Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!

Komentarze kula Lis 67

  • Jacek
    Dzięki za przypomnienie obrony i obrońców Grodna. Pzdr!
    Kresowe Westerplatte
  • @nana 21:25:06
    Obejrzałem dzisiaj niesamowity materiał!!! opowieść o sobie (ale jaką rewelacyjną) kapitana Czesława Marchaja przedwojennego pilota, uczonego, AK-owca, żeglarza, olimpijczyka i więźnia stalinowskiego (chciał uciec do Szwecji przez Bałtyk!) Co za supermen! koniecznie posłuchajcie! dzisiejsze elyty to miernoty...bękarty po smierszowcach, enkawudzistach, ubekach... żydokomunie i spermie krasnoarmiejców, folksdojczów, czy wehrvolfu. http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=4087
    Obejrzyj księgę "zasług" gen. Wojciecha Jaruzelskiego
  • @renka 22:15:58
    Obejrzałem dzisiaj niesamowity materiał!!! opowieść o sobie (ale jaką rewelacyjną) kapitana Czesława Marchaja przedwojennego pilota, uczonego, AK-owca, żeglarza, olimpijczyka i więźnia stalinowskiego (chciał uciec do Szwecji przez Bałtyk!) Co za supermen! koniecznie posłuchajcie! dzisiejsze elyty to miernoty...bękarty po smierszowcach, enkawudzistach, ubekach... żydokomunie i spermie krasnoarmiejców, folksdojczów, czy wehrvolfu. http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=4087
    Kresowe Westerplatte
  • @renka 22:15:58
    Operacja Wehrwolf - najbrutalniejsza akcja pacyfikacyjno-wysiedleńcza na Zamojszczyźnie

    Polityka okupacyjna III Rzeszy w stosunki do Polski nie różniła się teoretycznie od tej stosowanej w innych krajach, które miały się stać częścią nowego państwa niemieckiego. Podstawową różnicą między akcją wysiedleńczą na terenach polskich a tymi przeprowadzonymi na terenach Alzacji, Lotaryngii czy Słowenii była jej skala.

    Wysiedlanie Polaków z Zamojszczyzny w ramach Generalnego Planu Wschodnieg

    Z terenów Słowenii wysiedlono ok. 50 tysięcy ludzi. W Alzacji i Lotaryngii było to już ponad 100 tysięcy. W Polsce wyglądało to dużo bardziej tragicznie. Z samej Warszawy wysiedlono blisko pół miliona ludzi. Łączna liczba wysiedlonych Polaków szacowana jest na 1650 tysięcy ludzi. Kolejna niezwykle istotną różnicą jest przebieg akcji wysiedleńczych. Gdy ludność otrząsnęła się po pierwszych kilku akcjach zaczęła czynnie przeciwstawiać się okupantom. Cywile uciekali ze wsi gdy spodziewali się, że wkrótce mogą przybyć Niemcy, aby ich rugować z ziem.

    A partyzanci walczyli z oddziałami mającymi te wysiedlenie przeprowadzać, a także utrudniali osadnictwo przybyłych kolonistów. Poniższa praca ma na celu przedstawienie przebiegu akcji i jej skali na Zamojszczyźnie. Nie do końca można ustalić daty graniczne akcji Wehrwolf. W tej pracy postanowiłem skupić się na okresie między końcem czerwca a połową sierpnia 1943 r.

    Akcje wysiedleńcze zaczęły się już w 1939 roku. Przesiedlenia na terenach Generalnego Gubernatorstwa zaczęły się dopiero w następnym roku. Natomiast przesiedlenia ludności z Zamojszczyzny zaczynają się dużo później. Dowódca SS i policji na Lubelszczyznę Otto Globocnik, już w kwietniu 1941 roku zapowiadał rychłe przekształcenie Lubelszczyzny w teren kolonizacyjny. Dopiero 12 listopada 1942 roku wychodzi rozporządzenie Himmlera o utworzeniu na Zamojszczyźnie pierwszego obszaru kolonizacyjnego1. Wkrótce po wyjściu rozporządzenia rozpoczyna się pierwszy etap wysiedleń, trwający od listopada tegoż roku do marca 1943 roku. Następny etap odbywał się w ciągu wakacji 1943 roku, a dokładniej od końca czerwca do końca sierpnia. Niemcy liczyli na szybkie przeprowadzenie akcji wysiedleńczych. W niektórych miejscach zaraz po wysiedleniu wiosek wprowadzali nowych osadników. Polskie gospodarstwa już dawno miały przydzielonych osadników. Oprócz Volksdeutchów mieli to być, mieszkańcy Lotaryngii, Alzacji, Luksemburga, Słoweńcy, a nawet Norwegowie. Wysiedlaną ludność poddawano ścisłej segregacji rasowej. Dzielono ją na cztery grupy. Do pierwszej i drugiej grupy kwalifikowano osoby, które będzie można poddać zniemczeniu, były to dość nieliczne grupy. Najwięcej osób należało do trzeciej grupy, która też sama w sobie dzieliła się na dwie podgrupy. Pierwszą z nich były dzieci do lat 14, oraz osoby powyżej 60 roku życia. Wszyscy z tej grupy były kierowane do wsi z których wysiedlono Żydów. Reszta stanowiła drugą podgrupę. Osoby do niej należące kierowane były do przymusowej pracy na wschodzie lub w Rzeszy. Czwarta grupa obejmowała ok. 21% ludności. Wszystkie osoby z tej grupy miały być poddane eksterminacji. Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy 26 października 1942 roku ustalił, że co tydzień z Zamościa miały odjeżdżać trzy pociągi do Oświęcimia oraz dwa pociągi do Berlina2. Ta część akcji wysiedleńczej się nie udała, gdyż wiadomo jedynie o transportach odchodzących w grudniu 1942 roku. Zaniechanie transportów ma najprawdopodobniej taką samą przyczynę jak wstrzymanie całej akcji w marcu. Mowa tutaj o niespodziewanym, dla hitlerowców, oporze ludności polskiej. Gdy Polacy zdali sobie sprawę z zagrożenia wynikającego z akcji wysiedleńczej zaczęli masowo uciekać z domów i ukrywać się. Z planowanych 108 tysięcy Polaków udało się Niemcom wysiedlić około połowy. Dodatkowo niezwykle aktywna na tych terenach była partyzantka. Już pod koniec grudnia 1942 oddziały Armii Krajowej oraz Batalionów Chłopskich atakowały nowo skolonizowane wsie oraz mniejsze oddziały niemieckie wyznaczone do rugowania Polaków .

    Przerwanie akcji wysiedleńczej nie oznaczało bynajmniej jej końca. W ciągu tych kilku tygodni, tj. od marca do końca czerwca Niemcy zebrali liczne oddziały SS, policji, żandarmerii a nawet wojska w celu pacyfikacji oddziałów partyzanckich na terenach Zamojszczyzny, a potem całej Lubelszczyzny. Symptomy planowania drugiej fali wysiedleń dało się zauważyć już na początku czerwca 1943 roku. Najprawdopodobniej 1 czerwca została spacyfikowana wieś Sochy koło Zwierzyńca. Na początku miejscowość została otoczona przez hitlerowców, a następnie zbombardowana przez lotnictwo niemieckie, wszyscy którzy próbowali uciec zostali zabijani. Z 360 mieszkańców przeżyło ok. 20 osób3. W odwecie partyzanci zaatakowali i spacyfikowali wieś Siedliska, także ostatnio wysiedloną i skolonizowana przez osadników niemieckich. W wyniku tej akcji władze hitlerowskie wydały specjalną odezwę do mieszkańców4. Mówiła ona o tym, że czas tolerancji i jak najmniejszego szkodzenia ludności polskiej się skończył. Od tego momentu wszelkie tego typu zbrodnicze czyny miały być surowo karane. Za każdego Niemca zabitego w wyniku akcji odwetowych przeprowadzonych przez partyzantów, zostanie złapana i rozstrzelana wielokrotna ilość Polaków. Owe groźby zostały zrealizowane tuż po zniszczeniu Siedlisk. W wyniku akcji odwetowej wzięto 80 zakładników ze wsi Kosobudy oraz wysiedlono kilka wsi w okolicy Siedlisk. Wszystkich ujętych podczas tej akcji Polaków wywieziono na Majdanek5. Oprócz akcji militarnych Niemcy stosowali również innej represje wobec ludności polskiej. Zakazano, bez specjalnego zezwolenia policyjnego, używania publicznych środków komunikacji, takich jak koleje i samochody. Wstrzymana została również komunikacja telegraficzna i telefoniczna w dystrykcie lubelskim.

    Akcja „Wehrwolf” polegała na przesiedlaniu konkretnych grup ludności w różne części dystryktu lubelskiego, a nie tylko na wysiedleniu Polaków. Pierwsze wysiedlenia miały miejsce w powiecie biłgorajskim. Powiat ten przygotowywany był pod Ukraińców i Volksdeutschów wysiedlanych w tym samym momencie z Zamojszczyzny. Mieli być oni przesiedleni na tereny tego powiatu, żeby przygotować Zamojszczyznę dla osadników niemieckich. Polacy mieli zostać wysłani na roboty przymusowe do Niemiec. Propaganda niemiecka głosiła, że ludność polską, żyjącą na tych terenach z rabunku i bandytyzmu należy usunąć. A wprowadzenie na ich miejsce ludności ukraińskiej i niemiecki spowoduje zmianę struktury agrarnej, która wzbudzi intensyfikację rolnictwa i zwiększenie plonów, a także odrzuci dawną własność proletariacką. W propagandzie niemieckiej często ludność polską przedstawiano jako stronników Związku Radzieckiego, również dlatego w oficjalnych odezwach do społeczeństwa partyzantkę nazywano bandami bolszewickimi. Mimo bardzo brutalnego przeprowadzania akcji wysiedleńczych przez Niemców nie udało im się zdławić polskiej partyzantki, która na bieżąco walczyła z oddziałami które miał przeprowadzać pacyfikacje. Akcje Polaków były najbardziej skuteczne w momencie gdy Niemcy chcieli niszczyć oddziały partyzanckie i zaczęli wchodzić do lasów. W tym terenie partyzanci bronili się bardzo skutecznie i zadawali duże straty hitlerowcom. Dlatego też, wkrótce, taktyka wysiedleń zaczęła się zmieniać. Porzucono wszelkie próby niszczenia oddziałów partyzanckich, jedynie sporadycznie bombardowano lasy w których mogli się ukrywać partyzanci. Teraz Niemcy skupili się głównie na wysiedleniach wiosek. Zazwyczaj akacje były przeprowadzane a bardzo podobny sposób6. Teren około 2-3 gmin został okrążany silnymi oddziałami wojskowymi. Do tak przygotowanego kotła wkraczają SS, żandarmeria i wojsko, które przeczesują wszystkie lasy, pola i wioski. Cała pochwycona ludność zostaje wysiedlono z pacyfikowanych terenów. Wszyscy próbujący ucieczki zostają zabijani.
    Kresowe Westerplatte
  • @Kula Lis 14:09:11
    Operacja Wehrwolf - najbrutalniejsza akcja pacyfikacyjno-wysiedleńcza na Zamojszczyźnie

    Polityka okupacyjna III Rzeszy w stosunki do Polski nie różniła się teoretycznie od tej stosowanej w innych krajach, które miały się stać częścią nowego państwa niemieckiego. Podstawową różnicą między akcją wysiedleńczą na terenach polskich a tymi przeprowadzonymi na terenach Alzacji, Lotaryngii czy Słowenii była jej skala.

    Wysiedlanie Polaków z Zamojszczyzny w ramach Generalnego Planu Wschodnieg

    Z terenów Słowenii wysiedlono ok. 50 tysięcy ludzi. W Alzacji i Lotaryngii było to już ponad 100 tysięcy. W Polsce wyglądało to dużo bardziej tragicznie. Z samej Warszawy wysiedlono blisko pół miliona ludzi. Łączna liczba wysiedlonych Polaków szacowana jest na 1650 tysięcy ludzi. Kolejna niezwykle istotną różnicą jest przebieg akcji wysiedleńczych. Gdy ludność otrząsnęła się po pierwszych kilku akcjach zaczęła czynnie przeciwstawiać się okupantom. Cywile uciekali ze wsi gdy spodziewali się, że wkrótce mogą przybyć Niemcy, aby ich rugować z ziem.

    A partyzanci walczyli z oddziałami mającymi te wysiedlenie przeprowadzać, a także utrudniali osadnictwo przybyłych kolonistów. Poniższa praca ma na celu przedstawienie przebiegu akcji i jej skali na Zamojszczyźnie. Nie do końca można ustalić daty graniczne akcji Wehrwolf. W tej pracy postanowiłem skupić się na okresie między końcem czerwca a połową sierpnia 1943 r.

    Akcje wysiedleńcze zaczęły się już w 1939 roku. Przesiedlenia na terenach Generalnego Gubernatorstwa zaczęły się dopiero w następnym roku. Natomiast przesiedlenia ludności z Zamojszczyzny zaczynają się dużo później. Dowódca SS i policji na Lubelszczyznę Otto Globocnik, już w kwietniu 1941 roku zapowiadał rychłe przekształcenie Lubelszczyzny w teren kolonizacyjny. Dopiero 12 listopada 1942 roku wychodzi rozporządzenie Himmlera o utworzeniu na Zamojszczyźnie pierwszego obszaru kolonizacyjnego1. Wkrótce po wyjściu rozporządzenia rozpoczyna się pierwszy etap wysiedleń, trwający od listopada tegoż roku do marca 1943 roku. Następny etap odbywał się w ciągu wakacji 1943 roku, a dokładniej od końca czerwca do końca sierpnia. Niemcy liczyli na szybkie przeprowadzenie akcji wysiedleńczych. W niektórych miejscach zaraz po wysiedleniu wiosek wprowadzali nowych osadników. Polskie gospodarstwa już dawno miały przydzielonych osadników. Oprócz Volksdeutchów mieli to być, mieszkańcy Lotaryngii, Alzacji, Luksemburga, Słoweńcy, a nawet Norwegowie. Wysiedlaną ludność poddawano ścisłej segregacji rasowej. Dzielono ją na cztery grupy. Do pierwszej i drugiej grupy kwalifikowano osoby, które będzie można poddać zniemczeniu, były to dość nieliczne grupy. Najwięcej osób należało do trzeciej grupy, która też sama w sobie dzieliła się na dwie podgrupy. Pierwszą z nich były dzieci do lat 14, oraz osoby powyżej 60 roku życia. Wszyscy z tej grupy były kierowane do wsi z których wysiedlono Żydów. Reszta stanowiła drugą podgrupę. Osoby do niej należące kierowane były do przymusowej pracy na wschodzie lub w Rzeszy. Czwarta grupa obejmowała ok. 21% ludności. Wszystkie osoby z tej grupy miały być poddane eksterminacji. Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy 26 października 1942 roku ustalił, że co tydzień z Zamościa miały odjeżdżać trzy pociągi do Oświęcimia oraz dwa pociągi do Berlina2. Ta część akcji wysiedleńczej się nie udała, gdyż wiadomo jedynie o transportach odchodzących w grudniu 1942 roku. Zaniechanie transportów ma najprawdopodobniej taką samą przyczynę jak wstrzymanie całej akcji w marcu. Mowa tutaj o niespodziewanym, dla hitlerowców, oporze ludności polskiej. Gdy Polacy zdali sobie sprawę z zagrożenia wynikającego z akcji wysiedleńczej zaczęli masowo uciekać z domów i ukrywać się. Z planowanych 108 tysięcy Polaków udało się Niemcom wysiedlić około połowy. Dodatkowo niezwykle aktywna na tych terenach była partyzantka. Już pod koniec grudnia 1942 oddziały Armii Krajowej oraz Batalionów Chłopskich atakowały nowo skolonizowane wsie oraz mniejsze oddziały niemieckie wyznaczone do rugowania Polaków .

    Przerwanie akcji wysiedleńczej nie oznaczało bynajmniej jej końca. W ciągu tych kilku tygodni, tj. od marca do końca czerwca Niemcy zebrali liczne oddziały SS, policji, żandarmerii a nawet wojska w celu pacyfikacji oddziałów partyzanckich na terenach Zamojszczyzny, a potem całej Lubelszczyzny. Symptomy planowania drugiej fali wysiedleń dało się zauważyć już na początku czerwca 1943 roku. Najprawdopodobniej 1 czerwca została spacyfikowana wieś Sochy koło Zwierzyńca. Na początku miejscowość została otoczona przez hitlerowców, a następnie zbombardowana przez lotnictwo niemieckie, wszyscy którzy próbowali uciec zostali zabijani. Z 360 mieszkańców przeżyło ok. 20 osób3. W odwecie partyzanci zaatakowali i spacyfikowali wieś Siedliska, także ostatnio wysiedloną i skolonizowana przez osadników niemieckich. W wyniku tej akcji władze hitlerowskie wydały specjalną odezwę do mieszkańców4. Mówiła ona o tym, że czas tolerancji i jak najmniejszego szkodzenia ludności polskiej się skończył. Od tego momentu wszelkie tego typu zbrodnicze czyny miały być surowo karane. Za każdego Niemca zabitego w wyniku akcji odwetowych przeprowadzonych przez partyzantów, zostanie złapana i rozstrzelana wielokrotna ilość Polaków. Owe groźby zostały zrealizowane tuż po zniszczeniu Siedlisk. W wyniku akcji odwetowej wzięto 80 zakładników ze wsi Kosobudy oraz wysiedlono kilka wsi w okolicy Siedlisk. Wszystkich ujętych podczas tej akcji Polaków wywieziono na Majdanek5. Oprócz akcji militarnych Niemcy stosowali również innej represje wobec ludności polskiej. Zakazano, bez specjalnego zezwolenia policyjnego, używania publicznych środków komunikacji, takich jak koleje i samochody. Wstrzymana została również komunikacja telegraficzna i telefoniczna w dystrykcie lubelskim.

    Akcja „Wehrwolf” polegała na przesiedlaniu konkretnych grup ludności w różne części dystryktu lubelskiego, a nie tylko na wysiedleniu Polaków. Pierwsze wysiedlenia miały miejsce w powiecie biłgorajskim. Powiat ten przygotowywany był pod Ukraińców i Volksdeutschów wysiedlanych w tym samym momencie z Zamojszczyzny. Mieli być oni przesiedleni na tereny tego powiatu, żeby przygotować Zamojszczyznę dla osadników niemieckich. Polacy mieli zostać wysłani na roboty przymusowe do Niemiec. Propaganda niemiecka głosiła, że ludność polską, żyjącą na tych terenach z rabunku i bandytyzmu należy usunąć. A wprowadzenie na ich miejsce ludności ukraińskiej i niemiecki spowoduje zmianę struktury agrarnej, która wzbudzi intensyfikację rolnictwa i zwiększenie plonów, a także odrzuci dawną własność proletariacką. W propagandzie niemieckiej często ludność polską przedstawiano jako stronników Związku Radzieckiego, również dlatego w oficjalnych odezwach do społeczeństwa partyzantkę nazywano bandami bolszewickimi. Mimo bardzo brutalnego przeprowadzania akcji wysiedleńczych przez Niemców nie udało im się zdławić polskiej partyzantki, która na bieżąco walczyła z oddziałami które miał przeprowadzać pacyfikacje. Akcje Polaków były najbardziej skuteczne w momencie gdy Niemcy chcieli niszczyć oddziały partyzanckie i zaczęli wchodzić do lasów. W tym terenie partyzanci bronili się bardzo skutecznie i zadawali duże straty hitlerowcom. Dlatego też, wkrótce, taktyka wysiedleń zaczęła się zmieniać. Porzucono wszelkie próby niszczenia oddziałów partyzanckich, jedynie sporadycznie bombardowano lasy w których mogli się ukrywać partyzanci. Teraz Niemcy skupili się głównie na wysiedleniach wiosek. Zazwyczaj akacje były przeprowadzane a bardzo podobny sposób6. Teren około 2-3 gmin został okrążany silnymi oddziałami wojskowymi. Do tak przygotowanego kotła wkraczają SS, żandarmeria i wojsko, które przeczesują wszystkie lasy, pola i wioski. Cała pochwycona ludność zostaje wysiedlono z pacyfikowanych terenów. Wszyscy próbujący ucieczki zostają zabijani.
    Półtora roku temu przewidział inż. Cierpisz wczorajszą hecę
  • Zygmunt polecam.
    Obejrzałem dzisiaj niesamowity materiał!!! opowieść o sobie (ale jaką rewelacyjną) kapitana Czesława Marchaja przedwojennego pilota, uczonego, AK-owca, żeglarza, olimpijczyka i więźnia stalinowskiego (chciał uciec do Szwecji przez Bałtyk!) Co za supermen! koniecznie posłuchajcie! dzisiejsze elyty to miernoty...bękarty po smierszowcach, enkawudzistach, ubekach... żydokomunie i spermie krasnoarmiejców, folksdojczów, czy wehrvolfu. http://www.pomniksmolensk.pl/news.php?readmore=4087
    Półtora roku temu przewidział inż. Cierpisz wczorajszą hecę
  • Zygmunt masz tu swego adwersarza z S24
    UJAWNIAMY: ojciec Mądel już 1 września zapowiadał "duży tekst grupy Laska"
    Tagi: Maciej Lasek, Krzysztof Mądel, katastrofa smoleńska
    Dodano: 17.09.2013 [20:48]
    UJAWNIAMY: ojciec Mądel już 1 września zapowiadał "duży tekst grupy Laska" - niezalezna.pl
    foto: Marcin Pegaz/Gazeta Polska

    "Grupa Laska szykuje duży tekst przeciw bzdurom Macierewicza, ale łażenie do prokuratury zajmuje im dużo czasu, więc nie wiem, kiedy skończą" - zapowiadał już 1 września na swoim profilu na Facebooku o. Krzysztof Mądel. Dzisiaj Agnieszka Kublik, opierając się na kilku zdaniach z niejawnych zeznań w śledztwie smoleńskim wojskowej prokuratury, próbowała w "Gazecie Wyborczej" zdyskredytować ekspertów podważających rządowy raport ws. katastrofy smoleńskiej. Z wpisu o. Mądla wynika, że zespół Laska ściśle współpracował z prokuraturą w sprawie tekstu wymierzonego przeciw ekspertom Antoniego Macierewicza. Inne wpisy o. Mądla wskazują ponadto, że dzisiejsza publikacja w "GW" mogła być właśnie efektem kooperacji grupy Laska i śledczych wojskowych. Chodziło prawdopodobnie o skompromitowanie niezależnych naukowców przed planowaną przez prof. Michała Kleibera, prezesa PAN, debatą smoleńską. O. Mądel, niedawno wysłany przez prowincjała jezuitów na terapię(jest alkoholikiem i być może ćpunem), nie ukrywa swoich bliskich kontaktów z przewodniczącym rządowego zespołu ds. Smoleńska Maciejem Laskiem: http://niezalezna.pl/46128-ujawniamy-ojciec-madel-juz-1-wrzesnia-zapowiadal-duzy-tekst-grupy-laska O. Mądel na swoim profilu na Twitterze zachęcał Macieja Laska, by donieść ambasadorowi USA na dr. Wacława Berczyńskiego, konstruktora Działu Wojskowo-Kosmicznego Boeinga, wieloletniego pracownika koncernów lotniczych, eksperta współpracującego z zespołem parlamentarnym ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza.

    "Może poprosimy ambasadora Steve Mull, żeby amerykańskie uczelnie odniosły się do prywatnej działalności swoich pracowników?" - suflował szefowi rządowego zespołu o. Mądel. W odpowiedzi ambasador USA napisał, że byłoby nieodpowiednim komentować prywatne działania obywateli USA. "We're a free country!:)", czyli jesteśmy wolnym krajem - dodał Mull.
    Duchowny jest również znany jako bloger salon24 aktywnie wspierający rządowy przekaz ws. katastrofy smoleńskiej.
    Półtora roku temu przewidział inż. Cierpisz wczorajszą hecę
  • @nana 21:25:06
    Precedensowy wyrok w sprawie funkcjonariusza UB.(w porównaniu ze skazanym, jego winami to Marguilus za mordowanie własnymi rękami i rękami jego siepaczy, powinien wisieć lub być osadzonym na ostrym z sękami palu a jego truchło wysłane w parcianym worku za Don do Moskwy i złożone pod murem Kremla)
    Bydgoski Sąd Rejonowy(brawo Sąd!!!) skazał byłego funkcjonariusza bezpieki Henryka W. na cztery lata za bestialskie torturowanie w 1945 roku żołnierzy AK w Bydgoszczy - informuje Polskie Radio.

    Sędzia Jakub Kościerzyński uzasadniając wyrok wyjaśnił, że czyny oskarżonego, dziś 91-letniego mężczyzny, muszą być oceniane w świetle przepisów z 1932 roku. - Ustawodawca w tamtym czasie nie przewidział zbyt wygórowanej kary za tego typu czyny. One cechują się wysoką społeczną szkodliwością, ale kara wyznaczona przez sąd - zdaniem sądu - jest wystarczająca - ocenił.

    Wyrok nie jest prawomocny. Oskarżonego i jego obrońcy na sali rozpraw nie było. Nie wiadomo, czy złożą apelację. Prokurator, który domagał się sześciu lat więzienia, nie krył zadowolenia z wyroku, a decyzję, czy będzie domagał się przed wyższą instancją surowszej kary, podejmie po analizie uzasadnienia wyroku.

    Obecny proces Henryka W. był drugim. Trwał pięć miesięcy, śledztwo - pięć lat.

    Więcej: http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/934730,Byly-funkcjonariusz-UB-skazany-na-cztery-lata
    Obejrzyj księgę "zasług" gen. Wojciecha Jaruzelskiego
  • Autorze
    Wygląda zatem na to, że gorączkowa instalacja fotoradarów okazała się bezsensowna z punktu widzenia kierowców i pasażerów. Tym, którzy od początku wskazywali na bezsens frenetycznego montowania urządzeń do pomiaru prędkości pozostaje gorzka „pociecha” - chytry plan łatania dziury budżetowej nie powiódł się. Ten fakt mógłby dostarczyć złośliwej satysfakcji, gdyby nie to, że niefortunny pomysł nie został sfinansowany przez jego autorów, ale z publicznych środków.
    Fotoradary zawiodły Jacka Rostowskiego
  • @space 21:26:03
    Ato dlaczego? pytam.
    Czy oni wszyscy byli antysemitami?
  • @Skanderbeg 22:19:59
    A widziałeś porządnego żyda, cygana? to mi przedstaw, bo ja nie. Choć może paru! uczciwych Żydów nie kryjących się pod polskimi tetełe bym wymienił.
    Czy oni wszyscy byli antysemitami?
  • @nana 21:41:27
    Tylko badanie DNA tej zbrodniczej sowieckiej żydowskiej matrioszki Marguilusa vel Wolskiego vel Jeruzelskiego vel Jaruzelskiego, którego domagają się jeszcze żyjący koledzy z gimnazjum prawdziwego Wojtka oraz ja ukażą prawdę o tym zbrodniarzu. Prawdziwy Wojtek miał uszkodzoną dłoń prawą, maszyną rolniczą z tego powodu nie był wzięty do wojska, jak i łacinę znał bo jej w gimnazjum uczono. Matrioszka ma łapki całe no po łacinie ni w ząb, chyba, że w tej wojskowej/kuchennej. Nana ( czy masz, uprawiasz tę samą profesję co twój pierwowzór? bo na takim poziomie jak ona piszesz)obejrzyj jego łapki krwią Polaków zbrukane i przepytaj go z łaciny jak chcieli to zrobić koledzy Wojtka z gimnazjum w Kurowie, lecz on odmówił, wiedząc, że się zdemaskuje.
    Obejrzyj księgę "zasług" gen. Wojciecha Jaruzelskiego
  • @nana 21:41:27 za ciemna jesteś by podjąć z tobą hasbarówko. Wuj zabijał wrogów Polski, chwała mu za to.
    Dzieci mordujących i dzieci mordowanych toczą od lat nierówną walkę. Tych pierwszych jest więcej i mają się lepiej, co widać jeszcze wyraźniej we współczesnej Polsce; wystarczy popatrzeć na to, co dzieje się w mediach i polityce. Diabeł wyłazi już na ulice w różnym przebraniu...
    Obejrzyj księgę "zasług" gen. Wojciecha Jaruzelskiego
  • @Andy-aandy 20:15:13
    Starcie z czerwonym i białym potworem. Taka była obowiązująca wersja: Piłsudski rozpoczął wojnę z Rosją, wyprawiając się po latyfundia. Taką wersję rozpowszechniała propaganda Lwa Kamieniewa (to sowiecki prekursor Goebbelsa). Takiej uczono mnie w szkole we wczesnych latach PRL.

    Taką także głosił komunistyczny i postkomunistyczny historyk Andrzej Garlicki, który w swoich pracach o Piłsudskim pisał: „Polska konsekwentnie odrzucała radzieckie inicjatywy. Interesy klasowe i ekonomiczne polskiego obszarnictwa i burżuazji na Ukrainie, Białorusi i Litwie, prymitywny antykomunizm determinowały polską politykę ekspansji. [...] Ci, którzy ginęli w obronie Warszawy, płacili cenę za szaleństwo zdobywania Kijowa” („Mądry król Asioka”). W innym miejscu dodawał: „Za armią polską powracali na Ukrainę polscy obszarnicy, brutalnie egzekwując swoje przywileje” („Józef Piłsudski”). A ponieważ chłop ukraiński otrzymał od władzy sowieckiej ziemię – poparł tę władzę, sprzeciwiając się w ten sposób polskim okupantom – twierdzi Garlicki.

    Przemysł fałszowania historii

    Oczywiście można by przypomnieć, że Piłsudski wydał (12 maja 1920 r.) zakaz powrotu byłych właścicieli na Ukrainę, że traktował kampanię kijowską podobnie jak wyzwalanie Łotwy, jako pomoc mieszkańcom dawnej Rzeczypospolitej, a wyzwolone obszary przekazywał miejscowej administracji – ale przecież Garlicki doskonale o tym wiedział. I wiedział też, że kłamie. Kłamał, kiedy był tajnym współpracownikiem SB, kłamał, gdy formalnie być nim przestał. Z tych służb nigdy się nie odchodzi, nawet po śmierci. Gdyby ktoś chciał napisać mu nekrolog – o odkrywaniu prawdy byłoby w nim niewiele, o wylansowanych kłamstwach znacznie więcej.

    Garlicki był jednym z najbardziej zasłużonych propagandystów sowieckich w nauce polskiej. Formalnie był tylko pedagogiem (także TW „Pedagogiem”), lecz wskutek tego, że jego poglądy zostały powielone przez pamięć uczniów i czytelników – był jednym z najbardziej szkodliwych agentów wpływu. O jego skuteczności świadczy to, że do dzisiaj w dyskusjach o wojnie 1920 r. wracają pozostawione nam przez niego kłamstwa o „polskiej winie” i o „niepotrzebnej agresji”.

    Coś więcej niż zbieranie ziem

    Niektórzy historycy twierdzą, że po zdobyciu władzy Lenin i Trocki, naśladując dawnych carów, rozpoczęli „zbieranie ziem”. Jest to prawda – ale niecała. Istotą rewolucji październikowej było połączenie wielkoruskiego szowinizmu z programem rewolucji światowej. Doktryną obowiązującą Rosjan po 1917 r. stała się koncepcja Lwa Trockiego, iż wobec słabości i niedojrzałości europejskiego proletariatu na bolszewickiej Rosji spoczywa obowiązek wnoszenia rewolucji z zewnątrz – na bagnetach.

    „Czerwony marsz” rozpoczęto natychmiast po upadku Niemiec. Za symboliczną datę można uznać 15 listopada 1918 r. – tego dnia Zachodni Rejon Obrony został przemianowany na Armię Zachodnią. Oddziały tej armii rozpoczęły marsz w kierunku Polski, zajmując Mińsk, Lidę i Wilno. Armie sowieckie ścierały się początkowo tylko z polską Samoobroną, potem dopiero z oddziałami Wojska Polskiego. 14 lutego 1919 r. oddział kapitana Piotra Mienickiego wyzwolił zagarniętą przez Rosjan Berezę Kartuską. Polacy wzięli do niewoli 80 żołnierzy i zdobyli dwa cekaemy. Była to pierwsza licząca się bitwa wojny bolszewickiej, do historii jednak nie przeszła. W peerelowskim matriksie przykryła ją komunistyczna narracja kojarząca Berezę z więzieniem. I będzie tak dopóty, dopóki do polskiej kultury nie wprowadzi się uroczystości upamiętniających to zwycięstwo.

    Od wyzwolenia Berezy karta się odwróciła. 19 lutego Polacy wyzwolili Białystok, potem zaczęli odbijać kolejne miasta polskie: Wilno, Grodno, Nowogródek. Wojna stała się faktem, front to rozpalał się, to wygasał. Bolszewicy nie rezygnowali z „czerwonego marszu” – tyle że mieli kłopoty wewnętrzne, to z Kołczakiem, to z Denikinem. Piłsudski także nie chciał angażować wojsk i na całe tygodnie zawieszał działania wojenne. Wolał, aby w tym czasie Rosjanie osłabiali się nawzajem. Tylko wtedy, gdy dwa potwory, biały i czerwony, nawzajem się wykrwawią, tylko wtedy – powtarzał – Polacy mają szansę na niepodległość.

    W tym miejscu warto przypomnieć, że od września 1919 r. u Denikina przebywała misja gen. Aleksandra Karnickiego. Dzięki jej raportom Piłsudski znał wyjawione i niewyjawione zamiary „wierchownego prawitiela”. Rosyjski dowódca żądał, aby zajmując miasta na wschód od Bugu, Polacy zatykali tam dwugłowe orły, miał pretensje o zajęcie guberni wołyńskiej, z której chciał „wybrać rekruta”, wyzwolenie Kamieńca Podolskiego uważał za akt wrogi – bo sam miał ochotę go wyzwolić. Gdyby Denikin wygrał – alianci uznaliby sprawę Polski za wewnętrzną sprawę Rosji.

    Zwycięstwo rewolucjonistów nad Denikinem polepszałoby naszą sytuację o tyle, że bolszewicy nie byliby aliantami Anglików czy Francuzów. Jednak niepodległości również nam nie zapewniało. By Polska naprawdę odzyskała niepodległość, Denikin musiał przegrać, a bolszewicy też nie mogli wygrać. Tę kwadraturę koła Piłsudski rozwiązał po mistrzowsku: doprowadził do osłabienia obydwu sił rosyjskich – nie biorąc udziału w ich zmaganiach.

    Ideologiczna i praktyczna „podgotowka” ataku

    Decyzja o budowie Ogólnoświatowej Republiki Rad była dogmatem kongresu założycielskiego III Międzynarodówki w marcu 1919 r. Wtedy to w referacie programowym Lew Trocki zapowiedział, że „po rozgromieniu kontrrewolucji w Rosji nastąpi pochód na kraje kapitalistyczne Europy”. Była to decyzja polityczna, na sprzyjające warunki strategiczne należało nieco poczekać. Dopiero po rozbiciu wojsk Kołczaka i Denikina rząd sowiecki postanowił skończyć z Polską – zapowiadał to wywiad Trockiego z grudnia 1919 r. dla „Internationale Communiste”, zapowiadały to pojawiające się od początku 1920 r. plakaty z napisami: „Pobiwszy Denikina, nie pobijemy Polaka?”.

    27 lutego 1920 r. Lenin nakazał Rewolucyjnej Radzie Wojennej Republiki wzmocnienie Frontu Zachodniego w celu przygotowania go do wojny z Polską. Plany operacji antypolskiej od lutego 1920 r. przygotowywał sztab kierowany przez byłego pułkownika carskiego Borysa Szaposznikowa. Równolegle trwało nasycanie frontu antypolskiego wojskiem – łącznie przerzucono tam 220–250 tys. żołnierzy.

    10 marca 1920 r. podczas narady dowódców i komisarzy politycznych w Smoleńsku głównodowodzący Armii Czerwonej Siergiej Kamieniew zatwierdził plan decydującego uderzenia na Polskę. Termin – o czym Polacy mogli nie wiedzieć – wyznaczono na 14 maja. Wiedzieli jednak, że na froncie antypolskim pojawiają się nowe oddziały. Można było czekać na ich atak, można było zadać uderzenie wyprzedzające. 25 kwietnia, po uprzednim zawarciu porozumień z Ukraińcami, Piłsudski rozpoczął atak wyprzedzający, zakończony rozbiciem XIV i XII armii sowieckich, wyzwoleniem Wołynia, a następnie Kijowa (7 maja 1920 r.).

    Piłsudski przybył do Kijowa 8 maja, lecz usunął się, by nie upokarzać Ukraińców. Nie chciał, by go witano jak zwycięzcę. 9 maja na Kreszczatiku odbył się tylko uroczysty przegląd armii Śmigłego, w którym wzięły też udział oddziały ukraińskie. Piłsudski spotkał się z Symonem Petlurą na peronie w Winnicy, objął go po bratersku, akcentując partnerski charakter ich stosunków. Wierzył, że Ukraińcy potrafią obronić wolność, jaką ofiarowali im Polacy. Niestety, nie potrafili. Autor: Bohdan Urbankowski
    Nierozliczony rachunek sowieckich zbrodni na Polakach
  • To było do przewidzenia
    że parchy pozbawią nas naszej własności. Pisałem o tym, mówiłem wcześniej niż Jędrysek.
    Jędrysek: Soros wykupił nasze koncesje łupkowe
  • Autorze jaki Jaruzelski? toż to obraza dla tej patriotycznej Rodziny Sybiraków!
    Jaki Jaruzelski? toż to obraza dla tej patriotycznej Rodziny Sybiraków! Pisałem już o tym, nie raz na tym portalu. Jaki Jaruzelski? pisałem już o tym, nie raz nie raz na tym portalu na podstawie dokumentów rodziny, będącej na Syberii z rodziną prawdziwych Jaruzelskich, etc... To Wolski a tak na prawdę sowiecka matrioszka Marguilus syn żydowskiego szewca, z żoną z przydziału po koledze pułkowniku, któremu groził śmiercią za powiedzenie prawdy o nim i o żonie z przydziału. Polecam książkę Skwarczyńskiego, kto stoi za mordem Jaroszewicza i Solskiej pt. "Jak zabiłem Jaroszewiczów". Odbyło to się na polecenie tej matrioszki Marguilusa vel Wolskiego vel Jaruzelskiego!!!Bał się dekonspiracji wszystkich matrioszek, nie tylko jego, co chciał zrobić Jaroszewicz, ponieważ posiadał akta o nich zdobyte w Radomierzycach, akta wywiadu niemieckiego, SS i Gestapo, chciał pewnie zarobić? lecz śmierci nie przewidział, za wcześnie ujawnił zamiar Roliński piszący o nim książkę, więc zapadł wyrok wydany przez Marguilusa - uciszyć na wsiegda!.
    Tylko, że ta "matka" pani Jaruzelska(znała się z moją Babcią, rodziną) nie rozpoznała w nim swego syna, zażyczyła sobie u księdza w swej parafii, by na Jej pogrzebie ta zbrodnicza, bandycka sowiecka matrioszka nie była, więc ksiądz go wyprosił, to żadna tajemnica. "Siostra" także z nim nie utrzymuje kontaktu bo wie kto on a chce jeszcze żyć. A grób "ojca" odwiedził by się nadal uwiarygadniać jako Jaruzelski. On całe życie nie pije alkoholu, bo alkohol rozwiązuje języki i mógłby się nieświadomie wygadać kim jest na prawdę, pociągany za język. Jego nadzorcą z ramienia Smierszy, NKWD, IW jest druga sowiecka zbrodnicza, bandycka matrioszka z plutonów egzekucyjnych Kiszczak, któremu w Londynie mój Wujek oficer gen. Andersa i PSZ obił jewrejską mordę za próbę skaperowania Go jako agenta UB, gdy on tam był w atachacie PRL w latach 40-50 ub. wieku, z tego powodu nie mógł powrócić do Kraju bo tu czekała go śmierć z tego powodu.
    Obejrzyj księgę "zasług" gen. Wojciecha Jaruzelskiego
  • @zygmuntbialas 11:10:08 z sieci, co Ty Zygmunt na to?
    "Sklejałem modele samolotów". "Widziałem wybuch w szopie". "Latając samolotami, oglądam skrzydła". Eksperci Macierewicza przedstawili w prokuraturze swe kompetencje, nie przedstawili dowodów na wybuch tupolewa

    Wojskowa prokuratura, która bada katastrofę smoleńską, przesłuchała autorów najgłośniejszych hipotez o zamachu. - Żaden nie przekazał materiałów i danych, które stanowiły podstawę do prezentowanych wcześniej wniosków - informuje "Gazetę" rzecznik prokuratury kpt. Marcin Maksjan. Nie chce ujawnić danych ekspertów, ale my - od pełnomocników rodzin ofiar - wiemy, że chodzi o profesorów Wiesława Biniendę, Jana Obrębskiego i najpewniej Jacka Rońdę. Żaden nie jest specjalistą od lotnictwa ani katastrof.

    Prokuratura pytała o dowody na poparcie hipotez, że: * to nie była katastrofa lotnicza, ale zamach, * samolot rozpadł się w wybuchach, * skrzydło nie mogło się rozpaść w zderzeniu z brzozą.

    Kpt. Maksjan: "Jeden z przesłuchanych świadków wskazał, że podstawą wniosków na temat katastrofy był "eksperyment myślowy" oparty na wiedzy pochodzącej z fotografii z miejsca katastrofy. Inny świadek formułował wnioski w oparciu o 40-minutowy kontakt z niewielkim elementem metalowym, który jakoby pochodził z miejsca zdarzenia. Jako podstawę do formułowania wniosków wskazywano np. doświadczenie związane z lataniem samolotami w charakterze pasażera".

    Śledczym udało się przesłuchać najsłynniejszego eksperta Antoniego Macierewicza - prof. Wiesława Biniendę z Uniwersytetu w Akron w USA.. Czekali na niego od wiosny zeszłego roku. Profesor nie przekazał śledczym słynnej symulacji, która ma dowodzić, że skrzydło winno wytrzymać zderzenie z brzozą. Mówił, że nie jest dysponentem tych materiałów ani programu komputerowego, jest to własność uniwersytetu (uczelnia twierdzi, że nie wydała na Biniendę ani dolara, pracował prywatnie). Profesor poprosił też prokuratorów o parametry skrzydła tupolewa. To ciekawe, bo bez tych danych nie da się stworzyć symulacji zachowania się skrzydła w zderzeniu z przeszkodą.

    - To jakaś kpina! - mówi "Gazecie" pełnomocnik kilku rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. - Prof. Binienda, prosząc o dane, przyznał się, że jego symulacja jest nic niewarta! Żadnych dowodów czy obliczeń nie zaprezentował też prof. Jan Obrębski z Politechniki Warszawskiej. To ekspert, który broni hipotezy wybuchu. Publicznie opowiada, że przeprowadził "badanie elementu o rozmiarach 20 cm na 20 cm, który ukazała mu nieznajoma osoba, zapewniając go, że to część Tu-154, choć nie wiadomo, z jakiej części samolotu pochodził". Profesor po 40-minutowej analizie stwierdził, że element "został rozerwany od wewnątrz". - Posłużę się terminologią ginekologiczną: widać na nim rozstępy - stwierdził. Wskazywał, że wnętrze elementu jest osmalone: - Może to świadczyć o punktowych eksplozjach.

    Na pytanie śledczych o doświadczenia w badaniu katastrof profesor wyznał, że od dziecka interesuje się lotnictwem, w młodości sklejał modele samolotów i siedział kiedyś w kokpicie Su-33 (samolot myśliwsko-bombowy). No i latając samolotami, obserwuje, jak zachowują się skrzydła.

    Zapytany o doświadczenie w dziedzinie materiałów wybuchowych wyznał śledczym, że był świadkiem eksplozji w szopie.

    Trzeci ekspert, prof. Jacek Rońda z AGH, w latach 80. był wykładowcą na Uniwersytecie Technicznym Hamburg-Harburg, gdzie pracował przy programie komputerowym do spawania pod wodą. W latach 90. opracowywał w RPA program do budowy silników turbinowych i rurociągów. Po powrocie do Polski projektował m.in. implanty kości twarzy i czaszki. Nie jest i nigdy nie był specjalistą w dziedzinie lotnictwa. W filmie Anity Gargas "Anatomia upadku" na pytanie, dlaczego eksplozji nie wykryła polska komisja państwowa, odparł: "Nie odważyła się wykonać pewnych badań ze względu na miłość do Putina". Nie pokazał śledczym żadnych obliczeń.

    - Jeśli tak wygląda praca. naukowa ekspertów Macierewicza, to znaczy, że nie mają żadnych dowodów czy choćby poszlak! - mówi kolejny prawnik rodzin ofiar. - Ten wielki smoleński śledczy, czyli Macierewicz, jest nagi!
    Inż. K. Cierpisz: Po co ta cała dyskusja o półbeczce?
  • @interesariusz z PL 10:11:34
    Wejdź na stronę Cierpisza, będziesz miał i multum. Pzdr!
    Inż. K. Cierpisz: Po co ta cała dyskusja o półbeczce?
  • Autorze
    Zastanawia mnie jaką działkę muszą odpalać na PO?
    Monstrualne odprawy dla szefów KGHM
  • @telewidzacy 18:17:31
    następny agent, idiota i umysłowa miernota czyli analfabeta nie umiejący poprawnie pisać w języku polskim. Poszedł, a kysz na łonety, gw, etc.
    „Prawo powinno być optymalnie korzystne dla całego kraju”