Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!

Komentarze 170962

  • @programista 11:53:15
    "Wydobyte złoto także "psuje" wartość złota dotychczas krążącego na rynku."

    Pod warunkiem, że jest wydobywane z taką łatwością jak kartofle... :)) i bez kosztów.

    Wydobycie złota rosło wtedy, kiedy rósł na nie popyt, a nie ot tak sobie dla hecy - pomijając już jego rzadkość (szacuje się, że od jego odkrycia wydobyto dotąd nie więcej niż 130 tys. ton (!). Właśnie m.in. dlatego do "standardu" użyto złota, a nie czegoś tam pierwszego lepszego.. Do płacenia służył "gorszy" pieniądz, a "lepszy" (złoto) pozostawał w rezerwie na gorsze czasy.
    Jaki bank szkodziłby sam sobie zwiększając rezerwy złota dla "psucia złota"?...
    Złoto w klasycznym "standardzie zota" było i musiało być w stałym stosunku do nominału pieniądza (w sztucznym kursie). A zatem za złotem musiała stać CO NAJMNIEJ taka ilość towarów, jak za nominałem banknotu, odpowiadającemu porcji złota w ramach parytetu. Zwiększenie rezerwy złota bez "doemitowania" odpowiedniej ilości pieniądza, nie zepsułoby złota, a wręcz umocniłoby papierowy pieniądz. Przy czym nie o zloto tu chodziło (bo nim rzadko płacono), a o zablokowanie zapędów emitenta do druku pustych papierów. Papierów, które psułyby prawdziwe pieniądze (te, które dotychczas zapewniały posiadaczowi pokrycie w towarze - teraz i w przyszłości). "Fałszerski" dodruk powodował wzrost cen i (jako rzadkie i niepokojące zjawisko) natychmiastowy run klienteli na banki po złoto. Za każdy pusty pieniądz (bez pokrycia w towarze) bank musialby oddawać prawdziwe złoto, którego kurs - wówczas już ten "nieoficjalny" - szybował na dodatek w górę. I to było świetne zabezpieczenie interesu zwykłych ludzi przed bankami. Niestety wiązało też ręce politykom, dlatego przy okazji I wojny zawieszono je, a potem pod wydumanymi pretekstami zamieniono na rzekomo lepszy system fiducjarny, dzieki któremu cały czas towarzyszy nam inflacja - przedtem niemal nieznana. Inflacja, czyli okradanie ludzi z pracy przez rząd.
    Euro-ułuda
  • @programista 07:29:50
    Wartość pieniądza to nie "ilość ludzi" gotowych coś tam z nim robić. Ilość ludzi chętnych nim działać - to jest akurat jedynie popyt na pieniądz i to zaledwie popyt potencjalny, a nie realny. Natomiast wartość pieniądza wyraża się ilością jednostek dóbr, które za nim stoją. Dodrukowany pieniądz "pusty" jedynie psuje ten już krążący na rynku. Pieniądz fiducjarny nie jest pieniądzem towarowym. Może być co najwyżej narzędziem manipulacji...
    Euro-ułuda
  • @programista 11:43:07
    Szanowny Panie, raczy Pan chyba żartować.. Pieniądz wtedy jest "towarem" kiedy faktycznie, albo sam w sobie jest możliwy także do innego wykorzystania niż tylko jako środek płatniczy - tak było u jego zarania (np. skóry, płótna itp.), tak było też ze złotym pieniądzem. Ba, tak można było powiedzieć o pieniądzu papierowym, kiedy obowiązywał klasyczny standard złota - na wyemitowanie każdej dodatkowej sztuki banknotu, bank emisyjny musiał zwiększyć rezerwę złota w swoim sejfie wg stałego parytetu. Jeśli ktoś nie mógł nabyć towaru - mógł chociaż wymienić z powrotem papier na złoto.
    W systemie tzw. pieniądza dekretowego banknot wówczas można uważać za towar, jeśli jest on w równowadze z produkcją. Jaką wartość ma nagle dodrukowany papier bez wprostproporcjonalnego wzrostu produkcji?... Jeśli jest towarem, to mogę Panu takie papierki sprzedać. Ale jeśli cena miałby być uczciwa, to po koszcie farby drukarskiej, kawałka wyrobu celulozowego i jednostkowej robocizny. Taki "towar" jest wart wałśnie tyle, co ów drugi bilet na to samo miejsce w kinie. Kto pierwszy ten lepszy (prawo Canillona zdaje się... Nieprawdaż? ) Moje uszanowanie dla Pana :))
    Euro-ułuda
  • zapraszam na blog:
    http://www.e-ulatowski.pl/
    Co dalej z kryzysem? - Polska
  • zapraszam na blog:
    http://www.e-ulatowski.pl/
    TVG-9 Akcja RATUJ MALUCHY
  • Pełna zgoda
    Pełna zgoda
    Zgadzam się z autorem - telewizja publiczna, podobnie jak każde publiczne przedsiębiorstwo, nastawiona jest nie na zarabianie i zysk, lecz na "trwanie". Do "trwania" wystarczy "aby-jakość" (byle jakoś tam było, byle góra się nie dopieprzała !). Trwać można bez zysku rzeczywiście, jeśli ma się zapewnione stałe dochody z kasy publicznej i przymusu abonenckiego - bez jakiegoś tam zabiegania o klienta na normalnych rynkowych zasadach. Coż stałoby na przeszkodzie, żeby telewizja publiczna oferowała kulturę przez duże "K" zamiast małe "k" i jednocześnie zachowywala zdrowy rachunek ekonomiczny, zarabiając jedynie na reklamach, bez dotacji i abonamentu? Czy rzeczywiście większość społeczeństwa to takie "chamy" bez smaku, łaknące taniochy i zmierzające ślepo do samounicestweinia, jak sugerują "postępaccy propagandyści"?
    Przyczyny "nierentowności" publicznej TV są przynajmniej dwie:
    1) Oferta programowa - wbrew całemu "misyjnemu" pierdzieleniu nie jest wcale taka "z górnej półki". Tu od razu przypomina mi się powiedzenie jednego z publicystów - cyt. Po czym poznać, że prezentowany film jest "kultowy"? - Bo normalni widzowie w większości wychodzą, a pozostają jedynie... kultowi.
    Jeśli rzeczywiście większość społeczeństwa jest tak surowa i głupia, i trzeba ją reedukować np. przy pomocy "misyjnych" programów TVP, to - abstrahując od dyskusji nad rzeczywistymi wartościami tych programów - obawaim się, że ich autorzy zapomnieli także o tzw. metodyce przekazu - "żeby mogli strawić, najpierw muszą dać radę przełknąć ". W TVP cały czas tworzy się przeważnie dla "kultowej" mniejszości.
    2) Trudno zachować właściwy rachunek ekonomiczny, jeśli zatrudnia się kilkakrotnie więcej ludzi, niż inne stacje - robiąc zresztą niewiele więcej.

    To jest w skrócie tak: Ludzie mają przymusowo płacić abonament, najlepiej pod groźbą surowej kary, żeby mogli oglądać bloki reklamowe pomiędzy programami, a w trakcie powtórek programów i filmów odgadywać, w którym momencie "lokowano" jakie "produkty". Ponadto żeby mogli być na bieżąco w wiedzy, który rodzinny klan zatrudniony w TVP "dozatrudnił" więcej swoich pociotków na celebrytów, a który został pod tym względem na chwilę w tyle.
    Z jedną małą poprawką: TVP jako całość ma w d... coś tak anachronicznego, jak zysk, ale w całym swoim "trwaniu" jej poszczególni "urzędnicy" zysk stale generują (swój indywidualny), poprzez zmniejszanie osobistej aktywności - wtedy przy stałych dochodach "czysty zysk" staje się coraz wyższy! I to też jest typowe dla każdej intytucji publicznej..
    Pozdrawiam i po resztę zapraszam na bloga: http://www.e-ulatowski.pl
    TVP - studnia bez dna
  • @zalinc 22:54:05
    polecam blog: http://www.e-ulatowski.pl
    O 21.40 jestem w TV SuperStacja u p.Elizy Michalik
  • zapraszam na bloga:
    http://www.e-ulatowski.pl/
    Bezsens ograniczeń prędkości
  • zapraszam do bloga:
    http://www.e-ulatowski.pl/
    O 21.40 jestem w TV SuperStacja u p.Elizy Michalik
  • zapraszam do bloga:
    http://www.e-ulatowski.pl/
    Ameryka i Polska, degeneracja elit…
  • zapraszam do bloga:
    http://www.e-ulatowski.pl/
    Tallin – jedna z „najbardziej inteligentnych społeczności świata”
  • zapraszam do swojego bloga:
    http://www.e-ulatowski.pl/
    Uwaga: REFERENDUM!