W synagogach reformowanych występują mieszane płciowo miejsca siedzące, co jest nie do pomyślenia w judaizmie ortodoksyjnym, kobiety są ordynowane na rabinów, zdarzają się przypadki błogosławienia par homoseksualnych. W USA nurt ten był dawniej bardzo radykalny. Odrzucono większość rytuałów, modlitw, zasady koszerności. Jednak od lat 70. obserwuje się zwrot w kierunku tradycji, jeśli chodzi liturgię, chociaż to właśnie wtedy zaczęto na przykład ordynować kobiety na rabinów. Judaizm reformowany jest najliczniejszy w USA, gdzie wraz z judaizmem konserwatywnym należy do niego większość Żydów należących w ogóle do jakiejś synagogi, przewyższając znacznie judaizm ortodoksyjny, w Izraelu natomiast – bardzo nieliczny i dopiero niedawno uzyskał pewną formę akceptacji państwowej. W Wielkiej Brytanii oprócz judaizmu reformowanego (Movement for Reform Judaism) istnieje bardziej radykalny judaizm liberalny.
    Judaizm konserwatywny
    udaizm konserwatywny (masorati) utworzył rabin reformowany Zachariasz Frenkel w 1845 roku. Jest to ruch pośredni między judaizmem ortodoksyjnym i reformowanym opowiadający się za utrzymaniem języka hebrajskiego w liturgii, zachowaniem szabatu i przepisów koszerności. Rytuałów konwersji dokonywanych przez rabinów konserwatywnych nie uznają rabini ortodoksyjni (choć uznają je reformowani), co powoduje duży zamęt. W Stanach Zjednoczonych Zjednoczona Synagoga Ameryki należąca do nurtu konserwatywnego jest najliczniejsza pod względem liczby synagog (na 5,6 mln Żydów amerykańskich 1,3 mln należy do judaizmu konserwatywnego, dalsze 1,3 mln do judaizmu reformowanego, 0,6 mln do judaizmu ortodoksyjnego, a 0,3 mln do judaizmu rekonstrukcjonistycznego – jednak formalna przynależność do synagogi nie oznacza wypełniania praktyk i poziom wypełniania jest różny).
    Judaizm rekonstrukcjonistyczny
    Judaizm rekonstrukcjonistyczny założył Mordechaj Kaplan. Jest to prąd uznający judaizm za cywilizację ewoluującą, Boga za projekcję ludz
    Panu "U".
  • @ikulalibal 18:47:27
    jedzenia niekoszernych potraw. Większość chasydów była jednak umiarkowana.

    Nowoczesna ortodoksja aszkenazyjska (neoortodoksja), w Izraelu wyznawcy określani są jako datim – stworzona przez Rafaela Hirscha (1808-1888), rabina z Frankfurtu, którego hasłem było „Tora im derek erec” (Prawo z miejscowymi zwyczajami) chce pogodzić prawowierny judaizm ze współczesną kulturą, nauką i społeczeństwem. Żydzi wyznający ortodoksję nowoczesną noszą współczesne ubiory, chodzą ogoleni i nie izolują się od świata zewnętrznego. Większość Żydów ortodoksyjnych stara się znaleźć kompromis między prawem żydowskim a rolą zawodową i obowiązkami społecznymi. W ostateczności ich ortodoksja może polegać jedynie na przynależności do synagogi ortodoksyjnej. Ortodoksja dominuje w większości krajów zamieszkanych przez Żydów (z wyjątkiem USA), posiada rozbudowaną sieć szkolnictwa ze szkółkami niedzielnymi, jesziwami i uniwersytetami (Bar Ilan w Izraelu, Yeshiva University w Nowym Jorku). W Izraelu zajmuje pozycję religii urzędowej z (jednym z dwóch) Naczelnych Rabinów Izraela. Warszawska synagoga im. Rywki i Zalmana Nożyków, jest wedle wyraźnego życzenia fundatorów synagogą ortodoksyjną. Ortodoksyjni są prawie wszyscy rabini zatrudnieni w tej chwili przez Związek Gmin Wyznaniowych w RP, ale członkiem Gminy może zostać każdy, niezależnie od stopnia religijności, kto podlega Prawu Powrotu Państwa Izraela (tzn. wystarczy, by przynajmniej jedno z dziadków było Żydem).

    ortodoksja sefardyjska – podział Żydów na aszkenazyjskich i sefardyjskich wiąże się z dwoma ośrodkami żydowskimi we wczesnym średniowieczu: Niemcami i Hiszpanią. Sefardyjczykami nazywani są potomkowie Żydów hiszpańskich (wypędzonych w 1492 r.), a także portugalskich i włoskich, których łączyło stosowanie języka ladino i dialektów judeo-romańskich (tak jak Aszkenazyjczyków język jidysz) oraz dziedzictwo kulturowe. Pewne różnice liturgiczne, prawne, w zwyczajach, w metodach studiów talmudycznych spowodowały powołanie sefardyjskiego Naczelnego Rabina Izraela.

    otwarta ortodoksja - ruch zapoczątkowany przez Awiego Weissa w latach 90. XX wieku. Promuje inkluzywne podejście i ordynację kobiet.
    Judaizm postępowy
    Judaizm postępowy (reformowany, albo liberalny) powstał w XIX wieku w Niemczech. Zapoczątkowała go reforma liturgiczna Izraela Jacobsona w 1810 r., który wprowadził hymny w języku niemieckim, muzykę organową, krótsze modlitwy. Synagogi reformowane są określane jako „Tempel” (świątynia). Różni się on od tr
    Panu "U".
  • @ikulalibal 18:47:27
    ZAhttps://www.wikiwand.com/pl/Judaizm

    Współczesne odłamy judaizmu
    Judaizm ortodoksyjny
    Judaizm ortodoksyjny opiera się na pełnym stosowaniu Talmudu w życiu codziennym; dzieli się na następujące nurty:
    charedim (judaizm ultraortodoksyjny) – mają negatywne stanowisko wobec postępu kulturalnego i ograniczają do minimum kontakty ze światem zewnętrznym, tworząc swoiste getto. Domagają się niezmienionej normy tradycjonalizmu, noszą XIX-wieczne ubiory, nie skracają brody ani pejsów, rygorystycznie przestrzegają koszerności (koszerna jest nawet długość włosa na charakterystycznych, futrzanych kapeluszach – sztrajmelach). Kobiety noszą peruki. Ich stanowisko dobrze oddają słowa Mojżesza Sofera: „Wszystko co nowe, jest przez Torę zakazane”. Niektórzy mają negatywny stosunek do świeckiego państwa Izrael, a niektórzy uważają nawet samo jego istnienie za przejaw bałwochwalstwa.

    chasydzi – ruch zapoczątkował Israel Baal Szem Tow właściwie Izrael Ben Eliezer (1700-1760). Chasydzi uznają wagę skrupulatnego wypełniania rytuałów, ale ważniejsze znaczenie ma pobożność i radość ze służenia Bogu. Chasydzi gromadzą się wokół wybitnych rabinów, zwanych cadykami, którzy zgodnie z ich przekonaniami są pośrednikami między światem Boga a światem ludzi oraz uczą ich nawiązywać z nim kontakt. Często zajmują się dociekaniami kabalistycznymi. Ruch ten powstał na terenie dzisiejszej Ukrainy, Polski i Białorusi, ale przetrwali tylko chasydzi, którzy uciekli przed Holocaustem do USA i Palestyny. Najbardziej znani są chasydzi bracławscy, lubawiccy i satmarscy. Często pielgrzymują do Polski do grobów cadyków m.in. z Kocka, Międzyrzeca, Leżajska, Góry Kalwarii, Nowego Sącza, Lelowa, Dukli i Rymanowa. Ten nurt judaizmu rozpowszechnił się przede wszystkim wśród biedoty żydowskiej w Rzeczypospolitej. W ramach tego nurtu pojawiały się także odłamy skrajnie ascetyczne i skrajnie rozpustne, gdyż jego przedstawiciele wierzyli, że Mesjasz przyjdzie wtedy, gdy wszyscy Żydzi będą praktykowali judaizm lub go porzucą. Z tego powodu jedni żyli skrajnie ascetycznie, a drudzy skrajnie rozpustnie, dopuszczając się kazirodztwa, seksu pozamałżeńskiego, jed
    Panu "U".
  • @Światowid 23:16:34
    Niby masz te twarze zwrócone na wszystkie strony, a widzisz tylko z jednej.
    Ktoś przecież tę bandę zachodnich „aliantów” skrzyknął to wojny.
    Ktoś nimi kierował.
    Na pewno nie byli to wyznawcy Mojżesza, bo jak wiemy ci akurat mieli wyznaczoną drogę przez komin – choć nie w ilości podawanej nam po wojnie. Tym niemniej ich nieszczęście było ogromne.
    Dyplomacja to przecież umawianie się na bandycki wypad – oprócz dyplomacji radzieckiej i obecnie rosyjskiej.
    Jeśli po II wojnie państwo polskie stawiało Pomniki Chwały Bohaterskim Żołnierzom Armii Czerwonej, a po „transformacji” - przecież również kierowanej drobiazgowo, w której uczestniczyli ci właśnie „alianci” – Pomniki Chwały Bohaterskich Żołnierzy Armii Czerwonej są u nas niszczone, no to jaki wniosek, o ty czterolicowy?
    Aliantów do boju w II wojnie gotmitunsował papież.
    Po wojnie via watykan ewakuowano sieci zarządzania wehrmachtem do ameryk.
    Jak wiadomo, papież nie uznał polskich granic zachodnich. Jakiś powód przecież miał?
    Rozwalankę Bloku Wschodniego również papież - głównie firmował sobą dla uspokojenia gawiedzi.
    Ile kościołów zbudowali w ramach „transformacji”?
    Czy nie dlatego „musieli” likwidować dowody swojej klęski niszcząc Pomniki Chwały Bohaterskich Żołnierzy Armii Czerwonej?
    Wszędzie w administracji państwowej mamy u nas kapelana. On przecież nie macha cały czas kropidłem, ale ma wgląd do wszystkiego, prawda?
    Kto więc tak naprawdę zainicjował II wojnę?
    I kto tak naprawdę ją przegrał?
    Patrzysz, a nie widzisz, o ty czterolicy!
    Wojna o pamięć
  • ,,..,
    Według tego, co czytałam w bardzo Mądrej Książce (ale nie mam prawa z niej cytować, bo o to należy wystąpić pisemnie) na początku indyjskiej cywilizacji przez tysiące lat ludzie uznawali kasty (dźaati), a były one zgodne z naturą danej osoby, z jej talentami i skłonnościami.
    Jeśli ktoś miał w sobie zdolność osiągnięcia boskości, to uważany był za bramina; był on absolutnie czysty, nie przynależał do żadnej władzy i nie był zorientowany na pieniądze.
    Grupa druga zwana kszatridźnami posiadała władzę, odpowiadała również za bezpieczeństwo i ochronę ludzi niewinnych, ciemiężonych i religijnych.
    Kastę trzecią stanowili wadźśdżowie, oni zajmowali się zarabianiem pieniędzy i biznesem.
    Natomiast kasta czwarta to byli śudrowie, ludzie o niższej świadomości, mogący wykonywać posługi za pieniądze.
    Był to podział zgodny z predyspozycjami wewnętrznymi i upodobaniami poszczególnych osób, ale o przynależności do kasty nie decydowało w żadnym razie urodzenie.
    Lecz z biegiem czasu system kastowy uzależniono od urodzenia danej osoby, ponieważ ludzie samolubni chcieli, by ich dzieci miały przywileje kasty wyższej nawet nie posiadając predyspozycji. A więc przynależność do kasty zależała od tego, w jakiej kaście była rodzina.
    I prawdopodobnie fanatyczni kapłani samowolnie wprowadzili destrukcyjny system kast wyznaczanych przez urodzenie.
    - tyle na podstawie Mądrej Książki.
    No i co państwo powiedzą?
    Po drugiej wojnie światowej ludzie zaczęli ze sobą współpracować odbudowując nasz kraj.
    Korzystano z wiedzy ludzi „przedwojennych”, ale także kształcono nowych.
    Praktycznie wszystkich, kto chciał.
    I wówczas mieliśmy sytuację, że mało zdolne dzieci osób na stanowiskach były sadowione na pozycjach zupełnie dla nich nieodpowiednich. Właściwie każda matka za wszelką cenę chciała, by „dziecko nie miało tak ciężko jak ja” wpychając je przy pomocy tzw. znajomości głównie do państwowej administracji na możliwie wysokie stanowisko. Powszechna stała się pogarda dla pracy, dla poświęcenia i wysiłku. A więc wyścig szczurów został zainicjowany już przed „transformacją”, która tylko dopełniła czarę nieszczęścia.
    Niby teraz jakoś z tego wyszliśmy, ale mamy za to samych „ambitnych niespełnionych”, atakujących głównie rząd za czyny popełnione i niepopełnione, krytykujących rząd generalnie za wszystko. Bez względu na to, jakie korzyści odnoszą właśnie z decyzji takiego rządu.
    No to bądź tu mądry i pisz wiersze, jak to się mawiało w Polsce Ludowej.
    Gdzieś tkwi błąd. Czy ktoś ma odwagę powiedzieć, że także i w nim?
    Przypuszczam, że wątpię.
    My i świat dokoła nas.
  • .,.,
    Epidemia, maseczki, wirusy, spowolnienie ekonomii, bezrobocie, to są dzisiaj gorące tematy. Postarajmy się na to spojrzeć z innej strony”
    - a czy można z jeszcze innej? Pozwolę sobie, proszę wybaczyć…
    „1.Problem.
    Większość z nas urodziła się w czasie Zimnej Wojny, kiedy świat był podzielony na dwie wrogie części”
    - tak to się nazywa, jednak tak wcale nie było. Prowodyrzy tylko wycofali się do okopów przygotowanych już wcześniej i organizowali się na nowo.

    „Świat zachodni okazał się silnejszym i zdominował świat biedniejszy, swoim blichtrem, hałasem, a co najwazniesze, złudzeniami, które pobudziły nasze marzenia.”
    - ktoś, kto wchodzi do cudzego domu, rozkradnie dobytek, zrujnuje resztę i potem ucieknie do siebie, zawsze jest bogatszy niż ten napadnięty i obrabowany.

    Może to tak nie wyglądać na pierwszy rzut oka, zwłaszcza że mamy narzucone, co nam widzieć wolno a czego już nie. Tym niemniej wojny były robione głównie w interesie „grup religijnych”, jakie by one nie były. A posługiwano się w tym celu różnymi „krajami”, w zależności od tego, kto i jaką ludzką masą nadającą się na mięso armatnie dysponował.
    Na przykład ussa czekało na rozwój wypadków (zabezpieczając sobie w porę włączenie się do wojny) i włączało się tylko wówczas, gdy rabunek był większy niż straty ponoszone w czasie akcji rabunkowych. Ale rabowano zawsze.

    „Niestety zaistniałe zwycięstwo nie było zwycięstwem ani pozytywnym ani trwałym”
    - to nie mogło być zwycięstwo, lecz było doprowadzeniem do sytuacji, gdy już nie opłacało się agresorom wojny kontynuować. I nie chodziło wcale o żadne straty w ludziach. Gdyby Stalin chciał faktycznie zwyciężyć „na trwale”, to Armia Czerwona musiałaby dojść do Paryża. Ale wówczas „oszczędzające” się w wojnie ussa mogłoby przy pomocy Japonii dopaść ZSRR. I tak by przegrali, ale Związek Radziecki straciłby nieporównywalnie więcej ludzi.

    Czym innym jest zdobycie terenu, a czym innym jego utrzymanie. Najkorzystniej jest zdobywać ziemie bezludne, bo nie ma problemów z autochtonami. Tak zwana Kanada przecież na tym oparła swoją „państwowość”, dodatkowo mordując ludność miejscową i zapobiegając temu, by się ona demograficznie odrodziła.

    „ Zwycięsca Zimnej Wojny odsłonił zza kulis groźną twarz wojny o dominację, szukając sojuszników i tworząc nowych wrogów”
    - wojnę wywołują demony. I kiedyś były w użyciu słowa „demony wojny” ale je wyrugowano ze świadomości kolektywnej, żeby się ludziom nie kojarzyło. Więc ta „twarz zza kulis” jest wciąż taka sama, bo i „kulisy” też te same.

    Ludzie, zwykli ludzie, mieli rozumieć, że jakaś „zimna wojna” jest, ale jak ona w realu wyglądała? Istniała wymiana handlowa, istniała wymiana naukowa, ludzie mogli jechać do rodzin mieszkających czy to z jednej, czy z drugiej strony „żelaznej kurtyny”. Musiało więc w tym chodzić o coś innego. I niewykluczone, że chodziło o narrację, o wojenne wykładnie kto kogo gdzie i jak pokonał czy się do niego przyłączył.
    A pamiętając, że w polityce nie ma przyjaciół, możemy temat drasnąć tylko nieco głębiej.

    Ponieważ ussa nie rozwinęło się dzięki pracowitości ichnich obywateli, no to przyczyna bogactwa i wpływów ussa musi znajdować się gdzie indziej. I może nawet poza krajem ussa?

    Nie ma czegoś takiego jak wojna ussa i Chin, natomiast jest wojna ussa z Chinami. A to już duża różnica. W Chinach żyje więcej ludzi niż w ussa i powinno być oczywiste, że to nie ussa ma prawo Chinom cokolwiek narzucać. Jeżeli miałoby być w jakimś stopniu sprawiedliwie, no to jaka część Matki Ziemi przypadła by ussmanom, a jaka Chinom? Czy może nie mamy takiego samego prawa do życia - wyłącznie z powodu miejsca urodzenia? Wiec gdzie tu miejsce na człowieczeństwo?

    „Panowanie nad światem” to żadna wielka przyjemność dla człowieka, człowieka posiadającego duszę. Ale dla takiego demona, to nawet główny cel życiowy, bo innych on nie ma z powodu bycia właśnie demonem.
    Człowiek świadomy swojego człowieczeństwa i słuchający głosu sumienia nie odczuwa potrzeby podporządkowywania sobie innych ludzi, nie mówiąc już o ich wykorzystywaniu do swoich egoistycznych celów.
    Z niczym na ten świat przychodzisz i nic z niego w zaświaty ze sobą nie zabierzesz. A to, że cię pochowają w luksusowej trumnie i do tego nie zakopią w ziemi, ale truchło twoje całymi wiekami będzie wysychać w jakiejś krypcie, życia ci nie przywróci. Nie ma takiej siły. Więc fokus człowieka powinien być skierowany na coś innego niż gromadzenie materii, choćby była ona ze szczerego złota.

    Ponieważ na Ziemi od zawsze żyły przeróżne bakterie i inne żyjątka, więc i wirusy wywołujące choroby. W jelitach dorosłego człowieka jest ok. 2kg bakterii przeróżnych, całkowicie swoistych, częściowo pobranych z rodzicieli, głównie matki, ale uzupełnianych na bieżąco czy to spożywaniem picy proszuto czy nawet ziemniaczków zbombardowanych rentgenem, żeby nie gniły.

    Czyli dla nas nie jest ważne, że jakiś tam wirus jest, ale ważne jest, co on może nam/z nami zrobić. Jeśli mamy w sobie kolonie bakterii
    - (one tam, w nas, wzajemnie utrzymują się w szachu, a to napadając się wzajemnie i my mamy sraczkę, a to wymierając z jakiegoś powodu i my nie przyswajamy dajmy na to żelaza; no, jest tam dynamicznie i często wesoło, a u niektórych także i głośno, bo orkiestry dęte)
    - żyjących w nas w równowadze i my dzięki temu możemy określić siebie jako zdrowych, no to jeden wirus więcej nie musi nam robić różnicy.

    Ale gdy tej równowagi bakteryjnej w sobie nie mamy, no to łapiemy byle co i wynoszą nas potem nogami do przodu. Więc rząd może nakazać – i słusznie! - noszenie maseczek, bo nie może wiedzieć, komu po spageti karbonara się pogarsza flora bakteryjna o komu polepsza i wirus dla niego to nieważniątko.

    Ludzie w ogóle jakoś tak się pozmieniali, że sprawom błahym nadają znaczenie, lekceważąc totalnie te życiowo ważne.

    Nic to, o zimną wojnę chodzi. Więc lećmy dalej, choć właśnie mi się przypomniało, że mam rozłożone szycie, bo chcę przerobić stare ubranie na nowe (jestem ciekawa, co mi z tego wyjdzie, a przy okazji się sprawdzę na cierpliwość i kreatywność) i jakoś zaczynam klęsnąć. Dość chętnie. Bo co tam słowa?
    „Zaczęło się od zatargów handlowych”
    - nic podobnego! To ussa wszczął zatargi handlowe i robił Chińczykom wstręty.
    A o rozpowszechnienie wirusa zaczęło ussa obarczać Chiny, a nie odwrotnie.

    „O Xi, prezydencie Chin piszą "może jeszcze nie Hitler, ale Wilhelm Kajzer już tak."
    - tak mogą pisać ci, którzy nie wiedzą. Zarówno hicler jak i kajzery to małe pikusie w porównaniu z panem Xi. On może tak nie wygląda, ale jest mocarzem intelektu. A to że tego nie widać, jest jego wielkim atutem. Wówczas taki obam czy inny Tramp jest dla niego przezroczysty, bez tajemnic.

    Chiny to wielowiekowa tradycja i coś tam w ich kolektywnej świadomości przecież pozostało. A ussa? Co to jest ussa? I w dodatku ciąży na ussa klątwa Indian i ona się właśnie spełnia. Nie pomogą tu żadne pieniądze ani tak zwane bogactwa. W poziomach pozamaterialnych nie ma możliwości oszukiwać, bo nie działa tam racjonalne wyjaśnianie, lecz wymowa faktów.

    Ludzie chcieli „przechytrzyć Boga” ale dostępne było im tylko przechytrzyć się im samym. Niewkluczone, że już niektórzy w ussa to jakoś zaczynają rozumieć, jednak problemem jest, że nic nie da się już cofnąć; musi się dokonać, cokolwiek by to miało znaczyć.

    Nie wiadomo, jakie kolano chce uginać pompeło. Swojego nie ugnie bo za sztywne, nie ma obaw. Straszenie „Komunistyczną Partią Chin” już nie ma mocy, a jest wręcz śmieszne. Wcale nie wiadomo, czy „dzieci naszych dzieci” tych w ussa w ogóle się narodzą. To przecież nie jest tak, że dziecko można sobie zrobić jak sałatkę po grecku z owczym serem typu feta. Robienie dzieci bezmyślne, przypadkowe skutkuje właśnie tym, że te lepsze dusze rodzą się w lepszych krajach. Może właśnie w Chinach?

    Natomiast „chiński terror” w Chinach to wręcz wczasy w socjalistycznych ośrodkach wypoczynkowych w porównaniu z tym, co dzieje się w ussa, gdzie są łapanki robione w celu dostarczania więźniów do prywatnych tam więzień. Za darmo im (właścicielom więzieni) płacić państwo ussmańskie nie chce, a gdy nie będzie więźniczej obsady pozwalającej na zyski, no to więzienia polikwidują a to będzie dla elit ussa gorsze, niż zimna wojna i pan Xi razem wzięte.
    Widzę, że mi się robi czwarta strona. Idę szyć.
    My i świat dokoła nas.
  • ...
    Jak możesz wygrać w sytuacji, gdy walczysz nie z tym, kto jest faktycznym wrogiem?
    I jak zwykle: jakie założenie taki i dowód.
    Kto to jest „Polak”? (Niemiec, Austriak, Francuz, Hiszpan, amerykanin itd.)
    Czy to jest jakaś masa uśredniona, mogąca być dowolnie kształtowana?
    Przecież każdy człowiek to oddzielna historia, taka na ileś tam wieków wstecz a kto wie, czy nie i tysiącleci?
    Kto z kim jest spokrewniony?
    Jakie geny przejął i dlaczego te, a nie inne?
    I czy geny dominujące muszą być akurat tymi optymalnymi dla „polskości”? Bo może ciążenie idzie w stronę inną i to w większości nieświadomie?
    Czy każdy i zawsze w stu procentach wie, dlaczego myśli tak, a nie inaczej i dlaczego podejmuje te, a nie inne decyzje?
    I jeśli teraz łączy się to detaliczne w hurt, no to mamy jednorodność złożoną z różnorodności, czyli co to w sumie jest i jak to traktować?
    Czy można wydać z pozycji rządu takie polecenie/wydać taką uchwałę, która uszczęśliwi tę różnorodną masę zmuszoną do udawania jednorodności – całkowicie, bez wyjątku?

    Ktoś się przecież w tym wyznaje i się tym posługuje jak widać całkiem zręcznie od tak zwanego „zawsze”. Stąd wojny, stąd „systemy polityczne” i co tam może być przydatne, by motłoch utrzymać choć przez jakiś czas w posłuszeństwie.
    Ale w posłuszeństwie wobec czego czy kogo?
    Czy na pewno to wiemy?
    Widać, że co najwyżej może nam się wydawać raz to, a raz co innego.
    Dlaczego tak się dzieje?
    No, może dlatego, że mózg jest realny, a umysł wirtualny? Czyli brain jest namacalny a mind złudzeniem, projekcją myślową, zbitkiem algorytmów.
    Nawet tak zwane fakty mogą być przez umysł dowolnie przerabiane. I tu leży ten pies nie całkiem pogrzebany. Każdy widzi po swojemu i z innej niż „kolega” strony. A uruchamiany na tę okoliczność algorytm sugeruje, że wszyscy mają widzieć dokładnie to samo. Fizycznie niemożliwe. Więc tak zwany intelekt przystępuje do dzieła i początkowo odbywa się walka na słowa; kto ma większy ich zasób i potrafi sobie w „odpowiednim” momencie przypomnieć te najporęczniejsze wygrywa pojedynek. Ale nie wojnę.

    Wojnę wygrywają tylko jej inicjatorzy, nigdy jej uczestnicy.

    I choć totalnym bezsensem jest kłócenie się o „historię”, to jednak większość ludzi ma wrogów właśnie z tego powodu.
    Kto i dlaczego skierował ludzi na ten dziwaczny trop?
    I co się tak naprawdę liczy?
    Niby wiadomo, że „tru chepines iz tu endżoj we present”, ale ile osób sobie zawraca głowę rzeczywistością, mogącą dać im owo prawdziwe szczęście?

    O ileż bardziej interesujące jest katować siebie i wszystkich, którzy wpadną pod rękę, wydarzeniami z przeszłości, o których ani nie wiemy nic dokładnego, a ni tym bardziej nie są one nam „na dzień dzisiejszy” do niczego potrzebne!
    Co bowiem jest nam na ten „dzień dzisiejszy” potrzebne?
    Z rana wstać, dokonać ablucji i się przyodziać odpowiednio do wymogów pory roku i pogody oraz stanowiska pracy, coś zjeść, do tej pracy pójść albo na zakupy, bądź zająć się domem i może dziećmi jeśli takie obecne, a potem ciąg dalszy rutyny codziennej i tyle.

    Jednak tak, jakby tego było ludziom za mało, ochoczo przystępują oni do rozkopywania mogił mniej czy bardziej świeżych, od razu budzi się wówczas chęć wystawiania rachunków za krzywdy doznane – niekoniecznie osobiście – i te urojone, a to wszystko po to, żeby zaśmiecić ową wspaniałą rzeczywistość, ulotne chwile, sprawami mogącymi zatruć nam życie nawet do naszych ostatnich dni.

    Ktoś tym zgrabnie steruje. My się męczymy, a on się bawi.

    I mimo to nie chcemy uwierzyć, że przeszłość – jaka by nie była – już nie istnieje i powinniśmy zająć się tym, co dziś ważne po to, żeby mieć jakieś względnie korzystne jutro.
    To nie jest przecież przypadek, że aktualnie Polacy wpychani są w wydarzenia po intensywnej reanimacji, które miały miejsce sto lat temu.
    Czy się w to przyodziejemy? - Nie!
    Czy się tym najemy? - też nie!
    Czy to może być choćby najmniejszym przyczynkiem do naszego rozwoju? - absolutnie nie!
    No to może zwiększy to nasz dobrobyt i nasze pekabe? - ależ nie!

    Do czego więc jest nam to potrzebne? I kto nam mówi, że potrzebne nam jest? Bo przecież jeszcze całkiem niedawno o tym nie wiedzieliśmy, potrzebne nam nie było i mimo to żyliśmy całkiem nieźle.

    Czy nieustanne ćwiartowanie Matki Ziemi pod kątem przydzielania jej kawałków a to katolikom, a to protestantom, a to Polakom a to innym ussmanom może być nazwane działaniem na rzecz rozwoju ludzkości i pokoju na świecie?

    Wszystko to już przerabiała ludzkość wielokrotnie.
    Efekty tego znamy nie tylko z opowiadań i tzw. historii.

    Komu więc zależy, żeby ludzie nie wypracowali wspólnego działania na rzecz współpracy i porozumienia „ponad podziałami”?
    Nie sprawdziła się zasada: „jak ty przestaniesz - to ja też”.
    Każdy sam musi „przestać” i to natychmiast. Żeby było jeszcze co ratować.
    Piłsudski i Stalin – ci, których nie było pod Warszawą
  • .:
    Co „widzimy na ‘własne’ oczy”, a co jest naprawdę?
    Czy rzeczywiście byłoby aż tyle zachodu o maleńką Białoruś?
    I to w sytuacji, gdy sam ten zachód dogorywa, w paryżu kamizelki się chwilowo porozpinały, ussa nie spada niżej bo jest już na dnie, ale zasoby militarne nawet nie nadrdzewiałe, a przeciwnie?
    Dodatkowo mamy kowid, dobry na każda okazję, a więc zarówno na korzyść ludzi jak i przeciwnie. To jak z nożem: można nim ukroić chlebek, ale można i kogoś zaszlachtować brutalnie.

    Przy pomocy czego ludzie odbierają wydarzenia na Białorusi? A no, przy pomocy posiadanych algorytmów. Kto nam te algorytmy „udostępnił”? I w jakim celu? Czy nie po to, żebyśmy widzieli to, co możemy widzieć ale nie widzieli tego, co jest?

    Z biologii wiadomo, że w zasadzie oczami się nie patrzy. Oczy to tylko odbiorniki niektórych fal/wibracji i mózg tylko te niektóre potrafi zdekodować tworząc z nich obrazy (poza możliwościami oczu istnieje wszystko to, czego „oczy nie widzą” i może być tego o wiele więcej, niż oczy zdolne są zobaczyć – nie ma czym tego zbadać, ale głupotą jest to wykluczać). Właśnie na podstawie wcześniej przyjętych dobrowolnie lub wszczepionych podstępem algorytmów.

    Dla przykładu podam tu, że „malarz (obrazów) ‘zna się’ na malarstwie”. Natomiast żołnierz „zna się na broni”, dewiant na sztukach wyuzdawczych, a niewinne dziecię odbiera rzeczywistość 1:1, i dlatego można dziecko oszukać, czyli oferując jakieś dla dziecka nowe algorytmy. Dziecko – jako istota niewinna, nie zna się na oszustwach i dlatego może paść ofiarą każdego byle kogo. Także skrzywionych macierzyńsko rodziców. I potem z dziecka jest dorosły człowiek z podstawą algorytmów, z których nawet sobie nie zdaje sprawy. Ale one nim sterują. I inaczej nikt nie działa.

    Można przyjąć, że osoby tu aktywne dziećmi już nie są i każdy odbiera rzeczywistość w zakresie mu dostępnym, a dekoduje ją poprzez algorytmy – z reguły uważane „za własne zdanie”.
    Podstawą do wniosków są opinie z internetu i mediów wszelakich bombardujących nas słowem i obrazem. Przyuczeni jesteśmy już od jakiegoś czasu, aby widzieć to, co nam mówią, że jest pokazywane, ale nie to, co pokazywane jest naprawdę. Można sobie zrobić próbę i tylko oglądać tv, mając wyłączony dźwięk. Robię to często, żeby nie dać się omamić przez uszy.

    Na przykład w tej chwili pokazali w tvp idące, młode kobiety, ubrane w coś białego. Komentarz był, że kobiety na Białorusi w ramach protestu ubrały się na biało i niosły białe kwiaty. Oddzielając uszy od oczu widziałam, że jedna z tych kobiet miała faktycznie skromną wiązankę białych dąbków(chryzantem), a u reszty kwiatów widać nie było. Analogicznie powiedziano w komentarzu do pokazywanego obrazu, że „setki kobiet” wyszły na ulice, ale oczy moje widziały tych kobiet może ze trzydzieści, idące dość luźno. I ten biały kolor! Cwaniakom inne kolory już wyszły i jak widać został jeszcze tylko biały.

    W tych ruchawkach białoruskich protestują niemal wyłącznie młodzi ludzie, a wywiadów zachodnim „dziennikarzom” udzielają te młode osoby w językiem angielskim bez obcego akcentu. A gdzie to na Białorusi można tak dobrze nauczyć się angielskiego?

    I mimo to ludzie biorą to za prawdę. A przecież nie są już od dawna niewinnymi dziećmi. Więc jak to jest? To czy i dorosłego człowieka można oszukiwać niczym dziecię niewinne i naiwne?
    Widać można, pod warunkiem, że taki człowiek został odpowiednio przygotowany do odbioru, właśnie poprzez algorytmy – dotyczące czy to historii, czy bieżących wydarzeń.
    Robią to z nami bez przerwy, a my nic, tylko boksujemy na oślep powietrze i czując się głęboko pokrzywdzeni nieustannie szukamy winnych naszych cierpień.

    Cóż, nawet dorosły człowiek musi jak widać dorosnąć.
    Na czym to dorastanie miałoby polegać?
    Według mnie, głównie na robieniu remanentów posiadanych algorytmów. Czyli dla człowieka nie powinno być ważniejsze, co myśli kowalski czy nowak, ale to, co myśli on sam i co jeszcze ważniejsze: dlaczego tak właśnie myśli.

    I co jeszcze ważniejsze – kowalski i nowak są bezwzględnie zwalczani właśnie za to, że nie myślą tak, jak zwalczający kowalskiego i nowaka. Co jeden to samozwańczy psychiatra z wieloletnim doświadczeniem, lekką ręką oceniający cudzą poczytalność przy pomocy swojej chorej głowy. I co jeden to wie lepiej, jak i co powinien zrobić kowalki i nowak, lecz w odniesieniu do własnej osoby wykazuje najdalej posuniętą niemożność zrobienia czegokolwiek, bo wszędzie siła wyższa. I choć odbijanie własnej indolencji na kowalskim czy nowaku jest idiotyzmem, to jednak jest nieustannie i z wielkim zapałem praktykowane.

    A przecież tak, jak kowalski nie może się rozwinąć osobniczo za nowaka, tak i nowak nie może się osobniczo rozwinąć za kowalskiego. Z czego wynika, że każdy może rozwinąć się osobniczo sam za siebie i tylko sam za siebie.
    Zajmowanie się stanem umysłu kowalskiego czy nowaka to strata czasu potrzebnego na rozwój własny. „nie dogoni i w sto koni dnia który przeminął, choćbyś dzień ten przewałkonił, nie dogoni i w sto koni”.

    To jest właśnie ten wrogi algorytm, wgrany ludziom po to, żeby nie zajmowali się rozwojem własnym, ale cudzym - co jest przecież niemożliwe fizycznie. W ten sposób człowiek pozbawiany jest rozeznania, ponieważ to, co rzekomo – jak sam zakłada - wie kowalski czy nowak nie musi być dla niego żadną wskazówką ani tym bardziej pomocą w rozwiązywaniu własnych problemów.

    Wiadomo, że rzecz jest o Białorusi i do tego zmierzam. Wbrew pozorom nie jest to droga okrężna, ale bezpośrednia. Sytuacja na Białorusi przecież z czegoś wynika i by ją zrozumieć, pomocne jest rozumieć samego siebie, swoje pobudki, motywy działania, strony słabe i mocne, ponieważ na Białorusi mają to samo co wszyscy inni. Mam na myśli sferę pozamaterialną.

    Gdyby taki Białorusin wiedział, co nim kieruje, wiedziałby również, kto nim kieruje, z czego z kolei wynikało by, dlaczego ten ktoś nim kieruje. A więc taki Białorusin miałby wpływ na to, co będzie się z nim działo, ponieważ byłby w stanie podjąć w miarę samodzielną decyzję odnośnie własnego postępowania.
    Wówczas tłum ludzi świadomych nie byłby bezwolną masą motłoszą, mogącą być wykorzystaną w dowolnych celach i o dowolnym czasie.

    Być może mamy rozumieć, że na Białorusi trwa jakiś pucz. Tak to na oko wygląda. Ale nawet, jeśli jest tam ten pucz, no to robiony jest on w jakimś celu. Co to jest za cel? Czy my to wiemy?
    Nie, możemy tylko spekulować.
    No i czy wiemy, kto robi ten pucz? Nie wiemy, ponieważ nikt nam tego nie powie – z tych, co wiedzą, a ci co nie wiedzą będą tylko również spekulować i w dodatku udawać, że oni jako jedyni dopadli prawdy.
    Bardzo niebezpieczne dla nas, bo przyjmując taki algorytm automatycznie jesteśmy podatni na pewien rodzaj nacisków/wpływów z zewnątrz i postąpimy zgodnie z tym algorytmem, który uznamy za własny. Bez względu na skutki dla nas i otoczenia.

    Patrząc nieco szerzej, jeśli Białoruś nie chciała zrobić tego, co zrobiła Polska (powód obojętny i nie ma tu nic do rzeczy bohaterska – dajmy na to – postawa prezydenta Łukaszenki) a Polska nadawała na Białoruś różne wywrotowe audycje i Polacy to firmowali, no to można nieco uściślić zakres tego, kto tam miesza.
    I Polska przecież zgodziła się na wymordowanie wyższych i najwyższych stopniem oficerów, wykształconych w Polsce Ludowej i zastąpienie ich innymi, poddanymi obróbce przez ussamerykańskie służby pod przykrywką nato.
    Komu i do czego tacy nowi generałowie byliby przydatni?

    Oni sami powinni być świadomi, że i tak w razie co to „nikt by im nie ufał”. Nie zleceniodawcy obecni – ponieważ „nigdy nic nie wiadomo” i nie Polak w swej szarej masie, w której jest pamięć o tych wymordowanych, peerelowskich generałach. Nie do pozazdroszczenia ich miejsce, nieprawdaż?

    Ale jednak ich rola bardzo ważna, bo jak by wyglądała nasza ojczyzna także i bez nich? Przecież nawet Terytorialsów nie pozwolono by nam sformować! Zawsze jest coś za coś i nie ma przeproś.

    Widzimy, że Polska przyjęła dodatkowo ileś tam tysięcy ussamerykańskich żołnierzy. Ilu ich jest u nas w sumie? Kto to wie? Wiemy, co nam mówią, ale przecież nie możemy tego sprawdzić i gdybyśmy chcieli ich policzyć, to przecież nam nawet nie pozwolą. Tak jest nie tylko u nas.
    Jednak tych ussamerykańskich żołnierzy nie jest „aż tak wielu”. Takie prawdopodobieństwo można przyjąć.
    Więc do czego byliby przydatni ci, co u nas są?

    Jedną z wersji może być, że do „opieki nad rządem w Polsce” w razie, gdyby chciał on pozwolić Polakom dołączyć do naszych słowiańskich Braci.
    Inną możliwością byłoby, że od dawana ponoć jest już przygotowana III. wojna światowa, i tylko jakiś dogodny pretekst jeszcze nie mógł być zastosowany.
    Więc może jest nim Białoruś?

    Jeśli zabicie jakiegoś zbędnego arcyksiążątka stało się powodem pierwszej wojny światowej, to w czym „gorsza” mogła by być Białoruś?
    Polacy bez własnego dowództwa – jako że wymordowane – nijak nie mogliby się przyłączyć do Braci Słowian, a gdyby próbowali, to taka wielka improwizacja tylko by utrudniała Słowianom Wschodnim obronę przed napastnikiem, bo komu wierzyć, a komu nie?

    Bierne siedzenie w domu, gdy wokół by się „działo”, też nie byłoby dla nas rozwiązaniem, ponieważ co mielibyśmy do jedzenia? Skąd byśmy to brali i czym za to płacili? Czy byłby rozbój, napadanie rolników i odbieranie im wielkogabarytowych telewizorów LED, jako że ani świń, ani kur, ani krów rolnicy indywidualni już właściwie nie mają?
    Wielkie fermy mogłyby dostać obstawę, żeby było żarcie dla wojska. Do stojących tu czy tam na prywatnych podwórzach u rolników silosów zbożowych nie tak łatwo się dobrać, bo zrobione z solidnej blachy. W blokowiskach to ludzie by chyba stali się kanibalami.

    O ile jakaś bombka atomowa nie zakończyła by naszego żywota.

    Jakoś tak jest, że człowiek lekceważy sprawy zwane przyziemnymi, choć są one w sytuacjach krytycznych dla niego decydujące.
    Wychodzi więc z powyższego, że obojętnie kto z kim i z jakiego powodu, dla nas DZIŚ najkorzystniej jest zachować się właśnie na ile możliwe neutralnie.
    Więc tych ussamerykańskich żołnierzy może być u nas również wystarczająco do tego, żeby spowodować rozpoczęcie III. wojny światowej. I oni sami nawet nie muszą o tym wiedzieć, bo dla podżegaczy wojennych istotne jest, żeby ci żołdacy zrobili to, co im rozkażą.

    Wówczas ziemia polska stała by się areną dla rozgrywania trzeciej wojny światowej, bomby mogłyby spadać bez większych strat dla krajów ościennych.
    No ale oczywiście w takim przypadku spokojne siedzenie w domu i zachowanie neutralności nic by nam nie dało.
    Nie dało by nam również nic przyłączenie się do którejś z wojujących stron.
    No to co robić, ludziska? Co robić?
    Zjedzenie czegoś dobrego sytuacji nie rozwiąże.
    Może by więc jakimś działaniem przyczynić się do tego, aby sytuacja zapalna na Białorusi nie przekształciła się w wojnę zwaną totalną, ale dla nas jak najbardziej wyłącznie lokalną?
    Bo oni by sobie totalnie rozgrywali swoje spory na naszych ziemiach, głupi przecież nie są i sobie nic niszczyć nie będą, a Polacy tak dali się wmanewrować, że cokolwiek by nie zrobili, i tak na tym stracą?

    Fasolka szparagowa tyczna nam obrodziła i smaczna, jak mało kiedy, taki rok się trafił. Dobra i z bułeczką rumianą i z samym tylko masełkiem.
    Wczoraj wieczorem mój Stary zaprosił mnie przed dom na oglądanie meteorytów i gwiazd. Ustawił leżaki – swój z widokiem na północny zachód, mój na południowy wschód, tak, żeby każdy coś zobaczył, gdyby leciało. Wygasiliśmy światła, ułożyliśmy się wygonie przykrywając kocykami. No i leciało. Dużo tego nie było, ale ze sześć takich słabiej widocznych, za to trzy prawie fenomenalne. Dwie „u Starego” i jedna „u mnie”. Ale zdążyłam zobaczyć i te inne, bo Stary w porę mi krzyknął, że lecą.

    Więc tak sobie leżeliśmy patrząc w niebo gwiaździste. Nie było całkiem ciemno, ponieważ jest tak raczej rzadko. Niższe i rozproszone chmury trochę światła znad odległych miast przejmują i tworzą lekką poświatę. Ale to nie przeszkadza.
    Patrzyliśmy sobie w te gwiazdy, a Stary mówił, że „tam, za świerkiem” to jest Wega, najjaśniejsza gwiazda z gwiazdozbioru Lutni, a tam to Andromeda, jak popatrzysz wzdłuż komina. Bo on od późnego dzieciństwa do wczesnej młodości lubił patrzeć w gwiazdy, teraz też ogląda (laniakea) i potrafi je nazywać.

    Więc niebo, więc gwiazdy… i gdzie tu do nagłej tej i tamtej jest miejsce na wojny?!?

    Żadnej z tych gwiazd nie posiądziesz. Żadnej nie zamieszkasz i jej sobie nie przywłaszczysz. Ani tym bardziej żadnej z nich nie zniszczysz. Możesz patrzeć na nie, zachwycać się nimi, nadawać im nazwy i tyle twojego.

    Wśród tych gwiezdnych cudowności, gdzieś tam, nie wiadomo gdzie, bo nie mamy jak spojrzeć na Ziemię z zewnątrz – te parę kilometrów ze stacji iss czy sutników to śmiesznostki – jesteśmy my, na naszej Matce, Planecie zwanej przez nas Ziemią.
    Niewyobrażaliony gwiazd nad nami, pod nami i z każdej innej strony.
    I na Matce Ziemi pomyleńcy, produkujący obłąkańczo przedmioty zniszczenia nas i wszystkiego, czego dosięgniemy.
    W obliczu ogromu Kosmosu, zasięg nasz niewielki. Zupełnie bez znaczenia dla każdej z tych gwiazd, gwiazdozbiorów i galaktyk.

    Co się stało z człowiekiem, że mimo nadmiaru wszystkiego - jest mu wciąż wszystkiego mało?

    Jak to się stało, że broniąc się przed unifikacją zwalcza on wszystko, co jest od niego różne?
    Weźcie, ludzie, się opanujcie. Skrzyknijcie się w parę osób, zapakujcie do samochodu kocyk albo leżaczki, wyjedźcie za miasto późnym wieczorem tam, gdzie nie ma ludzkich świateł i patrzcie w niebo.

    Cudowne, gwiaździste niebo.

    Patrzcie, dopóki jeszcze możecie...
    Białoruś, nieudany Majdan i pucz.
  • @Anna-PK 15:14:01
    Dziękuję pięknie za życzliwe słowa.
    To rzeczywiście ciekawe, dlaczego krew Indian północnoamerykańskich tak te europejskie serca porusza. Może w plugawcu budzi tęsknotę za szlachetnością? Przypisywaną właśnie tym Indianom?
    Bo ci z Południa, to raczej podani są nam jako krwiożerczy, wyrywający żywcem serca wrogom i dziewicom. Strach to raczej budzi.
    Jest mi niezmiernie miło, że nie zwarłyśmy się w klinczu. :)
    Moje trzy grosze o sytuacji w świecie.
  • ;
    Mam podobną piesię, więc odczuwam poniekąd jakieś pokrewieństwo. Pisałabym per „pani” ale już dawno młodzież – dziś już o dwadzieścia lat starsza – pouczyła mnie, że w internecie zwraca się do każdego per „ty”.
    Na moje oko właśnie korzystam z internetu.

    Ponoć kobiety się zwalczają z jakiegoś powodu; dla mnie nie jest to „jakiś powód”, ponieważ doświadczenie mówi mi, że te głupsze i brzydsze zwalczają te mądrzejsze i ładniejsze. Przy czym te brzydsze i głupsze twardo trzymają sztamę, a tym mądrzejszym i ładniejszym żadna sztama do niczego potrzebna nie jest. Więc są łatwiejszym łupem dla nagonek tych brzydszych i głupszych, wszak „nec hercules contra plures”, jak to mawiali ci od martwego języka.
    Z racji choćby na psy, mam nadzieję na wzajemne porozumienie bez względu na walory urody i umysłu. Czyje by nie były.


    „Po pierwsze jeżeli chodzi o tego koronawirusa, to nie wiem skąd się on wziął, ale jest ważne, czy był to przypadek, czy było to działanie celowe”
    - no tak, ale przecież „nikt nie wie”, skąd ten wirus. A ci, którzy twierdzą, że wiedzą też nie wiedzą, choć im się zdaje, że wiedzą. Wirus wypuszczony z laboratorium może się dowolnie zmieniać i żadna siła mu w tym nie przeszkodzi – tak sobie pozwalam w ramach moich trzech groszy, więc razem byłoby ich nawet i sześć.

    „Jeżeli to było działanie celowe, to oceniając skutki, nie było to działanie ze strony USA, bo tam się wszystko zawaliło bardziej tragicznie niż gdzie indziej. Biorąc na zdrowy rozum, uważam, że Amerykanie nie strzelaliby aż tak po własnych kolanach”
    - no tak, ale wiadomo, że jakie założenie taki i przebieg dowodu. Nie wiemy, co to jest to ussa, tak naprawdę. Monolit to nie jest i walki wewnątrz są tam od zawsze, a wspólne działanie następuje tam niemal wyłącznie w sytuacji stwarzania zarobku zewnętrznego, czy to w wyniku wojen czy „solidarności” – jak to zrobili w Polsce wespół w zespół. Ile ta wspólnota trwała, tego też nie wiemy, bo gdy jeden cel osiągnięty, namierzany jest natychmiast cel kolejny. A więc i przetasowanie może być niezbędne z powodu konieczności dostosowania środków do działań.

    „To co widać, to uderzenie jest w globalizację, a najbardziej w turystykę. Państwa zamknęły granice i kontrolują przepływ ludności”
    - uderzenie w globalizację może tylko cieszyć, ponieważ taki rodzaj globalizacji był ewidentnie skierowany przeciw ludziom. Gdyby była to współpraca, to co innego, ale bezwzględna konkurencja i wyzysk musiały być zakończone w każdy dostępny sposób.
    - przepływ ludności też nie musi być z zasady korzystny, bo raz, że ludzie rozwlekają zarazę wszelkiego rodzaju, a dwa – to na przykład panowie zostawiając spermę w żeńskich obiektach miejscowych programują je „na własne kopyto” (patrz: telegonia).
    Przywożenie własnych roślin/zwierząt i zabieranie stamtąd miejscowych, by je u siebie flancować zakłóca naturalną równowagę przyrody. I potem jest kłopot. Do każdego kwiatka przypisany jest odpowiedni motylek , do motylka ptaś, do ptasia trchórzofroterka, do niej coś od niej większego itd. Usunięcie jednego elementu niszczy cały łańcuch zależności i zanim wytworzy się nowa równowaga, mamy wszelkiego rodzaju plagi – „chwastów”, owadów itp.

    „Jak ja to widzę? Nie wierzę w jakiś wielki zorganizowany i kontrolowany spisek. Niestety, wszyscy na tym stracą, banki, "banksterzy", Wall Street i wszyscy inni”
    - większość ludzi na świecie nie ma więcej niż to, co konieczne do nagiego przeżycia. Więc oni nic nie stracą albo niewiele. Oczywiście, utrata życia przez mieszkańca slamsu jest taką samą tragedią jak śmierć każdego innego człowieka, tu nie ma powodu się spierać.
    - banki stracić nie mogą, ponieważ wówczas ludzie utracili by możliwość kupowania towarów, które produkują. Więc banki się zachowają i jest to w interesie nas wszystkich, choć to, co banki nawyrabiały dyskwalifikowało by je totalnie do dalszego istnienia.
    - giełda polega na tym, że jedni tracą, inni zyskują, a pomiędzy stoi właśnie coś w rodzaju banku i zarabia zawsze, obojętne w którą stronę się kiwa. Nie wiadomo więc, kogo tu żałować i dlaczego.
    - łol stryt to szabrownicy żerujący na ludzkim gatunku. Komuś do czegoś przydatny, ale komu i do czego? Raczej to przed ludźmi ukrywają niż im mówią, co robią.

    „A straty są na giełdach, jak również w bankrutujących przedsiębiorstwach produkcyjnych.”
    - no owszem, jeżeli firmy działają wewnątrz tego systemu, no to idą na dno razem z nim. Więc może należało by to wszystko zorganizować inaczej?

    „Produkcja nie rośnie mimo dostaw zastrzyków pieniężnych”
    - no i całe szczęście! Po oceanach pływają monstrualne wyspy śmieci, o powierzchni wielu km2, grube na dziesiątki metrów, powodujące już nie tylko lokalne katastrofy ekologiczne. Wieloryby płyną do góry brzuchem, umarłe z głodu, bo żołądki mają wypełnione plastykiem. To samo żółwie i inne żyjątka morskie.
    Ten „cywilizowany świat” nie cierpi na niedobór dóbr, a przeciwnie; zmusza innych by oni kupowali badziewie właśnie bezrozumnie produkowane dla wzrostu pekabe, a nie zgodnie z potrzebami ludzi.
    -
    „Bankrutują hotele, restauracje, wszystkie przedsiębiorstwa nastawione na podróże, wycieczki, imprezy sportowe, rozrywki i inne tego typu przedsięwzięcia. Zachorowania i śmierć na statkach wycieczkowych odsunęły w niebyt tego typu rozrywki na długo”
    - no i bardzo dobrze! To są sztucznie wykreowane potrzeby i okazało się, że bez nich ludzie też żyją i wcale nie gorzej. Nie ma powodu, by Niemiec leciał samolotem za dziesięć ojro na Majorkę, tam się nachlał, wyrzygał i wys/p/ał na plaży by na wieczór wrócić również samolotem do domu.
    - Podam tu przykład wyspy, o której przed laty oglądałam film w niemieckiej tv: była sobie wyspa. Piękna wyspa. Nie mała i nie duża, lecz w sam raz. Na wyspie źródełka z wodą pitną, przeróżne, jadalne rośliny i owoce, a w morzu wokół rafy koralowe przecudne i mnóstwo ryb. No i mieszkańcy: ludzie zadowoleni, szczęśliwi, najedzeni i beztroscy. Nikt nie musiał pracować by zarabiać pieniądze. Dało się doskonale żyć i bez nich. Do czasu. Do czasu aż przybył tam blady. Namieszał ludziom w głowach, budząc w nich chciwość. Takiej gratki nie przepuściły firmy „turystyczne”, więc na tej wyspie zbudowano hotel – głównie dewastując rafy koralowe, bo budulec był pod ręką i darmowy. A przed oczami „inwestora” wielkie zyski.

    Na wyspę nałożono coś w rodzaju zobowiązania kredytowego a konto przyszłych zysków. I ludzie tam się na to zgodzili skuszeni „cywilizacją”. Hotel powstał. Wolni dotychczas tubylcy pracowali od świtu do nocy i w nocy też, głównie w charakterze sprzątaczek i usługujących. A zarobki musieli przeznaczać na „drogie ubrania służbowe (niewłaściwe w tropiku mundurki)”, bo za darmo ich nie dostawali. Okazało się, że nikt nie ma czasu na nic, tylko praca, praca i kupowanie wszystkiego pod kątem utrzymania zatrudnienia w tym hotelu. Ale to było jeszcze nie całe nieszczęście.
    Problemy były nagle z wodą pitną, więc ją dowozili statkami.
    Ale jeszcze większe problemy były z odchodami, które najpierw wylewano prosto do atolu – ale wówczas turyści nie chcieli w gównach pływać i ryby też zdychały masowo – więc w jedną stronę, czyli na wyspę jechała woda, a z powrotem gówna. I to były już poważne koszta, których nie równoważyły zyski z turystów, przyjeżdżających coraz mniej tłumnie.
    Więc całą imprezę zlikwidowano.
    Pozostał zrujnowany atol, wymarłe koralowce i ryby, część źródeł wody pitnej było nieczynnych, struktura socjalna wyspiarzy totalnie zniszczona i nikt nie znał już swojego miejsca, więc były nieustanne konflikty. Jako pomnik chciwości ludzkiej stal pusty i niszczejący hotel a tubylcy musieli jeździć na ląd stały, by zarabiać pieniądze, z których część szła na spłatę kredytu wziętego a konto tego hotelu.
    To jest właśnie turystyka. Szczególnie ta w wydaniu „zachodniej cywilizacji”.

    W Kanadzie zachorowała żona naszego premiera, Sophie Grégoire Trudeau, więc cała rodzina odbyła obowiązkową kwarantanne. Kanada zamknęła granicę na południu i tylko niezbędny przepływ towarów się odbywa, a już ludzi nie puszczaja. Rząd jest w tym nawet za to chwalony, bo w innych działaniach nie tak bardzo”
    - Kanada jest krajem sztucznym, zbudowanym niczym ten hotel na wyspie opisanej wyżej. Dzieci autochtonów nawet w latach siedemdziesiątych były odbierane rodzinom Indiańskim i dawane na zdeprawowanie rodzinom bladych okupantów: bite, gwałcone, poniżane i zmuszane do wyrzeczenia się tożsamości plemiennej.
    - udawanie, że wszystko jest cacy już nie chwyci. A szanowna pani od psa podobnego do mojego jest wspólniczką anglosaskich okupantów, krzywdzicieli i morderców prawowitych właścicieli ziem zwanych dziś Kanadą. To przecież jest prawda, więc po co się oburzać?
    - no tak, ale dajmy na to liczymy czas od chwili bardziej korzystnej jako przelicznik ewolucyjny. Niech będzie, co tam.

    „A to za co rządy prownicjonalne są oceniane bardzo nisko, to stan domów opieki i domów starców. Śmierć miała tam bardzo owocne żniwo. Doszło do tego, że było kilka ofiar śmiertelnych dziennie. A to z kolei stało się powodem, że obsługa zaczęła uciekać tych przybytków, nikt nie chciał pracować i rząd Ontario wprowadził tam wojsko”
    - no proszę! Stan wojenny w domach starców jako forma gwarantująca emerytom przeżycie. Każdy na coś kiedyś umrze i nie liczmy, że kogoś to ominie. Nie ominie! Problemem nie był żaden wirus, bo zawsze ktoś jest na coś chory i są osoby bojące się wszystkiego generalnie, ale problem stanowił brak poczucia wspólnoty, niechby wspólnoty losu jako ludzi. Można było urządzić się na trupach Indian, no to co to za różnica chcieć przeżyć skazując osoby niesamodzielne na śmierć?

    „Teraz sytuacja się unormowała, ale generalnie nie ma nigdzie zbyt wesołych nastrojów. Rządy prowincjonalne zarzekają się, że będą zmiany na lepsze w organizacji tego typu placówek”
    - jak to się „o własną dupę trzęsą” i martwią o utratę „oszczędności”! To jest już całość ich cech ludzkich, oscylująca wokół własnej – jakże cennej osoby – oraz własnego konta bankowego. I takie coś chciało zdominować Indian, szanujących się wzajemnie i zapewniających osobom starym godną starość?

    „Obiążenia i maseczki, czy inne ograniczenia, nie są wielkim w Ontario problemem”
    - u nas pracuje nad tym V kolumna, żeby maseczki doprowadziły do upadku rządu, bo to rząd PiSu. Fakt, że innego rządu nie mamy i nie ma szans na stworzenie lepszego rządu jest u nas ignorowany. Możemy wspierać „suwerennego Łukaszenkę”, który bez wsparcia Rosji nie przeżyje nawet tygodnia a ta cała Białoruś zostanie w mig rozparcelowana przez „zachodnich inwestorów”, ale będziemy „zwalczać PiS” nawet, gdyby miało to oznaczać likwidację Polski jako kraju. Nasza „opozycja” już dawno wymówiła rządowi w Polsce posłuszeństwo nie bacząc na to, że choć „PiS”, to jednak mamy wyższą stopę życiową niż Białorusini, tak niesłychanie „SUWERENNI WOBEC MOSKWY”.

    Nie noszenie maseczki jest u nas wyrazem protestu przeciw pełnym towaru sklepom, przeciw taniej i wysokiej jakości benzynie sprzedawanej na polskich stacjach benzynowaych; jest wyrazem protestu wobec 500+, jarkowego, bonów wakacyjnych, wyprawek szkolnych i dotacji w ramach „tarczy antykryzysowej” dla było nie było prywatnych firm – ale przecież zatrudniających „państwowych ludzi”.

    Najciekawsze jest jednak u nas to, że dany Polak nie wyraża wcale protestu jako on, jako osoba indywidualna, ale wymusza na innych, by ci nie nosili maseczek nazywając je pogardliwe „namordnikami”, a ludzi noszących maseczki traktują z wyższością i ich poniżają.

    To jest ta forma wolności absolutnej praktykowana przez Polaka: TY nie noś namordnika, bo TY wówczas jesteś niewolnikiem PiSu. A nie nosząc maseczki (TY) jesteś niewolnikiem Polaka, który cię poniża, obraża i odbiera ci prawo do samodzielnych decyzji.

    Patrząc na to dokładniej: człowiek noszący maseczkę zgodnie z zaleceniami władzy, której dał mandat do sprawowania rządów, a więc i wydawania decyzji, jest nazywany „niewolnikiem rządu”. Ale gdy ten sam człowiek podporządkował by się komuś zupełnie nieznanemu, kto tylko uzurpuje sobie prawo do decydowania o czyimś losie, to już miałby niewolnikiem nie być?
    Czyż nie jest to wyjątkowo pokrętna mĘtalność tych „antypisowców”?

    CZY JA JESTEM „ZA PiSem”?

    „Generalnie jest lato, duże upały, więc Kanadyjczycy siedzą na wodą. A jezior w Kanadzie jest dużo”
    - toteż właśnie! Na ukradzionej Indianom ziemi pobudowali miasta, w których nie mogą wytrzymać bo gorąco, no to na innej ale też ukradzionej Indianom ziemi pobudowali kotycze nad jeziorami i czują się panami stworzenia. Kradzionym dzielić się „kanadyjczycy” nie chcą, więc są restrykcje wizowe i wpuszczają tylko tych, co do których jest pewność, że się dostosują bez szemrania.

    „Obecnie niepokoje są wśród rodziców jak będą zorganizowane szkoly w okresie pandemii. Pewnie będzie więcej nauczycieli, mniejsze klasy, zapewne będą wprowadzone lekcje na zmiany. A część rodziców już oznamia, że odmawia posylania dzieci do szkoły i będą uczyć dzieci w domu”
    - to są ci sami ludzie, bądź ich potomkowie, którzy bez oporów zatrudniali u siebie „indiańskie służące”, czyli dzieci odebrane Indiańskim rodzicom, „wychowywane miłosiernie” przez katolickie siostry zakonne i potem przyuczone do sprawowania funkcji służących dla bladasów. Och, jakże cenne są te blade dzieci! I jak niewiele warte były te Indiańskie!

    „Rząd kanadyjski, podobnie jak inne rządy sypnął pieniędzmi, więc nie ma narzekań na biedę, dostają pomoc nawet studenci, "bo nie mogą latem zarabiać"
    - dokładnie za to samo Polacy mają rząd PiSu w dupie, a nawet w czymś jeszcze gorszym.
    Jak wiadomo, żeby „sypnąć pieniędzmi” to trzeba je skądś mieć. Chodzą słuchy, że „kanada to sami żydzi”.

    [Od razu informuję, że ja przeciw żydom nic nie mam i nawet mieć nie zamierzam.]

    I jak widać „kanadyjczykom” to w „normalnym” życiu nie przeszkadza.
    Co innego u nas! Honorny Polak od żyda nie weźmie, choć właściwie to bierze, bo musi. Ale bierze z pogardą i niechętnie. Fakt, iż dzięki temu żyje w miarę beztrosko usuwa taki Polak z głowy i się pastwi nad każdym, kto by mu taki fundament myślowy ważył się zakłócić.

    „Kanadyjczycy zwykle patrzą co robią Amerykanie i postępują odwrotnie. Stąd w Kanadzie nie ma żadnych buntów czy protestów. ;)”
    - możliwe, że tak właśnie jest, a może i nie? Jak miałyby wyglądać protesty w Kanadzie?
    Tam macie przecież ziemi „od groma i trochę” i tylko dureń chodziłby z transparentem po jakimś Toronto. Każdy przytomny zadekował by się w kotyczu nad jeziorkiem i uprawiał ogródek warzywny, mając wydatki minimalne bądź zerowe. Resztę załatwiła by wymiana usług nieodpłatnych i towarów.

    „Odzywają się głosy aby bogate państwa darowały zadłużenia państwom biednym, aby zachować ludność i nie dopuścić do głodu na tych terenach. Nie wiem jak to się rozwinie, powoli kapie pomoc dla Libanu z "zachodu" chociaż powinna płynąć głownia z krajów arabskich”
    - to jest takie wyświechtane i tak nieskuteczne, że aż dziw bierze, że wciąż jest to stosowane i ma być traktowane jako akt łaski ze strony „państw rozwiniętych”!

    Jak wiemy, „kraje biedne” nie były biedne, zanim tam bladzi nie weszli na szaber. Wszystko więc to, co bladzi by oddali tym oszabrowanym niegdyś biedakom byłoby tylko niewielką częścią zadośćuczynienia, a nie żadną pomocą.
    Dawanie krajom biednym pieniędzy polega na tym, że szybciej niż one tam weszły wypływają z powrotem do krajów bogatych jako zapłata za towar i „technologie”, cokolwiek by pod tym nie rozumieć. Więc widać, że nie jest to żadna pomoc tym krajom, a jedynie wspieranie własnej gospodarki poprzez przesunięcia finansów. I tu należy podkreślić, że w biednych krajach brakuje głównie jedzenia, a pieniędzy jeść się nie da.

    „Obecny kryzys pokazał różne dziwactwa, których nigdy nie było przedtem, takie jak ujemne ceny na ropę naftową i gaz, a również ujemne oprocentowanie kredytów”
    - to jest równie śmieszne co nieprawdziwe. Tak to nazwali, ale tak nie jest w praktyce. Obniżenie podatków korporacjom może oznaczać, iż odbijają one sobie wpływy obniżaniem płac/redukcją zatrudnienia, ale ilość kasy koniecznej do funkcjonowania korporacji opartej na pracy danej grupy ludzi musi być taka sama. Zaś „ujemne ceny” na ropę oznaczają, że nie ma ona tak naprawdę żadnej realnej ceny, a jej wartość to chimera.
    Czy to nie dziwne, że nowo brane kredyty mogłyby mieć „ujemne oprocentowanie”, ale kredyty już przez kogoś wzięte oprocentowanie mają wcale nie mniejsze i nikt go nie zmniejsza? Czyli istniejące kredyty zarabiają na te z „ujemnym oprocentowaniem” i cudów nie ma.

    „Wiele rzeczy jest w tym momencie niewiadomych, a najmniej wiadomo jak to się skończy”
    - choć „nie wiadomo, jak to się skończy” to przecież wiadomo, jak skończyć się powinno:
    powinna być przywrócona równowaga zarówno w podaży jak i popycie;
    równowaga w wymianie handlowej;
    równowaga w dostępie do niezbędnych dóbr;
    równowaga w pozyskiwaniu surowców i ich cen
    oraz równowaga we wszystkim, co jest w nierównowadze.

    „Dla przeciętnych zjadaczy chleba, głownie znaczy to, że pieniądze tracą wartość, czyli tracą wartość oszczędności’
    - pieniądz nie jest dobrem koniecznym człowiekowi do życia, więc jeśli ktoś ma „oszczędności” oznacza jedynie, iż ma on więcej niż potrzebuje. Odbywa się to kosztem tych, którzy mają mniej niż im koniecznie potrzebne. I nie jest to żaden „komunizm” ale zwykła arytmetyka.

    „Dla tych co mają duże pieniądze i nie wiedzą jak postępować, najlepsze są inwestycje tzw. pasywne. Kupić coś wartościowego i trzymać przez dłuższy czas, zwykle wartość tego zakupu rośnie”
    - a potem, nie wiedząc co z tym zrobić, przegrać całość w kasynie ale „mieć z tego dobrą zabawę”. Ot, „cywilizacja”.

    „Co do zmian rynkowych,nikt nawet nie próbuje snuć poważnych prognoz, bo żadne przepowiednie się nie sprawdzają”
    - no rzecz jasna! Ci, którzy wiedzą, co to jest „rynek” i go nie tylko tworzą ale i nim sterują, nie będą się byle komu z tego tłumaczyć, bo po co? W razie co rzuci się skuteczne jak dotychczas hasełko o „niewidzialnej ręce rynku” i tym się sytuację opanuje, również według sprawdzonych już od wieków metod.

    Odwracać można to jak się chce, ale człowiek potrzebuje mieć co jeść, mieć gdzie mieszkać, mieć gdzie zarabiać pieniądze na to, żeby kupować to, co ten lub inny człowiek wyprodukuje i to w zasadzie cała tajemnica bytu ludzkiego. Tak zostaliśmy zorganizowani. Czy za naszym przyzwoleniem i przy naszej pełnej świadomości?
    Śmiem sądzić, że ma to znaczenie podrzędne.
    W chwili bowiem, gdy ludzka świadomość osiągnie właściwy poziom, wiele spraw będzie zwyczajnie oczywistych, a więc konieczność wyjaśniania czegokolwiek będzie zbyteczna.

    O ile mile widziane, dołączam kilka miłych głasiów dla pieska.
    Moje trzy grosze o sytuacji w świecie.
  • .,
    O co tak naprawdę „kamąłn”?- jak to mawiali biegli w języku obcym obywatele Polski Ludowej słuchający listy przebojów trzeciego programu Polskiego Radia zafascynowani angielskim.

    Jak wygląda sytuacja geopolityczna?
    Ludziska mają pretensje, że „Izrael powstał nielegalnie”. No, można tak to ująć.
    Ale które państwo istniejące obecnie na świecie powstało legalnie?
    Który sąsiad do którego nie ma pretensji o „zagarnięte terytoria”?

    Można śmiało przyjąć, że każdy do każdego, a więc i Polska jest krajem nielegalnym, biorąc pod uwagę stanowisko Niemców wobec naszych zachodnich granic, stanowisko Ukraińców wobec naszych wschodnich granic i stanowisko „rządu londyńskiego” określającego Polskę Ludową jako państwo nielegalne. Co nie przeszkadza spadkobiercom tego „rządu” szarogęsić się między Bugiem i Odrą, między Bałtykiem i Karpatami/Sudetami, czyli w granicach wyznaczonych Polakom przez zwycięski w II. wojnie Związek Radziecki.

    Jakie jest stanowisko samych Polaków?
    Niektórzy by oddali Niemcom nasze odwiecznie słowiańskie Ziemie Odzyskane i chętnie przeszli pod kuratelę „dojczer ordnung” wietrząc dla siebie jakieś zyski. Inni z kolei weszli by na ziemie ukraińskie i „odebrali co nasze” – choć zanim stało się „nasze” to nasze nie było i potem też już nasze być przestało i dziś nasze też nie jest.

    Skąd więc tendencja do szukania we wszystkim „winy żydów”?
    Czy państwa utworzone po rozwaleniu Jugosławii są legalne?
    Czy sama Jugosławia była legalna?
    A to, co wyprawiał Aleksander zwany Wielkim było legalne?
    I czy Imperium Osmańskie niosło tylko oświecenie i wolność – choć było tego jednak zdecydowanie więcej, niż obecnie w ramach niesienia wolności oferuje ussa rękami nato?

    Czy pomocne mogło by być nam zastosowanie metody odwróconej lornetki i jako uzupełnienie do tego lupy czy wręcz mikroskopu?
    Skąd bierzemy sobie prawo stosowania wybiórczości aż tak jaskrawej, ale za to nie prowadzącej do niczego konstruktywnego?
    Gdzie jest ten punkt, od którego należało by zacząć „rozliczanie”? Czyje krzywdy byłyby tu najważniejsze a czyje bez znaczenia?

    Kto i na podstawie czego by o tym decydował?
    Kto by ustalał kryteria całej tej akcji?
    Jeśli możliwe jest, że Polak siada do jednego, wspólnego stołu z Niemcem, to skąd pomysł, że nie jest możliwe robienie tego samego w przypadku „żydów”?
    Kto z nas był w Izraelu? Kto widział tamtejsze, codzienne życie?

    Ja w Izraelu nie byłam, lecz któregoś razu rozmawiając z weterynarzem – już na emeryturze – o problemach skórnych naszej piesi (na grzybicę skóry/pazurów można spróbować zastosować zwykłą jodynę; naszej piesi pomogło) temat zahaczył o podróże, w wyniku czego weterynarz powiedział, iż jego rodzina jeździ co roku do Izraela.
    Weterynarz jest bardzo w porządku i do głowy mi nawet by nie przyszło zaglądać mu gdziekolwiek.

    Zapytałam zdumiona, dlaczego tam jeżdżą, bo przecież tam jest niebezpiecznie, i wszędzie strzelają i są zamachy bombowe i inne. Na co on powiedział, że to bzdura, bo w Izraelu jest w sumie spokojnie i ludzie żyją zwyczajnie.
    Tu by mi się to zgadzało z tym, co widziałam na filmie dokumentalnym o Izraelu, pokazywanym w niemieckiej tv. Ludzie w miastach – reportaż był z wielu różnych miast – żyli i wyglądali zupełnie normalnie. W knajpach i restauracjach prowadzonych przez zarówno Arabów jak i żydów oraz inne nacje ludzie siedzieli przy sąsiednich stolikach spożywając specjały danego narodu i nikomu nic nie przeszkadzało.

    Raczej niemożliwe, żeby pokazywali sceny ustawione i statystów w jakimś studiu.
    Ludzie tam są świadomi problemów i różnic, mają wzajemne pretensje i ich nie kryją, ale to nie uniemożliwia im w miarę normalnego życia. Bez względu na przynależność religijną czy narodową.
    Więc Arabowie przyjmowali posiłki w żydowskich restauracjach, a żydzi w restauracjach arabskich.
    Tu zaznaczę, że życie polega na wymianie informacji i ja to właśnie robię. A co ktoś z tym zrobi, to jego sprawa.

    Inny reportaż, ale to już dość dawno, bo z dziesięć lat albo więcej temu, pokazywał izraelskie buldożery niwelujące arabskie wioski; pokazywał Izraelitów przywłaszczających sobie arabskie studnie i działki rolne po to, żeby uniemożliwić Arabom uprawę ziemi na ich polach i doprowadzić ich do ruiny i ucieczki. Pokazywali w jednym z filmów kobietę, siedzącą od lat na obrzeżach pustyni, mającą za dom kij wbity w piasek, na którym to kiju zawieszony był kawałek tkaniny dającej trochę cienia. Kobieta ta została wypędzona z domu bo jej wieś zrównali z ziemią Izraelici.
    Okropne, prawda?

    Ale w czym mniej okropne jest na przykład to, że w Chorwacji (Kroacji) wielu ludzi zostało również pozbawionych własności, głównie nad samym morzem i przejęli je bogaci ludzie z zachodu? A co, jeżeli te działki należały do Serbów i w ten sposób zostali oni pozbawieni własności? W Jugosławii była duża migracja i ludzie się „mieszali”. A więc i ziemia przechodziła z rąk do rąk choćby w ramach małżeństw mieszanych.

    No i rzecz niejako sztandarowa: ussa.
    Całe to przedsięwzięcie zostało zbudowane na trupach Indian. Mimo to Polacy – tacy niby sprawiedliwi i czuli na krzywdę – zupełnie się tym nie przejmują i chętnie korzystają ze „zdobyczy amerykańskiej cywilizacji”.
    Kogo, z czego i przy pomocy czego rozliczać?

    Że co, że Liban to odrębny temat?
    A to niby jak?
    Liban powstał również w jakiś tam sposób. Czy całkowicie bezkrwawo?
    Weźmy z grubsza za wikipedią, bo to wiadomo czyje jest i wiadomo, że tendencyjne, ale niech tam!
    Liban - państwo w zachodniej Azji Zachodniej, na obszarze Bliskiego Wschodu, nad Morzem Śródziemnym, graniczące z Syrią i Izraelem.
    Stolica: Bejrut (2 mln 60 tys. mieszkańców (2012))
    Język urzędowy: arabski (dodatkowy francuski)
    Podział administracyjny: 6 muhafaz
    Ustrój: republika parlamentarna, na czele państwa stoi prezydent wybierany co 6 lat, władzę ustawodawczą sprawuje jednoizbowy parlament złożony z 128 członków (po 64 chrześcijan i muzułmanów), wybierany na 4 lata
    Waluta: funt libański (1500 LL = 1$)
    Główne miasta: Trypolis, Zahla, Sydon, Baalbek, Tyr
    Główne rzeki: Litani, nadto źródła Asi (Orontesu) i Jordanu
    Główne narodowości: 82,6% Libańczyków, 9,6% Palestyńczyków, ponadto Syryjczycy, Ormianie, Kurdowie i inni
    Główne religie: islam i chrześcijaństwo
    Stanowiska państwowe i rządowe obsadzane są według klucza wyznaniowego: prezydent – chrześcijanin maronita, premier – muzułmanin sunnita, przewodniczący parlamentu – muzułmanin szyita, równy podział tek ministerialnych, wyższych stanowisk w administracji państwowej oraz miejsc w parlamencie między przedstawicieli ludności muzułmańskiej i chrześcijańskiej.

    Czyli totalny kompromis, żeby Liban jako państwo w ogóle mógł istnieć. Godne naśladowania, prawda, ale czy wszyscy w Libanie byli z tego zadowoleni? Szczególnie, że tak naprawdę nie wiadomo, kto to są „Libańczycy”; kto dobrowolnie tym Libańczykiem się stał, a kto został do tego przypisany nieświadomie bądź podstępem.
    Niby słowo Liban jest wspomniane 71 razy w Starym Testamencie, ale w jakim stopniu powinno to mieć znaczenie dla nas dziś?
    Klimat ma Liban podzwrotnikowy śródziemnomorski; na wybrzeżu średnia temperatura w styczniu 13°C, w lipcu 28°C, w górach, na wys. ok. 1000 m odpowiednio 6°C i 22°C, roczny opad 600-3000; pora sucha od czerwca do września.
    Da się żyć, prawda?
    Choć ponoć roślinność: uboga, głównie zarośla makchia, stepy, łąki górskie; niewielkie obszary leśne - resztki słynnych lasów cedrowych.
    No to teraz niewielki rys historyczny (na ile prawdziwy? To już sprawa umowna między tymi, co historię pisali i tymi, którzy w to pisane wierzą)
    W starożytności na terenie Libanu znajdowała się Fenicja, od VII w. p.n.e. kolejno znajdował się pod panowaniem Asyrii, Babilonii, Persji, Macedonii, Ptolemeuszy i Seleucydów. W latach 64–63 p.n.e. wchodził w skład rzymskiej prowincji Syrii, a po rozpadzie cesarstwa rzymskiego w 395 r. znalazł się w Bizancjum. W VII wieku obszar Libanu został podbity przez Arabów zjednoczonych w ramach kalifatu, następnie znajdował się we władaniu kolejno Tulunidów, Ichszydydów i Fatymidów. W latach 1098–1291 zajmowany przez krzyżowców, następnie zdobyty przez mameluków z Egiptu, od XVI wieku stał się częścią Imperium Osmańskiego. Od 1861 r. autonomia w obrębie państwa tureckiego, podczas I wojny światowej Liban był okupowany przez Francję i Wielką Brytanię. Od 1920 r. na mocy postanowień konferencji w San Remo należał wraz z Syrią do terytorium mandatowego Francji przekształconego sześć lat później w republikę. W 1941 r. nastąpiło ogłoszenie formalnej niepodległości, uznanej dwa lata później. Liban jest państwem współzałożycielem Ligi Państw Arabskich i członkiem ONZ.

    Jak więc można tam rozróżnić, kto jest kim?
    O co może więc chodzić?
    Pewnie o to samo, o co chodzi i u nas: żeby ludzie nie mogli się porozumieć do takiego stopnia, by mogli żyć w spokoju.
    Dlatego przeczytać należy poniższe i nie marudzić:
    1.„względna stabilizacja zakończyła się w 1958 roku, gdy doszło do starć muzułmańskich rebeliantów z prozachodnim rządem maronickim. Rząd Kamila Szamuna, obawiając się utraty władzy, poprosił wojska amerykańskie o interwencję w kraju”
    2. „w latach 1975–1990 trwała wojna domowa pomiędzy muzułmanami a częścią ugrupowań chrześcijańskich, wywołana napływem palestyńskich uchodźców z Izraela, Jordanii, Syrii i ustanowieniem w 1970 roku siedziby Organizacji Wyzwolenia Palestyny na terenie Libanu.”
    3. „ Pierwsza stron konfliktu wywodziła się z radykalnie prawicowych grup chrześcijańskich Falangi Libańskiej wiernej Baszirowi al-Dżumajilowi oraz milicji Tygrysów. Przeciwnikami Falangi i Tygrysów były zbrojne grupy palestyńskie częściowo zgrupowane w Organizacji Wyzwolenia Palestyny (al-Fatah, Front Wyzwolenia Palestyny, Demokratyczny Front Wyzwolenia Palestyny, Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny) i koalicja ugrupowań lewicowych muzułmanów oraz druzów z Libańskiego Ruchu Narodowego”
    4. „w 1976 walki stopniowo objęły terytorium całego Libanu, przyjmując postać najbardziej krwawych masakr i pogromów”
    5. „w czerwcu 1976 do Libanu wkroczyła syryjska armia, wymuszając na wszystkich stronach przyjęcie zawieszenia broni”
    6. „pod koniec lat 70. OWP zorganizowało serię przygranicznych ataków na siły izraelskie”
    7. „w odpowiedzi siły zbrojne Izraela w 1978 roku rozpoczęły operację Litani skierowaną przeciwko oddziałom OWP. W operacji wojska izraelskie wsparły siły libańskich chrześcijan”
    8. „od 1978 roku w Libanie południowym Armia izraelska i Armia Południowego Libanu zajęły wąski pas ziemi, określony jako strefa bezpieczeństwa”
    9. „w 1978 roku w czasie „wojny studniowej” Baszir al-Dżumajjil czasowo wyparł oddziały wojsk syryjskich z obszarów zamieszkanych przez chrześcijan”
    10. „od tego samego roku w Libanie południowym stacjonuje misja pokojowa ONZ, czyli wojska UNIFIL. Po zakończeniu operacji w dalszym ciągu dochodziło do przygranicznych starć”
    11. „ 6 czerwca 1982 roku wojsko izraelskie rozpoczęło inwazję na Liban w celu ponownego wydalenia sił OWP z południa Libanu”
    12. „w wyniku walk doszło do ewakuacji sił OWP z Libanu. Od tamtego czasu konflikt przybrał charakter walk między siłami Izraela i chrześcijanami a siłami prosyryjskimi i regularną armią Syrii”
    13. „w ostatnim okresie wojny z Syrią (1988-1990) na czele chrześcijan jako tymczasowy prezydent stał generał Michel Aoun, który został jednak pokonany i zmuszony do emigracji. Po podpisaniu porozumienia z Taif z 1989 roku władzę w Libanie przejęli politycy prosyryjscy”
    14. „14 lutego 2005 były premier Libanu, Rafik al-Hariri został zabity. Wywołało to masowe demonstracje opozycji, która oskarżyła Syrię o to zabójstwo. Syria zaprzeczyła tym oskarżeniom. Protesty te określono jako „cedrowa rewolucja”
    15. „pod wpływem protestów oraz nacisków ONZ i krajów arabskich, Syria wycofała swoje wojska z Libanu w dniu 25 kwietnia 2005”
    16. „w maju-czerwcu 2005 blok antysyryjski wygrał wybory, następnie 19 lipca 2005 władzę objął nowy rząd, którego premierem został Fouad Siniora, co stało się zwieńczeniem „cedrowej rewolucji”. Liban stał się ponownie, po niemal 30 latach syryjskiej okupacji, w pełni wolnym państwem”
    17. „w okresie 12 lipca – 8 września 2006 doszło do ataku wojsk Izraela na Liban w odwecie za porwanie dwóch izraelskich żołnierzy oraz ostrzał Izraela pociskami Katiusza przeprowadzony przez Hezbollah z baz w południowym Libanie i w efekcie kolejna okupacja południowego Libanu przez Izrael (22 lipca – 1 października 2006)”
    18. „14 października 2008 Syria uznała niepodległość Libanu i nawiązała z nim stosunki dyplomatyczne”
    19. „w styczniu 2011 roku doszło do ogólnokrajowych protestów w tym kraju”
    20. „w tym samym roku doszło do sformowania rządu zdominowanego przez partie prosyryjskie. Zwycięstwo sił prosyryjskich i protesty sunnickiej opozycji doprowadziło do konfliktu między sunnitami i szyitami”
    21. „na Liban wpływ miała wojna domowa w Syrii, gdyż w kraju dochodziło do walk między zwolennikami syryjskiego prezydenta Baszara al-Asada (szyici z alawitami) i jego przeciwnikami (sunnici)”
    22. „w 2014 roku doszło do walk armii libańskiej i Hezbollahu z Państwem Islamskim napływającym do Libanu ze strony Syrii”
    No to rzućmy okiem, kim są „Libańczycy”:
    islam – 57,7% (sunnici – 28,7%, szyici – 28,4%, a także alawici i ismaelici)
    chrześcijaństwo – 36,2% (największą grupą są maronici)
    druzowie – 5,2%
    pozostali – 0,9% (w tym żydzi, bahaiści, buddyści i hinduiści).
    Struktura religijna kraju w 2010 r:
    islam – 61,3% (2 590 000)
    chrześcijaństwo – 38,3% (1 620 000):
    Katolickie Kościoły wschodnie – 28,8% (1 220 000)
    prawosławie – 8,3% (350 000)
    protestantyzm – 1,0% (40 000)
    brak religii – 0,3% (10 000)
    Liban jest republiką demokratyczną parlamentarno-gabinetową, jest podzielony na 6 gubernatorstw (Mohafazas), które z kolei dzielą się na 25 dystryktów (Cazas), nie wliczając Bejrutu.

    Przed wybuchem konfliktu palestyńskiego wysokorozwinięty kraj arabski, nazywany Szwajcarią Bliskiego Wschodu, po wybuchu wojny domowej lat 70. upadek gospodarczy, w latach 90. stopniowa odbudowa gospodarki; (przemysł: metale szlachetne, biżuteria, odzieżowy, chemiczny, elektrotechniczny, przetwórstwo ropy naftowej, żelaza i aluminium; rolnictwo, turystyka)

    Po czyjej stronie, Polaku, chciałbyś się ustawić „wspierając Liban przeciw Izraelowi”?
    Jak wygląda sprawa z ludnością Izraela? Z podziałem religijnym? Z demografią? Z podziałem administracyjnym?
    O co może nam, ludziom, chodzić w tym konflikcie bliskowschodnim?
    Według mnie tylko i wyłącznie o to, żeby przestali się tam wzajemnie mordować i napadać. Nie jest możliwe ustalić, „kto pierwszy zaczął” i go napiętnować, ponieważ działania pod fałszywą flagą odbywają się nie od dziś.

    Jak wiadomo z historii, to Francja wyposażyła potajemnie Izrael w broń atomową. Jaki miała Francja w tym interes? Francja – „najstarsza córa kościoła katolickiego”, będąca jednocześnie państwem świeckim???
    Jeżeli bogaty i silny Liban, owa „szwajcaria Wschodu” nie był w stanie wykorzystać swojej dobrej sytuacji i dał się podejść, do kogo mogą mieć tam pretensję i o co?
    Wiemy także, że Bliski Wschód to „miękkie podbrzusze Rosji”. Czy dziwić może, że Rosja je chce chronić przed ciosami? Przecież nie ma wyjścia!
    Dlaczego Francja chciała to „miękkie podbrzusze” dodatkowo „zmiękczyć?
    A może miało być inaczej?
    Francja nie byłaby żadnym „mocarstwem” po II. wojnie, gdyby ZSRR tego nie chciał. A więc Francja miała zobowiązania wobec ZSRR (teraz już może ich nie mieć, bo nie ma ZSRR). Widać Związkowi Radzieckiemu Francja jako mocarstwo była do czegoś potrzebna.

    Ale jak wynika z punktu 1-go, Liban poprosił wojska amerykańskie o pomoc.
    Z punktu 2-go wynika, że w latach 1975-1990 trwała wojna między muzułmanami a „częścią ugrupowań chrześcijańskich”. Kto wspierał te muzułmańskie ugrupowania, a kto „część ugrupowań chrześcijańskich”?
    1 mln 600 tys mieszkańców Libanu to chrześcijanie. Potomkowie czyi? I z kim związani niechby tylko „wiarą”?
    Z punktu 7-go wynika, że „siły zbrojne Izraela w 1978 roku rozpoczęły operację Litani skierowaną przeciwko oddziałom OWP. W operacji wojska izraelskie wsparły siły libańskich chrześcijan”
    Ot, tak sobie Izrael wspierał chrześcijan=kościoł katolicki? Za darmo? Ale przecież nie samowolnie i bez porozumienia z watykanem!
    Co robić, ludziska, co robić?
    A no, zjeść coś dobrego, zadbać o własne zdrowie i nie dokładać chorych emocji tam, gdzie i tak ich nadmiar.
    Naszym obowiązkiem jest dbałość o stabilność naszego kraju, o nie uczestniczenie w ruchawkach mniej lub bardziej tęczowych i nie wtrącanie się w wewnętrzne sprawy państw ościennych. Wówczas będziemy mieć prawo żądać, by kraje ościenne również się do nas nie wtrącały i będziemy być może w stanie unormować to, co unormowania wymaga.
    Bomba chemiczna im.Netanjahu, czyli prehistoria eksplozji
  • .
    Po tym, jak się jednak zdecydowałam (z miesiąc temu) zarejestrować na fajcebuku, nie mogę nic wysłać na sputniku Polska. Nie przechodzi komentarz. Według mnie w tym momencie, w którym fajcebuk mi napisał, że mam zablokowane konto – nic z nim jeszcze nie zrobiłam, nie miałam kiedy, ponieważ stało się to szybko – to niczym w naczyniach połączonych przesył komentarza na sputniku Polska też stał się niemożliwy. Mogę się zalogować, otworzyć okienko do komentarza, napisać tam/wkleić i przycisnąć wysyłanie, ale nie pojawia się nic. To gwoli ciekawostki, gdyby ktoś miał przypadek podobny i sobie nie dowierzał, że tak właśnie może być.
    -
    Władze obecnej Polski nie są samodzielne. Nie mają jak być samodzielne. Od czasów II wojny trwało to lata całe, żeby zorganizować odpowiednie struktury zewnętrzne i wewnętrzne, konieczne do zapewnienia istnienia państwa; nie tylko naszego, ale państwa jako takiego. Każdy o tym wie i takie struktury ma. ZSRR na przykład, przejął całą „carską ochranę”, w przeciwnym razie nie byłoby żadnej ciągłości państwa.

    Polacy z wielkim zapałem napadali na „ubeków”, a sterownicy „transformacji” mieli łatwe zadanie by albo zmusić polskie służby do przejścia na ich stronę, albo nasze rodzime służby były gnojone do skutku. Dziś też byle kto u nas chętnie wyciera sobie gębę „ubekami” nawet nie mając pojęcia, o czym tak naprawdę mówi. Takiemu wystarczy sama niechęć do służb, a by tę niechęć miał, o to zadbali sterownicy „transformacji”.

    Nie posiadając własnych struktur nasze państwo stało się całkowicie zależne od tych z zewnątrz. Każda próba zrobienia czegokolwiek jest zduszana w zarodku i Polacy sami pilnują, żeby nic się nie udało, bo to „ubeki”.
    Wymaganie w tej sytuacji od rządu w Polsce, by miał jakąś swoją politykę jest niepoważne.
    Już sama sztuka lawirowania między służbami obcymi, realizującymi nie nasze przecież interesy to wyczyn nie lada. Bez własnych informacji żaden rząd u nas nie może nic zrobić. A ma on tylko takie informacje, jakie mu przekażą służby obce. Do tego doprowadzili Polacy i dalej „walczą z komunizmem”, którego nie tylko u nas nigdy nie było.

    Jeżeli nie udało się dziś obalić Łukaszenki to wcale nie oznacza, że naród białoruski taki lojalny i mądry. Oznacza to jedynie, że służby białoruskie są pod kontrolą. I nie jest to kontrola zachodnia.
    Jest stare przysłowie, że „nie ma takiej twierdzy, której nie zdobyłby osioł obładowany złotem” i to niestety tak właśnie działa. Jeśli uda się „opozycji” obudzić w Białorusinach chciwość, to rozwalą swoje państwo co najmniej tak chętnie jak Polacy rozwalali Polskę Ludową, kradnąc co się dało, biorąc kredyty na koszt firmy państwowej by przywłaszczyć sobie pieniądze i ew. zwiać na zachód; albo zatrudnić się w zachodniej firmie „audytowej” i wyceniać polski majątek na jakieś śmieszne grosze.

    Uważam, że tylko bardzo niewielu Polaków wykrzykujących solidurnościowe hasła zadało sobie trud zrozumienia, o co tak naprawdę chodzi.
    Cenę zapłaciliśmy koszmarną: nędza, bieda, bezdomność i bezrobocie; głodujące, polskie dzieci, prostytuujące się kobiety i nawet handel polskimi dziećmi, oferowanymi pod dworcami kolejowymi zagranicznym „turystom”. Skala samobójstw była przerażająca, jednak mało kto przejmował się tym, bo trupowi i tak wszystko jedno i niczego on już nie potrzebuje.

    Rozgrywano nas w dowolny sposób na dowolnej płaszczyźnie, a gdy rozwałka nabrała własnej dynamiki, to już nawet nie było jak i nie było sensu jej powstrzymywać. Musiało się dopełnić, żeby ludzie mogli zacząć na nowo, cokolwiek by to było.

    Białorusini wcale nie są od Polaków mądrzejsi i kto wie, ile potrwa stan obecny, aż jednak uda się usunąć Łukaszenkę, bo to, że zachód zrezygnował z Białorusi jest czczą mrzonką.
    Jeśli konieczne, to oni mogą poczekać i w międzyczasie przygotowywać teren pod własne działania.

    Białorusini są może w nieco lepszej sytuacji niż my w latach osiemdziesiątych, ponieważ my nie mieliśmy żadnej możliwości zobaczenia na jakimś przykładzie, co to jest „transformacja” i z czym się wiąże. Polacy wierzyli we wszystko, co zachodnie media u nas rozpowszechniały i to była kolejna część naszej narodowej tragedii.

    Czy i jaka byłaby frekwencja wyborcza na Białorusi i tak nie ma znaczenia, bo w umysłach ludzi będzie zakotwiczane systematycznie wszystko to, co podkopie legalność istnienia Białorusi i ich prezydenta. Jak wiemy, „kropla drąży skałę nie siłą, ale częstością spadania”. Ludzka pamięć jest nie tylko zawodna, ale i łatwa do kształtowania, stąd dziś u nas „rocznice” i inne „tradycje”.

    W Polsce w latach osiemdziesiątych też nie było „oligarchów”, a mimo to rozwałka szła szybko i sprawnie. Ponoć „ubecja się uwłaszczała”, ale według mnie to było korzystne dla Polaków działanie, ponieważ powstawały miejsca pracy – nieliczne, ale jednak. I być może stąd te „walki z ubekami” i odbieranie im emerytur?
    Tyle dobra poszło w nie zachodnie ręce, prawda?

    Jeśli Białorusini chcą mieć niezły poziom życia, to tak czy siak muszą zrealizować podpisaną już wcześniej umowę z Rosją i się do niej przyłączyć. Mocna Białoruś byłaby dla Rosji korzystna, tak jak silna Polska Ludowa była korzystna dla ZSRR, dając „czas do namysłu” w razie prowokacji z zachodu.
    -
    „Ale to i tak byłoby do „pokonania”, gdyby na Białorusi były problemy natury socjalnej. Tutaj wyjątkowo zwróćmy uwagę na narrację przyjętą przez Zachód, a właściwie na to czego „demokraci” o Białorusi nie mówią. A nie mówią o bezrobociu, o głodzie czy o bezdomności, bo tych po prostu nie ma. Owszem, Białorusini w większości żyją skromnie, ale jednak godnie”
    - to samo można by powiedzieć o nas, żyjących w III RP. Udało się zlikwidować skrajną nędzę, bezrobocie jest w granicach do opanowania, ale mimo to Polacy „chcą zmian”. Czy nie jest to podobnie jak w przypadku Białorusinów, że o tym, czego chcą Białorusini nie decydują Białorusini , bo jest nam mówione, czego my chcemy i my bierzemy to za własną opinię?
    NAD TYM NALEŻY SIĘ ZASTANOWIĆ, a nie od razu pyszczyć, bo PiS.

    Oczywiście, od dawna jest Polakom wszczepiana wersja, że „lepiej żeby nie było żadnej Polski, niż miałby rządzić PiS”, ale kto to nam wmawia? I dlaczego?
    Czy nie powinno być oczywiste, że skoro nie ma u nas innego rządu, to nie ma również sensu rozwalać wszystkiego tylko po to, żeby zachód był zadowolony?

    Jeżeli ponoć „nie mamy elit” bo te zostały „zamordowane w Katyniu”, to o co możemy mieć pretensję? I czy ludzie są w stanie zrozumieć, że te domniemane „elity zamordowane w Katyniu”, gdyby tamtego zdarzenia nie było, to miały by dziś grubo ponad sto lat? I takie elity miały by nas przed czymkolwiek uratować?

    Dlaczego sami o sobie nie możemy mieć mniemania, że posiadając jakieś wykształcenie my również stanowimy elitę naszego kraju? I że na nas spoczywa odpowiedzialność za ten kraj?
    Może Polacy powinni poszukać w sobie głosu rozsądku i zaprzestać powtarzania podrzucanych nam przez element wrogi szkodliwych dla nas głupot?
    -
    „Owszem, wielu Białorusinów kłuje coś co nazywają „brakiem perspektyw”
    - a jakie to perspektyw mają ci, co wyjechali na zachód zostawiając dogorywającą Ojczyznę? Czy naprawdę aż tak się dorobili, że nie muszą „ciężko pracować”, bo na zachodzie wszyscy i zawsze mówią o sobie, że „pracują ciężko”. Gdyby nie przeliczali nieustannie dolarów na złotówki to okazało by się szybko, że w sumie zarabiają na sól do śledzia, jak to się mawiało w naszej socjalistycznej ojczyźnie. Czyli niewiele, więc nie stać ich na rozrzutność.
    Z „brakiem perspektyw” to tylko taki chwyt propagandowy, nic poza tym i nie należy w żadnym razie tego traktować poważnie. Dlaczego jakiś ussamerykanin miałby wywozić śmieci i odstąpić Polakowi lepsza posadę? Przecież jest pewne, że ussamerykanin sobie tę posadę weźmie a dla Polaka przeznaczy śmieciowóz. I tak jest w każdym obcym kraju. Co powinno być zrozumiałe.
    -
    „Żaden problem! Notabene, stąd przecież wiemy, że skala oburzenia Polaków na władze PZPR była w roku 1980 naprawdę wielka, bo stawały kolejne zakłady. W przeciwnym razie zagraniczna inspiracja byłaby po prostu nieskuteczna. Służby specjalne mogą przekupić sto czy nawet tysiąc prowodyrów, ale nie wielomilionowy naród. Czemu więc ta „oburzona” Białoruś dziś spokojnie poszła do pracy?”
    - to jest wierutne kłamstwo! Nie było niczego takiego jak „skala oburzenia Polaków na władze PZPR”! Zachód nam mówił, że jesteśmy oburzeni na władze PZPR, ale my sami z siebie oburzeni nie byliśmy. Żyłam w tamtym czasie to wiem. Kolejne zakłady „stawały”, ponieważ w zakładach pracy byli już zadekowani dywersanci i potrafili sobie zorganizować co bardziej „niezadowolonych” lawirantów i beneficjentów druku L4, pozwalającego na leczenie kaca w domu bez utraty pracy i płacy.

    Do solidarności przepisano wszystkich członków związków branżowych nie pytając ludzi o zdanie. Ja usłyszałam, że jeśli należę do związku zawodowego u nas w zakładzie to automatycznie należę do solidarności. Tak to wyglądało i ja to widziałam na własne oczy.
    Co do strajków, to wtajemniczeni zamykali np. bramę i nie wypuszczali ludzi do domów. I już było zapewnione powszechne strajkowanie. W moim przypadku też tak było, że pozwolono mi tylko pójść do domu po śpiwór wydając polecenie służbowe natychmiastowego powrotu.

    Tak naprawdę nie ma „lewicy” i nie ma „prawicy” oraz form pomiędzy. Są ludzie przynależący do jakiejś grupy, która nazywa się jak pasuje, ale i tak najważniejsze jest, co to są za ludzie, jakiego formatu, jak wychowani, do jakich norm się stosujący itd.
    Żeby nie wiem jak wspaniale nazywała się „partia” to i tak z gówna złota nie zrobisz.

    Jeśli więc w naszym narodzie i kraju żyje większość ludzi wyznających uniwersalne zasady, sprawdzone przez wieki, no to mamy szansę znaleźć wspólny mianownik i o byle co nie będziemy się kłócić narażając nasz kraj na kłopoty i rozpad.

    Ani jeden z naszych sąsiadów nie jest aż tak nam przyjazny, że by nam coś dodał, a nie ujął. Jeżeli będziemy słabi, to ani Czesi, ani tym bardziej Niemcy nie będą nas oszczędzać i okroją terytorialnie. Gdyby Białorusini mieli taką okazję, to też to zrobią, spokojna głowa.

    Dlatego na przestrzeni dziejów kraje upadały i tworzyły się nowe, w różnych narodowych konfiguracjach, by po osiągnięciu politycznej masy krytycznej rozpaść się albo wręcz zniknąć na zawsze z historii.
    Wierzyć można w co się chce, ale nie powinno być to przeszkodą w zachowaniu elementarnego rozsądku.
    Tak opisuje to co dzieje się na Białorusi - SPUTNIK
  • @Pedant 15:39:46
    Ja również Ci dziękuję :)
    Wybory na Białorusi – wybór między suwerennością a majdanem!
  • .!?
    Przecież opozycja jest wszędzie taka sama: chce usunąć osoby sprawujące władzę i zająć ich miejsce. Z założeniem, że „ludziom będzie lepiej” pod ich rządami, co – jak pokazuje historia – nie miało miejsca ani razu!
    Dlaczego tak jest?
    Każda zmiana to zastąpienie tego, co jest, czymś co jest rzekomo inne od tego, co jest. W efekcie są to tylko zabiegi kosmetyczne, ponieważ państwo jako takie pozostaje – choć z nazwy – oraz ludzie mieszkający w tym państwie pozostają również tacy sami, jak byli przed wprowadzeniem zmian.
    Nie są to więc żadne zmiany, ale przejęcie władzy przez czynniki do tego zdolne, czy na skutek wsparcia z zewnątrz, czy też dywersji wewnętrznej.

    Za straty, wynikłe podczas zmian płacą ludzie, ci zwykli ludzie, zmuszeni przez te zmiany do ograniczenia swojego poziomu życia oraz do pogodzenia się ze stratami – wszak nastąpiły zmiany.
    Sprężyny sterujące tymi zmianami niczego nie tracą, a często zyskują czy to pod względem materialnym czy też zakresu władzy.

    Co najmniej 90% ludzi w danym państwie, poddanemu zmianom, na takich zmianach traci. A jednak wszystko robione jest w ich imieniu.
    Jak jest możliwe, że ludzie zdają się tego nie widzieć, a nawet się na to zgadzają?

    To już sprawa charakteru ludzkiego.
    Większość ludzi wcale nie żyje w zgodzie z sąsiadem i otoczeniem, więc każda zmiana to dla nich szansa by się na przykład odkuć albo zemścić. Mogą tego dokonać bardzo nieliczni, ale większość ma na to nadzieję. A potem godzi się ta większość z tym, że im się nie udało. I potem można z tej pokrzywdzonej większości z łatwością wykroić dowolną „opozycję”.

    Ta, dochodząc do władzy musi się wykazać wdzięcznością wobec sponsorów, a wdzięczność tę tworzy nakładając finansowe obciążenia na zwykłych ludzi. Ci „niezwykli” radzą sobie w każdych okolicznościach, ponieważ wiedzą o co chodzi z tymi zmianami i potrafią się zawsze odpowiednio zaaranżować. Bez strat własnych a często z dużymi zyskami.

    Więc nigdy nie chodzi o jakieś „opozycje” i „cierpienia ludzi”, ponieważ ci ludzie są przewidziani od początku jako siła napędowa zmian, ale do wydojenia.
    Tak jest od wieków i ludzie wciąż robią to samo. Bez żadnych refleksji.
    W rządzie jest miejsce dla kilku, maksymalnie dla kilkunastu osób. Skąd w głowach gawiedzi pomysł, że przy wymianie tych kilkunastu rządowników na innych kilkunastu rządowników ludziom cokolwiek się polepszy? A jakim cudem?!?

    Wszystko, co stanowi dobrobyt ludzi, to właśnie ci ludzie muszą najpierw sami wypracować. Nawet rabowanie kolonii było związane z pracą tych naiwnych naganiaczy kasy bogaczom.
    Jeżeli za czasów Łukaszenki poziom życia na Białorusi jest wysoki – a taki przecież jest – to kto rozumny chciałby to zmieniać?
    A jednak okazało się, że tacy tam są.

    Ta baba, co to na niczym się nie zna – co sama ogłasza bez żenady – i występuje w zastępstwie męża, co to chętny jest na miejsce Łukaszenki (ale chwilowo siedzi w więzieniu – ciekawe, za co? Czy w ramach protestów politycznych zwędził coś i go złapali?), była przez rząd białoruski hołubiona jako primadonna białoruskiej opery.

    W niemieckiej tv pokazali nieszczęsną, jak się przygotowuje „do prywatnego występu”, bo już nie dostanie nic w ramach państwowych zleceń. I nawet była próbka jej głosu – coś w połowie skali i możliwości A.Netrebko, która każdy ton trafia „od góry”, a ta nieszczęsna ledwo dopina go z dołu.
    Czyli jeśli Niemcy pokazują ową nieszczęsną w korzystnym świetle, to znaczy, że to ich robota. Czy mieli na nią jakiś hak? Czy ona sama wolałaby śpiewać w niemieckich burdelach umilając orgietki i orgie, a nie być tą pierwszą choć w państwie nieco mniejszym, ale ojczystym?

    W jakiś sposób ci „opozycjoniści” są robieni, choć za każdym razem może inaczej.
    Nie jest prawdą, że w kraju musi być stała wymiana tzw. elit politycznych.
    Na przykładzie PZPRu widać było, że ludzie ideowi są zdolni do samoograniczania się i jedynie osobniki widzące możliwości, a nie posiadające hamulców etycznych stanowić mogą problem. I go stanowią. Ale to przecież niezależnie od tego, jak się daną formację nazwie, czy będzie to monarchia – jak dajmy na to w Hiszpanii, gdzie właśnie wyganiają starca, bo coś tam ponoć ukradł w gotówce i walorach innego rodzaju, czy też „demokracja”, szczególnie typu zachodniego, w której to zawsze dyskretnie mniej lub bardziej istnieje „król” pełniący „tylko funkcje reprezentacyjne”; a wielcy brytfanni chętnie nazywają się „poddanymi kórlowej” – czy to nie interesujące?

    I każdy z tamtych „demokratycznych narodów” jest „dumny z rodziny kórlewskiej”.
    Więc kto rządzi?
    Czyżby jednak lud?
    A jakim to sposobem?
    Przecież zwykły człowiek jest w stanie obrabować zwykłego człowieka w każdej chwili, gdy taka się nadarzy i o jego „uczciwości” decyduje jedynie sprawność policji.
    Czy na Białorusi są jacyś specjalnie cudowni ludzie? Widać nie. I to dlatego Łukaszenko ma problemy, a nie dlatego, że Białorusinom brak chleba czy pracy.

    Jeśli durne ludzie pożądają „zmian”, no to należy im ich dostarczyć.
    A za mordę i tak trzeba ich trzymać, bo się nawzajem pozabijają o byle co albo i bez powodu.
    Problem jest więc w samym człowieku i zawsze w nim samym był.
    Dlatego szukanie rozwiązania na zewnątrz umożliwia zabawę w kotka i myszkę, zwaną dla zmyły „wprowadzaniem demokracji”, „usuwaniem złodziei” rękami „opozycji” po to, żeby natychmiast zająć ich miejsce.
    Wszędzie jest to robione, jawnie i za każdym razem schemat niemal identyczny. A ludzie nic, tylko wierzą, że ktoś im może życzyć lepiej niż oni sami sobie. I za taką naiwność muszą płacić i płacą.

    Wystarczyło by sobie przypomnieć uniwersalne normy, zasady umożliwiające współpracę na uczciwych podstawach, ale zawsze ktoś kogoś chce „wycyckać” i mamy ten kołowrotek nieustannie w ruchu.
    Wówczas w ramach „wolności” ludzie „dostają prawo” by wtrącać się w życie każdego, wybranego dowolnie człowieka i z wybranego dowolnie powodu.

    Można to realizować przy pomocy rasizmu, różnic religijnych, „walki klas” a teraz to i kolorowej flagi. Ludzie wezmą wszystko, co im się podsunie i żadna refleksja w ich głowach nie zaświta.
    Brak poszanowania jednostki ludzkiej jako osobnika odrębnego, z prawem do własnych poglądów i własnych przekonań powoduje, że ludzie żyją na beczce prochu, którą sami stworzyli.

    Polacy nie protestowali, gdy Polska nadawała na Białoruś – kraj ponoć suwerenny – swoje programy medialne i suto wynagradzała „białoruskich współpracowników”. W czyim imieniu i po co Polska to robiła? Czy „Polaków mieszkających na Białorusi”? A na co im takie coś? Jeśli ktoś czuje się do tego stopnia Polakiem, że musi mówić tylko po Polsku, no to mamy przecież nasz kraj, Polskę, i oni mogliby do Polski przyjechać. Ale nie! Stanowią przyczółek kolonialny i jeszcze podpierają się „prawami człowieka”. A czy Białorusini też mają takie prawa? Na przykład w Polsce? Gdzie jest stacja nadająca po białorusku na Polskę?

    Ktoś, kto ma obce obywatelstwo i ma je dobrowolnie, nie jest żadnym Polakiem, ale jedynie jest z pochodzenia Polakiem. A zobowiązany jest wobec kraju, w którym mieszka. Mieszkać na Białorusi i czuć zobowiązania wobec Polski może mieć tylko ktoś o cechach kolonizatora.
    Cokolwiek się na Białorusi stanie, Polacy mają w tym swój niechlubny udział.

    Gdy w latach pięćdziesiątych cukier podrożał o 50 groszy, co w skali roku na rodzinę stanowiło by wydatek rzędu 5zł, Polacy ponoć zerwali się do walki z władzą i demolowali co im pod rękę wpadło.
    A w sytuacji, gdy Polska robi na Białorusi wrogą Białorusi propagandę, Polacy się na to godzą i „dbają o prawa Polaków” tam mieszkających.
    O prawa Polaków mieszkających w Polsce Polacy nie dbają, czego dowodem nurki śmietnikowe, żebrzące dzieci i prostytuujące się z nędzy kobiety – jak miało to miejsce jeszcze dziesięć lat temu.
    Wobec „rządu w Polsce” Polacy czują się rzekomo bezsilni.
    A wobec Rosji czy Białorusi już bezsilni się nie czują? I mają pomysłów bez liku, co to powinien zrobić albo czego nie powinien był robić Prezydent Putin czy Łukaszenko?
    Możliwe, że „rządzą żydzi”. Ale myśleć to już może każdy sam za siebie, czyż nie?
    Wybory na Białorusi – wybór między suwerennością a majdanem!
  • nie mam dziś bana, to korzystam, ale złudzen też nie mam
    No cóż, jakoś tak się stało, że i bana tu nie mam dziś, i nawet dało się wejść na ten portal. No to skorzystam od razu, bo potem to nic nie wiadomo.
    Ludziska ślepi są, czy co? Prowadzają ich na pasku „homofobii”, ale co to jest „homofobia”?
    Jak wiemy, homoseksualiści to są osoby, które „uprawiają seks” z osobami tej samej płci.
    Z braku waginy u mężczyzn taki pedorysta kopuluje z mężczyzną wsadzając mu prącie w kiszkę stolcową.
    Natomiast lesbijki z braku prącia pobudzają sobie zewnętrzne organy płciowe palcami bądź też innymi, czasem mechanicznymi urządzeniami drażniącymi strefy erogenne. Także wzajemnie lizą one sobie cipki.
    Czy to kogoś szokuje? Już nie, ale i tak normalni ludzie tego nie chcą.
    Tak wygląda fakt, ale co my mamy z tego rozumieć?
    Otóż, rozumieć mamy, że to jest wyraz miłości między tymi osobnikami, w taki sposób zaspakajającymi popęd seksualny.
    Czyli wpuszczanie spermy do ujścia jelita grubego osobnika płci męskiej nazywane jest „miłością”. Oraz wzajemne lizanie cipek i wsadzanie palców w pochwę to również „miłość”.
    Nazwanie rzeczy po imieniu z jakiegoś powodu ma być tabu. Dlaczego?!? Wszyscy jesteśmy za prawdą, by ona królowała nam wszędzie i zawsze, czyż nie? Więc dlaczego akurat w tym przypadku, spółkowania jednopłciowego, mielibyśmy być nadmiernie dyskretni?
    Przecież pedorysi i lesby robią to jawnie, jak najbardziej jawnie i coraz jawniej.
    Jak wiemy wszyscy i czas sobie to przypomnieć na poważnie! - miłość to uczucie wyższe, coś niematerialnego, coś ponad fizycznymi czynnościami, wykonywanymi w taki czy inny sposób.
    Ci pedorysi wykrzykują, że ludzie praktykujący odwieczną tradycję związku fizycznego między kobietą i mężczyzną „zabraniają” im „stosunków płciowych” między mężczyznami/kobietami.
    A dlaczego mielibyśmy im tego zabraniać?
    To, co my, ludzie tzw. hetero robimy, jest wyłącznie obroną własną, przed atakami ze strony osobników wybierających inną formę zaspakajania popędu płciowego, niż ta ustalona tradycją i sprawdzona jako właściwa na przestrzeni wieków i tysiącleci.
    Ci pedoryści mogliby jak to bywało niegdyś, robić te sztuki cielesne w zaciszu dajmy na to domowym. Ale nie! To już ich nie rajcuje, więc wychodzą na ulice i tam zachowują się wulgarnie, prowokująco i atakują przypadkowe osoby, które mają własny system wartości uświęcony odwieczną tradycją, czyli preferujący związek kobiety i mężczyzny jako formę dla nich odpowiednią.
    Na wszystkich filmikach pokazywanych tu i tam, nie widać nigdzie by ktoś „hetero” atakował takiego pedorystę/lesbiskę czy też pośrednie formy stanu umysłowego tych osobników.
    Natomiast widać jak ci pomalowani wulgarnie i zachowujący się obscenicznie osobnicy atakują ludzi normalnych, grożąc im, obrażając ich i nawet łamiąc ich cielesną nienaruszalność.
    Jednocześnie widz takich scen ma rozumieć, że widzi nie to, co widzi ale coś odwrotnego, czyli że pedorys jest atakowany, a nie on atakuje.
    Mogłaby dziwić bierność i łagodność policji gdyby nie to że wiemy, iż te grupy pomalowanych wyzywająco ale za to z reguły niemal nagich osobników są finansowane i wspierane przez „czynniki europejskie”. A także spoza europy.
    Fałszywie pojęta tolerancja mści się na ludziach boleśnie, ponieważ to nie „mniejszość seksualna” jest atakowana i poniżana, ale właśnie większość ludzi żyjących zgodnie z naturą i tradycją.
    Ludzie starają się udowadniać, że są tolerancyjni i że nie są przeciwnikami takich homo-praktyk. No więc jeśli nie są przeciwnikami, to można na ludziach wymusić, by byli zwolennikami. I to jest robione zupełnie jawnie i bez żenady.
    Ludzie boją się, by ich nie napiętnowano jako „nienowoczesnych” i dziwnie niemrawo bronią swojego prawa do własnych poglądów, także na temat „seksu”. To otwiera całkowicie pole do narzucenia wszelkich zboczeń jako normy.
    Dziw bierze – albo i nie – że nawet rasowi mężczyźni i było nie było normalne kobiety, starają się za wszelką cenę być „poprawni”. Natomiast dewianci w żadne poprawności się nie bawią, więc ludzie normalni są już na starcie na pozycji przegranej.
    Przypomnijmy sobie ile lat trwało, zanim udało się uchwalić prawo zezwalające na obronę tzw. konieczną bez brania pod uwagę, czy może napastnikowi taką obroną zostanie wyrządzona krzywda! Teraz można bandycie przywalić bez oglądania się na jego „wrażliwość”.
    To samo konieczne jest zrobić z dewiantami.
    Chce wkładać to czy tamto temu czy tamtemu tu czy tam, to niech to robi, ale nie w strefie publicznej. Tak jak niegdyś, powinno obowiązywać ustalone zachowanie wszędzie tam, gdzie są inni ludzie. Takie zachowanie, żeby nie były przekraczane granice moralne – a te powinny być jasno wyznaczone.
    Wsadzanie prącia w dupę jest sprawą prywatną między wsadzającymi i tym, któremu jest to wsadzane. I powinno być zabronione w miejscach publicznych pod karą taką, która by wymusiła na tych wsadzających i tych, którym wsadzają praktykowanie tego wyłącznie prywatnie, bez narażania ludzi na przykre dla nich widoki.
    No to teraz zastanówmy się, cóż to takiego szokującego napisałam? Nic, prawda? Ale jednak już ludzie są tak zepchnięci na margines, że nawet nie ośmielają się bronić swoich własnych praw, swoich ludzkich praw i swoich osobistych wolności.
    Czy więc dziwić może, że będą coraz bardziej wulgarne i coraz bardziej rozpasane „marsze równości”? Będące tak naprawdę manifestacją przewagi zboczeń nad tradycją stosunków międzyludzkich opartych na moralności. Państwo opanowane przez niemoralność upada. Zawsze i bez wyjątku.
    Na to, ludziska, pozwalacie więc i to właśnie macie.
    Polska jest najbardziej homofobicznym krajem UE
  • @wolidar 21:21:05 po dziadkach nauczycielach? mam jechać? a dlaczego?
    oni mi nic nie zrobili, to po co ich tu podstawiasz?

    Sam wyskoczyłeś jak półdupek zza krzaka i teraz się chowasz za "dziadkami nauczycielami". Od zawsze było wiadomo, że dziedziczyć można kolor oczu czy włosów, ale na własny rozum to każdy musi sam zapracować.
    Brak argumentów dostrzegłeś? no! no! to chyba u siebie.

    Natomiast należy zwrócić uwagę, że w Polakach jest tendencja do zwalniania Niemców z odpowiedzialności za zbrodnie i przerzucanie winy za śmierć w czasie wojny z rąk Niemców - na Polaków.

    Przykładem tego jest ten właśnie dureń, szkalujący Bohatera za to, że miał odwagę i ten ów dureń nie rozumie, że Niemcy nie musieli zrobić wojny, nie musieli wyznaczać kary śmierci za pomoc ludziom (żydom) i nie musieli zabić całej Rodziny Ulmów.

    Niemcy chcieli to zrobić i to zrobili.

    Ulmowie nie mieli wyboru. Oni pomagali ludziom, śmierć na nich natomiast spadła z rąk Niemców.

    Więc winę za śmierć Dzieci Ulmów ponoszą Niemcy, a nie Rodzice Ulmowie.

    Niechże to sobie różni durniowie poważnie zakonotują w swoich zakutych łbach.
    Żydo-media – zamiast informacji indoktrynacja
  • @wolidar 20:50:34 i co, następny nawiedzony?
    ja bardzo dobrze rozważyłam swoją opinię, ale ty chłystku działasz emocjonalnie i wydaje ci się, że wiesz o co w tym chodzi.
    To nie była żadna samolubna i nieludzka decyzja Państwa Ulm. Oni nie wywołali wojny i nie wydali na siebie wyroku, czyli nie zastrzelili się sami i nie zastrzelili swoich dzieci. Twój sposób myślenia zwalnia z odpowiedzialności Niemców.
    Co to się porobiło w głowach Polaków, to strach bierze.
    Zbrodniarzem jest ten, kto zabija, ale nie jest nim ten, kto ratuje.

    Nie czytaj moich wpisów. Ja twoich też nie będę czytać. I nie pouczaj mnie, bo takich prostaków to tu jest wysyp. Popracuj nas sobą, bo jesteś zwyczajnie głupi.
    Nie to cię zbulwersowało, co ja napisałam lecz to, co ty sobie przy tym wyobraziłeś i to świadczy o tobie jak najgorzej.
    Więc ode mnie się odczep. Pouczaj swoją mamusie, bo cię niedostatecznie wychowała.
    Żydo-media – zamiast informacji indoktrynacja