Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!

Komentarze nana

  • @1abezmetki 23:47:47
    Ależ proszę bardzo!
    Kiedyś Ci to nie przeszkadzało, więc przyjmuję, że Twoja optyka nieco się zmieniła.
    Jak się ma to do tego? Całkowicie się ma. Przecież ten kowid to kontynuacja tego, co było praktykowane także w czasie II wojny. W ogóle wszystko jest ze sobą powiązane. I zależy kto i z jakiej strony na co patrzy.

    Jeżeli „niemiła księdzu ofiara, to wracaj cielę do obory”. W ogóle miałam wrażenie, że jesteśmy w jakiś sposób zaprzyjaźnieni i to tak, że mamy wzajemną tolerancję dla szerzej pojętej wolności, także słowa.

    Na temat kowidu mam oczywiście swoje zdanie i nie jest ono zbieżne z Twoim, to się powstrzymałam. Ale mogę nawiązać, dlaczego nie?

    Wirusy są, choć ludzie nie wiedzą jakie. Tak zwani specjaliści też nie wiedzą. Stąd całe zamieszanie, robione i wykorzystywane przez inicjatorów demolki krajów i świata. Każdy ma obowiązek i prawo decydować sam o sobie, także o tym, czy chce się szczepić czy nie. A rząd jest od tego, by zapewniać warunki jednym i drugim, choć antykowidowcy narzucają się ze swoimi przekonaniami tym, chcącym się podporządkować decyzjom rządu.
    Jeżeli ten wirus jest – przyjmując, że w formie deklarowanej przez rządy – no to nikomu kwarantanna nie zaszkodzi, a jej brak może faktycznie spowodować epidemię. Nie wiemy co to jest, więc nie możemy również wiedzieć, jakie będzie to miało skutki. Zapobiegać jest więc lepiej niż potem na chybcika ograniczać straty.

    Każdy człowiek jest zbudowany inaczej w tym sensie, że wątroba Kowalskiego nie jest identyczna z wątrobą Nowaka.
    To samo odnośnie reszty podrobów i innych jelit – których zawartość bakteryjna u każdego jest inna, więc i wykorzystanie nawet tego samego pokarmu jest różne. Nie jest to niczym nadzwyczajnym, a przeciwnie. Dlatego coś, co jednemu służy może poważnie zaszkodzić drugiemu.

    Jesteśmy zdeterminowani zarówno odziedziczonymi genami po rodzicach/przodkach, jak i swoistymi cechami osobniczymi, nabytymi w czasie życia. Na przykład całując się z kimś następuje wymiana mikrobów i one się zasiedlają w uczestnikach takich czynności – są elementem obcym stopniowo „oswajanym”, o ile nie da się go wyrugować. Zainfekowanie ludzi „francuską miłością”, czyli manierą oblizywania genitaliów dodatkowo zanieczyszcza własną florę bakteryjną uczestników takich czynności i są to o mikroby szczególnie agresywne.

    Zbadanie człowieka pod kątem tego, co w nim żyje z tych drobnoustrojów jest w praktyce niemożliwe. Więc człowiek traktowany jest „ogólnie”, co powoduje nieskuteczność „leków” w bardzo wielu przypadkach. Nie jest możliwe zbadanie człowieka w tak drobiazgowy sposób i nie jest możliwe wybranie dla niego „leków” takich, które by mu faktycznie pomogły.

    Więc w zasadzie wyłącznie organizm człowieka albo sobie radzi mniej lub bardziej albo nie. Ciało żywe nieustannie dąży do osiągnięcia stanu równowagi, niezależnie od tego, co powoduje jej zakłócenie. Równowaga między agresywnymi mikrobami to też równowaga. Te zasiedlające jamę ustną trzymają w szachu te z przewodu pokarmowego, a te z jelita cienkiego – na danym odcinku – te inne, je otaczające.

    Jeśli ktoś twierdzi, że coś wie na pewno, to kłamie.
    Jedynym skutecznym sposobem leczenia jest domniemanie i sprawdzanie działania doraźnie. Ale i tak widać tylko skutek, a nie przebieg tych wszystkich reakcji.

    Więc pani Ukrainka napisała swoje, to, co jej się zdaje i jest według niej dobre.
    Ale nie musi to być dobre dla każdego, bo nie ma takiej możliwości.
    Doradzanie czy odradzanie to ingerencja w czyjąś sferę jego prywatnych wolności przy pomocy manipulacji. Człowiek powinien być na tyle dojrzały, by móc przejąć odpowiedzialność za siebie samego, przynajmniej za siebie samego. Ta pani nie może przejąć odpowiedzialności za nikogo, więc przyjmowanie za pewnik tego, co ona mówi to ryzyko bardzo duże dla przyjmującego takie rady , ale dla tej pani żadne.

    Nie wiemy, co i jak by się rozegrało, gdyby było inaczej, bo możemy tylko na ten temat spekulować.
    Mamy dane wyrywkowe, ułamkowe i dotyczące bardzo ograniczonych obszarów. Rozciąganie tego na całość musi być obarczone błędami i tylko jest pytanie, kto będzie ich ofiarą i za nie zapłaci. Także własnym zdrowiem.

    „Nadszedł czas, aby dowiedzieć się nieco więcej o swoim ciele, inteligentnym układzie odpornościowym i zrozumieć, dlaczego nie należy wpadać w panikę i i odnieść się do pandemii ze zdrowo dozowanym stoicyzmem”

    = tak może mówić ktoś, kto nie jest odpowiedzialny za ludzi. Na przykład „naukowiec”, publikujący co prawda wyniki swoich badań, ale nie ponoszący konsekwencji za stosowanie takich wymysłów w życie.
    Natomiast ktoś, kto zachoruje i mówią mu, że to kowid, no to taki ktoś szuka pomocy, gdzie się da. Ale choruje sam, bez udziału pomagających, nawet tych najbardziej utytułowanych, ich wszakże nic nie boli i nie oni duszą się kowidową flegmą, robiącą z płuc „wątrobę” – bo tak wyglądają te kowidowe płuca.

    To, co ci naukowcy badają, to są wycinki tego, do czego potem jest to odnoszone. Kwas mlekowy u każdego ma inne nieco stężenie, więc i jego działanie też nie jest jednakowe, a dodatkowo oddziałuje on na różne przecież bakterie, u jednego obecne a u innego nie.

    To, z czym dziś „jesteśmy w przyjaźni” może jutro stać się czymś, z czym jesteśmy w stanie wojny i zależeć to może na przykład o jedzenia, jakie spożyliśmy, czy wypitego alkoholu.

    Nie ma dwóch identycznych istot żywych, a więc i ludzi. Nie ma więc podstaw by stosować ogólniki i „badania naukowe” tam, gdzie sytuacja jest przecież inna niż ta badana w laboratorium.

    Wrodzona odporność nie jest niczym stałym, a przeciwnie: jest zmienna i to także w ciągu nawet jednego dnia czy godziny.
    Tak zwani naukowcy nadali różne naukowe nazwy organom wewnętrznym ludzi i teraz się wymądrzają. Taka grasica nie jest tworem naukowców, a Matki Natury i jeżeli ona w trakcie życia człowieka się zmniejsza bądź zanika, to tak ma być, bo tak jest dobrze.

    Tak zwane czyszczenie zębów może ale nie musi oznaczać czegoś dobrego, bo zależy czym się te zęby czyści. Każdy środek chemiczny powodujący nawet niewielką zmianę ph w jamie ustnej to poważne zagrożenie i dla zębów i jakości śliny. Przy czyszczeniu zębów usuwane są co prawda te „złe” drobnoustroje, ale też i te dobre, nasze własne, chroniące i broniące nas. To samo odnośnie nosa czy gardła. I całej reszty. Po lewatywie cały system trawienny jest w stanie alertu, a niby ma to pomagać oczyszczać organizm.

    Nie ma takiego dnia, godziny czy sekundy, by nasz system odpornościowy sobie pozwalał na nieaktywność. Tego byśmy nie przeżyli.
    Umiarkowany głód to nie tylko dobry sposób w czasie choroby, ale i na co dzień, gdy chorób nie odczuwamy. Poza tym nikt nie jest w 100% zdrowy tak, że szukając pilnie nie można by w nim znaleźć jakiegoś choróbska.

    Wszystko cokolwiek człowiek jest w stanie zrozumieć opiera się na porównaniu. Bez wzorca służącego takim porównaniom w ogóle nie jest możliwe wyciągnięcie jakiegokolwiek wniosku. Nie ma bowiem się do czego i jak odnieść.
    Więc ta pani doktor na podstawie przyjętych informacji – w większości na wiarę, bo przecież nie sprawdziła wszystkiego, co zawierają medyczne podręczniki – dokonała pewnych porównań, wyciągnęła na ich podstawie wnioski i przedstawiła je jako rzekome rozwiązanie problemu – rozwiązanie korzystne dla każdego. A przecież tak nie jest!

    Nie ma czegoś takiego jak „trenowanie układu odpornościowego”, ponieważ żywy organizm na bieżąco wytwarza wszystko to, co umożliwia mu przeżycie. Organizm się zmienia, ale i zmieniają się tak zwane patogeny, czyli zapamiętywanie jakiegoś wirusa jest zupełnie bez sensu, bo drugi raz w tej samej formie on nie zaatakuje, jako że będzie inny na skutek zmian własnych.

    Fama głosi, że „wirusy należy karmić, a bakterie głodzić”.
    Jeżeli kowid to wirus, to żadne głodówki nic nie pomogą a przeciwnie. Dobry rosół z kury może człowieka postawić na nogi, ale nie głodzenie się.

    „Wróg nr 1 – to wiek” – a to co ma być? Czyżby pani doktor była nastawiona na to, że człowiek może być nieśmiertelny?!? Wiek starszy jest tak samo dobry i ważny jak wiek młodszy. Co to za dziwaczne porównywanie gruszek z jabłkami?

    „Szkodliwy styl życia, otyłość i złe odżywianie” – jeden może biegać maratony, a inny z natury zdolny jest tylko do niewielkich przechadzek. Ale i jeden i drugi może być „okazem zdrowia”. Idiotyzmy „zachodniej medycyny” o „zdrowej, bo szczupłej sylwetce” należało już dawno kategorycznie odrzucić.
    Jeden rodzi się „bernardynem” a drugi „chartem”. Robienie z bernardyna charta i na odwrót to dopiero poważny odchył! Każdy człowiek (zwierzęta też) to indywiduum niepowtarzalne i ma on unikalne właściwości i możliwości.

    „Palenie, duża ilość alkoholu raczej nie poprawi twojego ciała” – papierosy są idiotyzmem dla idiotów, więc nie ma co ich żałować. Natomiast twierdzenie „duża ilość alkoholu” to dopiero przegięcie, szczególnie w ustach lekarki! Alkohol jest trucizną i to niezależnie od tego, w jakiej formie i ilości jest przyjmowany. Już logika nam mówi, że organizm łatwiej poradzi sobie z małą dawką trucizny i będzie mu trudniej zutylizować większą ilość trucizny.
    Doprawdy, do tego nie jest konieczny tytuł naukowy.

    „Nadmierna masa ciała to kradzież z komórek przydatnych substancji, których potrzebują. Ponadto tłuszcz jest tkanką zapalną, w której ukrytych jest wiele cytokin. Dlatego osoby otyłe trudniej przechodzą infekcje.” - to jest bujda na resorach i to zardzewiałych. Nadmierna masa ciała to też ciało własne, a więc jest to integralna całość. Człowiek upasiony nie ma wcale więcej komórek tłuszczowych niż w czasie, gdy był szczuplejszy, lecz te komórki są jedynie bardziej wypełnione. Dlatego wycinanie tkanki tłuszczowej u ludzi otyłych powoduje większe choroby niż sama tusza.
    Na choroby zapalne chorują także chudzielcy i nie ma co oszukiwać ludzi.

    Pani doktor prezentuje jakąś niespójność myślenia. Układ odpornościowy nie jest w stanie „nienawidzić” ponieważ jego rolą jest doprowadzanie do równowagi, obojętnie w jaki sposób on potrafi to zrobić i jak to się uwidacznia na zewnątrz.
    Więc cokolwiek człowiek zamierza, jego intencją powinno być życzliwe dążenie do zmian na korzyść. Czy to relacji z otoczeniem czy zmianie błędnej samooceny.
    Centrala jest w mózgu i stamtąd płyną sygnały, więc to myślenie negatywne ma skutek niszczący, a nie zjedzenie kawałka tłustego mięska w przyjaznym, ludzkim towarzystwie.
    Kofeina co prawda blokuje to czy tamto, ale za to to czy tamto uaktywnia. Nic się nie odbywa jednokierunkowo i nic nie ma tylko jednego, płaskiego skutku.

    Nadmiar cynku jest tak samo niekorzystny jak jego niedobór, z tym, że dla każdego ilość potrzebnego cynku jest inna i nic nie da tu stosowanie uniwersalnych tabel, o czym pani doktor powinna wiedzieć.

    Zjadając pożywienie zawierające cynk nawet o tym nie wiemy, ale nasze ciało – laboratorium doskonałe – o tym wie. Dostarczanie dodatkowe cynku spowoduje zakłócenia w innych regionach, współpracujących z tymi opartymi o cynk i organizm zmuszony będzie coś zrobić, by to wyrównać. Może wówczas akurat potrzebować na przykład kofeiny i wypicie kawy mu w tym pomoże?

    Taka pani doktor musiała by być wewnątrz ciała pacjenta, totalnie z nim zintegrowana, by mogła mieć ogląd sytuacji – co jest w praktyce niemożliwe.

    Każde pożywienie to zlepek związków chemicznych, mniej lub bardziej czynnych i w swoisty, unikalny sposób przetwarzane przez dany organizm.
    Wszystko to, co niby pani lekarka doradza, to jest znane każdemu żywemu organizmowi od urodzenia – jest wrodzone i pani doktor nie odkryła tu żadnej ameryki, a raczej odkryła ją jak ów kolumb.

    Pamiętać należy, że „naukowcy” odkryli jedynie niewielki ułamek tego, co byłoby ewentualnie do odkrycia i poznania. Nie wszystko widać nawet pod mikroskopem elektronowym i nie wszystko istniejące można zbadać przy pomocy wymyślonych przez człowieka odczynników.

    Zachowanie umiaru jest na pewno najskuteczniejszym i najlepszym lekiem na wszystko. A więc umiarkowane jedzenie, umiarkowane spanie, umiarkowane aktywności fizyczne i umiarkowane lenistwo.
    Każde ekstremum to zejście z centralnej, bezpiecznej ścieżki i spowoduje choroby.

    Można być „całkiem zdrowym” będąc zaprzyjaźnionym z posiadaną od urodzenia chorobą, ponieważ organizm tak się dostosuje, że „normalne” życie jest możliwe.
    Wiele osób nawet nie wie, że są „śmiertelnie chorzy” i funkcjonują całkiem dobrze, zadowoleni z życia.

    Medice, cura te ipsum – choć to stare powiedzenie, nic nie straciło ze swojej aktualności. (lekarzu, lecz się sam)

    Pozdrowienia odwzajemniam :)
    Skuteczny Układ Odpornościowy: Rady Ukraińskiej Lekarki
  • .,.,.
    Zainteresowanych informuję, że akcja się udała i komp mi chodzi mocno zamulony. Ale sobie radzę :)
    Dziś na zdfinfo leciało o szkopach i II wojnie (zdf info, od 10.30h, 23.01.21)

    Słuchałam najpierw jednym uchem, ale potem robiłam już notatki, bo informacje były poniekąd znane częściowo.
    W jednej z części tych filmów było o żydach i o tym, że w gettach szyli oni ubrania i mundury dla szkopów, a poza tym robili również granaty – też dla szkopów. Jedyną szansą na przeżycie było dla żydów pracować dla niemców, ale tym samym też wzmacniali własnych oprawców.

    W roku 1941 było w rajchu ok. 3,5 miliona robotników przymusowych. Istniała tam również kategoria „firmeneigenen Zwangsarbeiter”, czyli takich niewolników pozyskiwanych w Europie Środkowej i Wschodniej – pozyskiwanych i pośredniczonych przez eses zainteresowanym, szkopskim firmom.
    Zarówno tym wielkim, jak i małym oraz bauerom.

    Po napaści szkopów na ZSRR masowo uprowadzali oni ludność podbitą do rajchu.
    Z uprowadzonych 13 milionów robotników przymusowych (także kobiet i dzieci) co piąty nie przeżył.
    Początkowo jeńcy radzieccy i ludność cywilna ZSRR nie byli używani jako niewolnicy, ale mordowani. Szacuje się, że były to 2 miliony jeńców.

    Po kryzysie i klęskach na froncie szkopi byli „zmuszeni” przewartościować radzieckich jeńców, jako że wciąż brak było w rajchu rąk do pracy, a coraz więcej szkopów było zaangażowanych na froncie wschodnim i tam padali trupem.
    W rajchu szkopi wręcz prześcigali się w zdobywaniu słowiańskich niewolników do swoich firm, firemek i fabryczek. Każdy w rajchu chciał mieć niewolnika, także osoby prywatne do prac w domu i posług.

    Taki szkop zarabiał w rajchu 8,72 raichsmark dziennie(?) a Jeniec Radziecki dostawał 0,40 takich raichsmarków za dzień niewolniczej pracy. Niektórzy Polacy „zarabiali” tam nawet 1, 48 raichsmarków dziennie.
    Szkopi usiłowali zwabiać ludność cywilną do rajchu obiecankami, że nie będą tam musieli głodować jak na terenach okupowanych przez szkopów. Ale niewielu się załapało, a już w transporcie przekonywali się oni, że jedzenia więcej nie dostaną, a za to batogów bez ograniczeń.
    Szczególnie eksploatowani byli jeńcy radzieccy.

    Po zajęciu Krymu szkopi przestawili tam rolnictwo na uprawę tytoniu dla firmy reemtsma (czy jakoś tak) i pracę „znalazło” w niej 28 tysięcy Krymian.
    Tu podam niektóre z firm szkopskich, „zatrudniających” przymusowych robotników: osram, bayer, philips, hoch und tiefbau, henkel, porsche, bmw, mercedes, manesman, dunlop i wiele, wiele innych. Praktycznie wszystkie czerpały zyski z niewolniczej pracy robotników przymusowych.
    W takim Monowitz bei Auschwitz była fabryka ig farben, bayer, agfa czy basf (tak, tak! Potem także Polacy w latach osiemdziesiątych zabijali się, żeby kupić taśmy wideo tych firm, bo „lepsza jakość”!). Były to poniekąd „normalne” fabryki, a ludzie w nich pracujący po pracy szli do obozu i baraków, gdzie „mieszkali”.

    Lata 1942-43 to był czas, w którym żydzi starali się szczególnie intensywnie pracować dla szkopów, bo tylko to dawało im – chwilową – gwarancję przeżycia. Kto miał taką pracę, to jakoś żył, a inni byli wyłapywani i przewożeni do obozów śmierci.
    Na przełomie lat 1942/43 szkopi rabowali na terenach okupowanych co jeszcze się dało zrabować, a pozostało wysadzali w powietrze i podpalali niszcząc resztkę.

    W rajchu było w sumie 1000 takich obozów dla robotników przymusowych, pracujących w różnych szkopskich firmach.

    W sierpniu 1944 roku w rajchu było 8 milionów przymusowych robotników, z czego 1/3 w rolnictwie.
    Pojawiło się pojęcie „musulmaenner”, czyli coś jak „muzułmanin” i określano nim przymusowych robotników do tego stopnia zagłodzonych, że ich ciała trawiły ich własne białko z mięśni. Ważyli oni nie więcej niż ok. 30-40kg, dorośli ludzie.

    Niesłychanie bolesna jest sprawa niemowląt, dzieci urodzonych przez Polki, pracujące w rajchu. Z reguły obierano im dziecko tuż po porodzie – żeby mogły szybciej wrócić do pracy – a niemowlęta umieszczano w takiej instytucji, powołanej do tego celu. Niemowlęta były układane w zimnych pomieszczeniach jedno obok drugiego i zagładzane na śmierć. Co jakiś czas spośród jeszcze żywych dzieci wyłuskiwano te już martwe i je gdzieś utylizowano. Szczególnie dotyczyło to dzieci urodzonych przez Rosjanki i Polki.
    Koło bremy był bunkier, mający produkować uboty. Wielki, pancerny bunkier. Pracowało tam 1600 przymusowych robotników 24h na dobę po 10h zmiana. Tak zwani alianci wiedzieli o tym projekcie, nawet rzucili tam parę bomb, uszkadzając nieco, ale więcej się tym nie zajmowali.

    Gdy w 1944 roku ss był „zmuszony” likwidować obozy koncentracyjne, zarządził marsze zwane marszami śmierci: z obozów w kierunku rajchu. Kto nie był w stanie iść, był zabijany. Kto padł z wycieńczenia w marszu, również.

    Gdy ussmanie zmusili mieszkańców weimaru(?) do „zwiedzenia” obozu, w którym leżeli umierający robotnicy przymusowi, to szkopi udawali, że o niczym nie wiedzieli. Choć ci robotnicy codziennie pod dozorem ss szli przez miasto do miejsc pracy.

    W 1945 roku szkopi wymordowali większość robotników przymusowych; masakry odbywały się w całym rajchu.
    Z 13 milionów robotników przymusowych 8,4 miliona to byli cywile, 4,6 miliona to jeńcy wojenni. Podali jeszcze, że 1,7 miliona to robotnicy KZ – obozów koncentracyjnych, ale nie wiem, jak to przyporządkować. Padały w tych filmach różne dane, więc może chodziło o jakiś domyślny kontekst.

    Jako ciekawostkę można napisać, że po „zejściu musoliniego” szkopi uważali włochów za wrogów i brali ich do niewoli, zatrudniając ich częściowo w przemyśle zbrojeniowym. Podano jako przykład Dante Danti’ego. Też ich głodzili.

    W 1945 roku robotnicy przymusowi – szczególnie w Europy Środkowej i ZSRR, traktowani byli jak bezpaństwowcy.
    O ile Polacy nie mieli większych problemów po powrocie do kraju, o tyle władze radzieckie traktowały swoich obywateli, którzy dostali się do szkopskiej niewoli z wielką nieufnością – jak czas pokazał: całkiem słusznie.
    Oficerów, którzy posiadając broń poddawali się szkopom i wojnę przeżyli, władze radzieckie wysyłały do obozów pracy w miejscach oddalonych.

    Durniom wyjaśnię, że gdy się chce wojnę wygrać i pokonać okupanta, nie ma miejsca na żadne sentymenty!

    Podali, że z 40 oskarżonych w norymbedze skazano na śmierć 12, niektórych osadzonych w więzieniu zwolniono po 2-3 latach i mogli oni sobie żyć robiąc nawet kariery polityczne.
    Tą norymberską farsą rozstrzygnięto sprawię winy szkopów za II. wojnę. Mogli oni od tej chwili zmienić pozycję i zająć miejsce ofiar wojny, ofiar bombardowań (przecież tylko alianckich!) a także podnieść sprawę „wypędzenia”, ignorując zupełnie wkład własny w całe wojenne nieszczęście.

    Wartość szkopskiego przemysłu od początku wojny do roku 1945 WZROSŁA !!!
    na zachodzie rajchu o 20%, a w rajchu wschodnim o procent 50 !!!
    Większość przemysłu zbudowanego i rozbudowanego w latach wojny siłami pracy niewolniczej podbitych Narodów nie została uszkodzona w ogóle. Były to fabryki ulokowane w bunkrach i sztolniach, doskonale urządzone i zabezpieczone. Mogły bez problemu pracować natychmiast po zakończeniu oficjalnych działań wojennych.
    Kto chce, może wierzyć w „plany marszala”, albo inne „cudy gospodarcze niemiec”.

    I tym samym beneficjenci II wojny pozostali niewidoczni dla oka przeciętnego człowieka.

    NRD zostało zwolnione z płacenia odszkodowań, szczególnie że „alianci” bombardowali tam co się dało, wszak wiedzieli, że im to do ich łap nie trafi.
    Natomiast RFN de facto nie zawarł żadnego pokoju, a jedynie zawiesił działalność wojenną. O co zadbali właśnie „alianci”, łamiąc ustalenia Jałty i Teheranu oraz inne tajne porozumienia, wypracowane przez dyplomacje.

    Stalin był przeszkodą nie do przebycia i „alianci” czekali na Jego śmierć robiąc co mogą, żeby utrzymać pozycje uzyskane dzięki II wojnie. Stąd „żelazna kurtyna”, nieustanne wstręty robione przez aliantów Związkowi Radzieckiemu i propaganda mająca zdezawuować ZSRR.
    Gdy w 1953 r Stalin umarł było już pewne, że żadnego układu pokojowego nie będzie i „cud gospodarczy RFNu” mógł iść pełną parą.

    Istniała co prawda sprawa odszkodowań za pracę niewolniczą dla osób, które wojnę przeżyły, ale i z tym sobie „alianci” poradzili.
    Ówże ig farben założył fundusz odszkodowawczy na sumę 30 mld dm i się tym zabezpieczył ze strony prawnej przed dalszymi roszczeniami. Żydzi mieszkający w ussa wymuszali na firmach szkopskich(?) wypłatę odszkodowań poprzez wpływanie na „amerykańską opinię publiczną”, ale jak widać, wiele i tak zrobić nie mogli.

    Wartość pracy niewolniczej w czasie II wojny oszacowano na 180 miliardów dm.
    A rfn wpłaciło do funduszu 10 miliardów dm.

    Jeńcom obozów koncentracyjnych ponoć przypadło odszkodowanie w wysokości 7.700 ojro, robotnikom pracującym przymusowo w rajchu u bauerów miano wypłacać z tego, co pozostanie po wypłacie tym z obozów pracy.
    Natomiast dla Radzieckich robotników przymusowych nie przewidziano nic.
    5 milionów jeńców wojennych uznano jako nie pokrzywdzonych przez wojnę.
    A w 2015 roku dla 10% robotników przymusowych wypłacono po 2500 ojro.

    W filmie powiedziano, że przecież nie da się oszacować, ile odszkodowania należy wypłacić za utratę rodziny, bliskich, zmarnowane lata i zdrowie.
    I jak widać, niemcy bardzo się tego trzymają nie wychylając się z żadnymi zbędnymi szacunkami i wypłatami.
    Skuteczny Układ Odpornościowy: Rady Ukraińskiej Lekarki
  • .,.,
    Skąd wiesz, jaka jest Matryca Życia?
    Skąd wiesz, jakie prawa nią rządzą?
    Czy powtarzanie rzucanych w lud przez macherów hasełek kogokolwiek przybliżyło do Prawdy?
    Skąd w ludziach pomysły, że mogą mózgiem pojąć Boga?
    To, co ludzie wypisują i myślą, jest sterowane, także przez różne „opolczyki”, które w zasadzie bardziej naganiają gawiedź do kościoła katolickiego niż ich do niego zniechęcają.

    Dopóki nie dowiesz się, kim jesteś naprawdę, nie będziesz wiedział, co to jest życie, po co żyjesz i na czym polegają zależności między ludźmi i ich otoczeniem.
    Do Prawdy o tym, kim jesteś, możesz dotrzeć wyłącznie sam. Nikt cię w tym nie może wyręczyć.

    A ci, którzy pozwalają się wyręczać w poszukiwaniu Prawdy, są przecież łatwym łupem zarówno dla klechów jak i opolczyków, a w sumie to na jedno wychodzi.

    Czy Jezus istniał czy nie, nie zależy od ludzkiej oceny.

    Czy Matka Jezusa była Dziewicą Niepokalaną – również.

    Prawda ma to do siebie, że jest zawsze taka sama, niezmienna, niezależnie od tego, kto i jak bardzo chce się nią posłużyć do jakichś własnych celów.
    To, że różne „opolczyki” w Jezusa nie wierzą, to ich prawo, bo mają od Boga wolną wolę, a więc mogą w Boga i Syna Jego wierzyć, albo mogą nie wierzyć.

    Perfidią jest natomiast, że te „opolczyki” koniecznie chcą narzucić swoją wersję rozumienia tematu także innym ludziom, posługując się a to szyderstwem, a to szkalowaniem wierzących w Boga i Syna Jego.

    A co tak naprawdę może owych „opolczyków” obchodzić, kto i w kogo wierzy?

    Do swoich „rozważań” ów „opolczyk” posłużył się tym, co dostępne. A co jest dostępne? A no to, co zostało rzucone niczym ochłap takim „opolczykom” na żer ich chorych umysłów.
    I żeby przynajmniej „opolczyki” orientowali się, kto im takie ochłapy podrzuca i w jakim celu, to już byliby przynajmniej nieco bliżej Prawdy.
    A tak? Wymiędlone cudze opinie poddane ponownemu międleniu dały efekt taki, jak widać. Ten czy tamten bywa tym czy owym z/szokowany. Ten czy inny oburzony bluźnierstwami owego „opolczyka”.

    A Prawda?

    Ona istnieje niezależnie od tego, czy ludzie ją poznają, odkryją, czy nie. Dla Prawdy to bez znaczenia. A dla ludzi ekstremalnie ważne.
    Ludzkość stacza się w przepaść. W odchłań Niebytu.
    Z głupim mikrobem ludzie sobie nie radzą. A rzucają się na CAŁOŚĆ? CHCĄC JĄ SOBIE PODPORZĄDKOWAĆ?
    Toż to śmieszne.

    Nie jesteś na świecie po to, żeby świat zbawiać.
    Jesteś na świecie po to, żeby zbawić siebie.
    Dążąc do Prawdy i odkrywając ją krok po kroku, człowiek może poznawać siebie. Dzięki temu ma poszerzoną świadomość, a ta z kolei pozwala mu więcej rozumieć. A zrozumienie siebie to właśnie dążenie do doskonałości. A Doskonałość to Bóg.

    Dla Boga taka planeta Ziemia jest bez znaczenia. W Drodze Mlecznej naszej Matki Ziemi prawie nie widać, tyle tych cudowności na niej.

    Zabawianie się w „przyłapywanie Boga na kłamstwie” może być dla niektórych jakimś zabiciem czasu. Ale w sumie zabijają siebie, razem z Czasem.
    Cokolwiek człowiek napisał, jest dziełem człowieka.
    Z Bogiem ma o tyle wspólnego, że człowiek jest dziełem Boga.

    Różnica między księdzem narzucającym ludziom katolicką wykładnię Boga jest dokładnie tym samym, co robią „opolczyki” narzucające swoje wersje nie istnienia Boga.
    I w jednym i w drugim przypadku odbierana jest ludziom podstępem ich wolna wola, na bazie której powinni ludzie dokonywać swoich wyborów – do których przypisane są konsekwencje.
    Ani idąc śladem „opolczyka”, ani idąc śladem katolickiego (i każdego innego) księdza nie jest się zwolnionym z konsekwencji własnego działania.

    Płacze, że się nie wiedziało, że oni oszukali/oszukują są głupotą. Ludzki mózg ma cudowne właściwości robienia symulacji, bez konieczności doświadczeń w realu.
    Cóż jednak zrobić, jeśli ludzie chcą „wszystko zmieniać” głównie po to, żeby zostało wszystko dokładnie tak, jak jest?

    Ludziom mi życzliwym życzę pomyślności w Nowym Roku. Innym jest to obojętne, prawda?
    A więc: pomyślności w Nowym Roku!
    Po gwiazdce betlejemskiej a przed wizytą trzech króli...
  • .,.,.
    Akurat rzuciłam okiem na stronę główną neonu, tam po lewej było o wpisie 1abezmetki, że soros ma pretensje do merkel i że on nie lubi Polski i Węgier, czyli negocjacje Polski i Węgier odniosły sukces. I w tej sekundzie, gdy na to kliknęłam – znikło i nie ma w ogóle. Czy sam Pan to usunął, Panie 1abezmetki, czy ktoś inny to zrobił? Temat byłby ciekawy i chętnie bym przeczytała o tym spod Pana pióra.
    Cyngiel się “zcykał”
  • @Pedant 10:29:24
    Szanowny Pedancie, mój ulubiony człowieku - że się tak wyrażę. Co się dzieje?!?
    Jest Pan oczytany, poważnie umocowany w rzeczywistości, a można odnieść wrażenie, że oddaje się Pan jakiejś nadwrażliwości na sprawy nieważne. Miał Pan swoją linię i było przyjemnie Pana czytać. Dla mnie nie było ważne, co ktoś – mam na myśli i siebie – napisze w związku z Pana komentarzem, lecz ważny był sam komentarz, inspirujący nawet do impertynencji. Czyli wagę miał. Wyjaśnię tu krótko – mam nadzieję :) swoje stanowisko: gdybym Panu kadziła, pisała pochwały, to na mój rozum ustawiałabym siebie wyżej niż Pana, dając sobie prawo do oceny i wygłaszania pochwał. Byłby Pan biedny, gdyby dawał się Pan łapać na takie miody. Raz uzależniony od oklasków człowiek tak się do tego przyzwyczaja, że pisze pod publikę i robi z siebie intelektualny podnóżek, często dla byle kogo.
    No, mój ulubiony człowieku. Zawsze i wszędzie lepszy jest prawdziwy wróg niż fałszywy przyjaciel. A jam w dodatku nie wrogiem dla Pana.
    Niech Pan pomyśli sobie coś miłego i tego właśnie Panu życzę – jeśli można.
    Zapalono świece hanukowe w Pałacu Prezydenckim
  • @fretka 19:37:02
    Fretka, mężczyzna to przecież prototyp. Mniej lub bardziej udany, ale jednak.
    A kobieta?
    Aaaaa!
    Kobieta to co innego!
    To jest model już sprawdzony, nie ma w niej żadnej improwizacji i niedoróbek. To w ramach kącika rozrywki i niech Panowie raczą wybaczyć.
    Pan Wojtas nawet nie potrafi odczytać komplementu. Cóż, widać nieprzyzwyczajony :(
    Gdybyśmy się zdecydowały wrócić to Raju, Panowie mieli by przechlapane. A my w każdej chwili mogłybyśmy przecież sięgnąć po to jabłuszko i nad nimi wisiały by sprawy o alimenty :)))))

    Serdeczności odwzajemniam!
    Pierwsi ludzie - logicznie, mitycznie i mistycznie
  • @JimA 16:22:23
    dzięki za życzliwe słowa. Doświadczenie mi podpowiada, że wkrótce relacja może się kiwnąć w stronę przeciwną. Cóż, takie jest życie.
    Tym niemniej sympatyczne i odwzajemniam.
    Pierwsi ludzie - logicznie, mitycznie i mistycznie
  • @Krzysztof J. Wojtas 16:55:22
    Szanowny Wojtasie, już samo ustawianie kobiet „w ich właściwym miejscu i roli” jest absolutnie nie na miejscu :)))
    I nie gra tu – a jakże! - roli, jakie ma pan intencje. Oczywiście, można kochać kobietę jak psa czy kota, ale ja ani na taką rolę ani na takie miejsce się nie zgadzam. W swoim środowisku. U siebie ma pan prawo ustawiać meble jak panu pasuje. Nie moja sprawa.
    Nie widzę też nic przyjaznego w tym, że miałabym zająć miejsce wyznaczone mi przez pana i pełnić rolę, jaką dla mnie pan przewidział.
    Powiem więc wprost: nie ze mną te numery, Brunner.

    Współistnienie to przecież tolerancja, usuwanie się w cień tu, gdzie niekonieczne jest pchać się na miejsce pierwsze. Niech i inni też mogą poczuć smak zwycięstwa. Z drugiej strony już starożytni się w tym rozeznali, że „nie ma zwycięstwa bez trosk”, czyli z każdą sytuacją związane są jej zalety i jej wady. Pewnie po to, żeby była równowaga.
    Jeśli nie byłoby ani prawej, ani lewej strony, to jakim cudem człowiek mógłby stać pośrodku?

    Właśnie wybór człowieka, dokonany dzięki istnieniu ekstremów, stanowi o jego pozycji w życiu. I cokolwiek by się nie wybrało, związane są z tym pewne warunki. Na pustyni masz gorąco i sucho, na biegunie masz zimno i mokro (nie biorąc dla ułatwienia pod uwagę, że duży mróz działa wysuszająco) – wszędzie woda w postaci lodu i śniegu.

    Kobieta nie może być kobietą bez męskiego kontekstu, a mężczyzna bez kobiety nie ma również z życia aż tak wiele radości. Jak to pisał swego czasu Wiech, nie ma kto go zapytać „gdzie byłeś, co robiłeś, dlaczego tak długo i na co ci się pieniądze rozeszły”.
    Płcie powinny zaniechać walki i się uzupełniać. Do tego zostały stworzone.

    Co do wściekłych macic to jest to raczej przekręt.
    Do walk z rządem, kobietom zachodzącym niechcianie, przewodzi taka mocniej przechodzona, wyglądająca na przekwitłą już jakiś czas temu i w dodatku spółkująca z „partnerką” przy pomocy palca – a więc nijak nie zajdzie, bo to niemożliwe. Jeśli nie zajdzie, no to nie ma czego skrobać. Skąd więc w niej te ciągoty do protestów? I dlaczego normalne kobiety dały się na to nabrać?
    Problem kobiet nie jest problemem tej starszawej pani, która się udziela na pierwszym planie.

    Oczywiście, kobieta powinna mieć prawo do decyzji dotyczących jej ciała. W tym zawiera się też usunięcie niechcianej ciąży, jako że ona sama będzie potem musiała z tym żyć. Konsekwencje są i mogą być różne, od uszkodzenia fizycznego macicy po stany depresyjne spowodowane poczuciem winy.
    Usunięcie ciąży to nie wysmarkanie nosa.
    Z reguły kobieta wie, że zaszła, ponieważ nagle „coś jest inaczej”. A skoro wie, no to znaczy iż ma więź z tym „czymś innym”. Jako baba mogę to powiedzieć z całą pewnością.
    Daleka jednak jestem od tego, by komukolwiek cokolwiek doradzać w tej kwestii albo odradzać. Nie moja sprawa.
    Prawo powinno pozostawić to kwestii sumienia każdej kobiety i tylko zapewnić warunki wychowania dziecka, nawet tego bardzo niepełnosprawnego, jeśli i takie chce kobieta urodzić. Społeczeństwo ma o tyle w tym swój udział, że musi robić zrzutkę podatkami na utrzymanie i matki i dziecka. Ale to chyba normalne, jeśli chcemy uważać się za ludzi.

    Biedne, młode kobietym zostały w jakiś sposób ogłupione. Z jednej strony nie chcą być „inkubatorami niechcianych ciąż”, a z drugiej godzą się być zbiornikami na spermę nawet przypadkowych facetów.
    Gdzie tu można znaleźć miejsce na „przyjemność” to ja nie wiem. Jaką można mieć z tego przyjemność, jeśli w konsekwencji może być skrobanka, powikłania i konflikt z własnym sumieniem?
    To już raczej powinny te młode kobiety zadbać o właściwe relacje „międzyludzkie” tak, żeby potem nie musiały stawać przed takim wyborem.

    Mężczyźni zdegradowani do roli byków rozpłodowych mają coraz większe problemy z potencją, a ich sperma jest coraz rzadziej zasiedlona plemnikami, zaś tych plemników zdrowych, zdolnych dać zdrowe potomstwo jest coraz mniej. Więc ktoś Panom fatalnie doradził z tym napalaniem się na każdą „seksowną” kobietę.

    Posłużę się tu przykładem świni. Drzewiej do maciory przyprowadzany był knur i robił co trzeba, zaś z jego nasienia zapładniały maciorę tylko te najlepsze plemniki. W jednym miocie świnia miała 12 – 16 prosiaków. Często więcej niż sutek.
    Dziś, gdy pan inseminator zapłodni maciorę „kwalifikowanym nasieniem”, ma ona 2 w porywach 4 prosiaki. A i to słabe. Dlaczego tak jest? Otóż, to „kwalifikowane nasienie” pobierane jest od knura zarodowego, następnie rozrzedzane tak, żeby było dla jak największej ilości macior do zapłodnienia.
    Lecz widać Matka Natura wiedziała co robi, dając możliwość wyścigu plemnikom do jaja tak, żeby wygrał ten najlepszy i to w silnej, licznej konkurencji. Ale przez takie „nowoczesne” działanie pula genów jest drastycznie zubożana, choroby wśród świń masowe bo chów wsobny jest po jakimś czasie, a my jemy potem szynkę z hormonami i antybiotykami dziwiąc się, że ona ma taki nijaki smak. I wartość odżywczą też nijaką.

    Wracając do pań z wściekłymi macicami – one mają do odegrania rolę i ją odgrywają. Nie zaskoczył widać za słaby numer z pedałami i tęczami, to został zasilony wściekłymi macicami. Ale żeby ludzie, skądinąd normalni, dali się nabrać na to, że lesbije są „pokrzywdzone” i zmuszone są protestować przeciw zakazowi skrobanek, choć nie mają się po czym skrobać, to już insza inszość.
    Pierwsi ludzie - logicznie, mitycznie i mistycznie
  • @Pedant 11:12:16
    Ech, Panie Pedant!
    Coś mało Pan czujny i gania jak pies za własnym ogonem. Przecież widać, że ludzie potrafią myśleć tylko przy pomocy słów/wyrazów. Gdy ich nie ma, nie ma procesu myślenia. Więc każdy „wyedukowany” człowiek, posiadając jakiś zakres słów myśli właśnie przy ich pomocy.
    Dlatego piekarz ze stolarzem może się porozumieć poza sferą zawodową. Albo piekarz przyswoi sobie wiedzę stolarza i vice wersal.

    Może będzie uprzejmy Pan, Panie Pedant, rzucić uważniejszym okiem na własną inteligencję (czyli w sumie zakres wiedzy, detalicznie i w hurcie) i namierzyć, co się Panu skąd bierze i dlaczego.

    Z panem Wojtasem – który ma do kobiet stosunek odwrotnie proporcjonalny, ale za to proporcjonalny do własnych kompleksów – nie może się Pan, Panie Pedant zgadzać, bo jakim cudem?

    Nie oznacza to wszak, że pan Wojtas nie ma racji. Według jego założeń to, co on pisze swoją logikę ma. Dopiero flancując to na teren własnej wiedzy widzi Pan, Panie Pedant, że to nie pasuje. I nawet nie powinno. Wszak nie jest Pan, Panie Pedant, panem Wojtasem.
    Zarówno pan Wojtas jak i Pan, Panie Pedant, opiera się na czyjejś „wiedzy”, cudzych konkluzjach i używa cudzych słów na określenie czegoś, co ten ktoś „zbadał” ale przecież po swojemu. Uznając to za własne robi Pan, Panie Pedant, błąd dając zupełnie nieracjonalnie kredyt zaufania temu owemu od teorii i niegdysiejszych analiz.

    O ile Jung „myślał w olśnieniu”, co oczywiście jest sprzeczne samo w sobie, jako że olśnienie nie wynika z procesu myślowego, o tyle ci, którzy używają dorobku Junga takich właściwości i przymiotów jak Jung mieć przecież nie muszą i z reguły nie mają. Skąd więc pomysł, Panie Pedant, że jest Pan w stanie „zrozumieć Junga w całości”, tak jak on to sam rozumiał?

    Poza tym, to co on rozumiał wtedy, dziś rozumiałby inaczej, bo ęturaż inny, a więc i wnioski mogące być wyciągnięte w tym kontekście byłyby inne.
    Siłowe flancowanie dorobku Junga w nasze czasy zboczeńsko bandyckie nic nie da. Ludzie nie posiadając zasad, jakie mieli onegdaj, nie mogą wykorzystać jego mądrości i muszą wymyślić mądrości własne. Pan, Panie Pedant, też to czyni i dlatego niespecjalnie rozumiem, skąd u Pana aż tyle krytyki pod cudzym adresem.

    Owszem, można czasem po kimś pojechać, gdy chce się delikwentowi wskazać jakiś inny, możliwy kierunek dla myśli.
    Jednakże nieustanne przykrawanie każdego do własnej miarki zawsze doprowadza przykrawacza do mniej lub bardziej głębokiej frustracji. On nie będzie myślał jak Pan, bo Panem nie jest. I tak jest przecież bardzo dobrze.

    Ludzie robią ten błąd, że chcą zmieniać otoczenie a sami pozostać takimi, jak są. Jest to rzecz niemożliwa do wykonania, stąd te ustawiczne klęski i niepowodzenia.
    Jak wiemy z matematyki, wymiana jednego elementu w danym zbiorze pociąga za sobą zmianę jakości całego zbioru. I tak jest w życiu.
    Po co więc boksować się z powietrzem – bo w sumie do tego się to tylko sprowadza – i tracić czas ziemski bezpowrotnie na coś, na co i tak nie mamy wpływu?

    Zadaniem życiowym każdego człowieka jest samopoznanie.

    I czy odbędzie się to przy pomocy teorii Junga czy innych, ma znaczenie drugorzędne.
    Samo naśladownictwo to nie żaden rozwój.
    Podejmowanie samodzielnych decyzji nawet, jeśli mają one znamiona naśladownictwa można uważać za pewien postęp w rozwoju własnym. No, według czegoś człek musi się orientować.

    Mam czterech Braci i oni z reguły nie kłócili się ze sobą, co widziałam na własne oczy. Nie mam siostry, więc ja nie miałam się z kim kłócić, a oni do kłótni skorzy nie byli, bo stanowili zwartą siłę. Nauczyłam się z tym żyć i wcale nieźle.

    Dziwi mnie bardzo, że raczej kobiety są w stanie się dogadać, a mężczyźni, niczym cioty, chwytają się wzajemnie za podłysiałe fryzury i wyszarpują jeden drugiemu te nędzne resztki tego czegoś, co w młodości było bujne i stanowiło chlubę.
    W jakiś sposób jest mi przykro, że mężczyźni zatracili daną im przez Stwórcę racjonalność i stali się kłótliwi niczym baby.

    Co i komu szkodzą teorie pana Wojtasa?
    Każdy może przecież wymyślić swoje i nawet lepsze, jak jest zdolniejszy. Po co karczować wszystko i potem zalesiać na szybko byle czym, jeśli pozostawione może dać zaczątek bujnemu lasowi myśli?

    Ja rozumiem, że pan Wojtas jest poniekąd moim wrogiem, bom płeć przeciwna, a tej pan Wojtas odmawia prawa nie tylko do inteligencji, ale nawet podważa sens jej istnienia. Lecz jest to prywatna sprawa pana Wojtasa i w razie co, to on musi sobie z tym radzić.

    Widział Pan, Panie Pedant, taką dziką łąkę?
    U nas taka jest. Nie ma tam dwóch identycznych roślin, nawet jeśli to ten sam gatunek. Nie ma dwóch identycznych owadów itd. A gdy się na takiej łące przycupnie, człowieka otaczają cuda dźwięków wszelakich, kolorów i woni. I co roku taka łąka jest inna, ponieważ jedne rośliny giną lub są w uśpieniu czekając na swój czas, a dominują nagle takie, których wcześniej wcale nie było widać. I pojawiają się inne owady, pasujące do takich roślin.

    I widział Pan, Panie Pedant, łąkę koszoną dla zysku? Sama trawa, może w dwóch, trzech rodzajach. Z rzadka jakiś owad i gdzie mokrzej, to kilka żab.

    W naszej cembrowanej studni, głębokiej na ponad 10m, zimowała swego czasu jaszczurka z rodziną. My piliśmy z niej wodę, bo była krystalicznie czysta i jaszczurka nam nie przeszkadzała. Pewnego razu przyjechali do nas znajomi. Pochwaliliśmy się tą jaszczurką. I znajoma gotowała wodę na herbatę po kilka razy oglądając bacznie, czy nie ma tam czegoś z jaszczurki albo po niej. Kupili sobie wodę w butelkach i pili po kryjomu :)))

    Dziś ta studnia już sucha, bo ktoś wykopał gdzieś sobie staw, zakłócił przepływ wód i jaszczurka musiała sobie poszukać innego miejsca. Mamy teraz tylko takie szare, ciemne jaszczurki. Tamte miały pomarańczowe brzuszki, łaciate. One mieszkają pod gruzami z cementowych dachówek, w spękanych drenach ceglanych i innych, „zaniedbanych” miejscach. Gdybyśmy uprzątnęli po nowoczesnemu, tak jak to ponoć nakazuje „niemiecki ordnung”, no to mielibyśmy wokół siebie pustkę i martwotę.

    Od wieków drzewa same się zasilały nitratami zrzucając liście. Potem Niemcy chcieli nam sprzedać dmuchawy do liści i zrobili na tym majątki. A drzewa pozbawione naturalnego zasilania obumierają. Polacy bezrozumnie hałasują i smrodzą, zbierają liście i z czegoś, co jest bardzo wartościowe robią śmieci, pakowane w worki i utylizowane debilancko za duże pieniądze. Ale tak to jest, gdy nie bazuje się na własnym rozumie i doświadczeniu, a ślepo naśladuje „Jungi”.

    Jeśli żyje się w zgodzie z samym sobą, to i otoczenie nie sprawia aż takiego kłopotu. Po jakimś czasie człowiek wrasta w to otoczenie i może czuć się szczęśliwy. Ot, tak bez powodu...
    Pierwsi ludzie - logicznie, mitycznie i mistycznie
  • @Pedant 15:52:13
    Szanowny Panie Pedant, moje problemy z kompem miały miejsce już na parę lat przedtem, zanim Pan zawital na neon. Z pięć lat byłam zbanowana, moje wpisy wszystkie usunięte. Od jakiegoś czasu mogę się – bywa – zalogować, ale sprawa „dysfunkcji klawiatury” istnieje nadal, choć i komp mam inny i klawiaturę też. Może więc tu chodzić o coś innego. Pracy z komputerem uczyłam się jakoś tak w 1987/8 roku. Choć nie twierdzę, że się na tym znam, natomiast widzę, że pisać potrafię przy jego pomocy.
    Tym niemniej dziękuję pięknie za dobre chęci.
    Po co w rządzie "szkodnik" J. Gowin?
  • @Rzeczpospolita 15:18:46
    Zadzwoniła do mnie dziś przyjaciółka z Mazowsza z informacją, że jej koleżanka zmarła na kowid. „Cholerny kowid”, powiedziała. Moja przyjaciółka pracowała w szpitalu (40 lat), a teraz jest na emeryturze. Ma więc ona jakieś pojęcie o służbie zdrowia. I sama przed miesiącem dała się „wymazać”, bo czuła się źle i test wykazał kowida. Wyszła z niego (przechorowała w domu, na kwarantannie) , ale nie może oddychać jak przed chorobą i jest w dalszym ciągu słaba, choć się przebadała i niby jest wszystko w porządku.
    Oczywiście domorośli „fachowcy neonowi” wiedzą lepiej, że to nie był żaden kowid, ale ona twierdzi, że tak.
    Więc powinniśmy się pomału nastawiać na to, że nie tylko ja dostanę telefon z taką smutną informacją i będzie tego coraz więcej.

    „Niezależnie od tego, czy pandemia łagodnieje, czy nie, cowidowy terror będzie trwał nadal.
    Już dzisiaj wiadomo (na podstawie żydo-medialnych opinii), że ilość szczepionek, a także możliwości technicznych i organizacyjnych przeprowadzenia szczepień, w IIIŻydo-RP/Polin nie obejmie nawet 50% obywateli”

    - czy to może być powodem do zmartwienia dla antykowidowca DK? A jakoś nie widać, że go to cieszy, ciekawe, co? A żona lekarka jak? Też sceptyczna?
    Faktycznie O---ck był kiedyś żydowski, ale ponoć DK to czysty jak łza Polak. Choć mieszka akurat w takim miejscu. Napływowy po wojnie, czy wielopokoleniowy ot---k?

    „Nie wspominając o tym, że chęć zaszczepienia deklaruje ok. 30% Polakatolików, a ok. 60% jest przeciwna szczepieniu. A zatem wedle deklaracji funkcjonariuszy reżimu IIIŻydo-RP/Polin nie ma możliwości pokonania pandemii”

    - a co, jeżeli to prawda i ci antykowidowcy są powodem trwania zarazy bez możliwości jej osłabienia?

    „Należy także pamiętać o przewidywaniach Banku Światowego, że covid-19 może istnieć do 2025r”

    - jeśli takie informacje podają „łże media”, w dodatku według DK „żydomedia”, to jak może się na nie powoływać czysty jak łza polski patriota?

    „Czy respirator może uszkadzać płuca? [...]
    Okazuje się, że tak. Dostarczany przez respirator tlen rozrywa płuca, ponieważ nikt nie wie jaka jest objętość płuc chorego w aktualnym stanie choroby”

    - skoro nie wiadomo, jaka jest objętość płuc chorego, no to może ich nie rozrywa? Skąd taka pewność, że obsługujący respiratory wiedzą na ich temat mniej nich kowidosceptycy?

    „Podłączenie do respiratora odbywa się w stanie śpiączki farmakologicznej. Zresztą procedury stosowania respiratorów w związku z pandemią były dopracowywane w czasie trwania pandemii”

    - to gdzie tu miejsce na pretensje, jeśli nie było możliwe przetestować tego wcześniej? Może pan DK jako ochotnik poświęciłby się dla ludzkości? I dał na sobie potestować przyrządy tak, żeby obsługa nie musiała działać w ciemno?

    „Pierwsze doniesienia z Chin mówiły, że przeżywa tylko jeden na 10 pacjentów z Covid-19 podłączonych do respiratora. U nas jest nieco lepiej – przeżywa mniej więcej połowa (…).”

    - no a przy pomocy czego ten pan medyk to wyliczył? Skąd miał dane? Czyżby mu Chińczycy dostarczali wszystkie badania i wyniki sekcji zwłok? A u nas? Skoro nasza służba zdrowia taka niewydolna, to skąd pewność, że wyniki prawdziwe? I dlaczego spychać śmiertelność pacjentów na celowe, szkodliwe działania pracowników służby zdrowia, a za wszelką cene unikać obarczania za to kowida?

    Antykowidowcy mają poważnego cykora. I to jest powodem ich agresji na ludzi noszących maseczki i stosujących się do zaleceń rządu. Ten – i każdy inny rząd, bo także w innych krajach – ma z pewnością więcej danych na temat problemu z kowidem, niż DK. Więc na tym rządzie i na każdym innym, także w innych krajach, spoczywa obowiązek podejmowania jakichś decyzji.
    Antykowidowcy przecież krytykowali by każdą decyzję rzadu, niezależnie od tego, jaka by ona była.
    Ludzie umierają z powodu zarazy.
    A neonowi fachowcy dodają sobie wzajemnie animuszu twierdząc, że nic się nie dzieje i oni to wiedzą lepiej niż światowe „razwiedki”.
    Umrzecie jak wszyscy, choć daj Bóg nie w jednym czasie. I do tego zacznijcie się pomału przyzwyczajać. Z maseczką czy bez, nikt nie jest nieśmiertelny.
    Śmiertelność Covid-19 w Polsce zmalała jesienią aż 3,5 raza!
  • @Pedant 13:33:55
    Szanowny Pedancie, teoretycznie tak, ale w praktyce zdecydowanie nie.
    Ja na przykład otwieram dany temat, kopiuję zaznaczając (na niebiesko) wybrany fragment i potem wklejam go w otwartym nowym, bądź już istniejącym „dokumencie”. I tu zaczyna się zabawa. Pasek narzędzi jest widoczny, ale po kliknięciu w cokolwiek otwiera się puste okieneczko, zupełnie bialutkie i bez niczego. Nie ma tego jak zamknąć, nie ma jak skorzystać z opcji, bo niewidoczne. Ale to nie wszystko, bo na przykład nagle nie ma kursora. Albo jest po jakimś czasie, ale za to nic nie można nim zrobić, bo hasa. A gdy jednak da się przesunąć, no to nie wiadomo co on robi, bo nic nie widać z jego akcji – takich jak zaznaczanie, umieszczanie go w tekście w celu korekty wyrazu itp. I to wszystko w „prywatnym dokumencie”, na ekranie kompa. Mimo, że strona internetowa jest zamknięta. To tak z grubsza, bo jeszcze była wersja ze znikaniem tekstu, z samodzielnym kasowaniem części pisanego albo jakieś przemieszczanie tego, że trudno było kontrolować, a zamiast normalnych liter były jakieś inne, dziwaczne, bo właśnie hasało. Musiałam czasem w skrajnym przypadku usuwać całość z kompa i na nowo instalować cały program. Na jakiś czas było skuteczne, ale to zależy, co otwierałam w necie. Taki neon jest niezabezpieczony i widać byle kto może się nim posługiwać do dowolnych celów.
    Natomiast pisanie w otwartym okienku na żywo jest jeszcze gorsze.
    Może wszyscy Pana lubią, Panie Pedant, a mnie widać nie.
    Po co w rządzie "szkodnik" J. Gowin?
  • @matterhorn 19:02:49
    „Pokonała go choroba której według posła i wielu tutejszych blogerów nie ma i nie było.
    Sam jestem naocznym świadkiem,że ona istnieje i zbiera śmiertelne żniwo i nikt mi nie wmówi,ze to jest jakaś grypa.Takiego spustoszenia w organiźmie człowieka nie wywołuje żadna grypa”

    - mogę to ze swojej strony również potwierdzić. Dlatego wierząc czy nie wierząc w kowida zachowywałam się zgodnie z zaleceniami władz, nosiłam zawsze maseczkę i zachowywałam dystans społeczny.
    Nie chciałam w razie co mieć nikogo na sumieniu.
    Szkoda człowieka.
    Nie żyje poseł Janusz Antoni Sanocki
  • @Pedant 20:32:59
    mam parę niemieckich ulubionych programów :)
    Pana też lubię.
    Po co w rządzie "szkodnik" J. Gowin?
  • @Pedant 16:37:23
    “Myśli Pani w kategoriach mikroekonomicznych. Pieniądz jest tworzony przez bankową emisję, "z powietrza". Trik polega na tym czy odpowiada mu odpowiednia ilość realnych dóbr i usług. To zaś jest współzależne”

    - nawet jeśli to przecież I tak ktoś – jakiś żywy człowiek – podejmuje decyzje. Bank tego nie robi, bo bank to budynek I reszta w nim zawarta, decydują ludzie pracujący w bankach. Wcale nie musi niczemu “odpowiadać odpowiednia ilość realnych dóbr”, bo gydyby tak było, nie mógłby istnieć “pieniądz z powietrza”.


    .’Jeśli niedobór pieniądza powoduje kurczenie się realnej gospodarki, to żadnych oszczędności może nie być, odwrotnie dług w stosunku do gospodarki może się zwiekszyć. Rozumie Pani?”

    - ja rozumiem, ale Pan nie. Ktoś powoduje przecież “kurczenie sie gospodarki”, sama z siebie kurczyć się nie będzie. Ktoś powoduje, że “oszczędności nie może byc”, bo same z siebie oszczędności przecież nie rozpływają sie w powietrzu.

    [no ale to przecież Niemcy zdecydją, czy będą nas dobijać tymi „rynkowymi procentami” czy nie]

    “Myli się Pani. Polska po odrzuceniu unijnych propozycji będzie zaciągać pożyczki na światowym rynku. A tam liczy się tzw "rating"

    - ależ to Niemcy zdecydują, czy będziemy mieć kłopoty czy ich mieć nie będziemy. W tym celu ta “praworządność” jako termin elastyczny, mogący być wykorzystany dowolnie. Za tym też czekają przebierając nogami prawa pedałów I innych zboków, gdyby samą “praworządnością” tematu nie udało sie Niemcom dopiąć. Jeżeli Polska zmuszona byłaby zaciągać kredyty gdzie indziej, nie w “unijnych bankach”, to przecież byłoby wymuszone na nas przez Niemcy. To one by spowodowały obniżenie tego naszego “ratingu”, nikt inny I tym oni nas szantażują. I faktycznie nie ma znaczenia, czy Polska ugieła sie by dziś czy za miesiąc. Niemcy I tak będą “robic swoje”.
    Dobry wynik “A” mieliśmy, ponieważ prezydent Duda potrafił z uśmiechem stać przy siedzącym za biurkiem Trampie.

    [Skądś się te bogactwa Niemcom biorą. No, skąd? Jeżeli Polacy pracują więcej i wydajniej niż Niemcy, to co to za cuda tam się dzieją? Wie pan, panie Pedant?]

    “Wiem skąd. Z dobrej organizacji, dyscypliny i pomyślunku. Niemcy zawsze w tym górowali, także wtedy gdy Polska była mocarstwem a Niemcy byli rozbici na małe ksiąstewka. Można tyrac jak dziki osioł i nie mieć nic z tego jak się nie ma rozumu”

    - niech mnie Pan nie rozśmiesza! Tak się składa, że oglądam niemieckie kanały tv – głownie dla zachowania języka, zeby nie zapomnieć – niemal caly dzień. Przy prasowaniu, sprzątaniu czy gotowawniu. Tam jes ttakże bieda. [komp mam dziki, piszę jak sie daje] U nich pracują za “ajn ojro dżob” I na dwa etaty, a I tak kupują w Tafel żywność pozyskiwaną łąskawie od supermarketu. Taką, która ma przekroczony termin ważności albo się on kończy na dniach. I ponoć jestych biednych lduzi u nich ok. 30%. A Pan mi tu o “dobrej organizacji Niemców”. Takie bajki to już tylko dla bardziej naiwnych.
    Kasę oni mają głownie z przemysłu zbrojenioweog, na przykład taki merdeces handluje minami p/piechotnymi, a min tych jest w Afryce więcej niż mieszkających tam ludzi. O cięższym sprzęcie tej I podkrewnej firmy już nawet nie wspominam, a I oni sami to sprytnie przemilczają. Na uczciwości nikt nie robi duzej forsy, niechże Pan zrozumie.


    [Wszak to oni dają „bezzwrotne darowizny”, bo tacy szlachetni i dobrzy dla ludzkości]

    “Niemcy chcą aby Europa prosperowała a nie żeby była sarmackim folwarkiem pańszczyźnianym”

    - a skąd takie przekonanie, że Niemcy chcą by w Europie ludziom żyło sie dobrze? Tym ludziom, poza Niemcami. Oni zawsze dążyli do opanowania ziem, gdziekolwiek weszli.
    Rocznie z Niemiec wyjeżdża – z tego co pamietam – nawet I 15o tysięcy Niemców. Z reguly dobrze wykształconych, szczególnie w sferze administracji. I oni – z tego co można było wyczytać między wierszami – dostają nawet bezzwrotne zasiłki wielotysieczne “na zagospodarowanie” na obczyźnie. Sytuacja takich Niemców jest juz na starcie lepsza niż autochtonów, a po jakimś czasie wchdzą oni w stuktury danego kraju “wybierani demokratycznie” do miejscowych gmin.
    Możliwe, że ja wiem niezbyt dużo, ale Pan, Panie Pedant, wiydaj e sie wiedzieć znacznie mnej niż ja.

    To, że Niemcy są “ogromnym eksporterem” zaraz za Chinami nie świadczy, że dobra eskportowe produkują u siebie. Niechż e sie Pan zastanowi. Ich lokalne gadźety możę I są gdzieś kupowane, ale nie masowo. I niehże będzie Pan uprzejmy prrównać pkpulacje Chin I Niemiec. No jak Pan myśli, w którym momencie daliby Niemcy radę produkować tyle, co 1/00 Chińczyków? No I co to miałoby byc, poza uzbrojeniem?


    “Polska ostatnio odnosiła pewne sukcesy eksportowe ale głównie dzięki dostępowi do rynków unijnych”

    - ależ jest przeciwnie, drogi Panie! Nasze “sukcesy eksportowe” pasują polityce Niemiec, albo takich “sukcesów” nie mamy. Nie po to zrujnowali cały nasz dorobek powojenny, żebyśmy mogli mieć “sukcesy”.

    Interesem frakcji pana Ziobry jest jak widać ograniczenie swawoli Niemców baraszkująłcych w naszym kraju bez żadnych problemów. I to jest powodem tych “sankcji” związanych z “praworżądnością”. Oni chcą przywrócić sytuację, gdy mogli z nas wyduszać więcej niż po “uszczelnieniu watu”.
    [problem z moją klawiaturą polega na tym, że właczają mi się jakieś znaki pod danym klawiszem, a ja pisząc “na ślepo” nie zawsze zdążę skontrolować. Nie mam także wielu funkcji jak “edycja” czy “zanaczanie”, bo okienka otwierają mis ie całkiem białe, puste. Dlaczego tak jest nie wiem, bo skąd mam wiedzieć? Może nie umiem obsługiwać komputera?]
    Tak to jest, Szanowny Panie Pedant, gdy woli se wierzyć a nie wiedzieć. Ja sie infomuję głównie z niemieckich źródeł. A Pan? Niechże tylko Pan ie pomyśli, że ja nie lubię Niemców. Ja po prostu lubię Polaków
    Po co w rządzie "szkodnik" J. Gowin?
  • @Pedant 10:15:29
    Szanowny Pedancie, jest pan mało pedantyczny.

    Fundusz Odbudowy to nazwa, a zawiera kasę odbieraną różnych członkom unii i deponowaną również tam. Nie jest więc to żadna „kasa unijna”, ale wspólna i jeśli Niemcy uważają, że są jej właścicielami, to coś ich do tego uprawnia, czyż nie?
    Co to takiego?

    Ratowanie gospodarki konieczne jest wówczas, gdy się ją zrujnowało uprzednio. Normalnie jest tak, że – biorąc za przykład rodzinę od paru pokoleń wstecz – prapradziadkowie zostawiają spadek pradziadkom, ci dziadkom, ci rodzicom a rodzice dzieciom, licząc od dziecka jako ogniwa ostatniego w danym momencie.

    Więc nie jest konieczne budowanie domu co pokolenie, a co najwyżej rozbudowanie go albo budowanie dodatkowo tu, gdzie potomstwo liczniejsze. Tym niemniej nic nie ubywa, ale przybywa. To samo garnki, łyżki i meble itd. Co prawda nowoczesna moda nakazuje wyrzucanie dobrych rzeczy na śmietnik, ale to już winna jest tu głupota ludzka.

    Niemcy, tak się złożyło?, przeprowadzili na ziemiach zamieszkałych przez Polaków wielokrotny reset gospodarczo - rabunkowy, co to więc za łaska z ich strony, że zwrócą cześć z tego, co zrabowali i pomnożyli przez inwestycje?
    Z pustego nawet najpracowitszy Niemiec nic nie naleje.

    „Dużą część Funduszu stanowią bezzwrotne darowizny, zaś pożyczki są na korzystnych warunkach”

    - apiać to samo! Skądś się te bogactwa Niemcom biorą. No, skąd? Jeżeli Polacy pracują więcej i wydajniej niż Niemcy, to co to za cuda tam się dzieją? Wie pan, panie Pedant?

    Niby powszechnie wiadomo, że „Niemcy to ‘weltmajster’ w światowym eksporcie”. Cóż to takiego oni eksportują, ach! Cóż? - co u siebie własnymi rękami produkują. U nich też większość towaru jest z Chin, jak by nie patrzył, choć pisze mejd ich dżermani i każdy wie, że to oszustwo.

    Ale lepiej nie brać tego zbyt dokładnie. Wszak to oni dają „bezzwrotne darowizny”, bo tacy szlachetni i dobrzy dla ludzkości.
    Przyjmując, że tak byłoby faktycznie, to jednak jakoś musieliby Niemcy te zasoby do rozdawania uzupełniać i je uzupełniają. Czym? Skąd to biorą?


    „Po tym jako Polska odrzuci tę ofertę, dalej trzeba będzie się zadłużać ale na rynkowy procent, znacznie wyższy, i bez darowizn. Uzależnienie się znacznie zwiększy”

    - no ale to przecież Niemcy zdecydją, czy będą nas dobijać tymi „rynkowymi procentami” czy nie.

    My mamy prawo ich „oferty” odrzucać, ale przecież oni wcale nie muszą z tego powodu nas dobijać.

    Więc jeżeli tak by się stało oznacza to, iż rząd PiSu mówi prawdę i się dlatego temu sprzeciwia. Błędem byłoby przyjąć, że gdy zrobimy jak chcą Niemcy, to oni nam oduszczą. Nic podobnego. To jedno to „nam dadzą”, ale sobie odbiją na czym innym.
    Życia pan, panie Pedant nie zna, czy co?
    [już mi grasuje jakiś trojan i robi dzikie zmiany w klawiaturze, no to raczej nic nie napiszę więcej, przyjmując że to uda się wysłać; taki los ale nie narzekam :)))) ]
    Po co w rządzie "szkodnik" J. Gowin?
  • @anthony 08:44:55
    Dzięki za życzliwe słowo, DOBRY CZŁOWIEKU!
    Największe oszustwo w historii medycyny- szczepienia
  • .,.,.
    Jeśli Ochojska ma dziury w zębach, to czy ja muszę iść do dentysty plombować swoje zęby zdrowe?

    Ochojska może domagać się szczepionki dla siebie. To jest jej prawo.

    Natomiast apele do prezydenta Dudy, żeby przymusowo szczepili wszystkich jest z jej strony chęcią zaistnienia w mediach. Odstawiona na boczny tor może czuć się niepotrzebna. Nie znaczy to jednak, że ma prawo narzucać komuś, czy ma się szczepić czy nie.

    Polio leczono skutecznie w Afryce roztworem chlorku magnezu. Nie jest to przecież żadna szczepionka i można było stosować bez działań ubocznych także profilaktycznie. Było skuteczne i tanie, więc przestano stosować z wiadomych powodów.
    Największe oszustwo w historii medycyny- szczepienia
  • @anthony 20:46:45
    Antoś, a coś taki nerwowy? [to dla rozminowania sytuacji. „Berkeley” jest już po „dwóch ciupagach”, czyli ma ponad 77 lat, to raz. A dwa mam wrażenie iż gdzieś informował, że walczy z chorobą nowotworową. Więc jaki by temat nie był, przeciwnik z niego żaden.]

    Od co najmniej lat trzydziestu zastanawiałam się nad szczepionkami, szczególnie tymi dla dzieci. Dzieci już wówczas były szczepione szczepionkami łączonymi tak, że było w tym nawet i pięć różnych świństw chorobotwórczych pogodzonych konserwantami równie trującymi.
    Znam przypadek dziecka, które urodziło się zdrowiutkie i silne, a które przez pierwsze trzy lata swojego życia było bez przerwy chore. Co było do chorowania, to ono to miało. Matka sumiennie poddawała dziecko obowiązkowym szczepieniom uważając, że tak być powinno. Na każdą chorobę dziecko dostawało niezmiennie ten sam antybiotyk, a pani „pediatra” mówiła do matki, że skoro zadziałał to i teraz będzie dobry.

    Na szczęście matka przeczytała za którymś razem ulotkę załączoną do tego antybiotyku i od tamtej pory szła do lekarza z chorym dzieckiem żeby wykluczyć chorobę zakaźną, a receptę wyrzucała do pierwszej śmietniczki napotkanej po drodze. Na ulotce napisane było wyraźnie, żeby nie stosować tego „lekarstwa” ponownie, lecz tylko jeden raz.

    Nie tylko szczepionki są takie szkodliwe, ale cale to farmaceutyczne świństwo.
    Dziecko atakowane szczepionkami nie ma możliwości wytworzyć naturalnego systemu odpornościowego, ponieważ organizm dziecka zajęty jest nieustannie zwalczaniem chorób, na które dziecko być może nigdy by nie zachorowało, ponieważ nie zetknęło by się z tymi mikrobami.

    Na pewno szczepienia mają wpływ na intelektualny rozwój dziecka, ponieważ dziecko „sztucznie chore” rozwija się inaczej niż dziecko naturalnie zdrowe.

    Dlaczego jednym szczepionki szkodzą, a innym nie?
    Wytłumaczenie może być proste. Każdy organizm żywy ma swoisty układ odpornościowy, nie będący przecież jakimś stanem konstant, ale wciąż zmiennym. Gdy trafi się na słabsze dziecko, a ono ma immunologiczny dołek, no to nieszczęście gotowe. Dziecko – ale i dorosły też – może być akurat w początkowej fazie, niewidocznej jeszcze, jakiejś choroby i dodanie to tego sztucznej zarazy na pewno takie dziecko osłabi dodatkowo.
    Może tego nie widać, ale ludzkie ciało „decyduje”, która choroba zagraża mu bardziej i zajmuje się nią w pierwszej kolejności, niejako lekceważąc tę mniej groźną na dany moment. A potem może być już za późno i rady nie da.

    Nikt jeszcze nie wyzdrowiał „dzięki lekom”, lecz dzięki sile własnego organizmu. Tak zwane leki są przecież tylko substancjami chemicznymi, w najlepszym razie stymulującymi ciało do zwiększenia jakichś aktywności w danym regionie.

    Głupotą jest wierzyć, że tabletka anty bólowa może działać „w kolanie” albo „pięcie” czy „brzuchu”. Ona działa tyko w mózgu, paraliżując pewne połączenia. Boli jak bolało, ale my tego nie możemy odczuwać, bo mamy mózg sparaliżowany miejscowo.

    Winna jednak nie jest żadna farmacja, ale ludzie, ponieważ dali się nabrać na numer „nieśmiertelności”: łykasz piguły i żyjesz - ile chcesz, w domyśle.

    Ze szczepionkami może być problem, lecz nie należy – według mnie – walczyć z ludźmi wierzącymi w ich dobrodziejstwo, ponieważ wówczas jest to walka na dwa fronty. Ten jeden front to rząd, który coś musi zrobić i nie ma wyjścia, ten drugi front to ludzie chcący się zaszczepić, ponieważ według nich to im pomoże albo ich zabezpieczy.

    Na ile możliwe każdy powinien bronić swojego stanowiska nie wymuszając na myślących inaczej żadnych zmian. Chcą się szczepić, niech się szczepią. A kto nie chce się szczepić, nie powinien być do tego zmuszany i nie powinien być za to karany w żaden sposób. Dolewanie oliwy do i tak zaognionej sytuacji nie przyniesie nikomu nic dobrego.
    Największe oszustwo w historii medycyny- szczepienia
  • .,.,.
    „Być może zostanę okrzyknięty oszołomem antyszczepionkowym, ale zaliczam się do grona tych, którzy nie zaszczepią się na COVID-19.

    Powyższe wyniki sondażu napawają mnie optymizmem. Widać, że Polacy myślą racjonalnie. Przecież nie można wierzyć w skuteczność i bezpieczeństwo szczepionek, które powstały zaledwie w rok. Wcześniej nad takimi szczepionkami pracowano minimum 5 lat a najczęściej około 8 lat”

    - jak sie ma pietra, to wygodniej jest bać się w stadzie niż samemu, co? I szukać potwierdzenia tego, co pasuje, w strachu innych?

    Nikt nie wie, co to za wirus, a ci co wiedzą, to nie powiedzą. Nikt nie wie, czy dziś-jutro nie rozpylą nam na głowy czegoś nowego, albo czegoś, co się z tym co już dziś jest skumuluje.
    Nie wiemy i wszelkie mędrkowanie jest niepoważne.

    Co do szczepionek, też nie wiemy, jako że w zasadzie mało kto boi się szczepionki zrobionej z samego tylko wirusa – gdyby taka była, ale są zastrzeżenia do „dodatków” czy to rtęci czy innych czipów oraz trucizn.
    Ale walka jest ze szczepionką, bo wygodniej jest się nie zagłębiać w szczegóły, jako że wymagało by to nieco wysiłku umysłowego.

    Ja zostałam zaszczepiona jeden jedyny raz w życiu: na kolonii letniej, na ospę, bo sama byłam ciekawa i nie chciałam tam się wyróżniać. Przedtem nie byłam szczepiona na nic. Ani razu. Był niby zamordyzm, były przymusy, ale ja szczepiona nie byłam, i co? Nie będę tu podawać powodów, jako że nie to jest istotne. Jestem przykładem, że można żyć bez szczepionek. W szkole uczniowie szli pod igłę jeden po drugim, ja nie. I nikt mnie nie zmuszał, naprawdę. Było wiadomo, że ja się nie dam zaszczepić i już.

    Ale tak samo jak ja bez szczepionek, tak inni po szczepionkach żyją do dziś. Więc w tym może chodzić o coś zupełnie innego. Może niektórzy przeżyli szczepionki mimo ich szkodliwości, a może inni przeżyli dzięki nim?

    Faktem jest, że w przypadku zagrożeń epidemią sprawdzonym sposobem jest kwarantanna i ograniczanie kontaktów między ludźmi. Jeśli nie masz styczności z chorym, no to się nie zarazisz, cudów tu nie ma.


    W każdej niemal „dyskusji” na temat szczepionek wymuszane jest przyłączenie się do jednej z frakcji – tej za albo tej przeciw. A dlaczego? A no dlatego, że widać mało kto jest na tyle przekonany o własnych racjach, żeby mieć własne zdanie i w grupie mu lepiej.
    Tymczasem sprawa wygląda tak, że w obecnej sytuacji obowiązkiem rządu – tego co jest i każdego innego, który byłby – jest zabezpieczenie szczepionek jako przeciwdziałania wybuchowi szerszej epidemii. To samo dotyczy łóżek szpitalnych i szpitali tymczasowych. Krytykują ten rząd za to, że łóżka stoją puste. No i to przecież bardzo dobrze! Gorzej byłoby, gdyby były wszystkie zajęte i ludzie konali by na ulicach zarażając zdrowe jeszcze niedobitki.

    Słyszałam niby opinię pielęgniarek ze szpitala na stadionie głównym, że „tam nawet nie ma sprzętu, tylko same łóżka z przyłączami”. No to przecież super! Wykonano tyle ile było konieczne i zabezpieczono tak, jak było konieczne. W razie wybuchu masowych zachorowań istniała by natychmiastowa możliwość odizolowania ludzi chorych w tych właśnie tymczasowych szpitalach i opieka nad nimi byłaby już przygotowana na czas początkowy. Gdyby ludzie zaczęli chorować masowo, organizowanie dla nich łóżek szpitalnych byłoby mocno spóźnione. I wówczas byłyby ataki na ten rząd, że łóżek nie przygotował.

    Gdyby ten rząd nie chciał „zakupić” szczepionek, być może Polska miałaby problemy tu, gdzie ich mieć nie musi i gdzie ich nie ma, bo szczepionki zamówiła i za nie zapłaci.
    Polacy atakowali by przecież rząd, że nie kupuje szczepionek, nawet gdyby nie chcieli sami się szczepić. Wówczas ci „anty” występowali by samozwańczo w imieniu tych, co to niby chcieliby się zaszczepić.
    W całym tym, celowo robionym zamieszaniu, brak jest elementarnej logiki.

    Tymczasem obecny rząd wydał oświadczenie, że szczepienia będą dobrowolne i tego należy się trzymać, pilnując, żeby i rząd tego się trzymał.
    Wówczas można przecież protestować. Ale robić „prewencyjnie” protesty przeciw czemuś, czego jeszcze wcale nie ma i nie wiadomo, czy będzie, jest niepoważne. Ludzie chcący się zaszczepić muszą mieć taką możliwość, ponieważ taka ich wola. Inna rzecz, gdyby żądali oni powszechnych szczepień. Temu można i należy dać odpór.

    Jeżeli Autor szczepić się nie chce, to jest to jego prywatna sprawa i decyzja. Ja też nie chcę się szczepić i też jest to moja prywatna sprawa i decyzja. Gdyby mój Stary chciał się szczepić, no to jest to jego prywatna sprawa i decyzja. To samo reszta rodziny, znajomych i kto tam jeszcze jest w zasięgu.

    Gdy w Moskwie, za czasów ZSRR, wykryto jeden przypadek czarnej ospy, to zarządzono pełną kwarantannę całego miasta oraz okolic i zaszczepiono tam w ciągu kilkunastu dni ok.10 milionów ludzi. Z chorych w liczbie 45 zmarło tylko kilka osób, o ile pamiętam, to tylko trzy osoby. A rozmach akcji zapobiegawczej był kolosalny. Naiwny mógłby twierdzić, że po co aż takie utrudnienia, jeżeli zachorowało tak niewielu i nieliczni zmarli, ale to przecież tylko i wyłącznie dlatego, że akcja zapobiegawcza miała taki zasięg i taką formę. Wynik tej akcji potwierdził przecież słuszność działania.

    Polacy zamiast cieszyć się, że w razie co nie będą dogorywać na ulicy, wykrzykują kalumnie pod adresem tego rządu, bo te łóżka i tymczasowe szpitale „kosztują pieniądze”! Niesłychane, jak łatwo można zrobić z człowieka chciwca, mającego życie ludzkie za nic i modlącego się do mamony.

    Każdy ma prawo i nawet obowiązek decydować sam za siebie, a wspólnie można by wystąpić wówczas, gdyby chciano jednak zaaplikować nam przymus pozbawiając ludzi wolności podejmowania niezależnych decyzji odnośnie własnego zdrowia i ciała.
    Ale ci, którzy szczepić się chcą, też mają do tego prawo.
    Nie jest możliwe przejęcie odpowiedzialności za czyjeś zdrowie, więc nie powinno się wtrącać w czyjeś życie i cudze decyzje.
    Polacy sceptyczni wobec szczepień na Covid-19