Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!

Komentarze wujal

  • @kula Lis 67 11:51:27
    I był też Biss
    Urodził się 24 lipca 1913 r we Lwowie, w rodzinie Stanisława i Władysławy z Drzewickich. Ojciec zginął w czasie I wojny światowej. W 1918 r Biss został oddany do sierocińca. Po ukończeniu szkoły handlowej pracował przez pół roku jako subiekt sklepowy, następnie ukończył w 1935 r. seminarium nauczycielskie. Pracę w zawodzie objął dopiero w lutym 1938 r. w szkole powszechnej w Turce koło Kołomyi. Po odbyciu przeszkolenia wojskowego i kursu Szkoły Podchorążych Piechoty 11 KDP w stopniu ppor. rozpoczął służbę jako jeden z dowódców 49 Pułku Strzelców Huculskich. Pułk ten rozkazem Naczelnego Dowództwa z dnia 12.IV.1937r otrzymał prawo tradycji Legionów Polskich. Od 1 września 1939r został detaszowany do 53 Pułku Strzelców Kresowych, gdzie oba pułki w składzie 11 Karpackiej Dywizji Piechoty walczyły w Armii Karpaty. Pułki te składające się z zmobilizowanych na Kresach polsko-ukraińskich obywateli II Rzeczypospolitej szczególnie zasłużyły się w obronie rzeszowszczyzny. Ich bojowy szlak biegł na południe od granic miasta Rzeszowa, . Oddziały 11 Karpackiej Dywizji Piechoty w których jednym z dowódców był por. Józef Biss naciskane przez armie niemieckie opuszczały powoli swoje linie obronne nad rzekami Wisłoka i Wisłok jako ostatnie polskie oddziały na tych terenach. W dniu 10 września zajęły pozycję na rozległym paśmie wzgórz obok miejscowości Błażowa i Barycz. Dowództwo dywizji chcąc wykorzystać mocno dominujące nad terenem położenie oddziałów Dywizji zwróciło się do dowództwa Armii Karpaty o pozwolenie na rozpoczęcie kontrofensywy do której czuło się w pełni przygotowane. Niestety ogólnie zła sytuacja na frontach września sprawiła, że zgody takiej nie udało się otrzymać. Jednak kontratak i bojowa zasadzka przeciwko oddziałom nieprzyjaciela poprowadzony w nocy przyniósł sukces zlikwidowano w czasie uderzenia sztab niemieckiej 4 LDZmot i zdobyto plany niemieckich sił prowadzących natarcie./ Melchiora Wańkowicza pt. Dywizja Jeż/ Zgrupowanie 11 KDP atakowało 7 dywizji nieprzyjaciela. W dniu 11 września zajęto pozycje wzdłuż doliny Sanu z tyłu za rzeką rozciągały się tereny wsi Pawłokoma . By trwać w bezpośrednim starciu bojowym z siłami niemieckich armii zajęto pozycje, mając za plecami szeroką w tym miejscu rzekę San i żadnych mostów do dyspozycji. Można było bezpieczniej zająć pozycje wewnątrz wsi Pawłokoma, Bartkówka czy Dylągowa osłaniając się od nieprzyjaciela rozlewiskami Sanu ale wtedy ogień nieprzyjacielskich artylerii zniszczyłby wsie ,a w kampanii wrześniowej polskie dywizje zawsze unikały takich sytuacji. Trwano w bezustannym boju utrzymując na sobie ciężar natarcia niemieckich: 45DP ,44DP,11DP, 4LDZmot ,7DP, 2DG, Pułku SS „Germania”./mapy zamieszczone w książce pt. „ Armia Karpaty”/ Niestety nocą siły 2 DG atakujące broniące odcinka południowego słabe oddziały wchodzącej w skład Armii Karpaty Obrony Narodowej zdołały się przebić i 11 KDP zaczęło grozić okrążenie. Rozpoczęto zatem wycofywanie w rejon Przemyśla. W nocy z 15na 16 września przyszło wziąć krwawy rewanż na nieprzyjacielu. Rozpoznanie doniosło, gdy oddziału 49 Huculskiego Pułku Piechoty wraz z towarzyszącym 53 Pułkiem Strzelców Kresowych w którym wtedy służył Józef Biss, zajęły pozycje pod Mużyłowiczami za Sądową Wisznią, że w pobliskich lasach znowu przygotowuje się do ataku Pułk SS Germania. Były to niemieckie odziały walczące niebywałą brawurą na która zanosili skargi nawet towarzyszący na skrzydłach pułku SS dowódcy oddziałów Wehrmahtu. Była noc gdy polskie pułki otrzymały rozkaz dowództwa, nakazujący rozładowanie bron i/by nie zdradzić się wczesnym strzałem/ i nocny atak na pozycje pułku SS wykonany jedynie przy pomocy bagnetów i broni białej.
    Tak wspomina klęskę SS-Standarte "Germania" dowódca 11 KDP płk. dypl. Bronisław Prugar-Ketling
    „Gdy zbliżyliśmy się na odległość 1 km od Mużyłowic, usłyszeliśmy przed sobą odgłosy gwałtownej walki. Padło kilka strzałów artyleryjskich czy moździerzowych i odezwały się ciężkie karabiny maszynowe, które grały całymi taśmami. Wiedziałem, że to niemieckie, bo nasi idąc do nocnego natarcia rozładowali z mojego rozkazu broń. Na pewien czas zatrzymałem kolumnę, a sam z ppłk. Popielem podjechałem bliżej wsi. Walka trwała dalej, ale ogień słabł. Strzelcy 49. pp i 53 ps["Strzelców Kresowych"] wtargnęli już do środka wsi, siekąc i kłując bagnetem każdego, kto się im pod rękę nawinął. Odzywające się od czasu do czasu seriami strzały pistoletów maszynowych urywały się nagle, w połowie magazynków. Czuło się, że ręka która jeszcze przed ułamkiem sekundy naciskała spust, martwieje i bezwładnie opada, paraliżowana uderzeniem kolby lub pchnięciem bagnetu. Nie słychać było żadnych okrzyków. Bój toczył się w ciemnościach i złowrogiej ciszy. Nikt już nim nie kierował - nikt o pardon nie prosił. Wrażenie było niesamowite. Toteż groza, jaka opanowała Niemców, musiała przewyższać wszystkie dotychczasowe ich przeżycia. Z takim zaskoczeniem i z takim atakiem nie spotkali się na pewno nigdy. Trupy, które oglądaliśmy później, miały wyraz straszny. Trwoga, wśród której ginęli, nie znikła z ich twarzy. Wysiedliśmy z samochodu i pieszo podążaliśmy za cichnącym i dogorywającym odgłosem nocnego szturmu. W coraz jaśniejszym brzasku porannym odróżnialiśmy domy, drzewa, opłotki, a później... działa, jaszcze, ciągniki, samochody - najpierw pojedyncze, potem grupy, całe parki. Przecieraliśmy oczy, by się upewnić, czy to nie złudzenie, tak nieprawdopodobnie zdobycz ta wyglądała. Duża i bogata wieś... zawalona była po brzegi sprzętem i materiałem wojennym... Mużyłowice atakowane były przez dwa bataliony/pułki-wyjaśnienie własne/ od strony zachodniej i od południa. Zaskoczenie było kompletne, więc walka trwała nie dłużej niż pół godziny.” Pułk SS przestał istnieć. Takiego uderzenia na formacje SS nie udało się zrobić żadnej z armii walczących w pierwszej połowie II wojny światowej. Po tym boju ppor Józef Biss został awansowany , otrzymał dowództwo kompanii w 53 PSK.
    Biss dostał się do niewoli niemieckiej podczas krwawych walk pod Lwowem, z której wkrótce zbiegł. Przebywał następnie w miejscowości Święty Józef pod Kołomyją. Podjął na nowo pracę nauczyciela. Od listopada 1940 r. działał w ZWZ . Organizował przerzuty do Rumunii. Po wkroczeniu Niemców poszukiwany przez Gestapo przeniósł się do Lwowa. We Lwowie został mianowany na stanowisko dowódcy placówki obejmującej terytorialnie ul. Gródecką po ulicę Janowską łącznie z przecznicami. Miało mu podlegać ok. 40 ludzi (jeden pluton). Pracował na stacji benzynowej przy ul. Bilczewskiego. W 1943 r. mianowany na stanowisko zastępcy, następnie komendanta rejonu wiejskiego Dzielnicy Zachodniej - rejonu VI Janów przybierając ps. „Wacław”. Ze względu na aresztowania oraz rozbicie oddziałów leśnych AK w Janowskich lasach w połowie kwietnia 1944 r. Biss zlikwidował Rejon i opuścił Janów.
    W maju wyznaczono go na dowódcę nowo organizowanego oddziału leśnego – 1. kompanii 26. pp AK. Oddział tworzyli ochotnicy z Dzielnicy Zachodniej, a przede wszystkim z rejonu wiejskiego V Dzielnicy – Zimna Woda – miejscowości podlwowskiej położonej na zachód od Lwowa . Zaczątki oddziału organizował pchor. piech. Zdzisław Żypowski ps. „Syrokomla” w Basiówce około 5 km na południe od Zimnej Wody. Mniej więcej w połowie czerwca liczący ok. 40 ludzi oddział pod dowództwem por. Bissa został przeniesiony Siemianówki, odległej o około 10 km od Basiówki stanowiąc wzmocnienie samoobrony tej wsi usytuowanej na południe od Lwowa. Wsławił się tam skuteczną obroną tej miejscowości przed atakami UPA.
    W okresie od czerwca do połowy lipca 1944 r. oddział Bissa czterokrotnie odpierał napady UPA skutecznie broniąc dostępu do polskich wsi Chodowicy i Siemianówki.
    Podczas dwóch napaści, które miały miejsce na przełomie czerwca i lipca, atak UPA wyszedł od strony ukraińskiej sąsiedzkiej wsi Miłoszowice, położonej na wschód od północnej części Siemianówki, gdzie kwaterowali ludzie Józefa Bissa . Oddział „Wacława” w nocy z 3 na 4 lipca 1944 r. brał udział w odbiorze zrzutu pod Siemianówką. Dzięki broni zrzutowej stan uzbrojenia oddziałów leśnych osłaniających wieś oraz lokalnej samoobrony znacznie się poprawił. W wyniku dekonspiracji mających miejsce w związku z wykryciem przez Niemców radiostacji Komendy Obszaru w Zimnej Wodzie, do kompanii Bissa dołączyli nowi żołnierze. Z czasem, prawdopodobnie już przed akcją „Burza” udało się zorganizować trzy plutony. W czasie „Burzy” ppor. „Wacław” przystąpił do akcji dywersyjnej atakując wycofujące się oddziały niemieckie na szosach Lwów – Stryj i Lwów – Szczerzec oraz tocząc walki z Ukraińcami aż do wkroczenia wojsk sowieckich. W lipcu 1944 r. ppor. Biss zostaje przez płk. Filipkowskiego przedstawiony do awansu na porucznika.
    Gdy w roku 1944 oddziały jego znalazły się na terenach opanowanych przez Armię Czerwoną nakazał znacznej części swoich żołnierzy rozbrojenie się, a sam zaś dowodząc 150 osobowym oddziałem żołnierzy usiłował iść na pomoc walczącej w powstaniu Warszawie. 18 sierpnia 1944 grupa operacyjna „ SMIERSZ” 13 Armii /Czerwonej/ pułkownika Szlepienki wzmocniona oddziałami 8 Gwardyjskiej Dywizji Kawalerii z 6 Gwardyjskiego Korpusu Kawalerii próbowała złapać oddziały AK/ok. 300 osób/ w pułapkę pomiędzy Rudnikiem n/ Sanem, a Sarzyną . Ujęto tylko połowę oddziałów AK ponieważ Józef Biss wyprowadził swoich żołnierzy bezpiecznie z zasadzki oddalając się w kierunku Lublina. W październiku 1944r w wyniku braku możliwości dotarcia do walczącej stolicy powrócił na rzeszowszczyznę podejmując się obrony jej mieszkańców jako dowódca kompanii OP-26 Zgrupowania „Warta”. Osłaniał swoimi oddziałami wiele miejscowości województwa rzeszowskiego. Dowodzone przez niego pododdziały stacjonowały we wsiach : Żołynia, Albigowa, Kraczkowa, Handzlówka, Cierpisz, Dylągowa, Sielnica, Dynów, Tarnawka, Borowica. Rzeszowwski Urząd Bezpieczeństwa chcąc zlikwidować terenowe kwatery oddziałów podziemia zaczął od października 1944r dokonywać pacyfikacji wsi. Kraczkowa była ze względu na silny oddział własnej samoobrony jedną z pierwszych. We wspomnieniach żołnierzy podziemia czytamy: „w nocy /5 na 6 styczeń 1945/ w Kraczkowej... rozległy się strzały w różnych stronach wsi....grupa funkcjonariuszy NKWD chciała aresztować w nocy wyznaczone osoby ale napotkała zbrojny opór...cała wieś jest otoczona...stopniowo koncentrycznie zbliżali się do zabudowań...przed kościołem zgromadzono dużą grupę mężczyzn pilnowanych przez uzbrojonych żołnierzy....w Kraczkowej opór miejscowej ludności trwał dzień i noc,...Próba nasza /wspomnienie Bissa/odciążenia oblężenia wsi przez wykonanie okrążenia domostwa zajętego przez dowództwo/NKW D-SMIERSZ / i obrzucenia obiektów granatami, nie udała się. Posiadane przez nas granaty produkcji radzieckiej po prostu nie eksplodowały, a ogień z automatów był za słaby by zniszczyć nieprzyjaciela....wycofaliśmy się zanim wieś kompletnie spacyfikowano Straty były tam duże...aresztowanych około setki...zgromadzonych uformowano w kolumnę i piechotą /28 osób/popędzono w kierunku Rzeszowa”/J Węgierski-Armia Krajowa na zachód od Lwowa, P Chmielowiec-Urząd Bezpieczeństwa w Łańcucie/. 19.01.1945 rozkazem komendanta Armii Krajowej gen. Leopolda Okulickiego nastąpiło rozwiązanie i tym samym likwidacja AK . 3 marca 1945r na prośbę likwidowanej przez oddziały UPA ludności Pawłokomy zapewnił resztką swojego poakowskiego oddziału /40 ludzi/ militarną osłonę tej wsi zapobiegając skutecznie pogromowi jej polskich mieszkańców przez stacjonujące w pobliżu oddziały UPA podczas gdy miejscowi ludzie dokonywali osądu działań ukraińskich na swoim terenie .”... przybyłe do Pawłokomy oddziały starały się uzyskać od przebywających tam mieszkańców członków UPA wiadomości: gdzie znajdują sią uprowadzeni ostatnio Polacy. Okrążający wieś oddział „Wacława” osłaniał jedynie stronę wschodnią na wypadek gdyby Ukraińcom z Pawłokomy przyszła odsiecz UPA, ponadto mieli też za zadanie blokować ewentualną ucieczkę upowców ze wsi . Było kilka takich prób przerwania się przez pas okrążenia ze strony banderowców. Jednego uciekającego z bronią na pewno zastrzelono, a drugiego prawdopodobnie , kilku z bronią w ręku złapano. Byli to dawni policjanci ukraińscy w służbie niemieckiej, a obecnie w służbie UPA. Kilkuosobowa grupa z oddziału „Wacława” dokonała rewizji na wieży cerkiewnej, gdzie znaleziono łuski od naboi i metalową taśmę od CKM. Przypadkowe podpalenie dwu domów ukraińskich w pobliżu cerkwi pozwoliło stwierdzić, że broń, a szczególnie amunicję i granaty mieli Ukraińcy ukryte w prywatnych budynkach mieszkalnych. Podczas pożaru tych dwu domów kanonada rozrywających się pocisków karabinowych i granatów wskazywała, że było ich tam sporo. Podczas rozmów z Ukrainkami dowiedziano się, że UPA posiada bunkry „gdzieś na wzgórzach niedaleko Pawłokomy. Tam mają się ukrywać upowcy, tam mają magazyny żywności, broni i amunicji.” Tę informację potwierdził również zatrzymany w Dylągowej Ukrainiec z dokumentami na nazwisko Teofil Szpak . Ale nie potrafił określić gdzie bunkry są.
    Nie mogąc otrzymać informacji o zabranych ze wsi w styczniu Polakach oddzielono wszystkich mężczyzn, którzy byli lokalnymi członkami i współpracownikami UPA w wieku od 17 do 75 lat. Wszystkie kobiety z dziećmi pod eskortą wyprowadzono ze wsi w kierunku Piątkowej, tam zwolniono i kazano im iść na Ukrainę. Wypędzone ukraińskie kobiety z dziećmi udały się ze skargą do sowieckiego komendanta wojennego w Sanoku. Wkrótce wysłany został oddział NKWD, który dokonał w połowie kwietnia 1945 roku w Dynowie i jego rejonie aresztowania 282 Polaków podejrzanych o udział w akcji odwetowej w Pawłokomie.”(JLWyciślak -Zwycięstwo Pawłokomy”)
    29 V 1945r miał pecha, gdy zakładał oficerskie buty po wieczornym myciu nóg /czekano by był bez broni/został w leśniczówce w rejonie Zmysłówki pod Żołynią na wskutek donosu zaskoczony i aresztowany przez oddziały NKWD. Był więziony w Rzeszowie przy ul Jagiellońskiej 17 i przesłuchiwany w ciężkim śledztwie. Skazany 4 września 1945r ,przez Wojskowy Sąd Rejonowy wyrokiem syg.G 405/45 na karę 2 lat więzienia i 3 lat pozbawienia praw publicznych .Po ponownym śledztwie Sąd Najwyższy w Warszawie w dniu 2.października 1945r podwyższył wyrok skazując go na karę 7 lat więzienia za czyny : „ że jako dowódca terrorystycznej bandy posiadał nielegalnie pistolet, uchylał się od służby wojskowej ,posługiwał się fałszywymi dokumentami i składał fałszywe zeznania”. W wyniku amnestii wyrok skrócono potem do 3 lat. Po odbyciu wyroku i wyjściu z więzienia ponownie aresztowany/akta Sr161/51 za przynależność ”do bandy Edwarda Cieśli” na terenie Opola , pobity w śledztwie otrzymał wyrok kolejnych 8 lat, przebywał od 25.01 1951 do 26.04.1955r w ciężkim więzieniu w Strzelcach Opolskich. W 1992 roku wyrok Sądu Wojewódzkiego w Rzeszowie stwierdziły nieważność powyższych orzeczeń. Nigdy w żadnym śledztwie nie wykazano dokonywania przez Józefa Bissa jakichkolwiek mordów czy to na Ukraińcach , milicjantach, działaczach komunistycznych lub wojsku. Po wyjściu z więzienia w roku 1955 pracował w Opolu nad odbudową polskich ziem zachodnich. 23 X 1950 r. Józef Biss wraz z Edwardem Cieślą dokonali akcji ekspropriacyjnej na kasjera spółdzielni „Granit” w Dzierzkowie pow. Jawor konfiskując 110.154 zł. 1 listopada 1950 r. Cieśla wraz z Bissem badali możliwość dokonania kolejnego napadu na kasjera PGR w Wojanowie pow. Jelenia Góra z czego jednak po wstępnym rozpoznaniu zrezygnowano. Należy podkreslić, że jako obiekt napadów brano pod uwagę przedsiębiorstwa państwowe. Były to działania wywołane rozkazem dotyczącym potrzeby tworzenia oddziałów Ruchu Oporu Armii krajowej.
    Opolskie losy Józefa Bissa obrazują częściowo .fragmenty listu napisanego przez jego najbliższą rodzinę : „Po odbyciu wyroku miał świadomość, że jest stale śledzony, dlatego z domu wychodził zawsze w towarzystwie żony. W dniu, kiedy miał zamiar zapytać się o możliwość pracy w PKS – ie mieszczącym się wówczas przy ul. Ozimskiej róg Katowickiej – teść nie zjadł śniadania {co prawdopodobnie uratowało mu życie}. Przed wejściem do biurowca była portiernia, gdzie przed wejściem do budynku trzeba było okazać dokument tożsamości. Teść pochylił się lekko do przodu chcąc prawą ręką wyjąć z lewej kieszeni marynarki (na wysokości piersi) portfel z dokumentami, jednocześnie wykonując lekki obrót. Zdążył jeszcze zobaczyć swojego prześladowcę, wycelowany {z bardzo bliskiej odległości} w swoją stronę pistolet {prawdopodobnie odrzucił też ręką broń uniemożliwiając drugi strzał}. Został postrzelony w brzuch {postrzelenie „zaczynało się w płucach – bok, przechodziło obok serca a wylot kuli był na wysokości żołądka – bok po prawej stronie. Później cały incydent został przedstawiony jako próba aresztowania i „samoobrona” funkcjonariusza (prawdopodobnie Ukraińca w służbie UB) w rzeczywistości strzelano bez ostrzeżenia do bezbronnego człowieka}. Nieopodal przy ul. Katowickiej jest Szpital Chirurgiczny. Dr Chołejko wykonał operację bez ewidencjonowania {prawdopodobnie – nie była prowadzona „normalna” dokumentacja leczenia} pacjenta. {Dziadek był leczony w szpitalu pod nadzorem – bez możliwości odwiedzin osób bliskich i bez poinformowania rodziny piszą współcześni}.
    Po jakimś czasie (liczonym raczej w miesiącach) został przewieziony do aresztu, gdzie był torturowany, ostatecznie został osądzony (Wojskowy Sąd Rejonowy w Opolu) i skazany na 8 lat więzienia za przynależność do „bandy Edwarda Cieśli”.(rozkazy W i N polecały odtwarzanie struktur AK na Ziemiach Zachodnich –przyp. JLW) Postanowieniem SW w Opolu z roku 1991r. wyrok unieważniono, w roku 1992 przyznano synom odszkodowanie}. Teść nie powiedział kim był zamachowiec, po prostu zrelacjonował wydarzenie. Mimo moich nalegań i pytań czy było to UB czy inne zbrodnicze elementy – milczał. Znając Jego osobowość, przypuszczam, że nie chciał powiedzieć, by w bliskich nie wzbudzać nienawiści, która przecież zawsze jest obosieczna. Wiem, że matka Teściowej była Ukrainką, że Teść uczył w szkole ukraińskie dzieci, mam też świadomość, że jako polski żołnierz, oficer czuł się zobowiązany, był zobowiązany przysięgą chronić polską ludność przed tym co jej groziło. Był zawsze człowiekiem honoru. Po „odwilży” w 1956 roku proponowano Mu wysokie stanowisko w Komitecie Wojewódzkim PZPR. Warunkiem było zapisanie się do partii. Odmówił. Zmarł w Opolu 30 września 1977r.” Na koniec warto dodać, że w IPN istnieją dowody, że J Biss podpisywał przepustki na opuszczenie Pawłokomy, mieszkającym tam 3 marca 1945r Ukraińcom. Wg obecnie prowadzonego śledztwa na pomniku w Pawłokomie jest autentyczne jedynie 65 nazwisk tamtejszych ofiar, pozostałe 301 nazwisk są to nazwiska zmyślone przesłane przez ukraińskich intencjonodawców wykonania pomnika..
    Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”.
  • Kto tutaj z naszych znajomych w Last row?
    I remember some of the names
    Youth groups

    268 Scouts from the Hanoar Hacijoni (Zionist Youth) organization, in Horodenka (now Ukraine), 1936.
    Seated by the sign "Hanoar Hacijoni" are Emus Liebster (left) and Nunek Ziferblat. In the first row, from left: Rau, Dwoira Rosenrauch, Nuska Wacher, Mara Silber, Muniu Zauderer, Betka Szuchner.
    Second row: Dowcio Komi, Tuwja Korn, Koka Sucher, Adela Emzig, Nina Auerbach. At the wall, from the right, standing: Mundek Koch (with arms crossed), Meir and Rosenbaum.
    Third row, Buzio Rat, Szlomi Kor Szmerl Herman, name unknown, Maty1da Gloger (turned to the side Adela Gloger, Rosa Herman, Zwi Reis. Fourth row, Mara Hartenstein, name unknown, Sal Rosenkranz, Ester Luft, Feigele Sz1am, Ester Szauderer, Zwi Zaunderer, Feiwel Furman.
    Last row: Katz, Osio Friszling, Chaim Akselbrot, Muniu Szechter, Lusio Szechter, name unknown. Zwi Reis, Nuska Wacher, Chaim Akselbrot, Koka Sucher, and Salka Rosenkranz are known still to be alive.
    Żydzi w UB
  • @Stara Baba 22:14:44
    7 VI 1945 r. zaginęła Bronisława Mendoń, córka Stanisława i Zofii, mieszkająca wraz z rodzicami przy ul. Batorego 12. Dziewięcioletnia dziewczynka ostatni raz była widziana w tym dniu około godz. 14.00 nieopodal wspomnianej kamienicy przy ul. Tannenbauma 12, gdy szła na korepetycje do mieszkającej tam Otylii Aksamit. Na lekcję jednak nie dotarła. Nie było jej również w szkole podstawowej przy ul. Grunwaldzkiej, do której miała się udać bezpośrednio po korepetycjach. Podjęte przez rodziców próby odnalezienia córki nie przyniosły rezultatu.
    11 VI 1945 r. wieczorem Kazimierz Woźniak, kilkunastoletni chłopiec zamieszkały w kamienicy przy ul. Tannenbauma 12, znalazł w piwnicy koszyk z książkami, zeszytami i przyborami szkolnymi. Na zeszytach widniał podpis: Bronisława Mendoń. Woźniak wiedział, iż nazwisko takie nosiła zaginiona przed kilkoma dniami dziewczynka, gdyż jego matka również udzielała jej korepetycji. Natychmiast więc poinformował o tym milicję. Po otrzymaniu zgłoszenia ppor. Jan Grzeszek, komendant powiatowy MO, udał się wraz z siedmioma milicjantami pod wskazany przez Woźniaka adres. Po przybyciu na miejsce, około godz. 21.00, milicjanci znaleźli dziecinny płaszcz. Towarzyszący im Stanisław Mendoń, ojciec Bronisławy, stwierdził, że to płaszcz jego córki. Chwilę później w piwnicy pod wiórami drzewa milicjanci odkryli obnażone i niesamowicie zmasakrowane zwłoki dziewczynki – odarte ze skóry na twarzy, z wyciętymi mięśniami na rękach i nogach. Zrozpaczony Mendoń zidentyfikował je jako zwłoki swojej córki. Zostały one zabezpieczone, a do pomocy wezwano Kompanię Operacyjną KW MO.
    Dalsze czynności operacyjne przeprowadzili milicjanci z tej kompanii oraz komisariatu w Rzeszowie pod kierownictwem ppor. Grzeszka i ppor. Marii Bzury, dowódcy Kompanii Operacyjnej. Niestety, nie wiemy dokładnie, jak one wyglądały, gdyż nie wspominają o nich zachowane materiały milicyjne.
    Przebieg wydarzeń, które rozegrały się w ciągu kolejnych kilkunastu godzin, możemy jednak odtworzyć w oparciu o – miejscami rozbieżne – źródła żydowskie. Są to relacje Leiba Kapłana i Jonasa Landesmana oraz sprawozdania Komitetu Żydowskiego w Krakowie i Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego w Rzeszowie. Bardzo istotnymi dokumentami, pozwalającymi zweryfikować owe żydowskie relacje, są także materiały rzeszowskich Brygad Wywiadowczych z lata 1945 roku. Przebieg zajść odnotowano również w niezwykle lakonicznej formie w sprawozdaniu Komitetu Wojewódzkiego PPR do KC PPR za pierwszą połowę czerwca 1945 roku.
    Według Sprawozdania Komitetu Żydowskiego w Krakowie w nocy z 11 na 12 czerwca „pewna grupa” milicjantów próbowała przeprowadzić rewizję w mieszkaniach żydowskich przy ul. Tannenbauma 12 i sąsiedniej ul. Sobieskiego 4. W jednym z tych mieszkań miał spać jakiś kapitan WP, Żyd z pochodzenia, który „przeczuwając coś złego, nie dopuścił do rewizji, a ponieważ milicjanci nie ustąpili, dał na postrach kilka strzałów i po wzajemnych wymianach zdań milicjanci odstąpili od zamiaru dokonania rewizji”2. Miała się ona rozpocząć dopiero następnego dnia rano.
    Jednak z relacji Kapłana i Landesmana oraz sprawozdania zarządu Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego w Rzeszowie jednoznacznie wynika, że w nocy z 11 na 12 czerwca dowodzeni przez ppor. Grzeszka milicjanci przeprowadzili rewizję w owych dwóch mieszkaniach znajdujących się na drugim piętrze kamienicy przy ul. Tannenbauma 12 i zatrzymali 14 mieszkających tam Żydów. Byli wśród nich m.in. 37-letni kupiec Jonas Landesman, 37-letni rzezak rytualny (szojchet) Juda Moses i 40-letni kupiec Schaja Geminder. Według Landesmana, podczas rewizji milicjanci mieli się zachowywać brutalnie, obrzucając Żydów wyzwiskami. Jeden z milicjantów miał nawet oddać „10 strzałów dookoła siebie”. Landesman oraz dwaj inni Żydzi zostali zaprowadzeni do piwnicy, gdzie pokazano im zmasakrowane zwłoki dziewczynki. „Skóra z głowy dziecka była ściągnięta, wzdłuż nóg była przecięta i żyły powyciągane. Milicjanci twierdzili – relacjonował dalej Landesman – że krew została wyciągnięta do celów rytualnych i że poprzedni właściciel tego mieszkania rabin Leib Thorn, obecnie kapitan rabin polowy w Warszawie, jest wmieszany w tę sprawę”3. Podobnie przebieg rewizji przedstawiono w sprawozdaniu zarządu Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego w Rzeszowie – milicjanci mieli „rzucić się na mieszkających tam Żydów mężczyzn” i pobić dotkliwie jednego z nich. Dowody rzeczowe znalezione w mieszkaniu rabina Thorna skłoniły milicjantów do zatrzymania w pierwszej kolejności owych 14 Żydów z drugiego piętra. Wśród zabezpieczonych dowodów rzeczowych znajdowały się m.in.: „1. dwa zdjęcia sporządzone przez organa Wydziału Służby Śledczej zwłok zamordowanej Mendoń Bronisławy w miejscu znalezienia zwłok; 2. kartka wyrwana z zeszytu zamordowanej znaleziona na łóżku Jonasa Landesmana w mieszkaniu rabina
    [Leiba] Thorna; 3. koszyczek łykowy z rączkami rzemiennymi zawierający przybory szkolne jak: 1 książkę szkolną pod tyt[ułem] elementarz, 7 zeszytów i 2 okładki puste z zeszytów, jak również 1 piórnik blaszany zawierający jedną obsadkę z piórem, jeden ołówek zwykły koloru czerwonego z czarnymi pasami, jedną stalówkę i 2 banknoty 5-cio złotowe (…); 4. jeden kawałek zwęglonej szmaty koloru stalowego z włosami ludzkimi (…); 5. jeden nóż (rzezak) o ostrzu długim 25 cm oprawiony w drewniane okładki; 6. dwa kawałki szmat z kalesonów białe okrwawione; 7. jeden kawałek szmaty podobnej do sukienki zamordowanej znalezionej w mieszkaniu Thorna; 8. dwa wycinki z ubrania Mozesa Judy ze śladami krwi; 9. cztery skrzepy krwi zeskrobane ze ścian w mieszkaniu Thorna; 10. jedna karteczka z napisem w języku hebrajskim oraz wióra okrwawione z piwnicy, w której leżał trup zamordowanej; 11. jedna koszula męska biała ze śladami krwi (…)”4.
    Około północy tych czternastu Żydów odprowadzono do budynku komendy powiatowej MO przy ul. 3 Maja 13, gdzie „w jednym z pokojów ulokowano ich pod strażą”.
    Nie wiadomo, dlaczego kilka godzin później zdecydowano się zatrzymać innych mieszkających w pobliżu Żydów (z ul. Tannenbauma i ul. Sobieskiego oraz przebywających w okolicy dworca kolejowego) ani kto podjął tę decyzję. Przypuszczalnie byli to kierujący akcją ppor. Grzeszek lub ppor. Bzura. Być może decyzja ta wynikała z przyjęcia – w oparciu o zabezpieczone dowody rzeczowe – założenia, że sprawcą zbrodni był prawdopodobnie Żyd, a zważywszy na ówczesną dużą ruchliwość ludności żydowskiej, milicjanci mogli przypuszczać, iż ewentualny sprawca popełnionego przed kilkoma dniami zabójstwa niekoniecznie musiał jeszcze mieszkać w kamienicy przy ul. Tannenbauma 12. Mógł aktualnie przebywać w którymś z sąsiednich domów, a nawet próbować wyjechać już z Rzeszowa. Stąd zapewne decyzja o zatrzymaniu Żydów przebywających w okolicy dworca kolejowego.
    Około godz. 5.00-6.00 rano – gdy na ulice Tannenbauma i Sobieskiego przybyły już dodatkowe oddziały milicji (w tym zapewne Kompania Operacyjna KW MO) – rozpoczęła się rewizja w domach sąsiadujących z kamienicą, w której znaleziono zwłoki dziewczynki. Domy te zostały szczelnie otoczone przez milicjantów. Zatrzymywali oni również Żydów napotkanych na ulicy oraz na dworcu kolejowym. Tymczasem pod kamienicą przy ul. Tannenbauma 12 zaczęli gromadzić się Polacy, wśród których rozeszła się już informacja o odkryciu zmasakrowanych zwłok dziewczynki. Niektórzy wznosili nieprzyjazne wobec Żydów okrzyki. Przybył tam również zaalarmowany przewodniczący Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego Mojżesz Reich wraz z innymi członkami zarządu, żądając wyjaśnienia powodu rewizji. Pod milicyjną eskortą odprowadzono zatrzymanych Żydów do budynku komendy powiatowej MO. Milicjanci mieli przy tym zachowywać „bojową postawę”, a przechodnie – wyzywać Żydów, obrzucać ich kamieniami i bić. Mieszkania wielu zatrzymanych Żydów – pod ich nieobecność – zastały splądrowane. Według sprawozdania Żydowskiego Zrzeszenia Religijnego „ograbionych zostało doszczętnie” 22 mieszkania i 57 rodzin, a poniesione przez Żydów straty zostały oszacowane na około pół miliona złotych w przedmiotach materialnych i kilkadziesiąt tysięcy złotych w gotówce. Z materiałów Brygad Wywiadowczych wynika, że w biciu Żydów, oprócz milicjantów i ludności cywilnej, uczestniczyli „częściowo” również funkcjonariusze UB i żołnierze „ludowego” Wojska Polskiego. Z kolei w sprawozdaniu KW PPR wydarzenia z 12 czerwca zupełnie bagatelizowano, określając je mianem „małych [podkreślenie K.K.] wystąpień antyżydowskich” i pisząc, że „pobito kilkunastu Żydów. Usiłowano splądrować mieszkania żydowskie. Milicja nie stanęła na wysokości zadania. Ale jednak opamiętanie się nastąpiło i nazajutrz był już spokój w mieście”5.
    Jeden z zatrzymanych wówczas Żydów relacjonował, że w blisko czterdziestoosobowej grupie został odprowadzony na komendę powiatową „przez ulicę gęsto obstawioną szpalerami ludności”. Owe tłumy rekrutować się miały „po części z drobnomieszczaństwa, motłochu i półinteligentów” i obrzucały Żydów „stekiem wyzwisk”. Milicjanci nie tylko nie bronili konwojowanych Żydów, ale także mieli zachęcać tłum do ich bicia. Po doprowadzeniu do budynku komendy powiatowej umieszczono tę grupę Żydów w świetlicy, w której od nocy przetrzymywani byli już mieszkańcy kamienicy z ul. Tannenbauma 12. Inaczej te wydarzenia zapamiętał Mieczysław Skotnicki, żołnierz AK, który był świadkiem prowadzenia przez miasto dwóch kilkunastoosobowych grup osób narodowości żydowskiej, w tym jednej na ul. 3 Maja. „Żydzi byli najwyraźniej wzburzeni i zaniepokojeni – napisał w swoim oświadczeniu Skotnicki. – Nieśli ze sobą walizki, względnie tobołki. Konwojowani byli przez liczną grupę uzbrojonych milicjantów i strażników kolejowych. Konwojenci nie udzielali żadnych wyjaśnień na padające zapytania. Ludzie gromadzili się na chodnikach, obserwując konwoje. Nie padały żadne okrzyki, ani głośne uwagi. W drugiej grupie zwróciłem specjalną uwagę na bardzo przystojną panią, ubraną w futro i niosącą piękną walizkę. (…) Nie zauważyłem też manifestacji nastrojów antysemickich”6.
    Dalszy los Polski w rękach prezydenta Dudy...
  • Autor
    Zdrowych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia i pomyślności w Nowym Roku.
    Życzenia wigilijne
  • Zawisza
    Ucztę urządza się, po szczęśliwym połogu. Więc czym jest Wigilia?
    Poczytaj trochę o pierwszych mnichach pustyni to dowiesz się dlaczego i dla kogo ucztowali.Człowiek przy Bogu jest wesoły, przy uczcie też się weseli.Dlatego Pan dał nam pokarm.
    Znaczenie symboli w świętach Godowych
  • Nie te kolorki
    Mleko matki nie jest biale tylko kremowe, a w twoim wieku to kalesony masz raczej żółte.
    Jeden dzień z życia polskiego, białego rasisty...
  • Recenzja
    Głupie
    Morawiecki niewiele pomoże
  • Byle nie do woja.
    Dziewczyny nie chcą chodzic w szkole na gimnastykę bo im szkodzi, a po szkole uwielbiają siłownie lub biegają godzinami by się pokazac.
    Ci chłopcy co nie chcą do woja, całymi nocami grają w gry wojenne w kompie i w lesie .Kupują całe arsenały broni ASG czy paintbol.
    Obowiązkowa służba wojskowa - czy ma sens?
  • @MacGregor 09:29:38
    13 tys lat temu w Oobekli tepe mieli przenicę dziką i uszlachetnioną.
    Notatki do historii króla Ćwieczka.
  • Dwoje przygłupów
    Dwa przydupasy UE nic nie robią by zapewnic rozwój swoich narodów. Oba kraje Litwa i Ukraina wyludniają się w sposób zatrważający. Obywatele wypitalają masowo za granice, a ich rządy oczekują że my obronimy i prawie puste terytoria. Trzeba już myślec o poprawie standartu życia Polaków kochających tamte ziemie. Bo tamta władze nie dadzą im nic. Wysyłaj im samoloty bo ich nie stac.
    Marcin Skalski: Kurewstwo zwane realizmem.
  • To jest
    Wojna Postu z Karnawałem.
    Prezydencka ściema konsultacyjna
  • Niestety
    W internecie drastycznie spadła liczba komentarzy wybitnych: publicystów, politologów i ekonomistów. Zaczęła się bowiem szkoła.
    Państwo prawa fasadowego
  • @wujal 09:54:31
    Prosimy o nie strzelanie z broni palnej w stronę huraganu Irma. Nie sprawi to, że zawróci, a może mieć bardzo poważne skutki uboczne" - napisało na Twitterze biuro szeryfa w Pasco. Policja wystosowała ten apel po tym, jak na Facebooku ktoś utworzył wydarzenie zatytułowane "strzelaj do huraganu Irma", które miało odbyć się w niedzielę o godzinie 10 (15:00 czasu brytyjskiego).

    Później okazało się, że wydarzenie udostępnił i wymyślił 22-letni Ryon Edwards, w który w jego opisie napisał: "pokażmy Irmie, że uderzymy pierwsi".
    HAARP
  • @Lotna 15:15:10
    Oczywiście,że huragany powstają naturalnie- oczywiście o ile temp wody przekroczy 30 st C. Ale był huragan na obszarach o temp. 20-22st.C i uderzył w brzeg Brazylii. Został uznany za stworzony sztucznie. Popatrzmy na Katrin "W rejonie Bermudów, a więc w bezpośrednim pobliżu Florydy powstał gdzieś około 20 sierpnia 2005r niż, na którego nie zwrócono zbytniej uwagi, bo nie był to huragan czy choćby nieduże tornado, a jedynie depresja meteorologiczna, która obfitymi opadami zakłóciła na tych wypoczynkowych wyspach koniec wakacji. Ponieważ zjawisko było rozległe i nagle skręciło nad wakacyjną Florydę nazwano je Katrin a media zaraz podały, że huragan Katrin niszczy Florydę i zaginęło nawet troje ludzi. Tymczasem gdy tego rodzaju niż przechodzi nad Polską przez choćby rejony podgórskie, to często nawet nie dostrzeże go polska prasa centralna ,a żaden wojewoda nie da się namówić na wyjazd w teren by zobaczyć straty jakie poniosła poddana mu ludność tubylcza. Sztorm z towarzyszącym mu dość silnym wiatrem w porywach do 100km/godz a więc trochę poniżej skali huraganu, szybko opuścił gościnne okolice Key West i udał się na zatokę meksykańską. I tutaj zaskoczył wszystkie służby za wyjątkiem mediów, na ogół huragan czy depresja typu Katrin po przejście rejonu lądowego musi znacznie osłabnąć tymczasem gdy Karin zbliżała się do licznych pól naftowych zatoki zamieniła się w potwora o maksymalnej wyliczanej sile huraganów czyli 5 stopni i wiatrem 300 km/godz. Była nad zatoką i nie dotykała jeszcze brzegów gdy na lądzie ogłoszono alarm. Tymczasem szalejąca Katrin zlikwidowała 56 wież wiertniczych ,z czego dwadzieścia odpłynęło gdzieś w siną dal zatoki i nie można było ich odnaleźć, zatrzymała przy okazji działanie odpowiednio dużej ilości rafinerii benzyny bo 96 % sprzętu wydobywczego tego wielkiego regionu zaopatrzenia USA znikło. Po dokonaniu masakry w sprzęcie naftowym Karin wbrew obawom, że teraz weźmie się za piękne miasta Luizjany czy Missisipi w zasadzie w trochę nienaturalny sposób zaczęła znikać. By nad morzem huragan osłabł musi trafić na rejony morskie o niskiej temperaturze wody na pewno poniżej 30o C lub na działania podjęte sztucznie przeciwko niemu ,tymczasem w zatoce meksykańskiej w szelfie brzegowym temperatura wody wynosiła wtedy 30oC-31oC więc huragan winien się wzmacniać. Gdy Karin dotarła do Biloxi to wiało i padało tak jak to często dzieje się w pasach wiatrów fenowych Europy więc nie był to huragan ale silna burza. Nowy Orlean pozostawał nieco na zachód od trasy burzy, gdzie ruchy postępowe i obrotowe niżu sprawiają iż siła wiatru staje się nawet nieco mniejsza od przewidywanej . Z 300km/godz do 80 km/godz na trasie 70 km to jest znaczne hamowanie jak na najsilniejszy huragan ostatnich lat." A Irma tez nie od macochy. Jako piątka zniszczyła obszary strefy francuskiej i częściowo brytyjskiej. Przy Kubie stała się trojką i dziwnie prawie stanęła w miejscu nie wchodząc (okiem) na ląd. Skorygowała trasę Nie poszła wzdłuż wybrzeża atlantyckiego USA bo tam za dużo baz wojskowych. Zgrabnym łukiem przez wędkarskie Kay West weszła na ląd na wysokości Tampa jako silna jedynka i zanika obecnie jako większy opad deszczu na terenach z dotychczasowym brakiem opadów. Gdyby na to popatrzeć to prawdopodobnie Pana Boga zwerbowano do CIA.
    HAARP
  • @trybeus 09:13:21
    Facet kompletnie nie zna historii polskich Żydów. Ani słowa o Reinchenbach (Dzierżoniów) i o wyjeździe z Polski ok 300tys. W 1968 wyjechało w kraju około 30 tys: 5 tys do Izraela reszta do USA, a w kraju było wtedy wg danych statystycznych ok 262 tys Żydów.Obecnie z Izraela z tego tylko tytułu chce wrócić 100tys.Gdyby Żydzi którzy zostali na stanowiskach w PRL wydali wtedy paszporty Polakom to wyjechało by z Polski ze 30 milionów.
    Nie każdy żyd to zły żyd.
  • Centrum Europy tylko dla białych ludzi.
    Wtyk na temat sportu. W dniach od1.09. do 3.09.2017 odbyły się najważniejsze zawody w biegach górskich UTMB (Ultra Trail de Mont Blanc) zorganizowane w Chamonix po graniach do 3000 mnpm, ponad 10000 biegaczy, zawody prawie tylko dla białych i oglądane przez ludzi białych, negra i ciapatego nie było ani na trasach ani pośród widzów, a kamer TV było dziesiątki. Brali udział przedstawiciele Chin, Japonii. Biegi na wielu dystansach w tym 300 km. W jednym z biegów (CCC dystans 100km)Polak Marcin ŚWIERC zajmuje drugie miejsce. W biegu głównym na dystansie 166km zwycięża Francuz Dhaene z czasem 19h01.54. Rozdanie medali połączone z zakończeniem zawodów i w tym momencie na metę przybywa Polak Emil Duch jako ostatni z czasem biegu ponad 40h. Widać jak jest potwornie zmęczony, kuleje. Zwycięzca biegu widząc jego przybycie na metę, przerywa wręczanie medali (a miały być jeszcze kobiety), schodzi z podium i przy aplauzie widowni ujmuje Polaka za rękę pokazuje go jako równego zwycięzcom i wprowadza na podium. Polak dostaje zdjęcia na pierwsze strony gazet ,widać jak jest szczęśliwy. Tylko w żadnym z polskich postali czy TVP (ani u Bogusława J)zajmujących się sportem i wiadomościami ani słowa na temat tego wydarzenia nikt nie przeczyta. Poprawność polityczna w całym europejskim grajdole.
    Wtorek, 5 września 2017
  • @Krzysztof J. Wojtas 08:58:15
    On jest ich liderem no ale to gość z germańskiego pogranicza.
    A Szwedzi zapłacą za „Potop” ???
  • @Zbigniew Jacniacki 10:52:54
    Nie tylko emigrantów Krzyżaków ale migranci muzułmańscy notorycznie chcieli się u nas osiedlić i stworzyć międzymorze ze stołecznym Stambułem na czele. Zapewniali nam przy tym godziwe warunki zatrudnienia w ich śródziemnomorskiej flocie na galerach na umowy dożywotnie.
    Grunwald a Renesans
  • @PiotrZW 00:35:58
    Teologia Ojców pustyni mówi, że gdyby nie było pokus i tym samym grzechów to nie mógł być człowiek zbawiony.Dlatego też diabeł oglada Boga i może go kusić bo jest to doskonałość wolnej woli.
    Praktyczny wymiar moralności na współczesnym Zachodzie
  • @ele 07:17:59
    Operacja Wisła miała na celu ochronę ludności narodowości ukraińskiej przed skutkami wojny domowej. Od roku 1950 pozwolono im wracać. Wrócili tylko nieliczni bo pozostali woleli majątki pobrane na ziemiach zachodnich. Mieszkałem na Posadzie Leskiej obok tych którzy powracali.
    Było wtedy w Bieszczadach dużo pracy. Wracający pracowali w handlu,spółdzielniach, przy budowie zapór Myczkowce,Solina. Zarabiałem tam wtedy tyle, że nie opłaciło mi się wyjeżdżać na zachód choć mogłem.
    Czy Operacji WISŁA można było uniknąć i jak ją dokończyć