Gorące tematy: Iran i Irak vs USA Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!

Komentarze Pan podporucznik

  • Zęby aż tak istotne nie są
    Panie Antymedyczny, dobry żołnierz da radę prowadzić działania bojowe i bez uzębienia. Kiedyś to była nawet norma. Szkorbut i bijatyki wewnątrzjednostkowe prowadziły do tego, że wojsko było w większości bezzębne, ale i tak walczyło bitnie i skutecznie.
    My tutaj, w warunkach poligonowych, często myjemy zęby palcem umoczonym w wódce, funkcjonuje świetnie. Moj kapral-konfident to lubieje sobie świeżej słoniny pogryzać przed snem, bo mu tluszcz w zęby włazi i dziąsła konserwuje, ja wolę jabłko. Obaj nie mamy kłopotów z uzębieniem, a trzeba panu wiedzieć, że żarcie u nas na jednostce obrzydliwe jest i bardzo nieekologiczne.
    Masz plomby, bolą cię zęby, są nadwrażliwe, masz próchnice, kamień, krwawią ci dziąsła?
  • Pucz i tak trzeba zrobić
    Od tych całych konceptów na Nowym Ekranie, to nieraz aż mnie moja oficerska głowina pobolewa. Za dużo tego jest i wszystko tezy niesprawdzone w praktyce, merytorycznie nie zawsze spójne. Nie sądzę, by StM znał się na gospodarce, ot, powtarza pan redaktor zdroworozsądkowe frazesy. Już wolę, gdy wyszukuje fajne cytaty ze Szpotana czy z Tuwima, bo te to można zawsze chłopakom na jednostce rzucić w odpowieniej chwili, ku pokrzepieniu serc i w celach oświatowych.

    Kiedyś, gdy jeszcze Korwin z StMem byli młodymi łebkami, istniały faktycznie dwie opcje: Socjalizm albo wolny rynek, ale potem doszła obcja trzecia, co nawet i Bolek, nietęgi przecież w robieniu głową, rozpoznał prawidłowo. Czasem już tak jest, że kretyn, tutaj akurat w osobie naszego byłego pana prezydenta, proroczo rozpozna prawdę. Ta trzecia opcja to BIG, czyli z angielska Basic Income Guarantee, także przez Friedmana Miltona, ulubieńca naszych nowoekranowych korwinistów, opisana i faworyzowana. Myślę, że sama idea jest, jak dla Korwina, zbyt socjalistyczna, więc ją wygodnie i sukcesywnie pomijał. Ale my tutaj, na jednostce, mamy sporo czasu i sporo dyskutujemy o BIGu, a raz to nawet napisaliśmy artykuł do Prasy Fachowej, ale nie przyjęli go do druku, pewnie ze względu na zbyt nowatorskie treści.

    W każdym razie, cobyście tam nie wymyślili, po dobroci się tego zaimplementować nie da. Opór bedzie odgórny i oddolny, a pewnie nawet i odboczny. Dlatego najpierw należy przejąć siłą władzę i wykonać szybką serię pokazowych egzekucji, najlepiej przed Pałacem Prezydenckim, z transmisją na tubę. A potem zaprosi się paru fachowców, Herr Werner niech przyjedzie z Dojczlandu na ten przykład, i niech oni zrobią Plan. Do StMa to nie mam zaufania, jako do ekonomisty, zbyt słabo zarabia.
    „Błędy i wypaczenia”, czy rezultat?
  • @Iza 00:04:32
    Pędzimy bimber na lewiźnie, podkradamy amunicję z magazynku tak samo, jak i wyposażenie z intendentury i paliwo z tanksteli. A Pani sugeruje, byśmy bambrami od pieczarków zostali? Inne grzybki, takie bardziej motywujące, też na tych kupach końskich wyrosną?
    Forma i treść
  • Osz jak fajnie
    Dobrze tak się oderwać na chwilę od brutalnej, militarnej rzeczywistości i poczytać o koniach, o dosiadających ich kobiałkach i o formie, co to góruje nad treścią. W sobotę znów ubili nam generała, był alarm i pogotowie bojowe. Nerwówka na jednostce, ukaefki skrzeczą cały czas jak ogłupiałe, faksów nikt już nie nadąża odszyfrowywać i czytać. Rozpiździec jest, prawie jak na prawdziwej wojnie. W tej sytuacji dobrze się trochę odprężyć i pomedytować o formie i o Wieży Babel.
    U nas, frontowców, forma jest bardzo ważna i integralnie z treścią związana. Szeregowca tak ćwiczyliśmy, by reagował na szarżę, więc każdy, kto pagony ma z gwiazdkami (albo w warunkach poligonowych pomarańczową kamizelkę nałoży na mundur i chorągiewkę z napisem "mission control" dzierży), posiada całą potęgę władzy i da radę poderwać kompanię w tyralierę, nawet pod odstrzałem. Widać więc, że forma u nas płynnie w treść przechodzi i odwrotnie.

    Podobnie, jak i w stanie Kapłańskim. Nasz pan Kapelan sam kiedyś wspominał, że jak w seminarium sutannę nałożył na Obłuczynach, to mu już od tego czasu nie stawał i inni klerycy mieli podobne odczucia. Mówił, że strach pomyśleć, co by to było, gdyby mu wtedy garnitur od E.Zegny nałożyli. Forma może więc, jak widać, stymulować pozytywnie i negatywnie treść.

    Po tych wszystkich filozofiach to muszę jednak do konkretów przejść. I mam taką prośbę, ode mnie i od kolegów z kadry. Otóż u nas jest poligon, a obok poligonu mamy lasek mieszany, parenaście hektarów. W tym lasku często koniary na swoich szkapach jeżdzą po wytyczonych ścieżkach. Na ogół, z jakiegoś powodu, są to same babki, faceta jeszcze nie widziałem. No i te koniska potwornie i nieustannie srają pod siebie. Drogi leśnej od tego srania prawie nie widać, gdyż pokryta jest grubą warstwą końskiego gówna w różnym stadium rozkładu, od świeżego i parującego, do żółtego i przypominającego starą sieczkę. Nad tym wszystkim unoszą się latem kłęby much i rozmaite cipiury wszystkojady. W tej sytuacji, nie mam sumienia wydać moim żołnierzom komendy "padnij", gdy akurat odbywamy ćwiczenia i dowódctwo symuluje atak wrogiego śmigłowca lub ostrzał artyleryjski. Nie licuje to z godnością polskiego munduru, by się w gównach tarzać. Nie można by tak tym koniskom takich worków pod dupska podwieszać, jak to u fiakrów w Krakowie na Rynku widziałem, by konie nam na pole walki nie srały? Może byś pani na tych waszych hippicznych forach internetowych swego wpływu użyła i te woreczki-poddupniki wprowadziła? Wojsko polskie byłoby bardzo wdzięczne.
    Forma i treść
  • @konserwatystka 21:24:41
    Pan doktor Ratajczak bronić już się nie może, więc musiałem za nim się wstawić. Dostała pani klapsa w dupsko za nazywanie go prowokatorem, no i owszem, jest to żenujące. Ale proszę się nie przejmować, znam życie, u nas na jednostce nieraz młody kot zleje się w bety albo i bąka puści w sytuacji krytycznej, nikt mu tego długo nie pamięta. Proszę po prostu w pokorze swą żenuę przetrawić.
    Sprawa doktora Dariusza Ratajczaka – Fakty, daty
  • @sigma 21:07:42
    Ja tam prosty żołnierz jestem i tylko zdrowym rozsądkiem się kieruję, no i oczywiście opinią naszego kapelana i mojego bezpośredniego dowódcy.
    Gdybym posiadał większą wiedzę, to byłbym już dawno przy sztabie, a nie na linii, na zachodnich rubieżach naszej Ojczyzny. Rozumię z pańskiej hiperdermicznej reakcji, że trafiłem w dychę swoją sugestią i że pan pobiera jurgelt od Niemca w zamian za ogłupianie moich i tak już rozkojarzonych rodaków. Obawiam się, że w razie wojny domowej, na którą zanosi się już tego lata, będę musiał pana zastrzelić. Nie za powtarzanie bzdur po niemieckich, dyspozycyjnych "uczonych" od Maxa-Plancka (a propos - oni doją więcej kasy od podatnika, niż cały nasz doński rząd), lecz po prostu za brak kindersztuby i brak respektu dla oficera.
    Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju: atom jest nieopłacalny
  • @konserwatystka 20:49:44
    Pani wierzy w te miliony trupa? Choć ostatnio coś chyba spadło, już tylko 1,6 miliona?
    Sprawa doktora Dariusza Ratajczaka – Fakty, daty
  • Nie wstyd wam, sigma?
    Po katastrofie w Fokuszimie zaczęła się histeria w mediach, która do dziś nie ustaje. Mnie to nie dziwi, jestem przyzwyczajony. Mam tutaj ten cyrk co kwartał, gdy Generalicja do nas, do naszej jednostki, na inspekcje przyjeżdza. Lament wtedy się czyni straśny, nasz Pan Kapitan biadoli i na oślep rozkazy rzuca, których i tak nikt nie wykonuje, kwatermistrzostwo nad excelem pochylone się poci, tabelki podlicza, powerpointy koloruje, lament w koszarach jest i nerwówka. Trawy, co prawda, nie malujemy na zielono z okazji wizytacji Pana Generała, już nie te czasy, ale wszystkie fakty i dane z naszego marnego wojskowego żywota są na potęgę fałszowane. Tak, że sztuczny cyrk wyniucham na odległość.

    Pokazywali kiedyś w TV tych "naukowców" z Moguncji, tych od atomów. Jeden z nich, bardzo owłosiony i z tatuażem na swym teutońskim czole, spektakularnie wołał do kamery, że po wybuchu reaktora milion milisiwertów promieniowania w kapuście stwierdzono, na polach rolnych koło Fokuszimy. Ja se to przeliczyłem i wyszło mi, że kolczyk w uchu tego naukowca to więcej promieniuje. Jednym słowem, propaganda i robienie ludzi w ciula, jak to bezpośrednio określił moj kapral-konfident.
    Niewielu wie, że w wyniku wybuchu reaktora w Fokuszimie nie zginęła ani jedna osoba, więc wszelkie porównania do Czarnobyla są po prostu manipulacją. Warto się jednak zastanowić, dlaczego media nam tą ściemę o rzekomych strasznych skutkach potencjalnych wybuchów w reaktorach wciskają. Nasz oficer polityczny twierdzi, że są dwa powody. Raz, że Helmut nie lubi, gdy coś jest za darmo albo tanie. Gdyż daje to obywatelom zbyt wiele wolności, a tego w bizyntyjskim państwie pani Merkel się nie toleruje, prusko-kalwińska tradycja nie przewiduje, by coś było tanie. No i trudno coś darmowego opodatkować i Rzesza ponosi straty. Po drugie, mając elektrownie atomową można w niedalekiej perspektywie zmajstrować bombę atomową. Powstanie bowiem, wraz z elektrownią, i kadra i technologia. Helmut, jak wiadomo, bomby atomowej mieć nie może, gdyż mu tego zabroniono w roku 68. W tej sytuacji nic dziwnego, że Helmut manipuluje faktami i robi wszystko, by sąsiedzi też bomby atomowej nie mieli. Czy wy, sigma, bierzecie pieniądze od Niemca?
    Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju: atom jest nieopłacalny
  • @konserwatystka 23:27:22
    Nasz Pan Politruk w Stanach studiował, na koszt podatnika, i nie jest skontaminowany przez nasze rodzime szkolnictwo. Młody jest, gówniarz, ale niesprzedajny, dobry oficer, choć na strzelnicy trochę nieporadny.

    Rus nam cuś tam tego swojego gazu podciepnie, ale większość i tak pod Bałtykiem rurą do Helmutowa leci. To Helmut albowiem, swą koncepcję narodowej, energetycznej niezależności na ruskim gazie oparł i konsumuje gaz na potęgę, lepiej niż nasi blokersi butaprem. Dlatego też ichnia kanclerzyna francuskiego prezydęta regularnie dosiada, medialnie oczywiście i wirtualnie, by ten swe elektrownie atomowe wyłączył i przestał tanio prąd elektryczny wytwarzać i ceny energii w Jewropie psuć. Dla ruska to my, proszę pani, pikuś jesteśmy, jeden tylko Land helmutowy, Hesja na ten przykład, więcej ruskiego prądu zużywa, niż my wszystkie na raz.
    Polska, socjalizm? – teraz i jutro
  • @konserwatystka 23:07:47
    To raczej Helmuty sprzeciw dają, gdyż ruskie z atomem oswojone są. A Helmuty, wiadomo, na mocy postanowień Konferencji Poczdamskiej bombki atomowej posiadać nie mogą. Stoi taki paragraf jak byk w szwabskim "Besatzungsrechcie", sami sprawdzaliśmy wraz z moim kapralem-konfidentem, przy wydatnej pomocy słownika. Więc i nam zawiszczą tego atomu i nie przyzwalają. To Helmut blokuje tanią energię, a nie rusek.
    Polska, socjalizm? – teraz i jutro
  • Gadane to pan ma, panie Opara
    My tutaj, na naszej liniowej jednostce wojskowej, potencjalnie bojowej, nie lecimy na słowa, lecz na czyny. Pięknie rozprawiać to nasz Pan Kapelan też potrafi, nieraz na mszy to tak mi chłopaków wzruszy mocnym i celnym kazaniem, że niejeden chlipnie sobie w mszalnik albo nasmarka w rękaw munduru wyjściowego. Potem, po kościele, wóda im wcale nie smakuje i takie jakieś markotne mi się wojsko robi. A wszystko od tego inflacjonarnego gadania po próżnicy.

    Pragmatycznie patrząc, jedna jest szansa dla Ojczyzny naszej: Należy jak najszybciej elektrownie atomową postawić, a najlepiej kilka. A wtedy wyszkoli się nam w kraju, po paru latach, grono specjalistów, którzy po cichu, korzystając z Plutonu, który przy takich elektrowniach zawsze się wydziela, zmajstrują fajną, niedużą bombkę atomową. Można by ją przetestować w śląskich kopalniach, są wystarczająco głębokie, by wraże satelity nie wykryły wybuchu podziemnego. Mając bombkę atomową, od razu sąsiedzi nasi nabiorą do nas respektu i przestaną nas uszczęśliwiać na siłę, budowaniem tych wszystkich socjalizmów na naszej ojcowiźnie. Taka bombka, sam pan przyznasz, od razu zmieniłaby by wspomnianą przez pana "Rzeczywistość", panie Opara, lepiej, te całe gadanie.
    Polska, socjalizm? – teraz i jutro
  • Genek ma rację!
    Genek ma oczywiści rację twierdząc, że trzeba zawsze mieć ze sobą krzyż. Dodam, że powinien to być najlepiej krzyż maltański o dobrze naostrzonych krawędziach. Po krótkim treningu można takim krzyżem bardzo skutecznie miotać, nawet i na 30 metrów. Ważne jest, by taki krzyż był dobrze wyważony i miał ostre szpice na rogach. U nas na jednostce jest jeden plutonowy, ten koleś ma perfekcyjnie opanowaną technikę rzutu krzyżem, nauczył się tak samo jak karate, w osiedlowej szkole walk wschodnich. Nieraz obserwuję, jak siedzi z kolegami na majdanie, na starych paletach, gdzie zwykle się nasze wojsko zbiera, gdy nie mają służby, ciągnie browara i z nudów zabija szczury. Wypada tak średnio trzy gryzonie na jeden browar, nieźle, moim zdaniem. On używa specjalnej, mocnej żyłki wędkarskiej, jakieś 10m, przywiązanej do kciuka, a drugi koniec przepleciony przez środek krzyża. Całość mieści się spokojnie w dłoni. Taki krzyż można śmiało na stadion wnieść, osobno przeszmuglować żyłkę, i już można zapolować na ruska. Po rzucie dobrze jest silnie zaciągnąć, wtedy krzyż silnie przyspiduje. Nawet, jeśli się ruska tak od razu nie ubije, to da radę go poważnie poharatać, krzyż zostawia paskudne, szarpano-cięte sznyty, bardzo trudno się gojące. W dodatku, przy odrobinie wprawy, można go użyć także w walce bezpośredniej, bez rzucania, lecz jako kastecik. W tym wypadku atakowyłbym rosjyjską tętnice szyjną. Warto te wszystkie techniki jednak przećiwiczyć na spokojnie, by być gotowym na starcie z ruskami. My, liniowcy, nie damy rady, niestety wziąść bezpośredniego udziału w walce, wlepili nam ostre pogotowie na czas Euro, mogę wam jednak emailowo i onlajnowo udzielać porad praktycznych. Powodzenia, i nie wracajcie mi bez ubitego ruska!
    Bić się czy nie bić? Oto jest pytanie.
  • Ona chyba jest z Ukrainy
    Ta Debbie to wygłąda całkiem tak samo, jak taka jedna Ukrainka, co się z moimi ludźmi na odwachu za parę groszy parzy. Ma dokładnie taką samą przepaloną trwałą i kurestwo w oczach. Już nawet nie wypędzam jej z terenu, bo i tak zaraz by wlazła z drugiej strony, od hangarów. Toleruję ją, markietanki oraz zwykłe kurwiszony wrosły już na stałe w tradycje wojskową, niezależnie od nacji. No, może z wyjątkiem Gwardii Szwajcarskiej, ochraniającej naszego Papieża. Ta nasza koszarowa Debbie tanio bierze, nieraz daje chłopakom za peta. Kiedyś wyniosłem jej z kasyna jakieś klopsy z ziemniakami, zostały z obiadu, to łasi się do mnie od tej pory jak pies. Nie wiem, co z tym począć, regulamin nakazuje meldunek, ale mi dziewuchy szkoda. Mój kapral-konfident bierze ją czasami, gdy jego własna stara mu nie daje, bo akurat ma odwiedziny ciotuchny. Ale nie odpręża go to, a nawet wręcz przeciwnie. Chłopisko staje się jakieś nieobecne, zacięte i zamyślone. Te żydówy już takie są, nawet jak tanio dają, to i tak wysysają z biednego żołnierza soki i pozostawiają zombie. Dobrzeby było, gdyby jaki rodak z US oswoił tą amerykańską Debbie, może by dziewucha nie paplała tyle na antenie po próżnicy.
    O co chodzi z bełkotem Debbie Schlussel?
  • Marynarka - do dziurawych kalisonów i tak nie pasuje.
    Nie wszyscy wiedzą, że w czasie Drugiej Swiatowej nasza marynarka wypełniła tylko jedno - jedyne - zadanie bojowe. Udało jej się uciec przez Cieśniny Duńskie na Morze Północne i zadekować się bezpiecznie na Zachodzie. Uratowało się w ten sposób kilka wartościowych jednostek, w tym bodajże dwa okręty podwodne. Matrosi nasi byli wówczas u szczytu swej formy, posiadali nowoczesne, jak na tamte czasy, uzbrojenie, niezły materiał i wyszkolenie. Z punktu widzenia obronności kraju ówcześni marynarze uczynili jeszcze mniej, niż nasze polskie lotnictwo. Lotnicy mieli przynajmniej kilka zestrzeleń w tamtym pamiętnym wrześniu. Dzisiaj nie ma mowy o tym, by ten wyczyn powtórzyć w razie bezpośredniego zagrożenia. Na Bałtyku, który jest takim trochę większym jeziorkiem, jedyną rozsądną bronią są ścigacze, uzbrojone w torpedy, ciężkie karabiny maszynowe i ewentualnie wyrzutnie rakietowe. Kiedyś nasze polskie ścigacze posiadały na stanie również bombki głębinowe do zwalczania okrętów podwodnych i trwało to przez kilka dziesięcioleci, aż ktoś w sztabie zorientował się, że z braku wrogich okrętów podwodnych na tym akwenie bomby głębinowe są całkowicie bezużyteczne.
    Nie wiem, jakie zadanie militarne miałaby nasza marynarka wykonać dzisiaj. Nie jesteśmy jakąś wyspą, której trzeba zapewnić wikt i opierunek oraz nieprzerwaną ciągłość sieci dostawczej. Nie mamy platform wiertniczych ani też newralgicznych obiektów nabrzeżnych. Tak kombinujemy z moim kapralem-konfidentem, że dobrym i pragmatycznym rozwiązaniem dla naszej Ojczyzny byłoby kupno pontonów na ebayu lub allegro. Pontony nie dają prawie wcale echa na radarze i wydzielają znikomą sygnaturę cieplną, zwłaszcza, gdy się owinie silnik zaburtowy grubą kołdrą, najlepiej puchową. Na takie pontony można załadować ze sto kilko starych, zleżałych pocisków przeciwpancernych, co to u nas za hangarami się walają, oraz inne materiały wybuchowe i sterować nimi zdalnie z innego pontonu-matki. Sterowanie mogłoby się odbywać przez komórkę, ja już nawet ściągnąłem sobie odpowiedniego appsa. W ten sposób damy radę stworzyć realne zagrożenie dla wrogich jednostek. Pragmatyczne te rozwiązanie byłoby w każdym razie mniej kosztowne (z mojego żołdu dałbym radę ze dwa pontony zakupić, wraz z ruskimi silnikami marki "Wjetjerok", paliwko musiałbym podkraść od mechaników). Można by te nasze pontony wyposażyć też w kamerki internetowe, by obserwować całą akcje na tubie, gdy już będziemy zatapiać niemieckie i ruskie ścigacze. Ten pomysł z pontonami zamiast nowych korwet za miliardy złotych wyszedł z grona naszych podoficerów, kilku z nich posiada patent żeglarski i znają się na rzeczy. Proszę pamiętać o tych dzielnych ludziach.
    Nie zatapiajcie Marynarki Wojennej
  • @Andarian 21:38:59
    My mieliśmy w zeszłym roku wypadek na manewrach, jeden chorąży postrzelił się w stopę. I to tak nieszczęśliwie, że mu tylko miazga została. Nasz kompanijny felczer, jak to zobaczył to zbastował, zaraz posłał nas z rannym do garnizonowego szpitala, sanitarą na syrenie. Tam oddałem naszego rannego w ręce bardzo znanego chirurga w stopniu pułkownika, speca od ran postrzałowych, akurat miał dyżur. A ten pułkownik, jak spojrzał na rane, to kazał dezynfekować a sam udał się na zaplecze, do swojej kanciapy. Widziałem przez szybę, że zapuścił googla i się naprędce dokształcał. Wydaje mi się, że można by, w ramach reformy edukacji, zlikwidować całe szkolnictwo wyższe i udostępnić w zamian darmowy dostęp do szybkiego internetu. W końcu uczyli nas na studiach, że to nie sama wiedza jest istotna, lecz raczej wiedza o tym, jak i gdzie pozyskać informacje. Taki był, zdaje się, cel tej smutnej farsy, którą w swoim czasie większość z nas przeszła, mam na myśli pisanie pracy magisterskiej. Jestem pewny, że po sesji na necie byłbym w stanie wykonywać w sposób zadawalający większość uprawianych dzisiaj zawodów wymagających studiów wyższych. W tej sytuacj wnoszę o zlikwidowanie szkół wyższych w trybie natychmiastowym. Akademie wojskowe powinny pozostać.
    Fabryka magistrów z wykształceniem podstawowym.
  • @Jan Bogatko 08:18:41
    Zdaję sobie sprawę z faku, że jestem nieco gruboskórny. To dlatego, by tym lepiej ochraniać pańska inteligencką dupę w razie wojny, panie Bogatko. Do tego właśnie przygotowały mnie studia na wojskowej uczelnii. Poza tym przebywam z chamami większą część doby to i nasiąknąłem swoistym, militarno-proletariackim weryzmem. Zołnież u nas prosty, sporo ex-bezrobotnych po zawodówkach, troche odpadków z gimnazjów, typowe wymiociny naszego postsocjalistycznego systemu edukacyjnego. Prosty żołnierz, ale szczery i bitny, jak przyjdzie co do czego. Proszę się więc nie wyśmiewać z naszych braków, bo być może już całkiem niedługo wielu z nas polegnie w walce, także za pana, Bogatko.
    A pochwałę naszemu politycznemu oficerowi już przekazałem, cieszyło się chłopisko jak dziecko.
    Do przyjaciół Moskali
  • Trochę porad praktycznych
    Nie dam rady, niestety, być we Wsiawie w dniu 12 czerwca. Jak zawsze, gdy się szykuje jakaś ruchawka, wpieprzyli nam "red alert" na jednostce, jesteśmy już od wczoraj pod ostrym uzbrojeniem i w pełnej gotowości, obowiązuje też zakaz oddalania się od koszar dla niepełniących służby. Ma tak być przez całe te pieprzone Euro. Wszystko to oczywiście ściema i pic na wodę, bo nasza szybkość reakcji i tak jest znikoma, zanim kierowcy odpalą ten nasze archaiczne transportowce, Skoty, pamiętające jeszcze czasy Stalina, to latem upływa ok. 30 min, a zimą, na mrozie, to i do czterech godzin zejdzie. Już żeśmy się ugadali z moim kapralem-konfidentem i paroma podoficerami, że w razie czego, to ruszamy naszymi prywatnymi autami. Ze trzy sekcje żołnierza w ten sposób da radę szybko przerrzucić, a materiały i cała reszta szpeju dojadą na miejsce boju później. No i jadąc na plac walki nie rozjedziemy tej nowej autostrady, co to ją podobno na glinie budowali, i to przez lat dwadzieścia. Taki Skot z ładunkiem to gdzieś 20 ton waży, musieliby potem autostradę na nowo ulepiać. Mój kapral kręci nosem, co prawda, i mówi, że nie będzie ginął w niemieckim aucie, ale chyba nie innego wyjścia.

    No nic, siedzimy teraz na jednostce i czekamy na wojnę. Ruskie mają nas jak na patelnii, i moje chłopaki wiedzą o tym. Są wyszkoleni na tyle, by zdawać sobie sprawę z faktu, że kilka pocisków, tzw. "Malutkich", odpalonych ręcznie zza krzaków, może rozpiździć cały ten garnizon i nawet się przeżegnać nie zdążymy. W Warszawie nas w każdym razie nie będzie, gdyby do czegoś tam doszło, jesteście zdani tylko na siebie. Warto byście wy, cywile, pamiętali o podstawowych zasadach walki ręcznej. Może wam to uratować wasze marne życie. Koniecznie więc należy mieć ze sobę kastecik. Taki kastet można łatwo samemu zrobić z muterek o odpowiedniej średnicy, dopasowanej do grubości palucha. Można te nakrętki nosić na palcach w charakterze sygnetów i przedostać się w ten sposób na stadion, bo biżuteri nie zabierają. Kastetem nie należy walić ruska w ryja. Najwyżej mu się jucha puści albo nos mu się złamie, a jego zdolność bojowa nie zmiejszy się wcale. Warto walnąć w serce, bo gdy się to odpowiednio silnie zrobi, to rusek omdleje a przy odrobinie szczęścia to da się radę złamać mu żebro i trwale go uziemić. No i w klatę łatwiej jest trafić, niż w łeb. Za to gdy używamy noża, to nigdy nie należy celować w ruskie serce. Bo i tak ciężko trafić miedzy żebrami i jest prawdopodobne, że nóż się omsknie po kości. O wiele lepiej jest zaatakować ruski bandzioch. Należy jednak pamiętać o tym, by po zadaniu ciosu nie wyjmować tak od razu ostrza, ale okręcić je o 180 stopnii (mańkuci w lewo, normalni w prawo) i dopiero potem wyjąć. W ten sposób przecinamy ruski bebech i te wszystkie podroby w środku (właśnie dlatego dobre noże mają u góry ostrza coś na kształt zębów). Nie należy zapominać o tym, że rusek, jeśli dobrze szkolony, też zna te powyższe techniki i najpewniej je zastosuje. Pamiętajmy więc o właściwych ciuchach. Dobra kurta skórzana a z tyłu plecak z grubej kodury są jak zbroja. Najlepsza strategia walki w tłumie to przycisnąć się do partnera i nawzajem osłaniać sobie tyły. Mówią też, że rusek lubi walić w nery i po jajach. Michnika ojciec, stary Szechter się w tym lubował, jak i inni kagiebiści. Gruby, skórzany pas, albo i dwa czy trzy paski są wskazane, można je też po walce użyć do tamowania krwi, robiąc z nich łatwo opaskę uciskową. Powodzenia życzę no i dobrej zabawy!
    Rosyjski desant wyląduje w Warszawie
  • Marzyciel, psiakrwia!
    U nas na szkole oficerskiej ostrzegali nas mocno przed marzycielami. A w seminariach, podobno, to jest taki specjalny ksiądz, co ich wyłapuje i sprowadza na ziemię. Marzycielstwo bowiem bierze się z niewiedzy albo z onanizmu. W wypadku niewiedzy mogę panu pomóc, panie Bogatko. Znam się na ruskich bardzo dobrze. Są trzy rodzaje ruska: Sowiecki człowiek, żyd i normalny rusek. Normalnych jest mało i najczęściej przebywają poza granicami swej ojczyzny.
    Najwięcej jest tych sowieckich. Stulecie sowietyzacji obrobiło ich lepiej, niż mój kapral-konfident obrabia młodych kotów na pierwszej mustrze przed przysięgą, i wysuszyło im mózgi i sumienia. Przeciętny rusek dzisiaj jest gorszy od psa i tak samo nieochrzczony. Z tym, że na przykład piesek naszego Pana Kapitana to przynajmniej rodowód posiada, a taki rusek, po pijaku udupcony, to nie wiadomo. Dlatego też odwoływanie się do rzekomych uciśnionych przez "Pytona" to wołanie na puszczy. Oni nawet nie wiedzą, że są uciśnieni. Nasz politruk na jednostce twierdzi, że te ruchawki moskiewski są tak samo sztucznie wywołane, jak ruchawki w Damaszku. W każdym razie, pojawiły się dziwnie synchronicznie, akurat w momencie, gdy "Pyton" otwarcie zaczął popierać pana Assada. Ale to już inny temat i mógłbym go panu przybliżyć, gdybyś pan nagle zaczął marzyć o pokoju i miłości na Bliskim Wschodzie.
    Do przyjaciół Moskali
  • @nonscolar 21:22:31
    Ku chwale Ojczyzny, panie nieszkolony. Ja nie mam zasługi wcale, kazali po prostu odgórnie, z samego dowódctwa garnizonu, publik relejszyn intensywniej uprawiać i się w przestrzeni publicznej udzielać, by wizerunek Polskiego Wojska nieco tanim kosztem podreperować. Robimy więc, co się da. Sam nie sądziłem, że służba oficerska na tym zadupiu aż tak inspirująca być może. Pozdrawiam i udaję się odprawę.
    Naprawić Polskę.
  • Dokładnie tak się zrobi
    Przedyskutowaliśmy właśnie pański program, panie Adarianie, podczas dzisiejszych zajęć z propedeutyki wiedzy ekonomicznej. U nas na jednostce robią nam takie zajęcia czasami, bo wiara się wieczorami nudzi i pić zaczyna. A poza tym, nasz politruk wraz z oficerem kulturalnym też chcą się wykazać i urządzają takie właśnie spędy. Zawiadamiam więc, że program bardzo się spodobał.
    W punkcie piątym programu, dotyczącym naprawy naszych nieszczęsnych sił, podobno zbrojnych, jest prośba wysunięta przez grono podoficerów, by trochę kasy wygospodarować na goretexy. U nas leje od paru dni i całe wojsko pod gumowymi pelerynami siędzi i się zapociło i pośmierduje, zwłaszcza wartownicy na placu. Nic nam tu nie schnie, nawet cygarety nawilgły a komurki się rozładowują się po paru minutach. Koledze z obsługi sztabu to lorneta zaparowała pod kapotą, i musiał raportować na ślepo ruchy wojsk, bez rozeznania. Kurtki z goreteksu nie są wcale taki drogie, więc może dałby pan radę ten wniosek jakoś uwzględnić, przynajmniej w 2 roku pańskich reform, wojsko liniowe byłoby wdzięczne.
    Jest też wniosek merytoryczny, wysunięty przeze mnie, by nie zapomniał pan stworzyć niezbędnych podstaw, bez których plan się udać nie może. Otóż nie jest wcale tak, jak pan pisze, że trzeba przejąć władzę a potem robić reformy. Gdyby panu granat nóżkę urwał, czego panu Boże broń nie życzymy, to nie można tak od razu protezy zakładać. Trzeba najpierw ranę zdezynfekować i wypalić, by się gangrena nie przedostała albo inny jaki syf. Gdy Szwed rzewiej na Polskę najechał, to pan pułkownik Kmicic też, jak wszystkim wiadomo, na Prusy Książęce ruczył, lutra wybijać i mordować i zdrajców wieszać, a dopiero potem wrócił do Macierzy, by programy wcielać i się z Koroną połączyć. Pan musi działać podobnie, trójstopniowo: Najpierw zrobimy pucz, a potem rzeźnię. A dopiero potem będzie pan mógł swoje plany robić, gdy gangreny już nie będzie. Moje chłopaki najbardziej się cieszą na step two. Na miejscu obecnej władzy politycznej zacząłbym się bać i wyprowadził rodziny za granicę.
    Naprawić Polskę.