Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!

Komentarze pannastodwa

  • @Światowid 23:13:05
    ma Pan moje 100% wsparcia w tym temacie.
    Po co nam broń palna?
  • dodam jeszcze
    powstanie warszawskie mogło mieć i takie zadanie, że „alianci” nie mieli możliwości postawić się Stalinowi, posiadającemu tak silną armię, a chcieli to zrobić.

    Powstanie warszawskie mogło być więc bardzo dobrym pretekstem do wysłania na Warszawę „alianckich” samolotów, które by bombardowały zarówno Armię Czerwoną – której przecież rząd londyński o pomoc nie prosił! - jak i samą Warszawę i tym sposobem Zachód by cel założony już na początku wojny osiągnął.

    Japonia mogłaby od Wschodu wiązać siły radzieckie, nieaktywne tam i zredukowane po 17 września ‘39roku, a tu, od Zachodu armie francuskie, brytyjskie i amerykańskie miałyby łatwe zadanie. Armia Czerwona była na obcych ziemiach, zaplecze było za Uralem, a front mógłby być i od Wschodu i od Zachodu.

    Według mnie powstanie warszawskie jako prowokacja do uderzenia armii zachodnich na Armię Czerwoną nadawało się w sam raz. Dlatego Stalin nie reagował i Warszawę omijał. W ten sposób „alianci” nie mogli Stalinowi zarzucić „złamania umowy” i dobijania „walczących o wolność Polaków”.
    Dla „aliantów” ani Polacy ani Polska nie miała i nie ma żadnego znaczenia, oprócz taktycznego.

    A bomby – już niepotrzebne - a przeznaczone wcześniej na Polskę i Armię Czerwoną zrzucili „alianci” na dogorywające Niemcy i dlatego bombardowanie Niemiec na zdrowy rozum wydaje się takie bez sensu.
    No i kto wie, czy nie dlatego, że Japonia nie zgodziła się na złamanie pokoju z ZSRR - została ukarana tymi bombami atomowymi?
    Kłamstwa dr M. J. Chodakiewicza o Powstaniu Warszawskim
  • po mojemu
    No cóż, z jednego wynika drugie, z drugiego trzecie, a bez pierwszego nie byłoby każdego kolejnego.
    Gdyby nas nie „ochrzcili”, nie byłoby katolickiej RP, różnych numerów. Po co to zrobili? To nie był żaden „chrzest”, ponieważ chrzest dotyczy spraw Ducha. No to co to było? Zwykła aneksja, coś jak teraz „niesienie demokracji” przez zachód na wschód.
    Po kłótni w rodzinie katolickiej (która obejmowała całą Europę – nie będącą przecież żadnym kontynentem, a jedynie wskaźnikiem, dokąd sięgnęła katolicka łapa) podzielono się tzw. Rzeczpospolitą, składającą się w niewielkim stopniu z Polaków, bo resztę stanowiły narody podbite i żydzi. I bez tego podziału nie było żadnej suwerennej Polski, a jedynie twór z królem zatwierdzanym przez papieża, czyli państwo było mu podległe razem z pomazańcem.
    No i potem uradzono, że praktyczniej będzie jednak posłużyć się Polakami, więc „zgodzono się” na „odzyskanie niepodległości” przez Polskę.
    Ta II.RP miała „własną armię”: część składu wyszkolona w ramach austriackiego drylu, część w manierze niemieckiej, no i ta trzecia część według rosyjskiej musztry. W każdej z tych części byli oczywiście oficerowie, obcy bądź „nasi”, ale kto ich i kiedy sprawdził? No i jak? Można więc założyć, że w każdej z tych części „polskiej armii” byli zadekowani odpowiedni szpiedzy. Inaczej przecież żadnej „wolności” Polakom by nie przyznali.
    Zamiast rozwijać Polskę, skupiono się na doprowadzeniu „polskiej armii” do stanu bojowego. Na czym to polegało? A no, na usunięciu elementu „rosyjskiego” i przejęciu tej części armii pod niemiecką kuratelę, jako że niemiecki to przecież austriacki, a różnica to jest tylko dla nich samych, gdy chodzi o podział wpływów i łupów.
    „Element rosyjski” z „polskiej armii” usuwano także przy pomocy kartuskich berez. Oraz w typowy dla takich konieczności sposób: ludzie przepadali bez wieści i tyle. W ten sposób przygotowano „polską armię” do walki z „bolszewikami” w roku 1920.
    Ale się niespecjalnie nadawaliśmy. A witany w „wolnej Polsce” przez niemiecką radę regencyjną Piłsudski jako przyszły Hicler się nie sprawdził.
    Nie było wyjścia – dla nich, czyli tych, którzy pozwolili Polakom wierzyć, że to starania Dmowskiego i Paderewskiego przyczyniły się do reaktywacji Polski – i konieczne stało się takie rzucenie Niemców na kolana, by przygotować ich skrajną nędzą do przyszłej roli panów. Udało się to w dziesięć lat – tak mniej więcej od 1920r do „dojścia Hiclera do władzy”.
    Kto to był „oni”? Ci sami co do dziś. Nazywa się to różnie, ale jest to samo.
    Polacy nieudacznicy (niedostatecznie nienawidzący „bolszewików”) zostali potem udostępnieni Niemcom do wprawki wojennej (pod czujnym okiem sojuszników zachodnich, pilnujących, by nie daj Bóg Polacy się nie obronili). Niemcom poszło nieźle, bestie się w nich obudziły bez problemu.
    Co bardziej szlachetny Polak został zwabiony na Zachód, tam wegetował we francuskich stodołach w odleglejszych wsiach, albo gdy się upierał „bić o Anglię” no to trafiał tam na wyspie do obozów dla internowanych. Po sprawdzeniu mógł latać na angielskich samolotach i dać się Niemcom zabić.
    Akcja zwabiania polskich żołnierzy na Zachód, żeby tam „walczyli za ojczyznę” miała na celu pozbawienie polskiego Narodu nawet oddolnych przywódców i przyspieszenie naszej klęski. Udało się to nieźle. Nasi najlepsi ludzie nie walczyli u nas i nie bili się o nas, o nasz kraj. Oni umierali za byle co i dla byle czego, na obczyźnie.
    Według mnie plan był taki, że gdy Niemcy pójdą na Wschód i tam zdobędą ziemie, no to wówczas do akcji wkroczą „nasi sojusznicy” w rodzaju Anglii czy Francji, a także USA (mające swoje przyczółki od czasów wojny domowej w Rosji) posiadający liczne i dobrze wyposażone oraz wypoczęte armie, zdolne do skutecznego przejęcia (podbitego i osłabionego przez Niemców) i skolonizowania całego ZSRR.
    Sytuacja miałaby wyglądać tak, że Polacy byliby niezdolni do czegokolwiek i regularnie eksterminowani zgodnie z planem (niekoniecznie niemieckim), Niemcy choć wykrwawieni dostali by coś tam na otarcie łez, a główną część wzięli by pomysłodawcy całego przedsięwzięcia, czyli – biorąc choćby od niedawna – I. wojny światowej, rewolucji i wojny domowej w Rosji, oraz II. wojny światowej.
    Rosjanie okazali się ludźmi niesłychanie walecznymi i cały plan zachodnich morderców po raz kolejny się nie udał.
    Powstanie warszawskie miało na celu dobicie Polaków tu, gdzie zdążyli się jakoś odrodzić, tak sądzono, że będzie w bliższej perspektywie.
    Stąd puszczanie dziś fabuł, że Polacy nie mają żadnej inteligencji – jako narodowej elity. I co śmieszne, Polacy sami w to wierzą i dobrowolnie takie głupoty powtarzają. Jednocześnie wpajane jest Polakom przekonanie, że każdy z nich zdolny jest do przejęcia u nas władzy, bo ma „kompetencje”. Widzimy więc, że jesteśmy wpędzani z jednej skrajności w drugą i dlatego nie jest możliwe u nas choćby racjonalne myślenie.
    Jeżeli Polak wierzy w to, że nie ma u nas elit, no to do kogo się sam zalicza? To są działania podprogowe, ale skuteczne.
    Na przykład w czasie sojuszu Polski Ludowej z ZSRR i blokiem wschodnim mieliśmy do czynienia z BRATERSTWEM BRONI. Co to oznaczało? Oznaczało to, że naszymi sojusznikami są nasi bracia, ewentualnie, że nasi sojusznicy są naszymi braćmi.
    A teraz? Na czym opierają się nasze sojusze? Na teoretycznie „obopólnych korzyściach” konsumowanych jednostronnie przez naszych „sojuszników”.
    Można więc wysnuć wniosek, że aktualnie kontynuowane jest działanie sprzed - dajmy na to – drugiej wojny światowej, gdy Polacy mieli stanowić siłę militarną do uderzenia w Rosję, na tym się wykrwawić, a potem do dzieła przystąpiły by „państwa” zachodnie dzieląc się Rosją między sobą.
    I co istotne, całość zdobyczy podzielona już jest od dawna na katolickie diecezje i biskupstwa!
    Niemcy już się nie nadają na nowy „Wehrmacht”, bo raz, że nie dadzą się nabrać ponownie na slogan nadludzi, a dwa, to są tak „etnicznie wymieszani”, że gdyby rasowy Niemiec ruszył na wojenkę, to mu zarówno działkę jak i żonę opracuje sprawnie „uchodźca z Afryki”. Aż tak głupi u Niemców to nikt nie jest.
    Zostają więc niejako Polacy, jako kandydaci na świętych katolickich. I stąd zakłamywanie najnowszej, powojennej historii i antyrosyjska histeria.
    Ale są i działania inne. Na przykład, na pierwszy rzut oka „obchody powstania warszawskiego” mogą człowieka przytłoczyć, ale na drugi rzut oka widać wyraźnie, że „wróg” jest definiowany jednoznacznie. Resztę inteligentny człowiek powinien zrozumieć prędzej czy później sam z siebie.
    Jest dziś 500+, jest wyprawka 300zł na ucznia, jest 13+ dla emerytów, ulgi dla młodych „przedsiębiorców”, są inne działania prospołeczne i to robi aktualny rząd.
    A to, czym sobie Polacy głowy umeblują, to już sprawa indywidualna i niekonieczne jest uleganie „propagandzie”. Jak ktoś tak lubi, no to niech tak robi. Tym niemniej nie ma takiej siły na świecie – i nie będzie! - która by mogła skutecznie i trwale kontrolować ludzkie myślenie.
    Przykłady tego daje nam historia. Obojętne, co rząd mówi, ludzie i tak „swoje wiedzą”. To jest żywy proces i nie można tego siłą wmusić w jakieś sztywne ramy. Chwilowo, na jakiś czas, to się czasami udaje. Ale na trwałe – niemożliwe.
    Kłamstwa dr M. J. Chodakiewicza o Powstaniu Warszawskim
  • Wersja moja:
    To, co Pan wyłuszcza jako problemy, w rzeczywistości nimi nie są.
    Problem jest niejako głębiej.
    Przyjmijmy choćby taką wersję, że np. II. wojnę zrobiło państwo niewielkie, za to z tysiącletnią tradycją plus tradycja tego, co zostało przejęte i zaadoptowane na okoliczność wymogu chwili dajmy na to dwa tysiące lat temu. I przyjmijmy, że to niewielkie państwo zleciło sformowanie owegoż „nato” (przeformowując to dostępne) nie tylko wspierając je finansowo, ale i udostępniając całą „tradycję”.
    I weźmy pod uwagę, że w głowach naszych rodaków to właśnie niewielkie państwo zalęgło się, a raczej zostało tam wamputowane wieki temu i ta amputacja jest wciąż zasilana i modyfikowana tak, żeby ludziska się nie mogli zorientować, o co chodzi.

    Cóż więc w takiej sytuacji dałoby „wyjście z nato”? No, przecież zupełnie, absolutnie nic!

    Ale jak wiemy, nic nie trwa wiecznie – oprócz samej wieczności – a więc jest niewykluczone, że czynnik „czas” może grać na naszą korzyść. Na naszą, czyli ludzkości jako takiej. My wszak jesteśmy CZĘŚCIĄ CAŁOŚCI i jeśli to zrozumiemy i nie będziemy na siłę się odgraniczać, to kto wie? Być może i nam wyjdzie to na zdrowie.
    Szanowny Panie Światowidzie, to już całość i kropka.
    Jak wyjść z NATO tak, żeby do nas samo nie wróciło?
  • po co te dzikie kombinacje, jeżeli od wieków wiadomo, że mężczyzna "programuje" kobietę
    pierwszy mężczyzna, który ma stosunek płciowy z dziewicą jest jej programatorem, a także programatorem całego jej przyszłego potomstwa.
    Pod względem biologicznym dziecko może być podobne do fizycznego tatusia, ale genetycznie rzecz biorąc jest potomkiem pierwszego mężczyzny matki dziecka.
    Z tego powodu dziewczynę, która przed ślubem straciła dziewictwo z kimś innym niż przyszły mąż, to uważano za „zepsutą”. I była ona zepsuta, pod względem genetycznym.

    Dlatego też tak powszechnie stosowano gwałty po bitwach, głównie napastowano dziewice, by zaprogramować kobiety. One to wiedzą, choć właściwie tylko intuicyjnie. I jeśli by w wyniku takich gwałtów rodziły się dzieci, no to one mają pulę genów wroga, choć uznawane są za „swoje”. Kobieta nie może zabić swojego dziecka, nawet gdy ojcem jest „wróg”.

    Wszelkie „żydowstwo” propaguje powszechny nierząd, rozwiązłość bez granic po to, żeby zniszczyć czyste geny i je zaśmiecić byle czym. Stąd „rewolucja seksualna” i „nowoczesność” jako motor rozpasania.
    Panowie mają w tym swój udział odwiedzając domy schadzek, ale też z braku elementarnej odpowiedzialności deflorując naiwne dziewczęta, z którymi nie mają zamiaru się żenić.
    O problemie tym mówi telegonia i dlatego jest teoria ta ośmieszana oraz rugowana z Internetu.
    To są poważne rzeczy a żydzi są tu tylko podręcznym argumentem, by zamaskować właściwie działanie zbrodniarzy przeciw ludzkości.
    Winston Churchill: Syjonizm kontra bolszewizm
  • a to ciekawe
    myślałem, że słowa mają swoje odpowiedniki w różnych językach
    Nieprzetłumaczalne