Gorące tematy: Po wyborach Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!

Komentarze nana

  • Szanowny Panie Kosiur, ja to bym chciała się od Pana dowiedzieć, co to jest ta "jedynie sluszna prawda"
    bo to wciąż słychać to zdanie jako zarzut, ale co się pod nim kryje?

    Ja, żyjąc w Polsce Ludowej, nie miałam nigdy poczucia konieczności życia według jakiejś "jedynie słusznej prawdy". Ba! nawet nie musiałam się kierować jakąkolwiek prawdą, ponieważ prawdę na własny użytek odkrywałam sama dla siebie na bieżąco.
    Czego więc należało by się bać myśląc o "jedynie słusznej prawdzie' rzekomo obowiązującej w PRLu?
    Ja słyszałam wszędzie polityczne kawały, ludzie nie krępowali się w ogóle i mowy nie było o tym, by się ktoś bał swobodnie wypowiedzieć. Szczególnie po chamsku odnoszono się do Związku Radzieckiego insynuując przeróżne niedorzeczności. I nic. W przedziale kolejowym przygodni przecież podróżni prześcigali się w opowiadaniach, co to też strasznego/głupiego zrobił "Rusek" i ludzie zaśmiewali się z tego. Potem każdy wysiadał na odpowiedniej stacji i nikogo milicja nie zwijała.
    No więc jak to było z tą "jedynie słuszną prawdą"?
    Z tego, co ja wiem, to pod paragraf można było podpaść wyłącznie popełniając przestępstwo pospolite albo występując przeciw Konstytucji, w której było zapisane, że każdy człowiek ma prawo do "wolności słowa, myśli, sumienia i wyznania" i ja widziałam na własne oczy, że ludzie z tego szeroko korzystali. Było wszakże zastrzeżenie, że obywatelom Polski Ludowej nie wolno podważać ustroju konstytucyjnego, który miał za podłoże socjalizm.
    Ale durni ludzie korzystając z przywilejów wynikających z zasady równości jako podstaw socjalizmu jednocześnie podważali te podstawy i uważali to za czyn doniosły. No to teraz pracują na umowy śmieciowe albo myją gary anglosysom. Czyli karę wymierzyli sobie ludzie sami.
    Zastrzeżenie w konstytucji, że nie będą tolerowane ataki na system polityczny panujący w danym państwie zawierają wszystkie konstytucje i to w każdym kraju, które konstytucje mają.
    Więc w Polsce Ludowej taki paragraf nie był niczym innym niż identyczne paragrafy w konstytucjach krajów kapitalistycznych.
    Gdzie więc jest tu ta "jedynie słuszna prawda"?
    O ile za czasów Polski Ludowej robotnik mógł skutecznie pozbawić stołka nawet wyższego dygnitarza, o tyle teraz robotnikiem nikt sobie głowy nie zawraca, bo na jego miejsce czekają niecierpliwie inni, bardziej spolegliwi. No więc dlaczego mielibyśmy, choćby z dzisiejszej perspektywy uważać, że "jedynie słuszna prawda" to coś, co negatywnie świadczy o Polsce Ludowej?
    Ten slogan został Polakom podrzucony przez radio wolna europa. I jak wszystko, co stamtąd szło, Polacy przełykali bez popicia jako dobre. Choć dziś widzimy, ze były to kłamstwa mające na celu pozbawienie Polaków posiadania własnego, niezależnego państwa z własnym, krajowym przemysłem i samodzielną dyplomacją.
    W Polsce Ludowej krowy mogły dawać mleka ile chciały; w każdym małym nawet mieście była mleczarnia. Dziś nie ma po nich śladu, nie ma punktów skupu mleka a nabiał Polacy jedzą zagraniczny, wpędzając tym Polskę w coraz większe długi.
    W Polsce Ludowej ogórek mógł mieć dowolną formę, jaskółki w oborze nie przeszkadzały a przeciwnie - wyłapywały muchy i się nimi żywiły.
    W Polsce Ludowej żaden agronom nie miał prawa wtrącać się do rolnika i jego sposobu gospodarowania, a punkty skupu zboża, warzyw i owoców istniały w każdym regionie. I Polacy mieli własne przetwórnie owocowo-warzywne a więc i polski towar w sklepach.
    No więc w branży spożywczej nie było miejsca na "jedynie słuszną prawdę".
    Więc może historia? Ale i tu nie! w szkołach nauczano o działalności Armii Krajowej, przemilczając ich zbrodnie powojenne i jedynie akcentując ich brak dostosowania się do powojennych realiów. I była to prawda.
    Gdzie więc jest ta ukryta "jedynie słuszna prawda"?
    Może to, że Partia przewodziła Narodowi? Ależ Partia przewodziła naprawdę! Koordynowała działanie administracji i nie tylko kontrolowała, ale była przez autentyczną klasę robotniczą także kontrolowana.

    Może ta "jedynie słuszna prawda" jest dlatego taka straszna, bo mało kto wie, o co w tym chodzi?
    I tak straszą się nawzajem gnojki małoletnie zupełnie nie zdając sobie sprawy z własnej śmieszności.

    Dodam jeszcze, że za czasów Polski Ludowej nikt mi niczym nie groził. No owszem, raz, przed maturą, straszono mnie, że zostanę ze szkoły wyrzucona, że do matury mnie nie dopuszczą, a gdy w końcu dopuścili, to miałam zamkniętą drogę na studia. Ale to było i wszystko. W tym "strasznym, represyjnym systemie".
    Natomiast teraz, w tej nieograniczonej wolności, jaką rzekomo "odzyskaliśmy", nieustannie ktoś mi czymś grozi, wyzywa, zabrania swobody wypowiedzi itp.
    Gdybym nie wiedziała, że jest to ten sam sort włazidupców, którzy w każdym systemie chcą się wykazać i nie ma znaczenia, czy jest to socjalizm czy kapitalizm, to może i miałabym do nich żal. Ale ja wiem, że są to osobniki pośledniego charakteru, słabeusze bez własnych poglądów i bez własnego zdania. No więc żalu do nich nie mam. Nie każdy rodzi się orłem, choć i kura nieźle latać potrafi. Ale jak by nie patrzył - jej najlepszą cechą jest znoszenie jaj. Więc gdyby te miernoty zajęły się tym, do czego je Pan Bóg stworzył, to możliwe byłoby życie we względnej zgodzie. A tak? a tak to trzeba im wciąż dawać po łapskach, bo sięgają za daleko.
    Spór o dobro i zło? – obrońcom Kościoła pod rozwagę
  • @Repsol 22:17:29 i co? dalej cię męczy powołanie misjonarskie?
    a ja u ciebie żadnych porad nie zamawiałam, to co się narzucasz?
    Czyżbyś dawał do zrozumienia, że twoje wpływy na neon24 są jeszcze wystarczająco duże i "dużo możesz"?

    Jeżeli miałbyś rozum to byś widział, że "główną zaletą" Andersa było to, że siedział w "sowieckim więzieniu". Wszystko inne, co robił było szkodliwe dla polskiej racji stanu, a więc i dla polskiego Narodu.
    W tym "andersowaniu" chodzi o to, żeby wepchnąć nasz cały Naród pod wpływy anglosyskie, jak było to przed II. wojną. Dlatego jest masowe zakłamywanie historii.

    Polacy pod wpływem anglosysów zostali przeznaczeni na wymordowanie. Na rzeź wręcz.

    To, co zrobili Ukraińcy pod wpływem Niemców na Wołyniu, to robili Niemcy na co dzień w okupowanej Polsce. Niemcy byli sterowani przez anglosysów i przez nich finansowani. Teraz niektórzy Niemcy świadomi sytuacji chcą zapobiec katastrofie, ale Niemcy są już tak mocno z ussamerykanami "zaprzyjaźnieni", że nie są w stanie nic widzieć i logicznie myśleć.

    To samo chcą zrobić z Polakami i robią to nawet twoimi "rękami" a ty im idziesz na pasku jak bezrozumny tołub.

    W "sojuszach" z zachodem Polska upadała i upada.

    W sojuszu ze Wschodem Polska się odrodziła. I tego przykładem jesteś choćby ty sam, bo żyjesz.

    Mnie tu nie agituj. Ja mam tą lekcję przerobioną już dawno, od czasów gdy moja Matka opowiadała o Andersie, co to na "białym koniu przyjedzie". A potem zrozumiała Ona oszustwo.

    Co do "białego konia" to owszem, ma on miejsce w przyszłych dziejach ludzkości.
    Na Białym Koniu - znanym w islamie jako Buraq - przyjedzie Shri Kalki, Jeździec Apokalipsy i zakończy plugastwo pleniące się na Ziemi.

    Powinieneś skojarzyć, że apologeci Andersa już siedemdziesiąt lat temu chcieli III. wojny światowej. I dlatego zwalczali wszystkich, którzy chcieli pokoju.

    Obecnie ma miejsce to samo. Zwolennicy Andersa - czyli wersji anglosyskiej historii współczesnej - również dążą do III. wojny światowej.

    I tak samo jak siedemdziesiąt lat temu ogólnoświatowej katastrofie zapobiegają Rosjanie.

    Nie wolno dopuścić do sytuacji, żeby demony dyktowały światu, jak ludzie mają żyć.
    Jeżeli więc ludzie się nie opamiętają i będą się zgadzać na III. wojnę światową, to Ziemia przestanie istnieć - ale z Rąk Sprawiedliwych, czyli Rosji.

    Widzimy na własne oczy, że zachód ma przygotowanych setki bojówek wykształconych jak niegdyś te od trockiego i Lenina.

    I wiemy, choć udajemy że nie - że cel jest ten sam.

    Można by zadać sobie pytanie, dlaczego zachód wciąż chce napadać i niszczyć Rosję?
    Nie chodzi tu nawet już o "bogactwa". Tych zachód ma tak dużo, że nawet mógłby sobie złotem zadek wycierać, gdyby to było możliwe.

    W tej walce, walce ostatecznej, chodzi o zniewolenie ludzkich dusz.
    Zło zasiedlone na zachodzie nieustannie toczy walkę z Dobrem - atrybutem ludzi mieszkających na Wschodzie. Ludzie mieszkający na Wschodzie to Dzieci Boga.

    Natomiast ci, co mieszkają na zachodzie to pomiot diabła, opętany i zniewolony materializmem, powodującym degradację i zniszczenie Matki Ziemi.

    Każde więc "wyciąganie Andersa" i jemu podobnych to przyczynek ze strony Polski do rozpętania III. wojny światowej - wojny ostatecznej.
    Jeżeli ludzie nie ustawią się po stronie Dobra - wszystko zostanie unicestwione przez Białego Konia, jakiego dosiądzie Shri Kalki.

    Budowanie polskiej teraźniejszości na tym, że jakiś Anders niegdyś siedział w "sowieckim więzieniu" jest dla Polski bardzo szkodliwe.
    Po pierwsze, całe to "sowieckie zamieszanie" spowodował zachód, a więc Anders służąc zachodowi służył także robieniu tego zamieszania.
    Zanim zachód zrobił w Rosji rewolucję i wojnę domową, nie było tam żadnych "bolszewików", "sowietów" ani "komunistów".

    Co to więc za fałszywe przypisywanie Rosji zła, jakim obrzucił Rosję zachód? I dlaczego ludzie nie potrafią odróżniać faktów od kłamstw?

    A no dlatego, że takie różne "repsole" chcą koniecznie być "tymi dobrymi" nawet za cenę zniszczenia świata.

    Więc to nie ja jestem twoim wrogiem, lecz jest nim twoja lekkomyślność (w domyśle: głupota).
    Nie mną się więc zajmuj, lecz może spróbuj nieco popracować nad sobą. I efekt będzie szybki i korzystny dla ciebie.
    Anders na białym koniu
  • http://www.binek.pl/index_2.htm
    Wyjście armii Andersa z ZSRR
    sukces działań Churchila i Andersa

    Po napaści Niemiec na ZSRR w czerwcu 1941 r. i zawiązywaniu się koalicji Związku Radzieckiego z Wielką Brytania i innymi państwami, będącymi w stanie wojny z III Rzeszą, premier polskiego rządu emigracyjnego gen. Władysław Sikorski postanowił nawiązać stosunki dyplomatyczne między Polską i ZSRR, zerwane we wrześniu 1939 r. Kierował się głównie zamiarem roztoczenia opieki nad losem Polaków na terenach ZSRR i utworzenia armii polskiej do walki z Niemcami. Odpowiednie rokowania rozpoczęły się 5 lipca w Londynie, prowadził je Sikorski osobiście z ambasadorem radzieckim Iwanem Majskim, który otrzymał stosowne pełnomocnictwa z Moskwy.
    Od samego początku rokowania te napotykały na sprzeciw i opór licznych członków polskiego rządu emigracyjnego, prezydenta, części stronnictw politycznych i różnych polskich organizacji w Wielkiej Brytanii i USA. Były tez powodem zdymisjonowania Sikorskiego z funkcji premiera rządu przez prezydenta Raczkiewicza. Po kilku dniach musiał on jednakże dymisję tę cofnąć na skutek ostrej interwencji grupy oficerów i Rady Narodowej. Najbardziej skrajne stanowisko zajął wicepremier gen. Sosnkowski, który twierdził, że ... „Nie należy z ogóle prowadzić rozmów z ZSRR, gdyż w najbliższych pięciu tygodniach Niemcy rozbiją Związek Radziecki, a wówczas wszelkie porozumienia będą niecelowe”.
    Głównym punktem spornym w rokowaniach było żądanie Sikorskiego potwierdzenia w porozumieniu wschodnich granic Polski zgodnie z Traktatem Ryskim z 1921 roku. Majski zgadzał się jedynie na określenie ich jako granic etnicznych. Po mediacji brytyjskiej sprawa granic została wyłączona z rozmów o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych i przeniesiona na później. Na to nie zgadzała się opozycja, radykalizująca swe stanowisko w haśle: ...„Z Moskalami nigdy nie zawierać paktu, ale pokazywać im pięść, a aliantom wciąż palcem wskazywać paragrafy ich zobowiązań. Na nic się nie godzić i czekać.”
    Ostatecznie w dniu 30 lipca gen. Sikorski, mimo braku konstytucyjnego pełnomocnictwa od prezydenta, oraz ambasador Majski, podpisali Układ polsko-radziecki, zwany też potem Układem Sikorski-Majski, tyczący przywrócenia stosunków dyplomatycznych między Rzeczpospolitą i Związkiem Radzieckim. W pierwszym artykule układu Związek Radziecki uznawał za nieważne swe umowy z Niemcami z sierpnia 1939 r. Trzeci zawierał deklarację, że oba rządy będą się wzajemnie wspierać w wojnie z hitlerowskimi Niemcami, zaś czwarty określał zasady tworzenia na terytorium ZSRR Armii Polskiej, pod zwierzchnictwem rządu polskiego, a operacyjnie podlegającej Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej.
    Przeciwnicy porozumienia jednak nadal walczyli o obalenie Sikorskiego i unieważnienie układu. Sytuacja uspokoiła się i zmieniła dopiero po około miesiącu, po usunięciu z rządu najbardziej zajadłych przeciwników oraz dzięki wielkiemu poparciu układu przez Polaków w kraju i Związku Radzieckim oraz bardzo przychylnym przyjęciem przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone.

    Już od 2 sierpnia rozpoczęło się zwalnianie Polaków z obozów jenieckich i obozów pracy, po dalszych kilku dniach ogłoszona została amnestia dla obywateli polskich, a w Kujbyszewie powstała polska ambasada z siecią przedstawicieli w skupiskach polskich. Natomiast w dniu 14 sierpnia zawarta została Umowa Wojskowa między Polską i ZSRR. Jej projekt, opracowany przez gen. Sikorskiego, przedłożony został w Moskwie stronie radzieckiej 8 sierpnia przez gen. Szyszko-Bochusza. Przyjęta została z niewielkimi poprawkami i podpisana 14 sierpnia. Od razu też przystąpiono do organizacji Armii Polskiej w ZSRR. Umowa przewidywała, że pierwsza jednostka dywizyjna osiągnie zdolność bojową już 1 października 1941, co okazało się później absolutnie nierealne.
    Utworzone zostały 4 obozy mobilizacyjno-szkoleniowe w miejscowościach: Tatiszczewo, pod Saratowem nad Wołgą, oraz Tockoje, Kołtubanka i Buzułuk, 140 km na wschód od Kujbyszewa. W obu pierwszych obozach miały być sformowane dwie dywizje piechoty po 11.000 żołnierzy: 5. Dywizja, pod dowództwem gen. Boruty-Spiechowicza, oraz 6. Dywizja gen. Tokarzewskiego-Karaszewicza. W Buzułuku ulokowana została kwatera dowództwa i sztabu, zaś w Kołtubance grupa techniczna. Planowano jeszcze utworzenie pułku zapasowego – 5.000 żołnierzy, szkoły oficerskiej - 2.000, sztaby i służby pomocnicze - 1.000 ludzi. Razem 30 tys. żołnierzy i oficerów. Dowódcą Armii został gen. Władysław Anders.
    Mobilizacja obejmowała ochotników i rekrutów z poboru wśród obywateli polskich, przebywających na terytorium Związku Radzieckiego. Od 25 sierpnia ochotnicy napływali masowo nawet z najdalszych zakątków ZSRR. Część żołnierzy została przekazana przez Armię Czerwoną spośród roczników wcześniej zmobilizowanych na wschodnich terenach Polski. Pobór realizowany był przez komisje polsko-radzieckie, obejmował wszystkich mężczyzn Polaków, których wiek i zdrowie odpowiadały wymaganiom służby wojskowej. Zakwaterowanie i zaopatrzenie w obozach mobilizacyjnych miało odbywać się według norm obowiązujących w Armii Czerwonej. Zaopatrzenie w żywność i uzbrojenie miały dostarczyć organa radzieckie, umundurowanie natomiast Brytyjczycy, którzy deklarowali też możliwość uzbrojenia kilku polskich dywizji w ZSRR.
    Pobór do Armii Polskiej od początku napotykał na różnorakie trudności. Przede wszystkim władze radzieckie uznawały za obywateli polskich tylko Polaków, a nie Białorusinów, Ukraińców czy Żydów, których jednak wielu znalazło się w wojsku polskim. Liczne były też odmowy zwolnienia Polaków z fabryk i kołchozów z powodu braku pracowników. Dużym problemem było zgłaszanie się do obozów mobilizacyjnych członków żołnierskich rodzin, które z konieczności utrzymywano kosztem etatowych racji żywnościowych dla wojska.
    Obozy tylko częściowo posiadały stałe budynki murowane czy drewniane. Żołnierze kwaterowali w większości w namiotach i ziemiankach, jakie sami budowali. Sami też budowali drogi dojazdowe, pracowali w okolicznych kołchozach przy zbiorach zbóż, ziemniaków, kapusty i buraków dla kuchni wojskowych. Najgorzej przedstawiało się wyposażenie w broń i sprzęt wojskowy, które napływały z dużym opóźnieniem. Umundurowanie, płaszcze, odzież, buty w większości dostarczyli Brytyjczycy dopiero w listopadzie (przez Murmańsk). W każdym bądź razie stan liczebny tworzącej się Armii Polskiej szybko wzrastał i 15 października wynosił 38.173 żołnierzy i oficerów, przekraczając ustalone początkowo limity osobowe dla dwóch dywizji. To też już we wrześniu podniesiono stan racji żywnościowych do 44 tysięcy oraz zdecydowano o formowaniu dalszych do 5 dywizji.
    W miesiącach wrzesień-październik bardzo poważnie pogorszyła się wojenna sytuacja Związku Radzieckiego. Wojska niemieckie zajęły Białoruś i Ukrainę, otoczyły Leningrad, zagrażały Moskwie i republikom kaukaskim. W tej sytuacji ambasada polska została powiadomiona przez Mołotowa, że ZSRR może dostarczyć uzbrojenie tylko dla jednej polskiej dywizji, natomiast następne winny być dozbrojone przez Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone. Równocześnie gen. Anders zgłosił propozycję powiększenia stanu liczbowego Armii Polskiej w ZSRR do 70 tys. ludzi i przebazowania jej na południe. Natomiast premier Sikorski rozpoczął intensywne starania o dostarczenie dla niej broni przez zachodnich aliantów. Przewidywał przy tym ewakuację nadwyżki 10 tys. żołnierzy na Wyspy Brytyjskie, jako uzupełnienie dla polskiego lotnictwa, marynarki oraz I Korpusu Polskiego w Szkocji, a także Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich na Bliskim Wschodzie.

    Wykorzystując trudności w formowaniu Armii Polskiej w ZSRR premier Wielkiej Brytanii Wiston Churchill 24 października 1941 r. zaproponował jej ewakuację na Bliski Wschód dla wzmocnienia tamtejszych garnizonów brytyjskich. Gen. Władysław Sikorski jednakże planował wtedy utworzenie i zachowanie w ZSRR jak najsilniejszej armii polskiej. Uważał bowiem, że jej użycie przy wyzwalaniu Polski miałoby kapitalne znaczenie dla utwierdzenia w kraju prawowitej władzy rządu londyńskiego. Nie przyjął więc propozycji Churchilla i o dalszej ewakuacji wojsk polskich na Bliski Wschód nikt wtedy oficjalnie nie wspominał. Natomiast zamiarem takim kierował się konsekwentnie od dłuższego czasu gen. Anders i jego sztab, współdziałając w tej mierze z brytyjskim oficerem łącznikowym, płk. H. L. Hullsem. W działania te częściowo wtajemniczony był polski ambasador w Kujbyszewie prof. Stanisław Kot, natomiast nic o nich nie wiedział gen. Sikorski.
    Mianowicie gen. Anders od 22 czerwca 1941 r., to jest od dnia agresji niemieckiej na ZSRR, był głęboko przekonany, że Niemcy wygrają tę kampanię wojenną. Prezentował wówczas bardzo prostą wizję dalszego przebiegu wojny: wpierw Niemcy pobiją Rosjan, potem zachodni alianci pobiją Niemców, w czym Polacy powinni im pomóc, miast wykrwawiać się na straceńczych pozycjach nad Donem czy Wołgą. Dodatkowo, motywowany swym ostrym antykomunizmem, był w ogóle przeciwny jakiemukolwiek współdziałaniu z Armią Czerwoną. Dopiero później, po bitwie stalingradzkiej, gdy zarysowało się wspólne zwycięstwo Zachodu i ZSRR, zmodyfikował nieco swe przekonania co do przebiegu wojny, zakładając życzeniowo, że przerodzi się ona w III wojnę światową, w której ... „Zachód runie na bolszewika”. Temu przekonaniu podporządkował potem wszystkie swe działania, aż do momentu rozwiązania przez Anglików II Korpusu Polskiego we Włoszech w październiku 1946 roku.
    Tymczasem w październiku 1941 r. Anders zwrócił się do Naczelnego Wodza o instrukcje działania na wypadek załamania się obrony Armii Czerwonej. Sikorski nie miał takich obaw, przeciwnie, był przekonany o wspólnym zwycięstwie aliantów zachodnich i ZSRR nad hitlerowskimi Niemcami. Postanowił też wtedy udać się do Moskwy dla wsparcia sojuszu i omówienia ze Stalinem problemów formowania wojska polskiego i losu ludności polskiej w ZSRR. Spotkanie doszło do skutku z pewnym opóźnieniem dopiero 3 grudnia.
    W międzyczasie w drodze korespondencji i działalności ambasadora Kota, czy też gen. Andersa, załatwionych zostało szereg istotnych problemów. Stalin zgodził się na zwiększenie poboru i sformowanie do pięciu polskich dywizji, pod warunkiem, że tylko jedna dywizja otrzyma uzbrojenie radzieckie, a dalsze zostaną wyposażone i uzbrojone przez Wielką Brytanię. Dalsze jednostki, poza pierwszymi dwoma dywizjami, miały być formowane w południowych regionach ZSRR, ze względu na cieplejszy klimat i krótszy transport broni i żywności brytyjskiej. Postanowiono też o otwarciu wielu delegatur-urzędów opiekuńczo-konsularnych dla opieki materialnej nad obywatelami polskimi i zaopatrywania ich w niezbędne dokumenty.
    W drodze do Moskwy Sikorski przeprowadził inspekcję jednostek polskich na Bliskim Wschodzie, w Egipcie i Tobruku. W Kairze brytyjscy dowódcy sugerowali mu całkowite wycofanie polskich wojsk z ZSRR do Iranu, czemu zdecydowanie oponował. Zasadnicze rozmowy Sikorskiego ze Stalinem odbyły się na Kremlu w dniu 3 grudnia.
    Sikorski i Anders zaproponowali przeniesienie wojsk polskich, na czas ich organizacji, do Persji, gdzie możliwe było wyposażenie i uzbrojenie ich przez Brytyjczyków. Stalin nie zgodził się, argumentując: ... „Jeśli do Persji wyjedziecie, to tutaj nie wrócicie. Widzę, że Anglia ma dużo roboty i potrzebuje polskich żołnierzy. ... Najbliższa droga do Polski prowadzi z ZSRR”. Stwierdził też, że otrzymał już propozycje Harrimana i Churchilla, żeby polską armię przekazać do ich dyspozycji. Sikorski zdecydowanie zaprotestował i ostatecznie ustalono jedynie, że nowe jednostki polskie formowane będą w południowych rejonach ZSRR. Jedynie 15-25 tys. wojska podlegać miało ewakuacji do Wielkiej Brytanii i na Bliski Wschód, celem uzupełnienia tamtejszych jednostek polskich. Na potrzeby utrzymania Armii Polskiej Sikorski otrzymał pożyczkę w wysokości 300 mln rubli, a na pomoc dla polskiej ludności w ZSRR - 100 milionów.
    Konferencja zakończyła się podpisaniem wspólnej deklaracji, dotyczącej sojuszniczych stosunków polsko-radzieckich w czasie wojny, jak i zasad współpracy po wojnie. W następnym dniu odbył się jeszcze uroczysty bankiet, a zaznaczyć należy, że w tym czasie wojska niemieckie znajdowały się 25 km od Moskwy, z której część urzędów i ludności ewakuowanych zostało na wschód.

    Do lutego 1942 r. sformowano łącznie 5 dywizji piechoty, po 11 tys. żołnierzy każda. Dodatkowo planowano jeszcze organizację 30 tys. wojsk pozadywizyjnych i rezerw. Wtedy też najlepiej wyposażona 5. dywizja uzyskała zdolność bojową i władze radzieckie zażądały, po raz kolejny, skierowania jej na front. Dowódca Armii gen. Władysław Anders nie wyraził jednakże na to swej zgody, argumentując, że dywizja nie posiada jeszcze pełnego etatowego uzbrojenia, gdyż jej część przydzielił dla celów szkoleniowych innym jednostkom. Poza tym argumentował, że Armia Polska powinna wystąpić do walki w całości.
    Zgodnie z ustaleniami podjętymi w Moskwie, w dniach 20 stycznia do 25 lutego 1942 r. cała Armia Andersa przebazowana została do środkowoazjatyckich republik ZSRR, Kirgizji i Uzbekistanu, gdzie wszystkie 6 dywizji rozlokowane zostały w odrębnych obozach szkoleniowych. Głównym ośrodkiem Armii stało się miasto Guzar niedaleko Buchary, a miejscem pobytu sztabu Jangi-Jul pod Taszkentem.
    W nowych rejonach zakwaterowania panowała wtedy epidemia tyfusu i dezynterii. Gdy nadeszły upały w oddziałach polskich szerzyła się dodatkowo żółtaczka i malaria. Według raportów armijnych do sierpnia zmarło na te zakaźne choroby 3,5 tys. żołnierzy, a liczba chorych sięgała 47.500 żołnierzy. Wówczas Anders zaczął otwarcie zabiegać o ewakuację całości wojsk polskich z ZSRR, powołując się zwłaszcza na te złe warunki klimatyczne w rejonie ześrodkowania Armii, który zresztą sam wybrał, wbrew przestrogom władz radzieckich. Na początku 1942 r. wystąpiły wielkie braki żywności w ZSRR wobec utraty zbożowych terenów Ukrainy i przerwaniu przez Japończyków dostaw amerykańskiej pszenicy przez Atlantyk. To też 11 marca gen. Anders został powiadomiony, że z dniem 1 kwietnia racje żywnościowe dla Armii Polskiej zostaną zmniejszone do 26 tys., z przeznaczeniem tylko dla dwóch dywizji (frontowych). Po interwencjach limit ten został ustalony na 44 tys. racji. Stan liczebny jednostek polskich 15 marca 1942 r. wynosił 66.759 żołnierzy i o brakujące racje Polacy mieli zwrócić się do Brytyjczyków. Faktycznie w północnym Iranie gromadzili oni znaczne zapasy żywności, lecz nie kwapili się z jej przysłaniem, tłumacząc się trudnościami transportowymi.
    Gen. Anders zaproponował więc ewakuację „nadwyżek” ludzkich do Iranu, co zostało wtedy przez Stalina zaakceptowane. Rzeczywiście w dniach 24 marca do 5 kwietnia ewakuacja taka została sprawnie i szybko przeprowadzona. Przetransportowano koleją do Krasnowodzka, portu kaspijskiego, a następnie statkami do portu Pahlawi w północnym Iranie 30.030 żołnierzy oraz 3.039 ochotniczek PCK i junaków. W ostatniej chwili, wraz z tymi oddziałami ewakuowano także 10.789 polskiej ludności cywilnej, głównie członków rodzin wojskowych. Łącznie ewaluowano 43.858 osób.

    Pod koniec kwietnia gen. Sikorski przeprowadził narady ze swymi dowódcami w sprawach organizacji i przeznaczenia wojsk przybyłych do Iranu, a także w sprawie dalszego rozwoju i pobytu Armii Polskiej w ZSRR i jej użycia na froncie wschodnim. Zdecydowano, że rekrutacja w Związku Radzieckim będzie dalej prowadzona, przy czym nadwyżki rekrutów miały być wysyłane na Bliski Wschód. Jednakże ich nabór był wtedy już niewielki, 15 czerwca Armia liczyła 45.486 żołnierzy, a więc tylko 1,5 tys. ponad limit. Wtedy została wstrzymana przez władze radzieckie. W sprawie tej interweniował gen. Sikorski bezpośrednio, słał protesty do Moskwy i domagał się od Churchilla dostaw wyżywienie i uzbrojenia dla Armii Polskiej w ZSRR.
    W tym czasie gen. Anders już nieomal otwarcie zaczął zabiegać o pełną ewakuację Polaków do Iranu. W tym celu pojechał do Londynu, przedstawił swe propozycje także Churchillowi, który go bardzo chętnie wysłuchał. Załatwił też u Sikorskiego swą nominację na stanowisko Inspektora świeżo powołanego II Korpusu PSZ na Bliskim Wschodzie. Zaraz potem Naczelny Wódz chciał go zdymisjonować ze stanowiska dowódcy Armii w ZSRR, lecz skończyło się na groźbie, po złożeniu przez Andersa deklaracji lojalności wobec premiera rządu.
    Faktycznie druga, pełna ewakuacja Armii Polskiej w ZSRR została przeprowadzona w sierpniu 1942 r. i stanowi dotąd w Polsce przedmiot sporów i mitów ideologicznych. Znaczna część prawicowych historyków polskich twierdzi, że ewakuacja ta była korzystna dla Związku Radzieckiego i wymyślona i zrealizowana została z premedytacją przez Stalina. Rzeczywiście, ostateczne wyjście Armii Andersa w sierpniu 1942 r. z ZSRR do Iranu, widziane z perspektywy kilku lat późniejszych, było dla Stalina politycznie korzystne. Jednakże w 1942 r. był on bardzo żywotnie zainteresowany w jak najszybszym wykorzystaniu Polaków do walki na swych krwawiących frontach. Wszak Niemcy w połowie lipca 1942 r. dotarli do wielkiego łuku Donu i parli dalej w kierunku Kaukazu i Wołgi, grożąc opanowaniem całego południa ZSRR wraz z ropą baskijską, przyciągnięciem Turcji na swą stronę itd. Dlatego kilka razy domagał się niecierpliwie wydzielenia już jako-tako przeszkolonych polskich jednostek dywizyjnych i skierowania ich na front.
    Tym żądaniom ostro przeciwstawiał się gen. Anders, argumentując że nie dysponuje gotowymi do walki jednostkami i prezentując oportunistyczną, polityczną tezę, że Armia Polska powinna wkroczyć do walk w całości. Przy czym akcentował oraz skarżył się na wielkie braki i opóźnienia w dostawach uzbrojenia i wyposażenia. Mocno denerwował tym Stalina, który tych dostaw w pełni, w istniejącej sytuacji wojennej, abstrahując od jego chęci czy niechęci, po prostu nie mógł spełnić. Gen. Anders replikował, że rozwiązaniem tego błędnego koła mogło by być wyjście tworzonej Armii na Bliski Wschód w zasięg Wielkiej Brytanii, która gwarantowała dozbrojenie wojska. Na to nie zgadzał się Stalin, a także gen. Sikorski, gdyż byłoby to złamanie Układu Sikorski-Majski, zawartego w lipcu 1941 roku.
    Pomysły gen. Andersa nie miałyby zapewne większego echa, gdyby takiego rozwiązania nie życzył sobie również Wiston Churchill. On to właśnie był najbardziej zainteresowany w przybyciu Polaków do jego dyspozycji. W 1941/42 r Wielka Brytania miała bowiem koszmarne problemy na całym Bliskim Wschodzie. Należały do nich: powstanie w Iraku, groźba rebelii w Egipcie, wielkie kłopoty z Palestyńczykami, proniemieckie działania Syrii (pod kuratelą rządu francuskiego w Vichy), zagrożenie utraty tamtejszych złóż ropy naftowej, prące od strony Libii niemieckie zagony pancerne Rommla, które w lipcu 1942 r. wdarły się do Egiptu, obawy o Kanał Sueski, kiepska sytuacja na Morzu Śródziemnym.
    Przy tym wszystkim Brytyjczycy prawie nie mieli własnych wojsk na tamtejszym teatrze wojennym, dysponowali jedynie ograniczonymi kontyngentami wojsk hinduskich, australijskich i nowozelandzkich. Główne siły tych krajów zaangażowane były bowiem przede wszystkim w wojnie z Japonią. W tej sytuacji zastrzyk w postaci kilku potencjalnych, bitnych i lojalnych, dywizji polskich na Bliskim Wschodzie liczył się dla Churchilla na wagę złota. Zrobił więc wszystko, wprost i za kulisami politycznymi, żeby ten cel osiągnąć. I osiągnął, przekonując do tego zamiaru Stalina, oraz tworząc szybko dla Polaków bazy szkoleniowe w rejonie Kirkuku w północnym Iraku. Ostateczne decyzje o ewakuacji Armii Polskiej z ZSRR zapadły w pierwszych dniach lipca 1942 roku. Sikorski dowiedział się o nich po fakcie i nie pozostawało mu nic innego jak wyrazić swą zgodę.

    Gen. Anders depeszę ze zgodą rządu Związku Radzieckiego na pełną ewakuację oddziałów polskich na Bliski Wschód otrzymał 26 lipca. Natychmiast też jego sztab opracował plan ewakuacyjny dla całej armii, który następnie w znacznej części został uwzględniony w protokole ewakuacyjnym przyjętym na polsko-radzieckiej konferencji wojskowej w dniu 31 lipca. Zgodnie z tym protokołem ewakuacja miała objąć do 70 tys. żołnierzy i członków ich rodzin (20-25 tysięcy).
    W protokole Anders zrezygnował z dalszego poboru oraz formowania oddziałów polskich w ZSRR, o co wcześniej bardzo zabiegał, a nawet pisał sam bezpośrednio do Stalina chociaż bez efektu. W protokole znalazło się tez stwierdzenie, że: ...”Rząd polski nie uważa za możliwe użycie na froncie niemieckim oddziałów polskich formowanych w ZSRR”. W ten sposób Anders zgodził się z tezą radziecką, że to rząd polski ponosi odpowiedzialność za zerwanie Układu Sikorski-Majski, przez odmowę użycia pojedynczych wyszkolonych już dywizji na froncie wschodnim.
    Tak więc ostatecznie w dniach 5-26 sierpnia 1942 r. nastąpiła pośpieszna, całkowita ewakuacja reszty oddziałów formującej się Armii Polskiej w ZSRR w ilości ok. 70 tys. osób, w tym 44 tys. żołnierzy i 25.500 cywilów. Przeprowadzona została transportem kolejowym i morskim przez Morze Kaspijskie do północnej Persji. Łącznie obie ewakuacje, przeprowadzone w marcu i sierpniu, objęły 114 tys. osób.
    Przedmiotem dodatkowych sporów są w Polsce dywagacje polityczne na temat konsekwencji ewentualnego pozostania Armii Polskiej w ZSRR i jej walk u boku Armii Czerwonej z Niemcami. Zapewne miałoby to znaczący wpływ na utrzymanie się przy władzy w powojennej Polsce rządu londyńskiego, prawdopodobnie nieco inaczej wyglądałyby też nasze granice państwowe. Można „gdybać", że wtedy Lwów, a być może całe województwo lwowskie, ale chyba nic więcej, przypadłoby Polsce.
    Tak mogło by wyglądać dogadanie się, mimo wszystkich różnic, polskiego rządu londyńskiego i Stalina. Lecz wówczas najprawdopodobniej inaczej wyglądałaby też konfiguracja naszych zachodnich granic (może bez Szczecina, a nawet Wrocławia?). No i mielibyśmy te półtora miliona Ukraińców więcej w powojennej Polsce. Co lepsze? Zapewne w krótkim dystansie czasowym lepsze byłoby posiadanie Lwowa, lecz w dłuższym okresie narastały by wielkie problemy nacjonalizmu ukraińskiego. Chyba więc dobrze się stało, że spełniając życzenia Winstona Churchilla i własne marzenia, gen. Anders ewakuował się wraz ze swym wojskiem w sierpniu 1942 r. z ZSRR na Bliski Wschód.

    P.S.
    Wszystkie książki o Andersie m.in. Byłem adiutantem u Andersa - Jerzy Klimkowski (1959), Jak mi było u Andersa - H. Panas (1966), Tropikalnym szlakiem II Korpusu - A. Olszewski (1970) i Anders spieszony - Ewa Berberyusz (1993) potwierdzają niezłomne przekonanie Andersa o bliskim zwycięstwie niemieckim w wojnie z Rosją i o konieczności wyprowadzenia Armii Polskiej z ZSRR do Persji, pod rozkazy Wielkiej Brytanii. Zwłaszcza szeroko opisał to rtm. J. Klimkowski, który przez prawie dwa lata, poczynając od 20 sierpnia 1941 r. w Buzułuku, był osobistym adiutantem-sekretarzem Andersa.
    Natomiast E. Berberyusz, jako rzeczniczka aktualnej „właściwej” interpretacji historii, odcina się wprawdzie od Klimkowskiego, określając go „... prawdopodobny agent sowiecki, ale przytacza w swej książce mnóstwo wywiadów z najbliższymi współpracownikami Andersa, którzy akurat powiedzieli jej o Andersie to samo.
    Różnica oczywiście w tym, że Klimkowski przygotowania Andersa do ewakuacji wojska wbrew i w tajemnicy przed gen. Sikorskim, oceniał jako zdradę własnego premiera, również jako złamanie umowy, zawartej w lipcu 1941 r pomiędzy rządami polskim i radzieckim. Zaś Berberyusz jako czyn patriotyczny, usprawiedliwiony wrogością do ZSRR, niechęcią współpracy z Armią Czerwoną i zamiarem uratowania wojska przed zagładą na froncie wschodnim
    Anders na białym koniu
  • @Repsol 21:48:06 a skąd przychodzi ci do głowy, że ja będę na ciebie czas marnować?
    jak do tej pory nie mogłam zaliczyć cię nawet do miłych znajomych. Jeżeli chcesz kogoś nawracać, to nawróć siebie, bo błądzisz. Dzisiejszy oblęd się kiedyś skończy i co? znowu będziesz się przefarbowywał?
    Anders na białym koniu
  • @Repsol 21:33:38 to sobie zalecaj. Faktycznie szkoda słów na szerzenie propagandowej sieczki
    i mnie w to nie mieszaj.
    Może zacznij używać własnego rozumu, jeśli go masz. Organy nieużywane zanikają, masz powód do obawy.
    Anders na białym koniu
  • a tu wartościowy komentarz ze Sputnika
    http://pl.sputniknews.com/opinie/20160303/2198284/Jakby-ktos-do-duszy-napaskudzil-Czesc-I-Justyna-Samolinska.html

    Jerzy Mikosz · Szczecin
    Na mój chłopski rozum, polski naród w swej jak najbardziej zdecydowanej większości absolutnie nie popierał tych "leśnych' ludzi mówiąc na nich "przeklęci" a nie wyklęci. Oni mówili, że walczą z komunistami, bo czekają na III wojnę światową a Amerykanie mają bomby atomowe, które wypalą komunizm z polskiej ziemi.
    Mówili że walczą z komunistami ale z braku komunistów rabowali, gwałcili, mordowali i podpalali domy normalnych, prostych ludzi.
    Doskonalili w sobie chęć zabijania. Kajetan P. powiedział prokuratorowi, że miał taką w sobie wewnętrzną chęć: "Zabiłem, by się doskonalić" bo doszedł do przekonania, że życie człowieka to tyle samo co życie "komara lub świni." Nie tylko Kajetan w Polsce jest chorym psychopatą.

    Jakimi komunistkami były młode dziewczyny pracujące w sklepach, gwałcone a potem podpalane, czasem wraz ze sklepem.
    Jakimi komunistkami, były kobiety pracujące na poczcie? A jakimi komunistami byli listonosze na rowerach, których okradano z pieniędzy jakie wieźli dla adresatów. Żeby obrabować jego i ludzi którzy czekali na jakieś pieniądze od swoich synów to trzeba było najpierw nazwać listonosza "komunistą"?
    Dlaczego nazywano "komunistą" chłopa który nie chciał oddać swej krowy na leśną balangę jako steki pod ukradziony bimber? Dlaczego zgwałcono mu córkę?
    Dziś w 2016 jest dość dużo osób w wieku około 70 lat, którzy mają wpisane w akcie urodzenia "ojciec' nieznany.
    Dlaczego napadano z granatami na posterunki milicji mordując młodych chłopaków, pilnujących porządku w miejscowościach. I dziesiątki tysięcy innych niewinnych ofiar.
    Takich opryszków, bandytów, morderców i zwykłych kanalii, było trochę po wojnie w różnych krajach. Takich co mieli broń a nie potrafili iść do pracy by pracować, bo przyzwyczaili do łatwych skoków. Po tych skokach było pełno pieniędzy, pełno jedzenia, pełno wódy (a czasem nawet koniaki z obrabowanej restauracji). No i były pościągane po wsiach dziewczyny.
    Te bandy które często (dziwne), były wyposażone w niemiecką broń i amunicję ścigano i likwidowano także w Niemczech, w Rosji, w Austrii, w Czechosłowacji, we Francji. Ścigano i likwidowano też w naszym kraju.
    Nareszcie ludzie szli spać bez strachu, że w nocy odwiedzi ich dom jakiś kolejny "major lub pułkownik" z lasu ze swoją kochanką. Naród powoli odbudowywał swój zdemolowany podwójnie kraj. Choć ostatnią osobę zlikwidowano dopiero w październiku roku 1963 tzw. „Lalek vel Laluś.” A więc mordował jeszcze 18 lat po wojnie. Przyłapany w melinie dostał postrzał śmiertelny.

    Na mój chłopski rozum, gdy polski naród popierał ich choć w 10 procentach i chciał czynem wspierać TO CO ONI ROBILI, to byłoby tego wojska 3,5 miliona. Armia nie do pokonania.
    A ich nie było nawet 1 %. Bo jeden procent z 35 milionów ludności to 350.000 żołnierzy.
    Z tego wniosek że Polacy prawidłowo ocenili tzw. działalność „wyzwoleńczą” i jak tylko gdzieś w jakiejś mieścinie pojawił się jakiś podejrzany "brodaty" z lasu to od razu huczały telefony do najbliższej jednostki wojska.
    A wojsko ładowało karabiny...

    P.S. Mój Ojciec, który walczył w II Korpusie WP i między innymi zdobywał Monte Cassino (gdzie był ranny) opowiadał, że we Włoszech też były bandy zwolenników faszysty Mussoliniego. Które rabowały i mordowały jeszcze po wojnie i z tego żyli. Ale jak były obławy na takich to nikt bandziorów po złapanu nie woził do żadnych sądów. Od razu wisieli na latarniach, gałęziach ku przestrodze.
    Ale oni mają stare rzymskie zasady. Strzelasz w plecy to wisisz na gałęzi...
    Anders na białym koniu
  • ale numer! rzuciałam właśnie okiem na ten film i o zgrozo!
    inwigilacja ludzi w Szwajcarii jest szokująca! oni mają tyle tej "demokracji" że każdemu muszą zaglądać w garnek i do nosa :)))) To ci dopiero wolność!
    Ostatni czerwony książę
  • No nie wiem, jak by tu napisać i żeby nikt, to znaczy Nikt, się nie obraził.
    W razie co, proszę wybaczyć.
    Jak wiemy z doświadczenia tzw. życiowego, wiedza nasza polega głównie na tym, że w jedno się wierzy a w inne już nie. I tak na przemian albo nawet monotonnie jednostronnie i bez zmian.
    Dzieje się tak dlatego, że nie mamy możliwości nic sprawdzić.

    A nawet, gdybyśmy sprawdzić mogli, to i tak możemy to rozumieć tylko na podstawie wcześniejszych doświadczeń, czyli jesteśmy do danego aspektu sprawy zwyczajnie uprzedzeni. Czyli nasz osąd nie jest i nie ma szans być obiektywny.

    W dodatku zajmujemy się tzw. cudzym życiem, a tak naprawdę to nic nam do tego, czy w Korei Północnej jedzą trawę czy może młode pędy bambusa. Po prostu to nie jest nasza sprawa. A zajmowaniem jakiegokolwiek stanowiska w ogóle nie wpływamy na sytuację w Korei Północnej, niezależnie od tego, czy jest ona tam dobra czy przeciwnie.

    Po prostu "dano nam wolność" i my z niej korzystamy robiąc dobrowolnie z siebie idiotów.

    No więc weźmy takie zdanie:
    "[...] obraz zmian w Korei Północnej i sporo ciekawych szczegółów nt. jej dyktatora - Kim Dzong Una."

    Nie wiemy, jak było przedtem i nie mamy pojęcia, jak jest teraz. Więc ten "obraz zmian" to wyłącznie nasza własna fantazja.

    No i lećmy dalej:
    "[...]jej dyktatora Kim Dzong Una"

    Cóż może to znaczyć? czym różni się Kim Dzong Un do Kaczyńskiego? którego Polacy wybrali tylko teoretycznie i to w sytuacji, gdy głosować poszła połowa Polaków uprawnionych, a z tych 50% aktywnych tylko - dla łatwości rachunku - wybrało PiS 20%.

    Czyli mielibyśmy od 50% do wylicznia 20%. No, kto dobry z matmy?
    A więc widzimy, że u nas poważne decyzje podejmują ludzie bądź zbojkotowani przez większość obywateli Polski, bądź niewybrani przez większość wybierających.

    Jak więc należało by określić Kaczyńskiego?

    W tej sytuacji Kim Dzong Un, wybrany niemal jednogłośnie nie jest żadnym dyktatorem, choć zachód chciałby tak to widzieć.
    Nie ma co się wygłupiać i wierzyć, że jeden Kim Dzong Un jest w stanie zastraszyć jakieś szacunkowe 2. 000. 000 mieszkańców stolicy, by na niego głosowali.

    Po prostu na skutek historycznych zajść i nieustannego mieszania się zachodu w sprawy wewnętrzne Korei Północnej, po doświadczeniach wojen zrobionych przez zachód w Korei i po latach okupacji Korei przez zachód, Koreańczycy być może wolą jeść trawę niż zmieniać pampersy starym ussamerykanom?

    Polacy jak wiemy wybrali kasę, honor mając gdzieś.

    No to teraz dalej:
    " Po śmierci Kim Dzong Ila w 2011 roku jego syn uznał, że najlepszym sposobem zmiany władzy i podporządkowania dawnych elit będzie terror."

    Kto tak mówi? i na jakiej podstawie? Czy myśli Kim Dzong Una były widoczne i słyszalne, że ludzie wiedzą, co on myślał i jaki sposób władzy wybrał?

    Przecież wiemy, że każdy rządzi tak, jak może. Ale na pewno nie tak jak by chciał.

    Dotyczy to także i Korei Północnej.
    Ale również i Polski.

    " Propaganda przedstawia go jako autora naprawy i odnowy rolnictwa oraz gospodarki północnokoreańskiej."

    Czyja propaganda? Dlaczego państwowe źródła informacyjne w Korei Północnej nazywane są "propagandą" a te zakłamane do granic wytrzymałości mendia zachodnie ludzie uważają w dalszym ciągu za wiarygodne?
    Media Korei Północnej nie robią nic inaczej, niż mendia w Polsce i na zachodzie.
    No więc uczciwie byłoby nieco wyhamować z sędziowskimi zapędami.

    " Chociaż nowy dyktator pozwala wielu ludziom wyjeżdżać z kraju i uczyć się podstaw biznesu, indoktrynacja w Korei Północnej osiągnęła wyższy poziom niż w czasie rządów jego ojca."

    Nowy "dyktator" nie ma powodu pozwalać "wyjeżdżać z kraju" swoim ludziom, by ci "uczyli się podstaw biznesu". Po prostu jeżeli pojawiła się taka możliwość, to Kim Dzong Un ją wykorzystał i dlatego ludzie mogą wyjeżdżać. To, czego oni się na zachodzie uczą, to przecież jest zwykłe łamanie wszelkich norm etycznych i moralnych. Uczą się więc oni kantować, oszukiwać i formułować tak zdania, by mogły być one dowolnie zaskarżane w zależności od potrzeby.

    Tej sztuki faktycznie Korea Płn. uczyć się musi, bo na skutek blokady gospodarczej mogli tam ludzie żyć co prawda biednie, ale normalnie. To jest więcej warte niż "zachodnie standardy" z dewiacjami, "uchodźcami" i "paradami równości".

    I co to znaczy, że "indoktrynacja osiągnęła wyższy poziom"?
    Kto tak twierdzi? A jaki poziom osiągnęła indoktrynacja w unii europejskiej? jeżeli wszystkie wartości zostały odwrócone, nakłada się kary na rolników, gdy krowa da więcej mleka i kontrolerzy chodzą po oborach i chlewach szukając na rolników haków? A także śledzą, czy w oborze mają gniazda jaskółki.

    Paranoja, w jakiej żyjemy "dzięki" unii europejskiej na pewno przewyższa wszystko, co mogłaby spowodować indoktrynacja o "wyższym poziomie" w wydaniu północnokoreańskim.

    O tym, że mam rację świadczy zdanie:
    " Rządy Kim Dzong Una są agresywniejsze, szczególnie w sferze polityki militarnej. Ale za panowania Kim Dzong Una zachodzi w Korei Północnej równiez wiele zaskakująco pozytywnych zmian..."

    Po prostu, sytuacja się nieco zmieniła i dobrze, a nawet bardzo dobrze wykształceni Koreańczycy z Korei Północnej widzą w tym szansę na poluzowanie izolacji gospodarczej, która każdy inny kraj już dawno doprowadziła by do kompletnej ruiny i wojny domowej.

    Niezadowoleni są wszędzie. Pazerni i zdrajcy też są wszechobecni.
    I to niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z "dyktaturą" czy "demokracją".

    Ja uważam, że w Korei Północnej odbyły się normalne wybory, takie na jakie Koreańczyków było stać.
    I uważam, że Kim Dzong Un ma co najmniej taką legitymację do rządzenia swoim krajem jaką ma Kaczyński w Polsce.

    Co do filmu tvp z 2015 roku, to każdy powinien być świadom, czego można się po nim spodziewać i raczej wyłączyć głos, popatrzeć na obrazy, wyrobić sobie zdanie a potem obejrzeć jeszcze raz z włączonym komentarzem.

    Gwarantuję - różnica będzie kolosalna, przy czym oglądając bez głosu wyrabiamy sobie zdanie własne, a oglądając z komentarzem głosowym wyciągamy sugerowane nam wnioski.

    Tak czy siak, w Korei jest porządek, ludzie wyglądają ładnie, są uprzejmi, dobrze wychowani.
    Dla porównania można rzucić okiem na jakiś filmik pokazujący ulicę z miasta w ussa.
    Przygotować sobie przedtem choć szklankę zimnej wody, bo będzie szok już choćby z powodu różnic w wyglądzie ludzi.

    Korea Północna jest biedna, ponieważ najpierw była łupiona jako kolonia, a potem była tam niesłychanie okrutna wojna.
    A teraz jest od bardzo długiego czasu blokada gospodarcza.

    Jeżeli o mnie chodzi, to wolałabym mieszkać w Korei Północnej, "jeść trawę" i mieć opiekę zdrowotną, otwarte szkolnictwo i bezpieczeństwo fizyczne oraz socjalne,
    niż
    mieszkać w ussa i wyglądać jak ussamerykanki - albo spasione tak, że ciało na nich wisi jak wielkie wory, albo odchudzone tak, że wyglądają jak mumie.

    No, ale każdy ma prawo do własnego zdania. Każdy. Czyli ja też - proszę o tym pamiętać.
    Ostatni czerwony książę
  • chcę tylko napisać, że jeżeli niejaka córka niejakiego Andesa została u nas "wybrana" do senatu
    z racji na pchodzenie, to znaczy, że jako córka tego "generała Andersa" - który wolał przyglądać się, jak Niemcy mordują Polaków i poszedł z wojskiem do Iranu pilnować złóż naftowych skolonizowanych przez anglosysów - według takiej logiki to miała by możliwość kierować również armią!
    To już było sprawiedliwsze i mniej społecznie szkodliwe: "mój mąż? mój mąż z zawodu jest d y r e k t o r e m "

    Wybieranie niejakiej Anders dlatego, że jest córką byłego generała na pewno PiSowi nic nie doda, a wiele odejmie.
    Pasożytów mamy u nas pod dostatkiem i dokładanie jeszcze jednego to duży błąd - także polityczny.
    A pan Korejba?
    A pan Korejba zamienia "duży" na "mały"
    PO na PiS
    "przeciw" na "za" itd. i za każdym razem jest to jednakowo ciekawe - zakładając wersję korzystną dla pana Korejby i to bez cudzysłowia czy kluczowym słowie.
    No to uzupełnijmy to tylko Szturem:
    https://www.youtube.com/watch?v=ENvAmLuj5ko
    Anders na białym koniu
  • A co się dzieje z Berehynią?
    czy ktoś wie? mam nadzieję, że wiosennie zakochana jest szczęśliwa i na brak kasy nie narzeka, czego jej życzę!
    Rosja a dżihad
  • już od paru dni szkopi opluwają Rosję na różne spoby
    przed dwoma dniami jechali na tym, że Stalin wywołał wojnę tak samo jak Hitler. No to dostaną za swoje szkopi "uchodźcami" i slusznie. Kara być musi.

    A teraz na 3sat pierdzielą o tym, że niejaki gorbaczow marzy o tym, by w Rosji nie było tak, jak za czasów jego młodości. No to ja pytam: a czego to złego doznał ów gorbaczow? nie głodował, mógł się uczyć i studiować a nawet zrobił polityczną karierę. No to co było w tym jego życiorysie takiego złego, że chce tego dzisiejszym Rosjanom zaszczędzić?????
    Parch wyjątkowego sortu.
    Ojciej gorbaczowa nie chciał żenić się z jego matką. Ale ponoć obie rodziny ustaliły, że małżeństwo ma być zawarte no i się pobrali.
    Siergiej gorbaczow przeżył wojnę i nawet był odznaczony. Ale także zostął zaaresztowany za coś tam i skazany na śmierć. Nie wykonano wyroku bo w 1936 roku wydano ustawę o zmianie w działaniu prawa karnego i tegoż ojca gorbaczowa wypuszczono z więzienia. Sam gorbaczow urodził się u wychował na wsi. Ale- jak bo bredzi ten spikre - praca na polu nie była jego powołaniem. No proszę! tzw. wsior miał abicje, które władza radziecka pozwoliła mu zrealizować i za to tenże gorbaczow uważał, że powinien zmieniać sytem, który wsiorom daje szansę na awans społeczny.
    No i nie zapomniał dodać ten spiker, że "dziennie Stalin zabijał 1000 osób". Skąd ten zgniły i śmierdzący zachód ma takie dokładne dane, tego nie mówią.
    A przed dwoma dniami pastwili się na Stalinie.Że to Stalina żegnały setki tysięcy pogrążonych w żałobie Rosjan, a niejakiego hitlerka resztki to żołnierze radzieccy zapakowali do walizki, zawieźli na most "Schweinebruecke", czyli świński i tam spaliwszy wrzucilli z tego symbolicznego mostu do wody.
    I żale wylewali szkopi, jaki to smutny los spotkał podpalacza Europy hitlerka i jakie to niesprawiedliwe, że Wyzwoliciela spod jarzma faszyzmu - Józefa Stallina żegnały setki tysięcy pogrążonych w żalu Obywateli Związku Radzieckiego.
    Że też cholery na tych szkopów nie ma!
    Ale może i jest..? w końcu "uchodźcy" pokażą im, gdzie ich miejsce, jeżeli szkopi będą iść w zaparte i fałszować historię.
    Niejaki regan określał Związek Radziecki jako " państwo zła" a niejaki gorbaczow kłaniał się owemu reganowi i podawał mu publicznie rękę.
    No, ale gorbaczow zdrowo nie wygląda. Jego ponoć ach! jakże ukochana żona umarła na raka - czy z powodu ach! jakże szczęśliwego pożycia?
    Powołują się na Sacharowa, ale zapominają dodać, że Sacharow odwołał swoje krytyczne słowa odnośnie ZSRR i krytykował zachód zgniły i śmierdzący za fałszowanie historii.
    Ówże gorbaczow wygląda jak stara purchawa. Jest odrażąjący. Ponoć Miedwiediew odznaczył go jakimś wysokim odrerem. Cóż, pomyłki się zdarzają, ale historia je bezwzględnie koryguje.
    Ciekawe, dlaczego "wdzięczny Naród Rosyjski" uważa gorbaczowa za zdrajcę? i dlaczego gorbaczow mieszka na zachodzie a nie wśród "wdzięcznych mu Rosjan"?
    Szkalowanie Rosji leci dalej. Kij im w nery. Do kur muszę iść i do kaczek. To jest obiektwna prawda i szkoda czasu na zdrajcę, jakiegoś gorbaczowa. Tfu!
    Rosja a dżihad
  • @fretka 16:48:47 dziękuję, naprawdę piękna pieśń
    posłuchałam też innych podobnych. Aż serce się raduje i dusza ulata w przestworza. Tak, Słowianie to Dzieci Bogów.
    Tak pachnie śmietnik historii
  • niby temat zakończony, ale dobrze rzucić okiem i w to
    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/02/falszerze-historii-z-instytutu-pamieci-narodowej/
    [...]

    Poniżej jeden z komentarzy na portalu KRESY.PL
    Dodam do tego, że łączenie represji UB stosowanych wobec żołnierzy i oficerów podziemia (gen. „NIL” czy rtm. Pilecki) i tych którzy zdecydowali się powrócić po wojnie z Zachodu do ojczyzny, do swoich rodzin, z działaniami UB wobec tych których złapano z bronią w ręku, którzy napadali na posterunki, urzędy, sklepy, ściągali kontrybucję od miejscowych ludzi i nierzadko wykonywali przez siebie wydawane wyroki to skandal. Bohaterstwo i tragizm jednych stało się przykryciem bezprawia innych. Marek
    MOTTO: „””” Prawda jest tym, co dostaliśmy w spadku i jest naszym dziedzictwem, które oddamy następnemu pokoleniu. Mówić prawdę jest naszym obowiązkiem wobec samych siebie i wobec innych; To honor, obowiązek i nasz zapis dla przyszłych pokoleń. Jest to część naszego prawowitego dziedzictwa.”””” PANIE KACZYŃSKI,PANIE PREZYDENCIE DUDA,PANI PREMIER SZYDŁO O OPAMIĘTANIE PROSZĘ. NIE WSZYSCY POLACY SĄ IDIOTAMI O MENTALNOŚCI WAŁĘSÓW !!! …”żołnierze wyklęci” nie byli żadnymi żołnierzami bo 19.01.1945 roku na polecenie Rządu Polskiego w Londynie Armia Krajowa została rozkazem dowódcy „Bora” Komorowskiego rozwiązana a jej żołnierze wezwani do zaprzestania walki i włączenia się do odbudowy zniszczonego kraju rządzonego nie przez jakichś tam „komunistów” tylko przez Rząd Jedności Narodowej uznany przez 4 wielkie mocarstwa. Ci, którzy nie wykonali rozkazu wodza naczelnego AK winni stanąć przed sądami wojskowymi osądzonymi na kary śmierci. Wśród tych „wyklętych” było sporo zwyczajnych bandziorów, którzy rabowali, gwałcili, podpalali zwyczajnych obywateli. Do takich należał Józef Kuraś z Podhala ,któremu to bandyckie władze III RP postawiły okazały pomnik w jego rodzinnej wsi, a ludność tej wsi następnego dnia ten pomnik rozbiła na drobny gruz. Dziś nadal obecne władze podrzucają „żołnierzy wyklętych” jako temat zastępczy dla motłochu aby odwrócić jego uwagę od spraw żywotnych dla naszego polskiego narodu. —————– // ————————– ,, Dobrzy ludzie”, ci, których fotografie dzisiaj podziwiamy na wystawach, a ich spiżowe postacie spoglądają na nas z pomników, miażdżyli złym ludziom głowy i klatki piersiowe, ucinali uszy, nosy, języki, ręce, nogi, narządy płciowe i głowy, wydłubywali oczy, żywcem palili. Były też przypadki przywiązywania ofiar do młodych drzew rosnących w bliskiej odległości, których wierzchołki ściągano za pomocą lin. Ofiary przywiązywano głową w dół za prawe ręce i nogi do jednego drzewa, a lewe kończyny do drugiego. Następnie linę przecinano. Drzewa, wracając do pionu, rozdzierały ciała —- Weterani NSZ, największej podziemnej organizacji sprzymierzającej się z hitlerowcami, jeśli była taka potrzeba, uważający komunistów za zwierzynę, wobec której nie obowiązują żadne terminy ochronne, do której wolno strzelać kulą i kaczym śrutem, łowić w potrzaski i pętle („Szaniec”, najważniejszy organ prasowy NSZ z 23 października 1943 r.), mają prawo do noszenia mundurów polskiego wojska. TFUUUUUUUU!!!
    Tak pachnie śmietnik historii
  • z KIP
    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2016/02/falszerze-historii-z-instytutu-pamieci-narodowej/

    Poniżej jeden z komentarzy na portalu KRESY.PL
    Dodam do tego, że łączenie represji UB stosowanych wobec żołnierzy i oficerów podziemia (gen. „NIL” czy rtm. Pilecki) i tych którzy zdecydowali się powrócić po wojnie z Zachodu do ojczyzny, do swoich rodzin, z działaniami UB wobec tych których złapano z bronią w ręku, którzy napadali na posterunki, urzędy, sklepy, ściągali kontrybucję od miejscowych ludzi i nierzadko wykonywali przez siebie wydawane wyroki to skandal. Bohaterstwo i tragizm jednych stało się przykryciem bezprawia innych. Marek
    MOTTO: „””” Prawda jest tym, co dostaliśmy w spadku i jest naszym dziedzictwem, które oddamy następnemu pokoleniu. Mówić prawdę jest naszym obowiązkiem wobec samych siebie i wobec innych; To honor, obowiązek i nasz zapis dla przyszłych pokoleń. Jest to część naszego prawowitego dziedzictwa.”””” PANIE KACZYŃSKI,PANIE PREZYDENCIE DUDA,PANI PREMIER SZYDŁO O OPAMIĘTANIE PROSZĘ. NIE WSZYSCY POLACY SĄ IDIOTAMI O MENTALNOŚCI WAŁĘSÓW !!! …”żołnierze wyklęci” nie byli żadnymi żołnierzami bo 19.01.1945 roku na polecenie Rządu Polskiego w Londynie Armia Krajowa została rozkazem dowódcy „Bora” Komorowskiego rozwiązana a jej żołnierze wezwani do zaprzestania walki i włączenia się do odbudowy zniszczonego kraju rządzonego nie przez jakichś tam „komunistów” tylko przez Rząd Jedności Narodowej uznany przez 4 wielkie mocarstwa. Ci, którzy nie wykonali rozkazu wodza naczelnego AK winni stanąć przed sądami wojskowymi osądzonymi na kary śmierci. Wśród tych „wyklętych” było sporo zwyczajnych bandziorów, którzy rabowali, gwałcili, podpalali zwyczajnych obywateli. Do takich należał Józef Kuraś z Podhala ,któremu to bandyckie władze III RP postawiły okazały pomnik w jego rodzinnej wsi, a ludność tej wsi następnego dnia ten pomnik rozbiła na drobny gruz. Dziś nadal obecne władze podrzucają „żołnierzy wyklętych” jako temat zastępczy dla motłochu aby odwrócić jego uwagę od spraw żywotnych dla naszego polskiego narodu. —————– // ————————– ,, Dobrzy ludzie”, ci, których fotografie dzisiaj podziwiamy na wystawach, a ich spiżowe postacie spoglądają na nas z pomników, miażdżyli złym ludziom głowy i klatki piersiowe, ucinali uszy, nosy, języki, ręce, nogi, narządy płciowe i głowy, wydłubywali oczy, żywcem palili. Były też przypadki przywiązywania ofiar do młodych drzew rosnących w bliskiej odległości, których wierzchołki ściągano za pomocą lin. Ofiary przywiązywano głową w dół za prawe ręce i nogi do jednego drzewa, a lewe kończyny do drugiego. Następnie linę przecinano. Drzewa, wracając do pionu, rozdzierały ciała —- Weterani NSZ, największej podziemnej organizacji sprzymierzającej się z hitlerowcami, jeśli była taka potrzeba, uważający komunistów za zwierzynę, wobec której nie obowiązują żadne terminy ochronne, do której wolno strzelać kulą i kaczym śrutem, łowić w potrzaski i pętle („Szaniec”, najważniejszy organ prasowy NSZ z 23 października 1943 r.), mają prawo do noszenia mundurów polskiego wojska. TFUUUUUUUU!!!
    Żołnierze przegranej sprawy
  • @Casey 17:37:35 a co pana "casey" obchodzi, co pisze pani nana?
    niechże pan "casey" opowie, jak to był torturowany, wyrastał w piwnicy bez okien i żywił się odpadkami ze śmietnika. No i do szkoły pan "casey" chodzić nie mógł, więc niewiele się nauczył. Tyle, co powtarzać głupoty po innych nawiedzonych, żeby być trendy, żeby dostawać z MOPSa zapomogi. Bo jakby się tak dowiedzieli, że pan "casey" samodzielnie myśli, to by tych stu złotych już nie dostał, a i na czynsz musiałby sam zapracować a nie brać dodatki.

    Natomiast za czasów Polski Ludowej był wspaniale, było świetnie! właśnie niedawno rozmawiałam z jednym Panem, który wojnę przeżył jako małe dziecko. I ten Pan powiedział, że zwiedził Polskę jeżdżąc na kolonie już od pierwszej klasy szkoły podstawowej i tym sposobem zwiedził Polskę.
    A były to lata pięćdziesiąte. By ten Pan na te kolonie mógł jeździć, to ktoś musiał zarabiać mniej by część jego poborów mogła być przeznaczona na opłatę kosztów kolonii, jako że rodzice płacili za nie grosze albo wcale.

    No więc już w latach pięćdziesiątych było świetnie. O wiele lepiej niż teraz, bo teraz to dzieci nigdzie nie jeżdżą bo rodziców nie stać.

    No więc z wdzięczności dla tamtych Ludzi, ja chwalę organizację życia społecznego w Polsce Ludowej.

    Ja sama byłam osiem razy na koloniach letnich. Już pierwszego lipca - bo szkoła zawsze! kończyła się trzydziestego czerwca - była zbiórka przed biurem zakładu pracy mojej Matki. Z samego rana. Ponieważ była jeszcze czasem wszawica, to lekarz kontrolował dzieciom głowy i zawszonych odsyłano do domu, by doprowadzili włosy do porządku. [W aptekach był za kilka złotych altacet - pamiętam to, bo raz były wszy w szkole i my też się zaraziliśmy i Matka polewała nam wszystkim w domu głowę tym altacetem (dziś wiem, że był to octowy wyciąg z wrotycza) i nakładała nam ceratki i na to ręcznik. I w takich turbanach siedzieliśmy godzinę czy ileś tam, czytając książki albo grając w gry planszowe (mieliśmy "wyprawę na grzyby", "regaty młodych żeglarzy", rzecz jasna "chińczyka" i jakieś tam jeszcze. Do dziś praktykujemy gry planszowe, gdy dobrzy znajomi nas odwiedzą. Wszyscy grają chętnie a nagrodą jest cukierek dla zwycięzcy. Jest to taki sam cukierek, jak inne leżące na stole, ale ten wygrany zawsze smakuje wyjątkowo). Potem Matka myła nam głowy szamponem i wyczesywała je gęstym grzebieniem, by usunąć gnidy. Był to jeden, jedyny raz, gdy były u nas w domu wszy, dlatego pamiętam tak dokładnie.] Czyści przechodzili do autokaru i była jazda na kolonię.

    Moja Matka sosnową podłogę w kuchni szorowała najpierw szarym mydłem rozpuszczonym w wodzie, a potem jeszcze wyparzała wrzątkiem polewając ją wodą z czajnika. W pokojach mieliśmy parkiet dębowy, w przedpokoju też, a w łazience lastriko. Blok nasz oddany był do użytku w zimie, w 1953 roku.

    Więc ja jestem bardzo wdzięczna Ludziom, którzy ten dom zbudowali, którzy robili takie piękne klepki dębowe, którzy te klepki układali (nie były przyklejane ale na wpust-pióro), jestem wdzięczna tym, którzy kopali tam rowy pod kanalizację i rury z wodą. Jestem wdzięczna malarzom, tynkarzom, a także architektom i kierownikom budowy. Oraz murarzom, którzy surowe wapno wypalali w dołach polewając je wodą.
    Jestem wszystkim tym Ludziom wdzięczna, którzy pracowali, gdy ja chodziłam do przedszkola i do szkoły.

    Jestem wdzięczna Tym, którzy pilnowali porządku i bezpieczeństwa naszego społeczeństwa.

    Pamiętam ławki szkolne - z zielonym blatem drewnianym, w którym była pośrodku dziura na kałamarz. Pani nauczycielka zawsze nalewała tam atrament z wielkiej butelki.

    Jestem wdzięczna tym, którzy ten atrament robili. I tym, którzy wytapiali szkło na butelki do atramentu.

    W zeszytach - a więc jestem wdzięczna i Ludziom z branży papierniczej - w trzy linie pisaliśmy obsadką z piórem. Były pióra z krzyżykiem i takie "zwykłe". Kosztowały one jakieś grosze i każde dziecko było na nie stać. Robiły one kleksy, gdy umoczyło się za dużo atramentu.

    Więc jestem wdzięczna także Ludziom, którzy robili te pióra do pisania. I innym, którzy robili obsadki.

    Kleksom można było zapobiec odymiając koniec pióra nad świecą. Tak, że sama końcówka była rozżarzona do czerwoności. Czasem praktycznie było takie rozgrzane pióro zahartować w atramencie.

    Ile nas było w pierwszej klasie, nie pamiętam, ale w trzeciej było nas uczniów czterdziestu sześciu. Wejście do klasy było z boku, przy tablicy a na tylnej ścianie były drewniane wieszaki i tam mogliśmy w zimie wieszać nasze ubrania.

    Nie wolno było do szkoły przychodzić w gumiakach, bo podłogi były z drewnianych desek zaprawianych ropą naftową. Wówczas nie nasiąkały one wodą i były łatwiejsze do utrzymania w czystości. No i robactwo się w szparach nie plęgło.

    Więc jestem także wdzięczna i tym ludziom, którzy o świcie palili w piecach, znajdujących się w klasach, byśmy o ósmej mieli już ciepło i tym, co ropowali podłogi i je sprzątali.

    No i jestem wdzięczna górnikom za to, że wydobywali węgiel, którym klasy były ogrzewane.

    A więc wdzięczna jestem i kolejarzom, co ten węgiel przewozili wagonami i jestem wdzięczna węglarzom, którzy szuflami rozładowywali wagony i rzucali węgiel na furmanki, rozwożące go do miejsc przeznaczenia. Oczywiście, furmanom też jestem wdzięczna.

    No i piekarzom - za chleb.

    Chłopom i mleczarzom za mleko, masło i śmietanę.

    Za mięso jestem wdzięczna chłopom i masarzom.
    Za ubrania wdzięczna jestem projektantom, tkaczom i szwaczkom.

    Za buty szewcom.

    Za możliwość jazdy autobusem wdzięczna jestem robotnikom fabryk - metalowcom, mechanikom i konstruktorom.

    Jestem wdzięczna każdemu Człowiekowi, który przyczynił się do tego, że ja mogłam beztrosko żyć w Polsce Ludowej, że było bezpiecznie, mogłam się uczyć i bawić.

    A wy, parchy zaprzane, o co macie pretensje?!?
    Trzeba było się urodzić w ussa, to gdybyście pomieszkali w slamsie, murzyni dali by wam po mordzie za frajer, to byście potem w Polsce Ludowej czuli się jak w raju. Bo to był raj. Ale dla ludzi uczciwych. Zaprzańcom wszędzie jest źle i mają do każdego o wszystko pretensje.

    A ja? A ja mam wdzięczność dla tych wszystkich Ludzi, którzy pokonali tragiczne wojenne przeżycia i umożliwili przyszłym pokoleniom - do których zaliczam się i ja, jako urodzona po wojnie - spokojne, dostatnie i bezpieczne życie.
    Bardzo Wam, Szanowni Ludzie, za wszystko dziękuję.
    Tak pachnie śmietnik historii
  • @Bogusław Jeznach 13:49:50
    Szanowny Panie Jeznach, dziękuję za miłe słowa.

    Pozdrowienia odwzajemniam również najserdeczniej!
    Tak pachnie śmietnik historii
  • Nie wiem, jak to zrobić, żeby się panem Korejbą zachwycić.
    Wciąż daję sobie szansę na nowo, ale i tym razem nici z tego.

    Nic to, jakiś tok myślenia pan Korejba ma i kto wie, czy nie jest to u niego najważniejsze - że ma ten tok. No proszę, ja chcę grzecznie, ja chcę pięknie i co mi wychodzi?
    :)))))
    -sama prawda?

    " Upadek Lecha Wałęsy to więcej niż indywidualna tragedia zaplątanej w zawiłości historii jednostki. Koniec Wałęsy to koniec Polski, jaką znaliśmy od ćwierćwiecza i nie mam pewności, czy jest po czym płakać."
    NO więc: NIE! Wałęsa to tylko jeden facet. A Narodu jest prawie czterdzieści milionów, więc niemożliwe, żeby analfabeta stał wyżej niż choćby grono profesorskie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Więc jaki by tam nie był ten koniec Wałęsy, nigdy nie będzie on końcem Polski. U nas płcie prawie w równowadze. Kto chce, rozumie a ja nie muszę się wyrażać.
    Wcale nie było żadnej Polski od ćwierćwiecza, bo ona przed ćwierćwieczem właśnie zakończyła swój żywot: zlikwidowano polską administrację i obsadzono tymi; zlikwidowano polskie wojsko i utworzono takie; zlikwidowano polski przemysł i zrobiono baraki handlowe sprzedające zagraniczny towar; zlikwidowano polski bank i utworzono obce na terenie zwanym Polską by te ograbiły Polaków skutecznie z zasobów zgromadzonych w czasie istnienia Polski Ludowej.
    No więc jak mogła by istnieć Polska bez przemysłu, bez wojska i bez polskiej administracji? Nie mogła by istnieć i nie istnieje.
    Dowód?
    Proszę!
    Za czasów PRLu kto miał zaproszenie to mógł jechać do ussraju zmywać kible i sprzątać ussamerykanom. Wizę dawali. A teraz niby jesteśmy w wielkiej przyjaźni, a oni, ci ussmani pogrywają sobie z Polakami różnymi "loteriami wizowymi" tak, jakby ludzki los można było wystawić jako fant na loterii! A Polacy zaklinają rzeczywistość i pchają się do ussraju jak ćmy do płomienia świecy i dokładnie jak te ćmy kończą swój żywot.
    Różnica między czasem, gdy istniała Polska Ludowa i czasem obecnym, gdy jej nie ma jest taka, że za czasów Polski Ludowej jechał ten, kto chciał. W Polsce każdy miał pracę i mógł za nią przeżyć. Teraz to dla wielu sprawa nagiego przeżycia, bo pracy u nas nie ma i nie będzie. Tysiące niczym zombi czekają na okazję, że coś się gdzieś zwolni choćby po czyimś trupie.
    Więc widzimy wyraźnie, że dwadzieścia pięć lat temu Polska istniała i było w niej miejsce dla Polaków, a teraz Polski nie ma i Polacy opuszczają ten kraj, bo nie ma w nim dla nich miejsca do życia.
    Z tej perspektywy to nawet bardzo korzystne, że ten iluzor polityczny zdycha, a może już zdechł.
    Co do płaczu - to jeżeli lat dwadzieścia pięć temu Polacy nie płakali, że obcy rozwalają nam przemysł, telekomunikację, likwidują nasze polskie wojsko, to po czym mieli by płakać teraz? czy po tym, czego nigdy w ogóle nie było? W ciągu tych dwudziestu pięciu lat nie zbudowano polskiego przemysłu na nowo, po "demokratycznemu", nie stworzono milionowej "demokratycznej, polskiej armii" a przeciwnie - Polaków zdegradowano w ciągu tych dwudziestu pięciu lat do roli parobków dla krajów zachodnich.
    No to jaki byłby ten powód do płaczu? Chłopi po zniesieniu pańszczyzny to się cieszyli. I teraz Polacy mają szansę też się cieszyć, że nowożytna pańszczyzna panująca w kraju nad Wisłą ma szansę się rozlecieć.

    " Wałęsagate nie jest zwykłą awanturą, których pełno było, jest i będzie w historii Polski."
    - nic podobnego! za czasów Polski Ludowej nie było żadnych większych afer, a te, które były to zostały nagłośnione a aferzyści przykładnie ukarani i usunięci na margines życia społecznego.
    Obecnie aferzyści mają możliwość prawną zabezpieczyć się odpowiednio tak, że gdy się ich nakryje na przekrętach, to jeszcze skarb państwa musi wypłacać im "odprawy" w setkach tysięcy złotych a nawet milionach. I jeżeli państwa nie stać na te płatności, to taki pasożyt siedzi dalej na tym stołku i może szkodzić dalej.
    No więc to nie są polskie standardy, bo polskie standardy mieliśmy za czasów Polski Ludowej - kraj nasz był budowany przez ludzi i dla ludzi.
    Co zaś do tej bramy wałęsiej, to nic takiego nie było. Jest i było sztuczne tworzenie dziwacznych teorii i preparowanie "dokumentów" zgodnie z potrzebami tych, co to zarówno wykreowali Wałęsę jak i całą otoczkę, która go niosła.
    " Czy po tym wszystkim, co przez ostatnie dwa tygodnie wznosząc się na wyżyny absurdu powiedział Wałęsa, nie przyszedł czas wszem i wobec postawić specjalistyczną diagnozę i uczciwie powiedzieć narodowi, czy jego guru jest, czy nie jest poczytalny?
    - tak zwany Wałęsa nie powiedział teraz nic innego, niż mówił do tej pory i robił to w tym samym stylu co i teraz. Czyli pan Korejba opowiada androny.
    Wałęsa nigdy nie był przywódcą Polaków, a co najwyżej zagranica mówiła Polakom, że Wałęsa jest ich przywódcą. Nie wyobrażam sobie, że ktoś pokroju Wałęsy mógłby mi w czymkolwiek przewodzić. Ja doskonale przewodzę sama sobie i żadnych wałęsów do tego nie potrzebuję. I uważam, że znakomita większość Polaków też świetnie radziła sobie bez "przewodnictwa Wałęsy".

    " byłego prezydenta i byłego bohatera"

    - ???? a kto go za bohatera kiedykolwiek uważał? Zachód wykrzykiwał Polakom w uszy, że Wałęsa to bohater, ale Polak wie, że "jaki koń to każdy widzi". I Polacy widzieli oraz widzą bardzo dobrze.
    " Po pierwsze to tragedia indywidualna"

    - no bez żartów! z analfabety i mieszkańca bloku komunalnego przeniósł się on do willi, emeryturę ma prezydencką, do tego kasę od Nobla i to ma być tragedia? Niejeden Polak chciałby taką tragedią być dotknięty!

    " Mam wrażenie, iż pompowany z braku laku przez sprzyjające mu media i autorytety (nie mieli nikogo, kto lepiej nadawałby się na symbol III RP — co też o czymś świadczy) naprawdę stwierdził, iż, jak to mówił bratu w Arłamowie, jest potomkiem cesarza Walensa i należy mu się od narodu kult półboga, przy którym zbledną Kościuszko i Piłsudski."
    - więc najpierw to: "nie mieli nikogo". Kto nie miał? chyba nie ma pan Korejba na myśli Polaków! Polacy mieli kogoś innego, o wielkim formacie, wielkim umyśle i doskonałym wykształceniu, ale gdy "oni" wepchali Wałęsę, no to ten właściwy musiałby siedzieć u Wałęsy na kolanach w czasie jego tronowania, a może się brzydził?
    Co do tego, komu w Arłamowie co Wałęsa mówił, to przecież miejsce w sam raz na takie zwierzenia. Półbogiem można uznać Wałęsę od pasa w dół, bo nie każdy tyle mógł. A co do blednięcia Kościuszki i Piłsudskiego, to przecież i Kościuszko, i Piłsudski i Wałęsa są siebie warci. A w dodatku Piłsudski i Kościuszko już są bladzi i więcej zblednąć nie dadzą rady.
    Od kogoś Wałęsa z pewnością się wywodzi. My wszyscy, gdy się dokładniej przyjrzymy i zastanowimy to dojdziemy do wniosku, że praktycznie każdy z każdym jest mniej lub bardziej spokrewniony.
    Jako pierwsze ćwiczenie dla mózgu można sobie wyobrazić, że mamy dwoje rodziców, czworo dziadków, ośmioro pradziadków, szesnaścioro pra pradziadków, trzydzieścioro dwoje pra pra pradziadków itd. itd.
    Kto więc może wiedzieć tak naprawdę, z kim jest a z kim nie jest skoligacony? Taka arystokracja, żeby się nie mylić, to stosuje chów wsobny. I tym sposobem mają powód, by zadzierać nosa.
    Więc może ten ów Wałęsa taki mocny w genealogii? i się doszukał w tych pra pra pra pra pra-wdy? Jednego nie można mu odmówić - jak był głupi na początku tak jest i dziś. Stałość to ponoć zaleta więc można Wałęsę potraktować z tej choćby strony.
    " blondynka z dowcipu o jadącym pod prąd samochodzie."

    - po co zaraz czepiać się blondynek? mój Stary wjechał w pewną ulicę choć mu mówiłam "nie jedź tam bo jest znak" ale on zapytał tylko "gdzie?" "jaki znak"? i pojechał. Fakt, pusto było i on blondyn. Ale ja bym tak nie jechała. Więc niech się pan Korejba zdecyduje, czy raczej solidaryzuje się z własną płcią czy woli narażać kobietom.

    " Po drugie, to trzęsienie ziemi dla elit politycznych, intelektualnych i generalnie wszystkich tych, którzy przez ostatnie ćwierć wieku uważali się za predestynowanych do przewodzenia narodowi,"

    - ostatnim przedstawicielem polskiej elity, który sprawował wysoki urząd był Generał Jaruzelski. I gdy on odszedł, to się zaczęło pchanie do koryta. Natomiast polskie elity intelektualne świadome stanu rzeczy wolały nie moczyć się w szambie szczególnie, że miały by przeciw sobie gawiedź przyklejoną do lepu kapitalistycznej propagandy.
    Przewodzenie zaś narodowi to nie jest zarabianie dla siebie pieniędzy i urządzanie wygodne krewnych i znajomych królika. A skoro tylko zarabianie pieniędzy i urządzanie krewnych ma miejsce od dwudziestu pięciu lat, o przewodzeniu narodowi mowy być nie może.

    " tak ustawiając ramy debaty społecznej,"

    - a gdzie i kiedy pan Korejba widział w ostatnich dwudziestu pięciu latach debatę społeczną? Bo ja widziałam zawsze, jak jakiś dziennikarzyna zadawał komuś pytanie by następnie nie dać mu dojść do głosu. Jeżeli coś takiego pan Korejba uważa za debatę, no to mamy inne pojęcie definicji debaty.

    " Dziś krach tego projektu okazuje się bardziej niż oczywisty — najdobitniejszym dowodem jest choćby liczba ludzi wyjeżdżających z Polski bez chęci powrotu — a nas wszystkich czeka zadanie wychowania sobie lub sprowadzenia z zagranicy nowej elity."

    - no, ciepło, ciepło, ale jeszcze nie gorąco.
    Projekt nie doznał żadnego krachu a przeciwnie, jest skutecznie realizowany. Wyjazd Polaków z Polski jest dokładnie sterowany i także uniemożliwianie im powrotu jest celowym zamierzeniem. Oraz "sprowadzanie elit z zagranicy". Czy pan Korejba ma na myśli elity "żydowskie", które jeszcze się u nas nie zasiedliły, choć mienie Polakom już ukradły?
    Oczywiście, przykrywką będą "uchodźcy", którzy tak uprzykrzą życie Polakom w Polsce, że Polacy "oddadzą" władzę "żydom" bo będą przekonani, iż sami sobie z problemami nie poradzą.

    "
    Po trzecie wreszcie, upadek Wałęsy i wywołany przez niego zamęt w elitach jest — trzeba to sobie powiedzieć — tragedią całego narodu. "

    - nic podobnego! Wałęsa może sobie spadać dowolnie i żadnego zamętu to nie wywoła. Nie mówiąc już o tym, by była to jakaś tragedia dla polskiego narodu. Tragedia dla Polaków zaczęła się w latach osiemdziesiątych, gdy Polacy wyrzekli się własnego kraju, wyrzekli się własnego dorobku i pożądali pracy na zachodzie, bo "tam jest lepiej". Że nie jest tam lepiej wiemy od dawna, z tym, że po pogrążeniu Polski w bezrobociu i biedzie no to nawet zmywak jest dla Polaka szansą na "lepsze życie".
    Tragedią dla Narodu Polskiego była likwidacja Polski Ludowej i grabież majątku narodowego przez zachodnie korporacje ponadnarodowe.

    " Bo, przyznam szczerze, kiedy sprawa Wałęsy zapoczątkowała upadek jego, sformowanej wokół jego kultu elity i całego stworzonego przez nią systemu, miałem chęć założyć koszulkę z napisem „Nie płakałem po III RP". Jednak, nauczony doświadczeniem tego jak bardzo boleśnie śmieje się czasem nad nami historia, poczekam, czy nie przyjdzie zamiast niej nadziewać sloganu „Wałęso wróć".

    - no, jedno co mogę o sposobie myślenia pana Korejby powiedzieć to to, że jest zaskakujący. Już, już człowiekowi wydaje się, że owszem, jest w tym sens i nawet doszukuje się człowiek czegoś głębszego a tu zawsze ta sama niespodzianka: nic głębszego, a nawet płytszego w tym nie ma. Szkoda, wielka szkoda.
    Nie było żadnego kultu Wałęsy uprawianego przez jakąś elitę skupioną wokół niego. Czy kierowca znajomek to otaczająca elita? Co do stworzonego systemu to było on zaprojektowany i wprowadzony przez siły polityczne niepolskie. Nie było także czegoś takiego jak III. RP. Od czasów wojny mamy ten sam obszar geograficzny; ziemie wyzwolone przez Bohaterskich Żołnierzy Armii Czerwonej i przekazane Polakom jako ich kraj. Na tym terenie mieszkają ludzie określający siebie jako Polacy, używający języka Polskiego i są to potomkowie tych, którzy po wojnie dźwignęli kraj z ruin.
    Przemalowywanie tablic z nazwami państwa polskiego, zmiana nazw ulic i doklejanie orzełkowi piastowskiemu korony nie zmieniło w niczym faktu, iż Polska to kraj leżący miedzy Bałtykiem i Karpatami, między Odrą i Bugiem, z ludnością mówiącą po polsku.
    Czyli tablice zmieniono, orzełkowi dano koronę, ale zasadnicza zawartość kraju pozostała ta sama. A także wielkość zajmowanego obszaru - 312 tys. km2.

    Historia może i śmieje się z nas, Polaków, bo okazaliśmy się dętymi frajerami i miejsca pracy u siebie w Ojczyźnie - za biurkiem, w polskim przemyśle i polskiej kulturze zamieniliśmy ma zmywak i zmienianie pampersów starym Niemcom.
    Ale Polakom przecież nie do śmiechu.
    Więc "nadziewanie sloganu pt. Wałęso wróć" to kpina z ludzkiej - nawet szczątkowej inteligencji.
    No bo wyobraźmy sobie, że taki Wałesa wraca. I co? nie ma już stoczni, nie ma przemysłu i co może taki Wałęsa "obiecać" ludziom? że im to przywróci? a czym opłaci swoich zleceniodawców? Oni swoje już wzięli i Wałesa do niczego im już potrzebny nie jest. Co najwyżej jako figurant, jeżeli machanie transparentami z napisem "solidarność" byłaby przydatna do wywołania jakiejś rozpierduchy, w której korzystne byłoby upuszczenie polskiej krwi.
    Więc ze swojej strony powiem, niech ten Wałęsa siedzi w tej swojej willi, niech szuka korzeni u samego nawet Pana Boga - bo akurat tu prędzej się ich doszuka - i nich nie waży się ponownie zawracać głowy Polakom, bo a nuż ktoś sobie skojarzy wszystko należycie i Wałęsa nie tylko willę straci ale i życie? Historia poucza nas, że w takiej sytuacji, w jakiej jest Wałęsa, lepiej siedzieć cicho. Bo kto wie, czy nie po to zrobiono wokół niego szum, by następnie zrobić z niego męczennika?
    Ja tam mu źle nie życzę. Ja mu nic nie życzę. I nie będę także po nim płakać. Nawet nie wiem, czy będę płakać po sobie? :))))))))))))
    Tak pachnie śmietnik historii
  • @fretka 13:24:02 śliczne!
    o życiu to my nie mamy pojęcia :(
    Czwartek, 3.03.2016
  • @kontras2012 20:28:13 miło mi, odwzajemniam szczerze
    najbardziej spodobało mi się to "oczywiście". Przesympatyczne!
    Posłuchać głosu Prymasa
  • @1abezmetki 10:29:37 dokładnie! chodzi o
    "wyhodowanie i wytresowanie polskojęzycznych matołów, których mogliby wysłać na Rosję razem z banderowcami"

    i tylko o to. Nie ma znaczenia żadna Polska, żaden patriotyzm, nawet nie elementarne człowieczeństwo.

    Ale teraz już o tym wiemy i nie musimy iść na ich smyczy.
    Żołnierze przegranej sprawy